Gdyby oceny sprzętu gamingowego były wystawiane za samą liczbę bajerów i ciekawych funkcji, Siberia Elite World of Warcraft musiałaby otrzymać notę co najmniej 11/10. Niestety jednak, gadżety nie zdadzą się na nic, jeżeli podstawowa funkcjonalność urządzenia nie jest spełniona w 100%.

1Opakowanie

Steelseries Siberia Elite – World of Warcraft Edition dotarła do mnie w bardzo efektownym opakowaniu, graficznie stylizowanym podobnie, co kolekcjonerskie edycje gier Blizzarda. W środku znalazłem sam headset, a do niego dodatkowa, dedykowana karta dźwiękowa USB i komplet wtyków (przedłużka micro USB, podwójny jack do słuchawek i mikrofonu i pojedynczy do urządzeń mobilnych). Plus oczywiście makulatura, o której nie ma sensu się dłużej rozpisywać. Skład zestawu oceniam jak najbardziej pozytywnie – robi dobre wrażenie już od pierwszej chwili.

2Design i wykonanie

Jak dotąd było dobrze. Gdy założymy headset na głowę, jest jeszcze lepiej. Nauszniki wykonano z bardzo delikatnej, przyjemnej w dotyku skóry ekologicznej. Świetnie przylegają do głowy, nie powodując dyskomfortu. Jedyną ich wadą jest to, że same otwory na uszy są trochę małe, przez co małżowina lekko się zawija, nie stanowiło to jednak większego problemu.

Boki nauszników wykonane są z solidnego, matowego plastiku, na którym osadzone są pokrętła – lewe służy do wyciszania mikrofonu, prawe z kolei do zmiany głośności. Co więcej, pokrętła te są podświetlane (mamy możliwość ustawienia jednego z ponad 16 mln kolorów, a także zmienić tryb iluminacji na „oddychający” czy zmieniający cyklicznie barwę). Takie rozwiązanie jest zdecydowanie wygodnym dodatkiem – nie zmusza nas do sięgania za każdym razem do przycisku zmiany głośności, wszystko jest pod ręką. Dodatkowy atut to fakt, że ustawienia te działają zarówno w trybie USB, jak i przy podłączeniu przez kabel jack, co bynajmniej nie zawsze jest oczywiste. Boki nauszników przyozdobiono ponadto logiem World of Warcraft – mały bajer, ale dodaje charakteru.

Pałąk z kolei jest dwuczęściowy. Górny, podtrzymujący element to dwie metalowe obręcze. Tutaj drobny zarzut: są dość ostre na krawędziach, sprawiając wrażenie, że nie zostały odpowiednio wykończone. Druga część to wysuwany element, dopasowujący się do głowy. Zrobiony został z gumy, z wytłoczonym logiem World of Warcraft, z kolei część styczna z głową wyłożona jest miękkimi poduszeczkami. Odczułem jednak, że napięcie pałąka jest nieco zbyt duże, przez co słuchawki mają tendencję do zsuwania się z głowy (a moja jest raczej średniej, standardowej wielkości – osoby o większym obwodzie głowy mogą mieć już poważny problem).

Warto jeszcze powiedzieć słowo o przewodzie. Ten, niestety, jest płaski i jedynie gumowany. Sprawia wrażenie bardzo delikatnego, gdyż nie pokuszono się o jakiś oplot czy inną formę osłony. Całość jednak oceniam na plus – headset prezentuje się porządnie, a w akcji, gdy włączone jest podświetlenie, robi niesamowicie ciekawe wrażenie (o ile oczywiście lubimy być otoczeni sprzętem, który może konkurować oświetleniem z lampkami na choinkę).

3Dźwięk

I wszystko byłoby pięknie, gdyby oferowany przez Siberię Elite dźwięk był choć w połowie tak dobry, jak poziom designerstwa i bajeranctwa tego urządzenia. Tradycyjnie już testowanie rozpocząłem od muzyki, gdyż wtedy właśnie najczęściej wychodzą na światło dzienne największe wady i zalety sprzętu. Zacząłem od mocnego metalu – jeżeli słuchawki „udźwigną” ostrą perkusję, atakujące, gitarowe riffy, podlane sosem z głębokiego growlu i wibrującego screamu, wtedy dadzą sobie radę ze wszystkim innym. Niestety, Siberia Elite została przez metal wręcz zmasakrowana. O ile poszczególne dźwięki były dość proste do odróżnienia, o tyle najwyższe i najniższe tony zostały niemiłosiernie „ścięte”, powodując niemiłe dla ucha buczenie. Nic nie zmieniło tutaj podpięcie headsetu bezpośrednio do gniazdek jack, z pominięciem dołączonej karty dźwiękowej – efekt był podobnie słaby.

Pewnym wyjściem z sytuacji jest dostosowanie dźwięku do własnych potrzeb – Siberia Elite oferuje możliwość ustawienia do 10-ciu profili dźwięku. Niestety, rozwiązanie to okazało się jedynie połowiczne. Fakt, z jednej strony nieprzyjemne buczenie ustało, ale co z tego, skoro stało się to kosztem znacznego ściszenia niskich i wysokich tonów, przez co środek skali był przesadnie eksponowany.

Nieco lepiej headset poradził sobie w grach. Tutaj znacznie rzadziej atakowani jesteśmy lawiną dźwięków o skrajnie różnej częstotliwości, więc problem ścinania ekstremów był mniej słyszalny. Chyba, że natrafiliśmy na scenę wieloma głośnymi wybuchami. W grach jednak przydała się funkcja Dolby Pro Logic, zapewniana przez dołączoną kartę dźwiękową. Przestrzenność dźwięku była nieźle symulowana, choć oczywiście nijak nie może się to równać z posiadaniem natywnego zestawu 7.1. Mimo wszystko za ten element należy się Steelseries plus.

Na koniec zostawiłem sobie mikrofon. Ten jest… zwyczajny, typowo „headsetowy”. Fakt, bardzo dobrze redukuje szumy otoczenia, jednak również dosyć istotnie zniekształca głos. Do komunikacji głosowej niczego więcej nam nie potrzeba, jednak o nagrywaniu podcastów czy streamowaniu z jego użyciem możemy raczej zapomnieć. Wspomnijmy tylko, że mikrofon chowa się do wnętrza lewego nausznika, dzięki czemu nie wchodzi nam w paradę, gdy nie jest potrzebny.

4Podsumowanie

Steelseries Siberia Elite World of Warcraft Edition (na wszystkich bogów, czy ci producenci muszą wymyślać aż tak długie i pretensjonalne nazwy?) to sprzęt przede wszystkim wyglądający, a nie działający. O ile ma sporo fajnych bajerów i robi ciekawe wrażenie wizualne, tak technicznie jest to headset co najwyżej średniej jakości. Aby jednak wydać ostateczny werdykt, sprawdziłem jego cenę – w końcu nie będę oczekiwał studyjnej jakości po urządzeniu ze średniej półki. Niestety, tutaj czekał mnie ciężki szok. Oficjalna cena zestawu to… 219 EUR, co w przeliczeniu na złotówki daje ponad 900 zł (!!!). Wybaczcie, drodzy producenci, ale za taką kwotę mogę mieć najwyższej klasy zestaw, o krystalicznie czystym dźwięku. Może bez loga World of Warcraft, ale trudno, jakoś przeżyję.