Chciałbym jakoś ładnie rozbudować ten wstęp, ale po prostu nie mogę ukryć entuzjazmu. Powiem zatem krótko – jeśli Gamdias będzie dalej produkował takie peryferia jak Zeus P1 to spokojnie może stanąć w szranki z molochami tej branży, czyli takimi markami jak Razer czy Steelseries. Tak, ta mysz jest po prostu tak dobra.

Zanim jednak przejdę do samego testu, muszę wspomnieć o rewelacyjnym stosunku ceny do jakości. Mamy tu bowiem do czynienia z myszką praktycznie kompletną ze wszystkich stron, a jednak kosztuje ona w polskich sklepach jedyne 160 złotych. Dla mnie to rozbój w biały dzień i zamach na dzisiejszy rynek tej części peryferiów. Inni producenci spokojnie wołają za podobne sprzęty nawet 90 złotych więcej, a za te pieniądze możemy sobie kupić już pokaźnych rozmiarów podkładkę o dobrej jakości. Skąd mój zachwyt? Po prostu czytajcie dalej.

Na pierwszy rzut oka, jeszcze przed podłączeniem Zeus P1 do komputera, ma się wrażenie, iż produkt ten nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród konkurencji. Nie ma agresywnych wzorów, a jest za to nacisk na minimalizm, opatrzony obłym wykończeniem głównej struktury urządzenia. To prosta, acz wpadająca w oko konstrukcja.

Pozytywne wrażenie narasta jednak zaraz po podłączeniu Zeus P1 do komputera. Wówczas aktywuje się  podświetlenie w postaci dwóch pasków oplatających całą obudowę. Jeden z nich znajduje się tuż przy spodzie, drugi zaś tuż nad bocznymi klawiszami i tak ciągnie się dookoła głównej partii urządzenia. Wygląda to wprost fenomenalnie, zwłaszcza przy zgaszonym świetle i po odpowiedniej konfiguracji LED-ów w sterownikach HERA. Kolory może nie są tak jasne oraz żywe jak w przypadku Chroma od Razera, ale i bez tego lampeczki robią świetną robotę, wyciągając cały design na wyżyny.

Jakość wykonania Zeus P1 także stoi na odpowiednio wysokim poziomie. Większa część wykonana została z solidnego tworzywa sztucznego, które nie budzi jakichkolwiek wątpliwości i to nawet przy mocniejszym nacisku ręką. Dolna partia, pomiędzy obydwoma paskami LED-owymi, pokryta została gumą, w dodatku z chropowatymi akcentami po bokach. Sprawiają one, iż chwyt jest pewniejszy, nawet jeśli nasze dłonie postanowią się dość konkretnie spocić.

Kabel ma dość standardową długość 1,8 metra, co myślę w zupełności powinno wystarczyć przy większości biurek. Przewód jest odpowiednio gruby i posiada budzący podziw materiałowy oplot, który zapewni mu sporą odporność na spotkania z bardziej ostrymi krawędziami biurka. Ogólnie mogę zatem powiedzieć, iż ten aspekt również oceniam pozytywnie.

Właśnie, chwyt. Korzystanie z myszy jest naprawdę przyjemne. Od razu trzeba zaznaczyć, że jest to konstrukcja stworzona dla osób praworęcznych. Wgłębienia po bokach powodują, że palce naturalnie ustawiają się na swoich miejscach. Klawisze Zeus P1 są też rozmieszczone na tyle rozsądnie, że nie zdarzy się ich przypadkowe naciśnięcie. Ogólnie moja stosunkowo niewielka dłoń bez większych problemów wygodnie rozłożyła się na powierzchni urządzenia, także nie mam się praktycznie czego przyczepić w kwestii ergonomii.

Pod przyciskami kryją się przełączniki Huano, które w porównaniu do tych zamontowanych w Rival 310 są zdecydowanie twardsze oraz głośniejsze. Ich „klikalność” oceniam jednak pozytywnie. „Tapowanie” w grach lub prowadzenie ostrzału krótkimi seriami było przyjemne i obyło się na całe szczęście bez jakichkolwiek zacięć. Denerwuje mnie jednak nieco wysokie ustawienie rolki względem przycisków oraz moim zdaniem jej lekko za niski skok. Niektórym może on przypasować, dlatego potraktujcie to jako zwykłe czepialstwo z mojej strony.

Gamdias przykleił do powierzchni Zeus P1 trzy teflonowe ślizgacze o stosunkowo niezbyt wielkiej powierzchni. Nie znaczy to jednak, że mysz słabo radzi sobie na podkładkach. Urządzenie płynnie oraz dynamicznie poruszało się po powierzchni mojej podkładki HyperX Fury, a także po blacie biurka. Nie mam zatem w tej kwestii jakichkolwiek zastrzeżeń.

A co siedzi w sercu Zeus P1? Dziwi mnie to, że Gamdias nie pochwalił się specyfikacją swojej myszy na stronie, co kazało mi wysnuć najczarniejszy scenariusz. Zostałem jednak bardzo pozytywnie zaskoczony, bo jak się okazało w środku siedzi jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy sensor na rynku, czyli optyczny PixArt PMW3336. Nazwa nic nie mówi? Jest to bowiem praktycznie identyczny odpowiednik PMW3360. Między obydwoma czujnikami różnica jest praktycznie niewielka, stąd większych obaw o precyzję być nie powinno.

W testach praktycznych nie mogłem zauważyć gołym okiem zjawisk interpolacji czy akceleracji wstecznej podczas grania. W testach syntetycznych interpolacja może występować w naprawdę minimalnym stopniu i to przy najwyższych poziomach czułości, dlatego nie ma sensu w ogóle o niej wspominać. Najważniejsze jest to, że sensor pozwala myszy zachować wysoką precyzję, co jest niezwykle ważne w takich grach jak Counter-Strike: Global Offensive, gdzie głównie tego typu sprzęt testuję. Wymiana ognia była czystą przyjemnością i sprzęt nie był tu żadnym ogranicznikiem. Jest bosko… i przypominam, że to wszystko w cenie 160 złotych.

Gamdias wypuścił stosowne oprogramowanie dla myszy, które nazywa się HERA. Niestety, z racji problemów na stronie producenta nie udało mi się go pobrać w trakcie trwania testów, stąd nie jestem w stanie na ten moment go w pełni ocenić. Znam kilka jego możliwości ze screenshotów wrzuconych na tejże witrynie. Dlatego na chwilę obecną muszę zostawić ten akapit pusty.

Czy polecam Gamdias Zeus P1? Pytanie! W takiej cenie? Jak najbardziej! 160 złotych za tak dobrze wykonaną mysz, w dodatku wspartą w zasadzie najlepszym sensorem na rynku to prawdziwa okazja. Gamdias dostarczył świetny produkt, który nie idzie na kompromisy, a przy okazji serwuje jakość z najwyższej półki, nawet jeśli robi to taniej niż konkurencja. Dlatego jeśli nie zależy Wam na logu jakiegoś naprawdę sławnego producenta i szukacie dobrej, precyzyjnej myszy to Zeus P1 powinien być strzałem w dziesiątkę. Serdecznie polecam!