Do tej pory miałem okazję testować cały tabun klawiatur mechanicznych z wyższych lub niższych półek cenowych. Przyznam szczerze, że gdy do moich rąk trafiło urządzenie od firmy Trust – GXT 280, oparte o bardzo tradycyjną membranę, to w moich oczach zakręciła się mała łezka. Zabawa “membranówką” to zawsze miła odskocznia od korzystania z “mechaników”, przynajmniej dla mnie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdego stać na klawiaturę mechaniczną, bo poza chińskimi podróbkami, są one piekielnie drogie. Za podstawowy sprzęt z przełącznikami Cherry MX, przyjdzie nam zapłacić około 350 złotych, na przykładzie takiego CM Storm Quickfire XT. Nie są to małe pieniądze.

W niższym segmencie peryferii rządzą oczywiście klawiatury membranowe i GXT 280 to właśnie propozycja dla graczy z nieco ograniczonym budżetem. W sklepach można ją już dostać za około 150 złotych, co nadal nie jest kosztem okropnie małym, ale myślę, że jak za taki produkt jest to cena odpowiednia.

Ci, którzy czytali moje wcześniejsze testy, znają mnie, jeśli chodzi o kwestię wyglądu. Wiedzą, że ostre krawędzie i agresywne wzornictwo niespecjalnie mi się podoba, o ile nie elementy te nie mają jakiegoś poparcia, chociażby w ergonomii. Z pewnością spojrzeliście już na zdjęcia tego produktu i możecie się już domyślić, że jego prezentacja niespecjalnie przypadła mi do gustu. GXT 280 zdecydowanie brakuje klasy i tego uczucia obcowania ze sprzętem klasy premium, gdy się na niego spojrzy. Być może się czepiam, ale wiem z autopsji, że spora część osób patrzy na klawiaturę podczas pisania, stąd wypadałoby, żeby w miarę ładnie się ona prezentowała.

Starczy jednak tego dywagowania nad pięknością GXT 280, bo pomyślicie jeszcze, że jestem jakimś niespełnionym projektantem mody. Przejdźmy do rzeczy bardziej praktycznych, czyli do ogólnej jakości wykonania tejże klawiatury. Całość wykończona jest plastikiem odpowiedniej grubości. Do tego trzeba też pamiętać o tym, że jest to klawiatura membranowa, stąd jej ciężar jest naprawdę niewielki. Cieszy też, że konstrukcja nie ugina się przy nacisku, ani też nie wykazuje się tendencją do łamania. Aczkolwiek delikatny środek urządzenia w połączeniu z tworzywem sztucznym każe mi wierzyć, że całość może nie wytrzymać większego upadku. Stąd radziłbym bawić się GXT 280 z lekką ostrożnością.

Co do kwestii przewodu, to ma on długość 1,5 m oraz charakteryzuje się standardową, silikonową izolacją. Kabel nie należy do specjalnie grubych i ogólnie jego jakość nie napawa też zbyt wielkim optymizmem. Przyzwyczaiłem się też do nieco dłuższych przewodów, stąd 1,5 m wydaje mi się jednostką małą, choć w większości przypadków powinien on w zupełności wystarczyć.

Mam również kilka słów dla fanów estetyki oraz ogólnej czystości. Cały plastik jest matowy, jednak górna część konstrukcji nie obejmująca klawiszy, lubi się nieco “palcować”. Klawiatura generalnie nie zbiera jednak kurzu w zauważalny sposób, stąd trzymanie jej w czystości, nie będzie specjalnie ciężkim zadaniem.

Jeśli chodzi o ergonomię GXT 280, to muszę przyznać, że jest zadowalająca. Nie ma tu żadnej rewelacji ani specjalnie rzucających się w oczy wad. Klawiatura ma stosunkowo niski profil, stąd implementacja podkładki na nadgarstki nie była potrzebna. Wszystkie klawisze mają też nieco chropowate wykończenie, stąd moje palce nie miały tendencji do tego, by się po nich ślizgać jak na lodzie. Wygoda pracy jest zatem po prostu w stanie ok.

A jak moje wrażenia z grania oraz z pisania? Ciężko znaleźć mi szereg komplementów w tej kwestii, bo mam tu do czynienia z klawiaturą membranową, o stosunkowo niskim skoku klawiszy. Jest ona praktycznie bezgłośna, co zdecydowanie pochwali każdy współlokator. Pisanie na GXT 280 było bardzo przyjemną czynnością i na dłuższą metę nie męczyło mnie zbyt mocno, co przy tańszych “membranówkach” potrafi być standardem.

A co z graniem? Zdecydowanie mogę pochwalić tu niski skok klawisza, co tym samym przekładało się na mniejszą odległość, którą musiałem pokonać paluchem, żeby dokonać aktywacji. To spora zaleta. Nadal jednak nie jestem w stanie polecić tego urządzenia profesjonalistom, bo na wyższym poziomie lepiej sprawdzi się do grania klawiatura mechaniczna. GXT 280 bardzo dobrze radzi sobie za to przy okazji niedzielnego grania czy okazjonalnych rundek w League of Legends.

Trust zaimplementował też w swojej klawiaturze kilka przycisków multimedialnych w jej górnej części oraz podświetlenie klawiszy. Iluminacja niestety nie ma żadnych przykuwających uwagę animacji i jest dostępna tylko w 3 kolorach – czerwonym, żółtym oraz zielonym. Jeśli chodzi ekstra guziki, to możemy nimi kontrolować głośność komputera, a także między innymi uruchomimy przeglądarkę jednym kliknięciem. Standard. Zabrakło tu macro oraz ich nagrywania w jakiejkolwiek postaci, co niektórych może zasmucić.

Doszliśmy do końca i tutaj też podsumuję zawarte w tym tekście myśli, dotyczące klawiatury GXT 280 od firmy Trust. Przyznam szczerze, że ocenianie produktów średnich zawsze jest dla mnie najtrudniejsze. Ciężko mi wskazać jakieś znaczące i ważne wady GXT 280 (poza wyglądem, meh!), ale też równie trudno znaleźć jakieś szczególne zalety. To po prostu dobra klawiatura membranowa, bez żadnych zaskoczeń. Pozostaje jedynie kwestia ceny, czyli wspomniane już okolice 150 złotych. Jeśli uznajecie to za dobry koszt, to droga wolna. Osobiście prędzej skusiłbym się pewnie na model K15 od Sharkoona, aczkolwiek to bardziej moja osobista preferencja.

Czyli polecam GXT 280? I tak, i w sumie nie, stąd zauważycie poniżej brak jakiejkolwiek oceny.