Peryferiów gamingowych od Gigabyte’a ciąg dalszy. Tym razem będzie to flagowa klawiatura mechaniczna – AORUS K7 na przełącznikach Cherry MX Red. Sprawdźmy, czy kolejny Aorus to orzeł, czy raczej jakaś papuga naśladująca orła.

Opakowanie, wygląd i wykonanie

Aorus przychodzi do nas w dość skromnym pudełku. W nim znajduje się karton z klawiaturą i dodatkami, a te miło zaskakują. Dostajemy 2 x 4 wymienne keycapy (czerwone), klucz do wyciągania klawiszy oraz naprawdę ładny pokrowiec.

Sama klawiatura, to w moim odczuciu majstersztyk. Jest dość kompaktowa i lekka, mimo posiadania bloku numerycznego. Górna pokrywa to piękne, szczotkowane aluminium, dookoła mamy pomarańczową ramkę, spód to tworzywo sztuczne (najpewniej włókno węglowe). Keycapy są po prostu świetne – dobrze wyprofilowane i pokryte warstwą ochronną. Koniecznie należy wspomnieć o genialnym systemie regulacji wysokości podpórek. Wysokość ustawiamy w dowolnym punkcie za pomocą pokręteł. Jest to rewelacyjne i świetnie przemyślane rozwiązanie. Kabel ma długość 2m, nie posiada oplotu, ale jest dość elastyczny i bardzo dobrej jakości.

Podświetlenie również zasługuje na wyróżnienie – pełne RGB wygląda rewelacyjnie, LEDy nie są zbyt ostre, efekty i mnogość ustawień również nie pozostawiają nic do życzenia. Do tego wspiera system synchronizacji podświetlenia RGB Fusion. Jednym słowem – bajka.

Oprogramowanie

Niestety, tutaj znów mamy jedynie AORUS Graphics Engine, o którym więcej tutaj. Pozwala na programowanie makr, regulację podświetlenia i w zasadzie tyle. Nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia o tym narzędziu, dlatego nie będę poświęcał na nie więcej czasu w tej recenzji.

Użytkowanie i ergonomia

Samo użytkowanie oraz wygoda pracy na K7 to istne cudo. Pokrętełkowa regulacja pozwala na ustawienie wysokości tak, jak tylko nam się podoba. Krótki, zaokrąglony „palmrest” też jest bardzo wygodny (w zestawie nie mamy dodatkowego palmrestu, ale zawsze można użyć uniwersalnego).
Cherry MX robią robotę, konstrukcja klawiatury nie zakłóca ich działania (tak, czasem tak się zdarza). Specyfikacja, to typowe Cherry MX RED – 2mm aktywacja, całkowita droga 4mm, siła nacisku 45g –nic nie odbiega od standardu. Nie mam naprawdę nic do zarzucenia w kwestii działania tych przełączników, są to nawet moje ulubione, lecz niestety nie mamy możliwości wyboru innych mechaników. Idzie to niestety na minus.
Co do funkcji, to klawiatura posiada oczywiście pełny anti-ghosting, N-Key Rollover, odświeżanie 1000Hz oraz 22 przyciski funkcyjne. Wszystko działa poprawnie i bez zarzutu. Nie stwierdziłem większych problemów z działaniem klawiatury. Grało mi się i pracowało na niej wyjątkowo przyjemnie. Naprawdę nie ma co tu więcej pisać – sprzęt działa po prostu perfekcyjnie.

Podsumowanie

Po takiej sobie myszce, klawiatura Gigabyte’a to naprawdę miła niespodzianka. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobra. Wśród klawiatur gamingowych jest swojego rodzaju grupa sprzętów perfekcyjnych – wykonanych tak dobrze, że naprawdę ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Działają doskonale, są wykonane perfekcyjnie i różnią się jedynie wyglądem, diodami, oprogramowaniem i innymi szczegółami. Do takich sprzętów zaliczam np. HyperX Alloy FPS czy SteelSeries APEX M500/M750. I do tego grona zaliczam również Gigabyte AORUS K7 – jest to doskonały produkt, który w niczym nie ustępuje swoim rywalom i jednocześnie ich nie kopiuje. Klawiatura świetnie wygląda, ma rewelacyjne LEDy i chyba jedynym ustępstwem jest to, iż nie możemy wybrać innych przełączników, np. Cherry MX Blue. Obecnie Aorus K7 jest nieco droższy od swoich rywali (nieco ponad 500zł), ale w pełni to wynagradza swoją ergonomią i wyglądem. Ode mnie w pełni zasłużone wyróżnienia.