Mysz Fnatic Gear Flick G1 reklamowana jest jako sprzęt stworzony przy asyście profesjonalnych graczy, który powstawał z myślą o walce na szczycie e-sportowych turniejów. Wszystkie marketingowe slogany tego urządzenia pokazują, że mamy do czynienia z produktem o bardzo wysokiej jakości pod praktycznie każdym względem. Po kilku tygodniach spędzonych wraz z Flick G1 w ręku muszę przyznać, że każde zdanie napisane przez marketingowców, jest w tym przypadku jak najbardziej trafne.

Fnatic Gear Flick G1 z początku prezentuje się dość skromnie. Myszka przyjeżdża w prostym opakowaniu, które nie rzuca się w oczy pod kątem wizualnym oraz nie otwiera się w nadzwyczajnie magiczny sposób. W środku też nie czeka na nas nic szczególnego. Nie znajdziemy tam nic poza samym urządzeniem i prostą instrukcją wyjaśniającą podstawy działania, a także zachęcającą nas do pobrania oprogramowania.

Sprzęt nie wyróżnia się także niczym szczególnym, jeśli chodzi o jego wygląd. Flick G1 to mocno ubita, czarna bryła z matowym wykończeniem, która świetnie uzupełnia się z LED-owym podświetleniem na scrollu. Jeśli czytaliście moje wcześniejsze testy, to musicie wiedzieć, że jestem fanem minimalistycznego designu. Wierzę, że proste, sprawdzone konstrukcje z odpowiednim akcentem prezentują się świetnie i trzymają klasę. Dużo produktów “dla graczy” często wyglądają jak zabawki dla dzieci, aniżeli poważne narzędzie do zdobywania soczystych fragów w wirtualnym świecie. Dlatego też mysz od Fnatic bardzo spodobała mi się wizualnie. Pod mocniejszym światłem można ujrzeć na plastiku pozostawiane odciski palców, ale w normalnych warunkach nie są one aż nadto widoczne. Wygląd trzyma się zatem wysokiej, e-sportowej klasy.

dsc_8318

Wykonanie urządzenia również mnie zdziwiło. Spodziewałem się, że będę miał do czynienia z niższej jakości tworzywem, ale zostałem pozytywnie zaskoczony. Flick G1 została ulepiona z plastiku wyższej klasy. Można to poczuć już przy pierwszym chwycie myszy. Całość jest bardzo solidna, a naciśnięcie z odpowiednią siłą na jakikolwiek punkt tego produktu nie sprawi, że usłyszymy skrzypnięcie czy poczujemy jakiekolwiek wgniatanie się materiału. W kwestii wykonania mogę się jedynie przyczepić do kabla. Przewód ma odpowiedni, materiałowy oplot, ale jest bardzo cienki i boję się, że w niedalekiej przyszłości może się on zetrzeć. Łącze jest też bardzo mało elastyczne, co czuć, gdy zaczniemy je wyginać. To jednak drobnostka, na którą bez problemu można przymknąć oko.

Myszka od Fnatic została stworzona z myślą o graczach praworęcznych, a jej prosty kształt bardzo mi się spodobał. Mówię to pod kątem ergonomii, którą również muszę pochwalić. Moja niewielka dłoń usadowiła się na niej w naturalny sposób i nawet w najbardziej stresujących sytuacjach, nie ześlizgiwała się z jej powierzchni. Przyciski boczne umiejscowione zostały w bardzo przemyślany sposób i kciuk ma do nich łatwy oraz szybki dostęp, a przy okazji nie zdarzało mi się zbyt często naciskać ich przypadkowo. Wszystkie klawisze Flick G1 włącznie z rolką, aktywują się ze średnim oporem, są dość głośne, ale przy tym odbijają w sposób godny pochwały. Strzelanie seriami w wielu pierwszoosobowych strzelankach było bardzo przyjemne, a przy okazji przy każdym oddanym pocisku, czuć było pełną kontrolę nad tymże procesem. Ergonomia na plus.

We Flick G1 zastosowany został optyczny sensor Pixart PMW3310. Tutaj w zasadzie mógłbym zakończyć tę część testu, w której piszę o tym, jak mysz działa pod względem technicznym. Nazwa tego czujnika powinna już mówić, iż nie mamy tu do czynienia z żadnymi zjawiskami typu jittering, akceleracja, predykcja czy interpolacja. A nawet jeśli one występują, to są na tyle niewielkie, że nie zaburzają bardzo wysokiej precyzji. Przeprowadzone przeze mnie proste testy syntetyczne wskazywały tylko na jedno – w tej myszce nie ma miejsca na błędy.

Moją główną platformą testową, jeśli chodzi o gry wideo, jest Counter-Strike: Global Offensive wraz z losowo wybraną odsłoną Battlefielda oraz World of Warcraft, wymieszanym z League of Legends. Counter-Strike daje mi jednak największe pole do popisu, jeśli chodzi o testowanie myszy, bo produkcja ta wymaga wręcz pikselowej precyzji. W tym miejscu nie przyjdzie mi nic innego, tylko wychwalać działanie Flick G1. Dzięki braku takich zjawisk, jak akceleracja czy interpolacja za każdym takim samym ruchem dłoni, trafiałem idealnie we wcześniej wymierzony przez siebie punkt. Zachowanie tej chorej wręcz celności jest zatem tutaj banalnie proste i niewiele produktów może pochwalić się takim opisem. Ostatnim razem, kiedy tak dobrze strzelało mi się z jakiejś myszy, było przy okazji ubóstwianego przeze mnie Rival 700. Mysz od Fnatic pozwalała mi uzyskać bardzo wysoką celność, a rozdawanie soczystych headshotów było z nią tak przyjemne jak poranna, morska bryza w upalne dni. 

Oprogramowanie do myszy, które możemy pobrać ze strony producenta, pozwala na standardową konfigurację ustawień urządzenia. Mamy zatem wpływ na dostosowanie pod siebie CPI, przydzielenie funkcji poszczególnym klawiszom, zmianę podświetlenia oraz nagranie prostych macro. Interfejs sterownika jest czytelny oraz przejrzysty, a dostęp do każdej opcji jest naprawdę szybki. Niczego tu nie brakuje i wszystko działa jak należy, stąd ciężko cokolwiek zarzucić mi pod tym względem.

Fnatic Gear Flick G1 to wysokiej klasy myszka, za którą przyjdzie nam zapłacić 200-220 złotych. Jeśli ten koszt Was nie odrzuca, to nie pozostaje mi nic innego jak polecić ją z całego serca każdemu. W konstrukcji Fnatic nie ma praktycznie słabych stron, niezależnie jak się na nią spojrzy. Jej sensor pozwala na zachowanie wysokiej precyzji, co idzie w parze z bardzo dobrą jakością wykonania oraz ergonomią urządzenia. Flick G1 to debiut tej organizacji e-sportowej, jeśli chodzi o produkcję tego typu peryferiów na rynku. Debiut trzeba przyznać niezwykle udany.