Klawiatura mechaniczna z Chin. To zdanie brzmi naprawdę strasznie, ale jakiś czas temu w podobny sposób myśleliśmy, chociażby o smartfonach z kraju Dalekiego Wschodu. Dziś telefony od OnePlus, Oppo czy Xiaomi sprowadzamy na potęgę i okazują się one wysokiej jakości produktami w relatywnie niskiej cenie. Czy podobnie będzie też wkrótce z “mechanikami”?

Akurat udostępnione mi przez sklep GearBest urządzenie ELeEnter Game 2, nie jest produktem szczególnie tanim jak na nasze standardy. Kosztuje on bowiem 80 dolarów, czyli jakby nie patrzeć ~320 złotych. Z Chin można sprowadzić klawiatury mechaniczne w cenie dobrych 150 złotych, za co u nas zwykle dostaniemy (jedynie) dobrą “membranówkę”. Z kolei też za niezupełne 350 złotych można dostać już CM Storm Quickfire XT na licencjonowanych przełącznikach Cherry MX Blue. Stąd też od razu łatwo zauważyć, że ELeEnter Game 2 wysokiego przebicia akurat na naszym rynku mieć nie będzie.

Pomińmy jednak kwestię ekonomiczną i przejdźmy do wyglądu, który akurat niezbyt mi się spodobał. Konstrukcja jest pełna nieuzasadnionych, ostrych kształtów, kojarzących mi się z tanimi klawiaturami “dla graczy”. Dobrze, że producent nie pokusił się o dodanie jakichś dziwnych kombinacji kolorystycznych, bo wtedy na sprzęt w ogóle nie dałoby się patrzeć. Muszę się też przyczepić stosunkowo nieczytelnej czcionki użytej na przyciskach. Klawisze funkcyjne takie jak Print Screen czy Insert potraktowane zostały skrótowo, co może przeszkodzić w korzystaniu osobom dobrze nieobeznanym w ułożeniu przycisków.

dsc_8766

Prezencję ELeEnter Game 2 w dużej mierze poprawia podświetlenie, które ilością animacji oraz kolorów mogłoby stanąć w małym pojedynku z technologią Chroma od Razer. Klawiatura ma lampki LED, które działają w całkiem imponującej palecie RGB. Iluminacja zdecydowanie robi wrażenie i oczaruje każdego miłośnika świecących się urządzeń. Zauważyłem jednak, że mój egzemplarz przy bardziej skomplikowanych animacjach, zaczyna wydobywać z siebie pisk w okolicach centralnej części konstrukcji. Nie jest on może jakoś specjalnie donośny, ale jeśli w pomieszczeniu akurat panuje odpowiednia cisza, to nieprzyjemny dźwięk jest słyszalny. 

Pod względem ergonomii oraz wygody użytkowania jest po prostu dobrze. Klawisze mają podobną wysokość do standardowych mechaników. Powierzchnia górna wszystkich przycisków ma również nieco chropowatą powłokę, przez co palce nie ślizgają się po nich za bardzo, nawet gdy są lekko tłuste. Zawiodła mnie tylko nieco część, która w zamyśle miała chyba służyć jako podkładka na nadgarstki. Jest ona zwyczajnie za mała i można oprzeć na niej dłonie, ale nadgarstki nie mają już miejsca na spoczęcie. Nie czyni to pisania czy grania niewygodnym i potraktujcie to bardziej jako czepialstwo z mojej strony. Nie mniej jednak miło byłoby zobaczyć ją nieco dłuższą.

Słowo “chińskie” i “jakość wykonania” brzmi w naszej mentalności jak niepodważalna sprzeczność. Producent zaskoczył mnie jednak bardzo pozytywnie w tej kwestii. Cała górna część stworzona została z metalowej, chropowatej płyty i jej wytrzymałość potrafi ucieszyć. Znane nam firmy tworzące klawiatury, nie decydują się na implementację podobnego materiału w tej półce cenowej, stąd ELeEnter Game 2 zyskuje w moich oczach. Dolna partia to już niestety plastik, aczkolwiek sprawiający wrażenie solidnego. Nigdzie się nie ugina ani nie trzeszczy, stąd śmiem twierdzić, że będzie w stanie nieco wytrzymać.

dsc_8782

Kabel ma długość około 2 metrów, jest srebrny i odstaje nieco swoją barwą od całości konstrukcji, troszkę ujmując ogólnej estetyce. Cały pokryty został materiałowym oplotem, co mnie akurat bardzo cieszy. Przewód jest także odpowiednio gruby oraz elastyczny, za co należą się pochwały.

Zastosowane w ELeEnter Game 2 przełączniki to bliżej nieokreślone mechanizmy nazwane przez producenta po prostu “Blue”. Na przełącznikach widnieje logo TTC, stąd można się domyślić, iż są to przełączniki chińskiej firmy Trantek Co. Tego typu chwyt ma przyciągnąć nieświadomych konsumentów, którzy przy zakupie będą myśleć, że mają do czynienia z oryginalnymi Cherry MX Blue. Co ciekawe na stronie udało mi się znaleźć informację, że klawisze mają żywotność aż 60 milionów uderzeń. Liczba imponująca, ale przyznam szczerze, że śmiem wątpić w jej prawdziwość. Niestety nie mam możliwości tego przetestować, ale warto powiedzieć, że nawet niektóre przełączniki Cherry padają po 20 milionach przyciśnięć.

TTC Blue Switches to całkiem niezła podróbka Cherry, różniąca się od niego detalami, praktycznie niezauważalnymi dla normalnego konsumenta. Brzmią podobnie, mają też bliźniaczą konstrukcję. W praktyce czuć jednak subtelne różnice w tym, jak one się klikają. Skok klawisza jest odczuwalny zaledwie nieznacznie, a i przyciski wydają się chodzić nieco bardziej ociężale. Podczas pisania zdarzało mi się również, że niektóre przełączniki lubiły się lekko przyciąć. Miały one pewien problem z pokonaniem skoku, aczkolwiek ponowna próba naciśnięcia przechodziła już bardzo gładko.

dsc_8754

A co z grami? Cóż, tutaj ELeEnter Game 2 sprawdzała się praktycznie tak samo, jak Cherry MX Blue. Sporo osób twierdzi, że przełączniki tego typu do grania się nie nadają, choć ja akurat trzymam się tego zdania, że to zależy gatunku od samej gry. W FPS-ach wszystko działa tak, jak należy i ruszanie się po mapach w Counter-Strike: Global Offensive czy Battlefield 1 było niezwykłą przyjemnością. Ciągłe rzucanie zaklęć w League of Legends czy World of Warcraft powinno być trudniejsze, bo tego typu przełączniki muszą wrócić do pozycji wyjściowej jeszcze przed ponowną aktywacją. Osobiście jednak nie narzekałem na to zjawisko i myślę, iż i w takich warunkach niebieskie przełączniki sprawdza się odpowiednio.

ELeEnter Game 2 podobno ma jakieś oprogramowanie ułatwiające programowanie własnego podświetlenia. Chciałem je przetestować, ale po ich pobraniu, system wykrywał w nich wirusa, stąd czym prędzej usunąłem je z mojego komputera. Pozwólcie, że z racji bezpieczeństwa tę kwestię pominę, ale klawiatura i bez softu jest w pełni funkcjonalna.

ELeEnter Game 2 pozytywnie mnie zaskoczyła, bo to w zasadzie pierwszy raz, kiedy mam do czynienia z chińską klawiaturą mechaniczną. Gdyby jej cena była nieco niższa, przynajmniej o te 20 dolarów, to mógłbym ją polecić. Brzmi to zapewne dość zabawnie, gdy krytykuje się chińskiego producenta za zbyt wysoką cenę, ale tak faktycznie jest. Podświetlenie wygląda ładnie i klawiatura została wykonana na poziomie, choć z kilkoma potknięciami. Nadal jednak wolałbym dorzucić te 30-50 złotych do wspomnianego CM Storm Quickfire TK z wybraną wersją oryginalnych Cherry MX. ELeEnter Game2 nie spisuję na straty, ale przez koszt trudno jest mi ją polecić. Radzę liczyć na jakąś promocję i wtedy zastanowić się nad zakupem.