Ile jesteście w stanie wydać pieniędzy na klawiaturę membranową? W dobie szalejących na rynku “mechaników”, zapewne Wasza odpowiedź zabrzmiałaby: “niewiele”… i słusznie. Membrany królują głównie na niższych półkach i tam powinno być ich miejsce. Roccat postanowił jednak nieco zaszaleć i wziąć niezbyt skomplikowaną, membranową konstrukcję, a potem doczepił do niej niecodzienną funkcję sterowania smartfonem. Jak to wszystko sprawdziło się w praktyce? Całkiem nieźle, choć jest jedno całkiem spore “ale”.

Klawiatura, o której tu prawię nazywa się Skeltr i jej głównym atrybutem, wychwalanym przez marketingowców firmy Roccat, jest właśnie jej naturalna synergia z telefonami oraz tabletami. Na papierze wszystko wygląda naprawdę nieźle, ale kiedy faktycznie weźmie się urządzenie do ręki, to początkowa ekscytacja zaczyna szybko zanikać. Zwłaszcza po tym, kiedy złapiemy za paragon, ukazujący ile wydaliśmy na ten sprzęt. Jednakże nie zamierzam od razu wieszać psów na Skeltr, a zacznę od omówienia jej pozytywnych aspektów.

Klawiatury mechaniczne przyzwyczaiły mnie do bardzo minimalistycznych designów stąd, gdy pierwszy raz ujrzałem Skeltr, aktywował się we mnie pewien odruch obronny. Jednak po jakimś czasie wygląd urządzenia przypadł mi do gustu. Nie charakteryzuje się ostrymi, agresywnymi kształtami, które znamy tak dobrze z tańszych rozwiązań konkurencji. Wszystko jest tu lekko obłe, a boczne podświetlenie nadaje Skeltr charakteryzacji w stylu technologii „nie z tej Ziemi”. Sprzęt jest całkiem spory i na pewno przewożenie go pomiędzy LAN-ami w plecaku, będzie stanowiło lekkie wyzwanie, zwłaszcza gdy zabierzemy też podstawkę pod nadgarstki.

Przede wszystkim Skeltr stoi wysoką ergonomią. Dawno tak dobrze nie pisało mi się na jakimś sprzęcie, ale głównie dlatego, że do klawiatury w zestawie została dołączona podstawka na nadgarstki, którą w każdym momencie można odłożyć na bok. Klawisze mają niski skok i aktywuje się je ze sporą łatwością. Podczas pracy przeszkadzało mi czasem jedynie to, że przycisk “Ctrl” stoi zbyt blisko guzików funkcyjnych i w dodatku ma do nich bardzo podobny kształt. Obfitowało to u mnie bardzo często w różnego rodzaju błędy czy pomyłki i wierzę, że można było ten element wykonać nieco lepiej. Poza tym w kwestii ergonomii nie mam nic do zarzucenia, a nawet muszę pochwalić Roccat, bo odwalili tu kawał dobrej roboty.

Na plus należy też zaznaczyć jakość wykonania która, choć nie należy do najbardziej wybitnych, to ciężko mówić mi o niej w negatywach. Skeltr zostało w całości zrobione z trwałego plastiku. Brakuje tu metalowych wstawek, co za tą cenę byłoby mile widziane. Tworzywo sztuczne wydaje się jednak na tyle solidne, że ciężko mówić tu o braku wytrzymałości. Żaden element nie uginał się w dziwny sposób i nic nie skrzypnęło mi ani razu w trakcie trwania okresu testowego. Bardzo spodobał mi się za to kabel z materiałowym oplotem, którego długość wynosi 1,8 metra. Przewód jest bardzo gruby i wygląda na niezwykle wytrzymały. Stąd też sądzę, że jeśli w Skeltr miałoby się coś popsuć, to na pewno nie kabel.

Przechodzimy teraz do tego, co wyróżnia klawiaturę spośród konkurencji. Mianowicie chodzi tutaj o jej połączenie z urządzeniami mobilnymi. W urządzeniu znajduje się pewne wgłębienie, wybite od środka gumą, w które możemy włożyć tablet czy smartfona. Nie tylko pozwala nam to na bycie na bieżąco z powiadomieniami, ale dzięki specjalnej aplikacji Swarm jesteśmy w stanie uczynić nasz telefon monitorem na różne dane. Swarm na żywo zapewnia nam, chociażby podgląd na temperaturę procesora, ogólne obciążenie komputera czy zużycie pamięci RAM. Poza tym możemy stąd sterować poziomem głośności komputera czy przełączać piosenki odpowiednimi klawiszami. Znajdzie się też aplikacja śledząca ilość naszych uderzeń w klawisze na sekundę.

Skeltr po sparowaniu ze smartfonem przy pomocy Bluetooth, może też zostać wykorzystany jako klawiatura do telefonu. Urządzenie pozwala również na to, żeby wykorzystać podłączone do niej słuchawki z mikrofonem jako headset do rozmowy telefonicznej. Wystarczy uderzenie jednego przycisku i w trakcie rozgrywki możemy odpisać mamie czy odebrać telefon od dziewczyny w ekspresowym tempie. Tak, żeby nie podejrzewano nas o to, że gramy, zamiast robić pranie. Miło jest widzieć takie funkcjonalności i podejrzewam, że Roccat wyznaczył przy pomocy Skeltr nowy trend na rynku. Klawiatury staną się wkrótce naszym centrum łączności, zarówno ze światem mobilnym, jak i tym komputerowym.

Skeltr jest reklamowane jako produkt, który stara się być czymś więcej niż tylko zwykłą klawiaturą dla graczy. Niestety, Roccat każe nam za tę wizję słono zapłacić. Zmierzam teraz do tego, na co narzekałem w większości akapitów – ile producent życzy sobie za Skeltr. Mowa tutaj o całych 800 złotych, które wydajemy na zwykłą, membranową klawiaturę. Byłbym w stanie zrozumieć taki koszt, gdyby była to konstrukcja mechaniczna, ale w tym przypadku cena sugerowana jest zdecydowanie zbyt zawyżona i traktuję ją jako jeden wielki żart.

Tak, Roccat stworzył coś nowego i Skeltr daje możliwość kontroli urządzenia mobilnego, podczas siedzenia przy komputerze. Tylko czy warto zapłacić 800 zł, żeby odpisać nieco szybciej komuś wiadomość czy odebrać przychodzące połączenie bez zdejmowania słuchawek? A co z resztą funkcji? Bądźmy ze sobą szczerzy, wyrzucenie takiej gotówki na to, żebym mógł podejrzeć obciążenie procesora na telefonie, nie jest zbyt rozsądne. Wystarczy pobrać darmowy MSI Afterburner, by obejrzeć wszystkie dane na swoim monitorze. A jeśli nie lubimy latających liczb na ekranie, to na pewno jest już (albo niedługo powstanie) na Google Play czy App Store odpowiednik Swarm pokazujący te same dane w podobny sposób.

Sama aplikacja, zarówno ta mobilna, jak i ta komputerowa działa po prostu fatalnie. Mój telefon często nie chciał się parować z komputerem, bo oprogramowanie miało po prostu taki kaprys. Dopiero któraś z kolei próba, poprzedzona odpowiednim restartem, kończyła się sukcesem. Sterowniki komputerowe do klawiatury często wywalały mi też jakieś dziwne błędy, np. nie potrafiły wykryć Skeltr. Dopiero jej odłączenie i podłączenie do płyty głównej zmieniało postać rzeczy, ale czynność tę musiałem powtarzać przy każdym ponownym uruchomieniu systemu. Roccat musi porządnie opieprzyć swoich programistów.  

Komputerowa wersja Swarm, jeśli działa już poprawnie, pozwala na manipulację oświetleniem LED, zmianę przypisania funkcji klawiszy czy konfigurację 5 gratisowych, przycisków funkcyjnych (od M1 do M5, po lewej stronie od TABa). Idzie ustawić tu kilka prostych macro. Wszystko działa jak należy, a oprogramowanie można łatwo obsłużyć. 

A jak Skeltr sprawdza się w grach? Cóż, to po prostu zwykła membranówka, więc nie daje nam ona praktycznie żadnej przewagi nad przeciwnikiem. Klawiatura obsługuje też jedynie standardowe 3 przyciski naciśnięte na raz jednocześnie. Większej ilości Skeltr już nie zdoła zarejestrować, co w skrajnych przypadkach może się okazać naszym gwoździem do wirtualnej trumny. Skeltr nie jest zatem potężnym kombajnem dla graczy. 

Czy jestem w stanie polecić zakup Roccat Skeltr? Przy zdrowym rozsądku za tę cenę – zdecydowanie nie. Podejrzewam, że podobne rozwiązania wkrótce zostaną wdrożone przez konkurencję i to w mechanicznych konstrukcjach, co dla graczy będzie robiło kolosalną różnicę. Skeltr to w zasadzie bardzo dobra membranówka z kilkoma dodatkami, które obsługiwane są przez software ze swoimi dziwnymi kaprysami. Jeśli jednak nie przepadacie za “mechanikami” i razem ze smartfonem tworzycie nierozerwalną więź, to Skeltr może być produktem dla Was… o ile oczywiście macie w portfelu wolne 800 złotych. Jeśli koszt klawiatury spadnie o przynajmniej połowę, wówczas jej zakup stanie się naprawdę atrakcyjny. Na razie radzę jednak Skeltr traktować jako zwykłą ciekawostkę albo nieoszlifowany diament wymagający sporego dopieszczenia.