PC-towy rynek gier wideo rośnie w zatrważającym tempie. Wiele osób w pogoni za dużą ilością klatek oraz rozgrywką w wysokiej rozdzielczości przesiada się na komputery, które potem lądują w salonie jako zastępstwo poczciwej konsoli. W końcu kto powiedział, że na PC grać można jedynie przy biurku, a nie z padem w ręku w wygodnym fotelu przed wielkim telewizorem? PC-towi gracze to jednak osoby mocno przywiązane do klawiatury i myszy, a ich nieprzywiązanie do pada mocno ogranicza ich kanapową zabawę. Roccat stworzył jednak specyficzny produkt, który powinien zadowolić również i tę niszę, a mianowicie lapboard Sova.

Lapboard to z pewnością pojęcie, które może wydawać się Wam obce, aczkolwiek prezentowane zdjęcia produktu powinny je w zupełności tłumaczyć. Jest to bowiem nic innego jak połączenie klawiatury z podkładką pod mysz w jedną, większą całość, co ma ułatwić komunikację z komputerem znajdującym się jakiś dystans od użytkownika. Jak na razie konkurencja w tym segmencie jest naprawdę niewielka, ale myślę, że niedługo sytuacja ta powinna się zmienić.

Zaznaczę też na samym początku, że Sova, która do nas przybyła to wersja MK, czyli ta posiadająca przełączniki mechaniczne TTC Brown.

Wygląd lapboardu Sova nie wyróżnia się niczym specjalnym, bo jego design jest okropnie prosty, choć nie należy liczyć tego jako wady. Ogólny kształt oraz jego charakterystyka przypomina od razu na myśl inne produkty Roccata. Zresztą logo tego producenta jest wyraźnie eksponowane na całym produkcie, ale świetnie wpasowuje się w ogólną prezentację urządzenia.

Lapboard powstał z myślą o wygodzie użytkownika siedzącego na kanapie, ale czy on sam może być opisany jako „komfortowy”? Zacznijmy zatem wpierw od wagi urządzenia, która wynosi około 2,5 kilograma. Jak na tak wielki sprzęt, w dodatku wyposażony w przełączniki mechaniczne, jest to naprawdę niewielka liczba. Choć ciężar jest odczuwalny podczas podnoszenia czy przenoszenia sprzętu, tak gdy ten leży na kolanach, kompletnie nie męczy nóg. Spora zasługa też w tym zamontowanych na spodzie Sova gąbek. Te nie dość, że są naprawdę pokaźnych rozmiarów, to dodatkowo ich grubość oraz miękkość czynią konstrukcję całego lapboardu wyjątkowo komfortową podczas użytkowania. Nawet jeśli mówimy o dłuższych sesjach na kanapie.

Sova wykonana została praktycznie w całości z plastiku, ale już przy pierwszym kontakcie z nią czuć wysoką solidność. Tworzywo sztuczne jest strasznie twarde, cała konstrukcja jest też naprawdę sztywna i nie wygina się w niechciany sposób. Jakość i ogólnie grubość urządzenia robi zatem spore, a przede wszystkim pozytywne wrażenie. Przy tak mobilnym urządzeniu jak lapboard, wysokiej klasy wykonanie jest mocno w cenie.

Zaraz po wypakowaniu sprzętu z pudełka, nieco się zdziwiłem, gdy okazało się, iż ten posiada przewód. Pokryty został silikonową izolacją, jest gruby oraz elastyczny i ma długość około czterech metrów. W mniejszych salonach powinno to w zupełności wystarczyć. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy nasza odległość od telewizora rośnie. Wtedy trzeba się już zaopatrzyć w odpowiednią przejściówkę USB, aczkolwiek we własnym zakresie, bo Roccat nie dorzucił takowej do zestawu. Szkoda też, że Sova MK nie jest po prostu lapboardem bezprzewodowym. Owszem, takie rozwiązanie zapewne wymusiłoby dołożenie akumulatora, a to zwiększyłoby ogólną wagę urządzenia, ale granie przy telewizorze z ciągnącym się przez pół pokoju kablem, nie jest rzeczą specjalnie przyjemną.

Producent pomyślał też o osobach, które posiadają w mieszkaniu pupile lub dzieci. Kabel jest w zasadzie dwuczłonowy, bo przy jego początku znajduje się łatwo odłączana przejściówka. Jeśli ktoś zatem przypadkiem o przewód zahaczy, to nie spowoduje to jego wyrwania z konstrukcji czy komputera. Kabel rozłączy się w łatwy sposób w jednym miejscu, nie skazując przy tym któregokolwiek urządzenia na szkody. To mała rzecz, ale niektórych naprawdę ucieszy.

Sova ma także jedną cechę, która zadowoli niektórych majsterkowiczów – lapboard posiada bowiem wymienne gąbki, plastikową płytkę znajdującą się pod klawiaturą oraz podkładkę. Producent nie sprzedaje ich wymienników, ale w swojej kampanii reklamowej podkreśla, iż dodatkowe elementy można dodrukować sobie w drukarce 3D. Jeśli ktoś takową posiada (a jest to grono osób podobne do nabywców WiiU w Polsce), to może np. zamienić plastikowe części na takie z materiałowym wykończeniem, albo stworzyć własną podpórkę na nadgarstek. Miły dodatek, o którym warto wspomnieć.

Skoro napomknąłem już w poprzednim akapicie o podkładce, to warto rozwinąć myśl z nią związaną. Jak zapewne zauważyliście, ta wykonana została z plastiku, co samo z siebie rodzi już pewne wady oraz zalety. Jej powierzchnia jest odpowiednio szorstka, a mysz ślizga się po niej jak po lodzie. Zdarzało mi się też przez to często, że gryzoń lubił samoistnie przemieszczać się po powierzchni urządzenia, gdy odlepiałem od niego rękę nawet na sekundę. Przy kanapowym graniu, nie robi to jednak większego problemu. Nadal jeździło mi się myszką wprost świetnie i myślę, że plastikowa podkładka sprawdza się w lapboardowym scenariuszu bardzo dobrze. W końcu nie ma co wymagać wysokiej precyzji, a raczej na płynnego i przede wszystkim szybkiego poruszania się wskaźnikiem w grach, a to na nowym produkcie Roccata można osiągnąć. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktoś korzystał z Sova do grania w takiego Counter-Strike’a na profesjonalnym poziomie i nie ma co nawet myśleć o sprzęcie w kontekście takiego zastosowania. Ten typ podkładki ma też to do siebie, że kocha ścierać ślizgacze, więc warto zaopatrzyć się w kilka zapasowych do swojego modelu.

„Klawiaturowa” część Sova, w zależności od wyboru przy zakupie jest membranowa lub mechaniczna. Jak już wspomniałem na początku, do naszej redakcji dojechała edycja MK, czyli ta której serce stanowią przełączniki TTC Brown. Jest to pewna wariacja na temat Cherry MX Brown, działająca zresztą bardzo podobnie do niemieckiego konkurenta. TTC Brown na pierwszy rzut oka wciskają się jak zwykłe, liniowe konstrukcje, aczkolwiek na pewnym etapie czuć występowanie lekkiego guza. Ten stawia znacznie mniejszy opór niż w takim MX Blue, a co najważniejsze – nie ma klikającego odgłosu. Są bardziej sprężyste od MX Blue i wymagają też w porównaniu do nich mniejszej siły nacisku. Komu zatem TTC Brown przypadną najbardziej do gustu? Osobom, które sporo grają, ale zależy im także na dobrej wygodzie pisania, bo np. pomiędzy sesjami w ulubiony tytuł, chcą odpowiedzieć na służbowego maila w komfortowy sposób. TTC Brown to złoty środek między przełącznikami liniowymi, a tymi „klikającymi” MX Blue z odczuwalną zapadką. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, iż jest to ich swoista hybryda.

TTC Brown dzięki podobieństwu do liniowych MX Red oraz MX Black sprawdzają się świetnie w praktycznie każdej grze, co potwierdziłem grając w League of Legends oraz Counter-Strike: Global Offensive. Opór stawiany przez znajdujący się po środku guzek jest naprawdę znikomy, przez co palec praktycznie sam dogniata się do samego końca. Niby klawisz musi wrócić do pozycji wyjściowej, przed jego ponowną aktywacją, ale jak już wspomniałem wcześniej – przełącznik jest bardziej sprężysty niż MX Blue, dzięki czemu cały proces jest bardzo szybki oraz płynny. A co z wrażeniami z pisania? Jest dobrze, choć nadal do dłuższych esejów polecałbym raczej wybór odpowiedników MX Blue.

Jakieś zarzuty wobec Roccat Sova? W sumie żadne, poza jedną drobnostką. Zarówno klawisze jak i sama podkładka sprawdzały się świetnie, choć z początku przyzwyczajenie się do nieco skondensowanego rozmiaru „klawiaturowej” części wymagało czasu. Brakuje numpada, a wszystkie pozostałe guziki zostały rozlokowane tak, by mogły zmieścić się na niewielkiej powierzchni. Nie mniej jednak kwestię praktyczną oceniam jak najbardziej pozytywnie.

Sova MK posiada także niewielki hub USB, bo z dwoma dostępnymi złączami. Bez problemu idzie zatem podłączyć parę słuchawek oraz myszkę. Zabrakło jednak wejść na mini jack, stąd niektórzy będą musieli zaopatrzyć się w alternatywę z USB, żeby móc korzystać z zestawu w pełni komfortowo.

Jakby nie patrzeć, jeśli nie posiadamy bezprzewodowej myszy, to do zestawu dochodzi nam jeszcze problem w postaci kolejnego przewodu. Kabel gryzonia również musi się jakoś dobrze usadowić, bo w przeciwnym wypadku stracimy lekkość oraz komfort podczas przemieszczania się nim po podkładce. Roccat dołączył do zestawu mały, plastikowy dodatek, który ma temu rzekomo zapobiec, ale nie jest on specjalnie skuteczny. Zwykle się sprawdza, ale kabel lubi z niego czasem uciekać, co wymaga dodatkowego pociągnięcia. Myślę, że alternatywę dla bungee można było wykonać nieco lepiej.

Do sfery dodatków zaliczyć trzeba też proste podświetlenie LED-owe, obejmujące jedynie powierzchnię klawiatury – nic poza tym. Szkoda, że pozostałe elementy lapboardu, czyli np. takie logo nie dostały swojej, nawet znikomej iluminacji. Nieco łatwiej byłoby wówczas odnaleźć się na Sova w nocy. Podświetlenie wspomagane jest przez oprogramowanie Roccat Swarm. Aplikacja pozwala ustawiać macra, przypisać poszczególne klawiszy czy edytować animację podświetlenia. Pod względem funkcjonalności, nie ma co oczekiwać tu rewolucji, ale Swarm nadrabia to przejrzystym oraz miłym dla oka interfejsem.

Roccat Sova to wysokiej jakości produkt, który choć jak na razie nie posiada zbyt wielkiej konkurencji, to gdyby takowa istniała, z pewnością lapboard ten by się wśród niej świetnie odnalazł. Jego ogólne wykonanie jest naprawdę świetne, gra się też na nim wyjątkowo komfortowo. Największa wada? W sumie to jest jedna, ale to raczej zwykłe czepialstwo – jest kabel… no i też zatrważająca cena. Sova kosztuje obecnie 650 złotych, a wydatek na wersję MK z mechanicznymi przełącznikami TTC Brown to już dorzucenie kolejnych 2 stówek. Owszem, urządzenie celuje w specyficzną niszę, ale i dla nich taka kwota może okazać się nieco odpychająca. Nie mniej jednak, jeśli całkowicie pominiemy kwestię ceny, to nowy lapboard od Roccata jest naprawdę świetnym urządzeniem i to godnym polecenia. Oby Roccat poprawił niektóre bolączki i wypuścił lepszą, dopracowaną, a najlepiej bezprzewodową wersję.

promocja