Steelseries Siberia RAW Prism to słuchawki przeznaczone na średnią półkę cenową i nawet tutaj nie wybijają się niczym szczególnym, choć mają kilka ciekawych rzeczy do zaoferowania.

Zacznijmy od ceny, która w przypadku RAW Prism bardzo zaskakuje. Steelseries to firma, w której ofercie ciężko znaleźć słuchawki za mniej niż 250zł i testowane przez nas urządzenie akurat wstrzeliwuje się w ten przedział, bowiem kosztuje właśnie około ćwiartki tysiąca. Zwykle wspominam o takich sprawach dopiero pod koniec testu, ale wartość ma swoje przeniesienie na jakość sprzętu. Widać, że zabrakło tutaj elementów, z których Siberie są znane. I choć mamy tu do czynienia z dobrze wykonanymi słuchawkami, to przy obcowaniu z nimi ma się wrażenie, że czegoś tu brakuje.

Już samo pudełko zwiastuje, iż nie mamy do czynienia z najwyższą półką, bo choć z zewnątrz jest wykonane całkiem ładnie, to w środku jest naprawdę pusto i ogólnie biednie. Wewnątrz opakowania nie znajdziemy nic oprócz słuchawek i małego kawałka papieru, który rzekomo ma służyć za instrukcję obsługi. Żadnych przedłużek, ewentualnej płyty ze sterownikami, albo chociażby ciekawszego zapakowania. Od razu czujemy, że nie mamy do czynienia ze słuchawkami ekskluzywnymi, a z tańszymi zamiennikami.

Negatywne wrażenie zamazuje się jednak w momencie, gdy złapiemy Siberie RAW Prism w ręce i umieścimy na swojej głowie. Steelseries zawsze miało dobre pomysły, jeśli chodzi o ergonomię oraz wygodę użytkowania i w tym przypadku nie zostały one poświęcone dla uzyskania mniejszej ceny. Urządzenie jest niesamowicie delikatne i bardzo lekkie (waży tylko 452g, co jest zarówno dobrą jak i złą wiadomością. Jeśli chodzi o ten „niedobry” aspekt, to biorąc ten sprzęt do rąk, ma się wrażenie, że delikatnie mocniejszy nacisk, albo upadek na podłogę, mógłby zakończyć się dla niego fatalnie. Głównym winowajcą jest tu niezbyt wytrzymały plastik, z którego produkt jest w praktycznie w całości wykonany. Nie oczekuję, żeby headset za 200zł był pancerny, ale nie chcę by sprawiał wrażenie, że zaraz sam rozleci się w ręku. Z drugiej strony zaś korzystanie z tychże słuchawek, nawet przy dłuższych sesjach trwających ponad 4 godziny specjalnie nie męczy. Sprzęt nie daje poznać o swojej obecności, kiedy mamy go na głowie. Gąbki wykorzystane w pałąku oraz na nausznikach dostarczają sporo komfortu, są miłe w dotyku i powodują, że uszy nie pocą się, a głowa nie boli przy dłuższej zabawie. Jakby nie patrzeć to jedna z ważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o słuchawki dla graczy, dlatego ludziom ze Steelseries należą się za to brawa.

P1030740

Wygląd słuchawek to żadna rewolucja, bo prezentują się przeciętnie. Jedynym elementem odróżniającym ten model od konkurencji (oprócz logo Steelseries na górze pałąka, co jest oczywiste w przypadku tego producenta) są wmontowane w nauszniki, małe lampki LED. Według twórców – są one w stanie świecić się na 16 milionów kolorów. Duńska firma wypuściła również software Steelseries Engine, dzięki któremu zmienimy barwę oraz styl iluminacji, a także dostaniemy dostęp do equalizera. Muszę przyznać, że te małe LEDy dodają Siberia RAW Prism naprawdę sporo uroku i powodują niemałe zainteresowanie wśród znajomych. Oprócz wyglądu nie mają żadnej funkcjonalności, ale one mają po prostu się „prezentować” i to im się akurat udaje. Design tego produktu akurat przypadł mi do gustu, pomimo jego względnej prostoty.

Konstrukcja słuchawek jest dosyć specyficzna, bo ciężko nazwać ją zamkniętą lub pół otwartą. Pomimo, że muszle nachodzą i zakrywają parę uszu bez problemów, to wyciszenie otoczenia jest tu niewielkie. Także przy niezbyt wysoko ustawionej głośności, narzekanie żony będzie słyszalne, choć nie w 100%.

Steelseries Siberia RAW Prism podłączamy do komputera przy użyciu złącza USB i w przypadku systemu Windows wykrywane są jako drugie (obok głośników) wyjście dźwiękowe. Pozwala to odpowiednio dostosować do nich głośność, bez wpływu na inne urządzenia. Na pudełku producent napisał, że sprzęt bez problemu możemy podłączyć też do PS4. Niestety, takowej konsoli nie posiadam, choć w moim salonie gości jej poprzedniczka – PS3, do której z ciekawości RAW Prism podłączyłem. System dobrze wykrył słuchawki, niestety, w grze służyły mi tylko do komunikacji z innymi graczami, czyli słuchania oraz nadawania wiadomości głosowych. Nie było możliwości ustawienia, by słuchawki te zastąpiły w roli wyjścia audio głośniki telewizora, czego strasznie mi szkoda. Nie widzę bowiem sensu wydawania blisko 250zł tylko po to, żeby chwilę pokrzyczeć sobie z dzieciakami w Call of Duty.

P1030742

Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze, czyli do jakości dźwięku, który wydobywa się z tego sprzętu. Gdybym miał wyrazić swoją opinię o audio w dwóch słowach, powiedziałbym – jest ok. Produkt nie wyróżnia się pod tym względem niczym szczególnym, ale też nie zamierzam go tępić za niedbalstwo producentów w tym aspekcie. Wszystkie tony – niskie, średnie i wysokie są odpowiednio zbalansowane oraz słyszalne. Podczas testów nie znalazłem jakichś szczególnych zniekształceń, za to czasem słychać szumy, głównie wtedy gdy powinna panować absolutna cisza. Słuchawkom brakuje jednak szczególnej głębi, bowiem dźwięki wydają się nieco puste, mało żywe. Poza tym w RAW Prism ciężko szukać silniejszego basu, bo choć ten występuje, to jest tak znikomy, że równie dobrze mogłoby go nie być. Czynniki te powodują, że do słuchania muzyki sprzęt ten nadaje się średnio. Co innego jednakże w grach. Inżynierzy ze Steelseries naprawdę postarali się o dobre pozycjonowanie dźwięków. Chociaż słuchawki są wykonane w stereo, to bez problemu wykrywałem pojedyncze kroki przeciwników zza ścian, czasem nawet aż za dobrze. Gra, na której testowałem same słuchawki to Counter-Strike: Global Offensive, gdzie akurat informacja o pozycji przeciwnika jest kluczowa – i nie miałem problemu z jej uzyskaniem. Produkt spełnia zatem swoje zastosowanie bardzo dobrze, ale nie robi poza tym niczego wybitnego.

W lewej słuchawce RAW Prism znajduje się mały wybrzuszenie, które ku zdziwieniu wielu osób okazuje się być mikrofonem. Ciężko powiedzieć, by jego jakość jakoś szczególnie dobra, ale wystarcza ona do zwykłej komunikacji ze znajomymi podczas zabawy. Niestety, wmontowanie mikrofonu w głośnik ma swoją wadę i to sporą. Podczas gry wielu moich znajomych narzekało, że „coś u mnie przebija”. Po prostu mikrofon oprócz mojego głosu, zbierał też głośniejsze dźwięki wydobywające się z muszli, przez co towarzysze często musieli słuchać moich wystrzałów z kałasznikowa na drugiej stronie mapy. Poza tym ten mały wihajster bez skrupułów ściąga też praktycznie każdy, nawet ten cichszy dźwięk z otoczenia. Szybko przez to wróciłem do korzystania ze swojego, odrębnego mikrofonu. Poniżej publikuję testy mikrofonu bez obróbki i z obróbką (normalizacja, usunięcie szumów).

P1030737

Muszę przyznać, że od Steelseries Siberia RAW Prism oczekiwałbym czegoś więcej, w końcu to sprzęt warty około 250 zł. W podobnej cenie można obecnie dorwać Siberia v2 od tego samego producenta, które według mnie spisują się lepiej. Nie znaczy to jednak, że słuchawki te wypadają jakoś szczególnie źle. Śmiało pochwalić je mogę za ergonomię i wygląd czy dobre pozycjonowanie w grach wideo. Wadami są słabej jakości mikrofon, brak głębi i basu, niska wytrzymałość materiału, brak pilota do regulacji głośności oraz brak jakiegokolwiek wyposażenia w pudełku. Nie jestem w stanie polecić tego urządzenia, ale też nie zamierzam mu ubliżać. Steelseries wypuściło coś od siebie na średnią półkę cenową i jak już wspomniałem we wstępie – czuć to. RAW Prism są wykonane lepiej niż przeciętnie, ale nie błyszczą (poza LEDami) niczym nadzwyczajnym. Być może duńska firma wypuści wkrótce na rynek drugą, lepszą wersję tego produktu? Bardzo na to liczę, bo popełnione błędy podczas tej konstrukcji nie są jakoś przesadnie wielkie.