Na łamach portalu What Next testowaliśmy już monitory skierowane do nacji graczy, a także specjalistów – przeważnie grafików. A co z segmentem nazywanym potocznie „lifestyle”? Na przykładzie ekranu Philips 275C sprawdzimy, co kryje się za tym terminem dla potencjalnego konsumenta.

Do redakcyjnego laboratorium dotarły dwa ekrany Philipsa – modele 275C5QHGSW i 275C5QHAW, różniące się kilkoma zasadniczymi elementami, choć rzecz jasna oba bazują na identycznej matrycy IPS. Przyjrzymy się bliżej wersji z podstawką Ambiglow Plus. Produkt skrojono tak, aby w pierwszym rzędzie odpowiedział na potrzeby konsumentów poszukujących „ładnego i ciekawego gadżetu”.

Wykonanie i ergonomia

Monitor dostarczono w pudle o naprawdę pokaźnych rozmiarach. Wynika to z prostego faktu, mianowicie od chwili rozpakowania stanowi integralną całość z podstawką. Dlatego jak pewnie się domyślacie, ewentualny montaż na ścianie odpada całkowicie. Wymiary urządzenia wynoszą odpowiednio: 613 x 482 x 245 mm. Ekran możemy swobodnie odginać do przodu i tyłu, bez większych problemów, ale obrót o 90˚ w lewo (tzw. Pivot) nie wchodzi w grę. Domyślnie nie jest to sprzęt dla zaawansowanych użytkowników, dlatego nie będziemy punktować tego, jako wadę.

Cały monitor wykończono gładką, błyszczącą bielą. Dzięki temu produkt prezentuje się estetycznie, choć na dłuższą metę takie rozwiązanie rodzi czasem pewne problemy, gdy idzie o utrzymanie czystości – łatwo dochodzi do zarysowań. Najważniejsze, iż podobnie, jak w niedawno testowanym Samsungu, matrycę pokrytą matową powierzchnią, okala cienka ramka o szerokości ok. 6 mm. Do roli przycisków funkcyjnych zamiast fizycznych przełączników użyto dotykowych czujników, co tylko potęguje dobre wrażenie minimalizmu, choć niestety reagują one czasem z dużym opóźnieniem na nasze komendy.

Tył 275C5QHGSW nie wyróżnia się specjalnie. Dzięki naprawdę wąskiej obudowie zachowano smukłą sylwetkę, a plastik na tylnej pokrywie wzbogacono o falistą fakturę. Po środku czeka na użytkownika komplet złącz: D-Sub, dwa porty HDMI (jeden z obsługą MHL 1080p@30Hz), wyjście audio jack 3,5 mm, oraz wtyczka zasilania. Pod tym względem szału nie ma, bowiem 275C5QHAW oferuje jeszcze trzeci port HDMI, a także wejście audio 3,5 mm i naprawdę solidne głośniki Bluetooth wbudowane dla odmiany w podstawkę. Wersja z Ambiglow Plus tego udogodnienia nie posiada. Obie wersje nie wyposażono w porty USB.

Podstawka 275C5QHGSW prezentuje się jak półkulista lampa. Rzecz jasna odpowiada za funkcję Ambiglow Plus, kontrolowaną z poziomu OSD monitora. Podręczne Menu nie wygląda nadzwyczaj imponująco, choć udostępnia szereg funkcji programowanych dla Ambiglow Plusa, z możliwością choćby reakcji na zmieniające się kolory wyświetlane aktualnie przez matrycę.

Matryca

Philips zdecydował się na zastosowanie matrycy AH-IPS, cechującej się szerokimi kątami widzenia (178º w poziomie i pionie), żywymi barwami i nie najgorszą czernią, choć tej jednak trochę brakuje do poziomu z matryc VA. Typ wyświetlacza to W-LED, natomiast natywna rozdzielczość wynosi 1920 x 1080 pikseli, przy odświeżaniu rzędu 60 Hz. Wszelkich czytelników należy uspokoić, bo taka rozdzielczość na matrycy o przekątnej 27” sprawdza się podczas codziennego użytkowania znakomicie, niezależnie czy mówimy o rozrywce lub pracy.

Nasz IPS zaskakuje bardzo wysokimi parametrami. Odwzorowanie palety barw sRGB wynosi 96%, a AdobeRGB 74%, co stanowi bardzo dobry wynik, spełniający wymogi osób zajmujących się choćby półprofesjonalnie fotografią lub grafiką. Jasność odbiega od dedykowanej przez producenta, wynosząc odpowiednio 215 cd/m2 w najjaśniejszym punkcie ekranu. Niestety największą piętą achillesową jest równomierność podświetlania całego ekranu – w skrajnych przypadkach różnica wynosi nawet 27% względem najjaśniejszego punktu.

Czas reakcji matrycy teoretycznie wynosi 5 ms – szary do szarego, ale realnie zamyka się w granicach 12 ms. Mimo tego w trakcie normalnego użytkowania, a raczej grania z użyciem PC i konsoli Xbox One niepożądany input lag był praktycznie niezauważalny, niezależnie od platformy i ogrywanego tytułu. Pod względem rozrywki nie można zarzucić wiele modelowi 275C. Oczywiście nie jest to produkt ukierunkowany dokładnie na profesjonalne zastosowanie, dlatego oprócz funkcji FlickerFree (maksymalne minimalizowanie migotania ekranu) nie znajdziemy na pokładzie choćby pożądanego czasem przez graczy GSync/FreeSync, aczkolwiek przy domyślnym odświeżaniu rzędu 60 Hz nie ma to większego znaczenia.

Użytkowanie i podsumowanie

Czas na generalne podsumowanie. Podczas codziennych zajęć, pracy, jak i rozrywki trudno dostrzec jakieś konkretne wady. Matryca cieszy żywymi kolorami i zadowalającymi parametrami, które jak na produkt czysto konsumencki stawiają go dość wysoko. Na zadowalającym poziomie stoi również konsumpcja energii, gdyż po własnej kalibracji powinniśmy zejść poniżej 20W.

Niestety do kilku rzeczy należy się przyczepić, jak choćby do delikatnie piszczącego zasilacza w trybie czuwania, co jest przypadłością obu dostarczonych 275C. Pod dużym znakiem zapytania stoi funkcja Ambiglow Plus – ciekawy gadżet, ale podświetlanie podstawki ma swoje poważne minusy. Nawet na najniższej jasności, poziom światła potrafi być dość irytujący, powodując dyskomfort, dlatego teoretycznie przyda się jedynie przy seansach filmowych oglądanych z większego dystansu. Mimo tego, rozwiązania, jakie kiedyś stosował Philips montując diody ambiglow z tytuł ekranu, tworząc tak iluminację na ścianie, wydaje się sensowniejszym podejściem.

Generalnie, jeśli wybierać między dwoma wariantami, znacznie lepszym jest 275C5QHAW oferujący dodatkowe wejście HDMI (zawsze się przyda), wejście audio i wbudowane głośniki Bluetooth  o mocy ok. 7W na kanał, o naprawdę przyzwoitych parametrach brzmienia, pozwalając na szeroko zakrojoną rozrywkę. Reasumując przy cenie oscylującej w granicach 1000-1100 zł, co można przyjąć za pewien standard dla matryc IPS o przekątnej 27”, otrzymujemy bardzo dobry produkt wart rozważenia. Tylko od nas zależy, na jaką wersję się zdecydujemy.