Ostatnimi czasy japoński producent iiyama wprowadził nowe modele monitorów skrojonych z myślą o graczach. Ekran G2530HSU to konstrukcja budżetowa. Czy ma, zatem szanse zawalczyć o serca grającej części konsumentów?

Zapewne wielu z Was zada pytanie o sens produkowania monitorów TN Full HD u teoretycznego schyłku ery HD, gdzie coraz większą popularność zdobywają zaawansowane ekrany 4K. Odpowiedź na to pytanie jest zasadniczo prosta, bowiem jak najbardziej sens jest. Rozdzielczość 1080p to nadal górna granica dla większości komputerów, gdzie jakość grafiki równoważona jest z płynnością. Ponadto panele TN są stosunkowo tanie w produkcji i nie przypominają niczym rozwiązań z początków tej technologii. Zresztą testy Acer GN246HL oraz Agon AG251FZ pokazały, że ekrany te mogą konkurować z panelami VA i IPS.

Wykonanie i użytkowanie

Testowany ekran, jak przystało na japońskiego producenta, cechuje się prostotą formy i jakością wykonania. iiyama G2530HSU to lekka konstrukcja, o wadze poniżej 3kg i wymiarach 557 x 330 x 52 mm. Cieszy przede wszystkim minimalizmem; front zdobi cienka ramka zespolona z matowym pokryciem matrycy. Pod ekranem widzimy cienki pasek stylizowany na szczotkowany metal, zaś pod nim sześć klawiszy funkcyjnych. Działają z dość dużym oporem, ale w połączeniu z czytelnym OSD, także w języku polskim, robią swoją robotę należycie.

Podstawka, mimo że prezentująca się elegancko, to kawałek na wpół pustego plastiku. Niemniej ekran stoi stabilnie, więc przyczepiać się nie będę. Niestety ekran został przymocowany na sztywno do nogi, przez co nie można kontrolować wysokości, a jedynie pochył do przodu i tyłu. To już jest pewna niedogodność, rekompensowana na szczęście przez uwzględnienie standardu VESA 100 x 100 mm.

Z tyłu, prócz miejsca na montaż VESA, ukryto dwa głośniki o mocy 2W na kanał. Wystarczą one w zupełności do obejrzenia serialu, czy posłuchania internetowego radia. Grają czysto, ale brakuje im przestrzeni, większej dynamiki i basu, przez co nie nadają się do muzyki lub gier. Rozwiązaniem na tą bolączkę jest wyjście audio w postaci portu jack 3,5 mm dla słuchawek. Gra przejrzyście, bez przenoszenia zbędnych szumów, to też szczególnie gracze na konsolach powinni być zadowoleni.

Gdy już jesteśmy przy portach, warto wspomnieć, że G2530HSU uwzględnia: HDMI, DisplayPort, D-Sub oraz porty USB 2.0. Jest to pełen komplet, choć wydaje się, iż wejście analogowe można było poświęcić na rzecz choćby drugiego portu HDMI. Niezrównanym autem jest jeszcze niski pobór energii. 19W typowej konsumpcji, zaś po kalibracji możemy zejść nawet poniżej 15W.

Matryca

Producent zdecydował się zamontować panel TN o przekątnej 25 cali (24.5”) i proporcjach 16:9, co jest ogólnie stosowanym standardem. Technologia podświetlania panelu to W-Led, zaś natywna rozdzielczość wynosi 1920×1080 pikseli, przy odświeżaniu rzędu 75Hz. Niby 15Hz więcej względem ogólnego standardu 60Hz nie jest szałem, ale cieszy w budżetowym monitorze. Podobnie jak zastosowanie AMD FreeSync, choć jak wiemy ta technologia ma swoje ograniczenia, dając często połowiczny efekt. Skutki wykorzystania tej funkcji zobaczymy dopiero powyżej 48fps, czyli 48Hz, co dla budżetowych GPU w najnowszych grach może być wyzwaniem.

Deklarowana jasność powinna wynosić 250cd/m2, ale realnie jest niższa. Po dokonaniu własnej kalibracji, maksymalnie ile udało się uzyskać to 214cd/m2, a więc nie jest to jasny ekran. Ogólnie fabryczne ustawienia obrazu przy jasności i kontraście na 80% i gammie 2.2 są zadowalające, ale nie powalają. Wyniki monitora można było uznać za średnie. iiyama pokaże pazur dopiero przy ręcznej kalibracji, lub z wykorzystaniem odpowiedniego narzędzia. Testy wykonaliśmy ostatecznie przy odświeżaniu rzędu 60Hz, gammie 2.6, jasności 100% i kontraście na 80%, ze standardowym nasyceniem kolorów. Wyniki przemawiają same za siebie: 100% pokrycia palety sRGB, 78% dla AdobeRGB, 74% NTSC. Najwięcej punktów matryca zgarnia za dokładność i jednolitość wyświetlania kolorów, plus poziom gammy. Niezgorzej również wypada kontrast i jednolitość podświetlania.

Po naszej kalibracji ekran może z łatwością wymieniać ciosy z matrycami VA. Jedynym polem, na jakim musi ustąpić miejsca, to kąty widzenia: 170 i 160 stopni, choć w codziennym użytkowaniu wystarczy w zupełności. Praca z edytorami tekstu, programami graficznymi, czy też dłuższe seanse nie sprawiają problemów. Deklarowana szybkość panelu (szary do szarego) wynosi 1ms, a więc teoretycznie jest również potencjał w grach. Przy ręcznym ustawieniu matrycy faktyczny input lag jest naprawdę niski, co pozwoli szczególnie profesjonalnym graczom wykorzystać swój potencjał. Podczas użytkowania dawał o sobie znać ghosting (powidoki), ale jego poziom nie jest dramatyczny, mieszcząc się w rozsądnych ramach.

Podsumowanie

iiyama G2530HSU to w gruncie rzeczy bardzo podstawowa konstrukcja. Jej piętą achillesową w przekonaniu licznych użytkowników będzie panel TN, ale gdy odepniemy na boczny tor nasze uprzedzenia zobaczymy naprawdę sporo plusów. Są nimi choćby odwzorowanie kolorów, responsywność matrycy tak bardzo istotna w grach, odświeżanie na poziomie 75Hz, solidne wykonanie, przyjemne dla oka wzornictwo.

Wadą iiyamy jest to, że ma problem w zabłyśnięciu. W segmencie budżetowym znajdziemy równie wiele udanych konstrukcji, choć przeważnie nie będą one posiadać FreeSync. Za ekran z G-Sync natomiast należy dopłacić jeszcze więcej, ale dla większości przeciętnych konsumentów są to dodatki mało istotne. Ekran mógłby wybić się dodatkowym złączem HDMI, wyjściem słuchawkowym z boku obudowy (w końcu to konstrukcja dla gracza), kontrolą wysokości położenia matrycy lub bardziej dopracowanymi głośnikami.

Reasumując, mimo lamentu recenzenta, w segmencie budżetowym iiyamę G2530HSU-B1 należy uznać za udaną ofertę, wartą rozpatrzenia szczególnie przy zakupie nowego monitora z myślą o rozrywce.