Klawiatura Hermes P1 od Gamdias jest jak pokój w świetnym hotelu, w którym okno wychodzi na fabrykę: niby wszystko w najlepszym porządku, ale drobne usprawnienia by nie zaszkodziły.

Widać, że Gamdias stara się odejść do wizerunku taniego zamiennika topowych marek. To już nie kiczowate, fikuśne pudełka, średniej jakości materiały i niby zadowalająca, ale jednak pozostawiająca sporo do życzenia. Teraz sprzęt od tej firmy można traktować jak zupełnie realnego konkurenta takich firm, jak Razer czy Roccat. Konkurenta, który dzielnie walczy o podium, choć musi jeszcze trochę potrenować, by się na nim znaleźć.

Zawartość pudełka

Widać to choćby po zawartości pudełka. W zasadzie ten akapit mógłbym śmiało pominąć, bo jest ona co najwyżej podstawowa. Choć sam box jest elegancki, ładnie wykonany, pozbawiony kiczowatych wstawek, to już jego zawartość mocno zawodzi. Znajdziemy tu oczywiście klawiaturę, doczepianą podkładkę na nadgarstki, instrukcję obsługi i… w zasadzie tyle. Niby niczego więcej nie potrzeba, ale jednak jakiś drobny bajer (naklejki? Klucz do wyjmowania przycisków?) by nie zaszkodził, aby podkreślić jakość sprzętu. Mocne 5/10, ale ani punktu więcej.

Design i wykonanie

Sama klawiatura przedstawia się jednak nad wyraz ciekawie. Cały front wykonany jest z dość masywnego aluminium, w większości matowego, jednak na górze klawiatury szlifowanego na wysoki połysk. W połączeniu ze specyficzną, industrialną czcionką użytą na klawiszach (o czym dalej) nadaje on klawiaturze wygląd wręcz steampunkowy. Tu pojawia się jednak pierwszy zgrzyt: obudowie brak nieco polotu, przez co można odnieść wrażenie, że to nie obudowa właściwa, a wypełniacz, a ktoś zapomniał podczepić rzeczywisty front. Sytuacji nie ratują nieszlifowane kanty, tym bardziej przywodzące na myśl produkt niewykończony. Możliwe jednak, że komuś taki design będzie odpowiadać, to tylko kwestia gustu.

Na pochwałę zasługują za to dobrze wykonane przyciski, lekko profilowane, jednak nie na tyle, by palec „grzązł” w nich podczas pisania. Lekko chropowata powierzchnia i odpowiednio dobrane odstępy między klawiszami sprawiają, że nie ma mowy o przypadkowych kliknięciach czy pomyłkach. Słowem, jest bardzo dobrze. Co więcej, klawisze są podświetlane. Poziom i kolor podświetlenia możemy regulować, wraz z efektami, które temu podświetleniu towarzyszą. W tym aspekcie Gamdias Hermes P1 RGB stoi na równi ze swoją topową konkurencją. Dyskusyjna natomiast jest decyzja o rezygnacji z osłony przełączników – wystają one z obudowy, co sprawia, że między frontem a przyciskami jest odczuwalna, ok. centymetrowa luka. I znowu: nadaje to klawiaturze specyficzny styl, jednocześnie niekoniecznie musi być praktyczne. Mieszkam przy ulicy, w moim mieszkaniu dość mocno się kurzy, nie chcę więc nawet myśleć, ile razy w miesiącu musiałbym testowaną klawiaturę gruntownie czyścić.

Jak to działa?

No cóż, działa (znowu: prawie) dokładnie tak, jak działać powinno. Na klawiaturze pisze się świetnie: szybko, intuicyjnie i wygodnie, co jest zasługą dobrze rozmieszczonych, elegancko wykonanych i lekko profilowanych klawiszy. Gamdias zastosował autorskie przełączniki, które na pierwszy rzut oka sprawdzają się jak najbardziej dobrze. Oczywiście trudno na ten moment powiedzieć coś o ich wytrzymałości – tę poznamy dopiero po długim, co najmniej kilkumiesięcznym użytkowaniu. Jedyny zgrzyt, jaki się pojawia, to bardzo głośna praca niektórych klawiszy, ze spacją na czele. O ile lubię głośne klawiatury, z wysokim skokiem i wyczuwalnym naciskiem, o tyle przy mocniejszym naciskaniu spacji i kilku innych klawiszy da się słyszeć dźwięk odskakującej sprężyny switcha – coś, czego nie uświadczymy raczej w konkurencyjnych przełącznikach Cherry MX. Nie jest to poważna wada, jakoś specjalnie nie przeszkadza, niemniej jednak nie można jej pominąć. Małą uwaga na koniec: jeżeli ktoś pisze wzrokowo, może mieć z Gamdias Hermes P1 pewne problemy. Specyficzna czcionka na klawiszach, choć ciekawa i nadająca sprzętowi ciekawego stylu, nie zawsze jest idealnie czytelna. Możliwe, że w tym aspekcie firma nieco przeszarżowała i mogła postawić na trochę bardziej klasyczne rozwiązanie kosztem efektowności.

Solidna krytyka należy się z kolei klawiszom makr. Te owszem, są, w liczbie dwóch i da się je programować. Co jednak z tego, skoro firma nie zadbała, by stanowiły odrębne przyciski, ale podpięła je pod zwykłe klawisze, i to spację i „B”? Trudno mi sobie wyobrazić gorszy wybór – przypadkowe omsknięcie palca przy naciśnięciu przycisku aktywującego sprawia, że otrzymujemy zupełnie inny efekt, co choćby w dynamicznych grach akcji jest niedopuszczalne.

Werdykt

Klawiatura Gamdias Hermes P1 RGB jest jak piękna kobieta, której nagle na twarzy wyskoczył ogromny pryszcz. Wady, które w niej znalazłem, w żadnym wypadku nie umniejszają jej jakości i przyjemności korzystania. To drobnostki, delikatne niedociągnięcia tu i tam. Dochodzimy teraz do bardzo ważnego elementu, czyli ceny. Ta oscyluje w okolicach 270 zł. Czy to dużo jak na taki sprzęt? Powiedziałbym, że absolutnie nie, choć nie jest to też cena przesadnie zaniżona. Brawa dla Gamdiasa, że wycenił swoją klawiaturę całkowicie „na trzeźwo” (echem, w przeciwieństwie do niektórych topowych producentów, którzy za podobne urządzenie zaśpiewaliby sobie co najmniej 400 zł).

Jeżeli szukasz klawiatury solidnej, ciekawie wykonanej i eleganckiej, a przy tym nie zależy Ci na makrach czy jakichś bardziej wyrafinowanych dodatkowych funkcjach, Hermes P1 będzie dla Ciebie idealnym wyborem. Z czystym sumieniem polecam.