Przyznam szczerze, że dawno nie przyszło mi testować myszki w kategorii cenowej do 100 zł. To miła odskocznia od konstrukcji wartych blisko ćwierć tysiąca. Nie każdego stać w końcu na takie urządzenia, a już jeśli ma wydać podobną kwotę, to już najlepiej, żeby mógł znaleźć za to jeszcze bungee z dobrą podkładką. Dlatego też przygotowałem dla Was właśnie taki zestaw, na który wydacie plus minus około 250 złotych, ale dzięki niemu znacznie wzrośnie Wasza szansa na dominację, na serwerach w ulubionych tytułach.

Na wspomniany zestaw składa się mysz Genesis GX58, ogromna podkładka M12 Maxi Lava, a także bungee Vanad 750. Owszem, brakuje tu jeszcze klawiatury do pełni radości, ale tą musicie już wyszukać sami w odpowiednim dziale na naszej stronie (o, tutaj). Pamiętajcie jednak, że zawsze na początku warto zainwestować pieniądze w dobrej jakości urządzenie wskazujące. W końcu to ono może potencjalnie dać nam największą przewagę w sieciowych starciach.

Mysz GX58

Zacznijmy test od myszki, czyli w sumie mięska całego zestawu. Na pierwszy rzut oka sprzęt nie rzuca się niczym nietypowym, jak na tę półkę cenową i niestety, nie mówię o tym jak o zalecie. GX58 kojarzy mi się z wszystkim, co próbują nam wcisnąć producenci „sprzętu dla graczy”. Muszę przyznać, że design lekko mnie od siebie odrzucił. Wydłużono i zaostrzono tu miejsce na prawy przycisk myszy, a do tego użyto bardzo niecodziennych kształtów oraz linii, przez co sądzę, iż urządzenie spodoba się tylko nielicznym. Jedyny podświetlony element, czyli wskaźnik ustawienia czułości, znajduje się na lewym przycisku, na którym zwykle spoczywa palec. Ciężko przez to w locie dopatrzeć się z jakiego profilu aktualnie korzystamy, a przy okazji efekt iluminacji nie może pokazać się w pełni. Myślę, że GX58 powinna wrócić na deskę kreślarską ponownie, żeby dopieścić kilka tych szczegółów.

Ostre krawędzie mieszają się tu z obłymi, jednak lekko zaokrąglone kształty mają tu swoje uzasadnienie. Mysz została bowiem wyprofilowana pod użytkowników korzystających z chwytu typu palm oraz fingertip, a przede wszystkim tych praworęcznych. Dłoń w naturalny sposób spoczywa na całości, a wydłużony, prawy klawisz nagle zaczyna nabierać sensu. W końcu palec środkowy jest naturalnie dłuższy od pozostałych. Z prawej strony dodatkowo znajdują się odpowiednie wypuklenia, poprawiające całościowo wygodę użytkowania. GX58 został zaprojektowany głównie z myślą o graczach, którzy cenią sobie przede wszystkim komfort, bo to on wychodzi tu na pierwszy plan.

GX58 wykonany został w dużej części z plastiku, co nie jest żadną nowością. Górna część pokryto jednak odpowiednio delikatną warstwą gumy, która z jednej strony powoduje nieco pocenie się dłoni, ale z drugiej poprawia pewność chwytu oraz brak poślizgu. Zastosowane tworzywo sztuczne jest wysokiej jakości. Mysz nie ugniata się pod naciskiem, nie wydaje się zbyt delikatna czy mało wytrzymała. Jak na sprzęt za 100 złotych, jest bardzo dobrze i nie ma tu mowy o braku solidności.

Genesis zastosowało w tutejszej konstrukcji dwumetrowy kabel o zadowalającej grubości jak na tego typu urządzenia. Przewód pokryto materiałowym oplotem, przez co tarcie o biurko nie powinno zrobić na nim większego wrażenia. Producent odpowiednio przyłożył się do kwestii kabla, zatem myślę, że przetrwa on odpowiednio próbę czasu, nawet tą bardziej wymagającą.

Należy też wspomnieć o klawiszach oraz rolce. Główne przyciski chodzą bardzo przyjemnie, choć sądzę, iż są zbyt delikatne, a ich aktywacja przychodzi z małą ilością oporu. Wolę bardziej solidny „klik”, więc ten aspekt akurat nie przypadł mi do gustu. Scroll również nie porusza się w swobodny i płynny sposób. Przy jego przesuwaniu towarzyszy cały czas wrażenie, jakby jego boki o coś tarły, przez co przeglądanie stron internetowych nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Są też trzy boczne guziki, z czego wszystkie znajdują się po lewej stronie – ich para leży tuż nad kciukiem, zaś ostatni wyrzutek, cóż… ustawiono go w miejscu, gdzie podpieramy kciuk. Choć jego aktywacja nie przychodzi z jakąś piekielną łatwością, to i tak jego umiejscowienie uważam za absolutnie bezsensowne, bo w akcie paniki ruch najgrubszym palcem przy dłoni, spowoduje jego niechciane kliknięcie. Co ciekawe, wyłączenie przycisku z poziomu oprogramowania jest niemożliwe, więc musiałem przypisać mu jakąś bezużyteczną funkcjonalność, by później uniknąć ewentualnych frustracji oraz nieprzyjemności.

Serce GX58 stanowi optyczny sensor Avago 3050L. Pragnę przypomnieć, że krążymy w półce cenowej do 100 złotych i nie ma co tutaj doszukiwać się jakichś precyzyjnych na piksel czujników. Nie mniej jednak, jeśli jesteśmy graczem nie przekraczającym wartości czułości rzędu 1000 DPI, to Avago 3050L powinien sprawdzić się znakomicie. Powyżej tego progu precyzja zaczyna nieco spadać, a zjawisko akceleracji jest bardziej odczuwalne. Myślę jednak, że osoby grające w takiego Counter-Strike’a na niższym DPI (a myślę, że to znaczna większość), powinny być zadowolone.

Moje wrażenia z grania są jak najbardziej pozytywne. Po wyłączeniu przycisku pod kciukiem, zabawa we wszelkiego rodzaju strzelanki czy MOBA była bardzo przyjemna. Warto tu zaznaczyć, że wagę GX58 możemy odpowiednio modyfikować, dzięki dodawaniu lub usuwaniu ciężarków. Standardowo sprzęt jest stosunkowo ciężki, więc pozbycie się balastu było dla mnie wskazane, głównie przez to, że w trakcie rozgrywek często podnoszę mysz delikatnie do góry. Negatywne efekty wydzielane przez sensor nie były jakoś specjalnie odczuwalne, a precyzja cały czas stała na wysokim poziomie. Jeśli jednak wymagacie czegoś więcej, to radzę poszukać droższej peryferii. Produkt Genesis jak na propozycję za 100 złotych sprawdza się wprost świetnie.

Producent udostępnił stosowne oprogramowanie do myszy, które jest bardzo przejrzyste, a wgląd do praktycznie wszystkich funkcji jest diabelnie prosty oraz intuicyjny. Software umożliwia zmianę czułości, częstotliwości, przypisania klawiszy (ale nie ich wyłączenie), wybór którejś z animacji dla podświetlenia, a nawet znalazło się miejsce dla prostego edytora macro. Niestety program bardzo mnie zawiódł, jako gracza lubującego się w niższych wartościach DPI, bo GX58 najniżej przyjmuje wartość 800 DPI, a najwyżej 4000 DPI. Minimalny próg był dla mnie za duży, przez co niektóre gry wymagały ode mnie zmiany nawyków. Wątpię, że jest to sprawa za słabego sensora, a raczej jego odpowiedniej kalibracji. Low-sensowcy, uważajcie!

Bungee Vanad 750 oraz podkładka M12 Maxi Lava

Postaram się streścić tę część tekstu najbardziej jak mogę. Ciężko znaleźć mi coś, co wymagałoby szczególnego rozpisywania się w przypadku podkładki czy rzeczy tak prozaicznej jak bungee do myszy.

Zacznijmy od tego drugiego elementu, bo nie ma tu nad czym specjalnie się rozczulać. Vanad 750 to kawał porządnego sprzętu, ale wyceniony został na aż 100 złotych, przez co jego wartość równa się testowanej tu myszy – GX58. Dostajemy za to solidną, podświetloną(!) podstawkę, która praktycznie nie ślizga się po biurku, a przy okazji znajdują się w niej aż 3 porty USB 3.0 (przepustowość 5 Gbps) oraz prosty czytnik kart pamięci (obsługiwany tylko typ microSD). Część trzymająca kabel jest gumowa, co sprawi, że nie przewalimy bungee przy bardziej energicznych ruchach ręką.

Podkładka M12 Maxi Lava to moim zdaniem absolutny król, jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości. Kosztuje ona bowiem tylko 50 złotych, a słowo Maxi nie wzięło się w nazwie znikąd, bo jej wysokość wynosi 450 mm, zaś szerokość aż 900 mm. Przyznam szczerze, że akcesorium to nie mieściło mi się na używanej przeze mnie przestrzeni biurkowej. Górna część jest materiałowa i ma bardzo atrakcyjny wzór z logo firmy. Dół to już porządna warstwa gumy, zaś boki obite są odpowiednim zszyciem. M12 Maxi Lava ma stosunkowo niski profil. Sam materiał pozwala swobodnie poruszać się myszce. Praktycznie nic nie stawia tu większego oporu. Moja używana już przez kawał czasu QCK musiała wreszcie ulec i przyznaję, że M12 pobiła ją, jeśli chodzi o wygodę użytkowania.

Małe podsumowanie

GX58 to bardzo dobra mysz w swojej cenie, czyli około 100 złotych. Osoby poszukujące stosunkowo niedrogiego oraz komfortowego sprzętu wskazującego, powinny się porządnie zastanowić nad zakupem, o ile są w stanie zaakceptować pewne negatywne aspekty, które wymieniłem wcześniej w tekście. Spodziewałem się po tym urządzeniu niewiele, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W przypadku myszki jestem na tak.

Co do bungee Vanad 750 można się jeszcze zastanowić. To zwykłe akcesorium, które sprawdzi się u niektórych osób tylko w skrajnych sytuacjach, a wydawanie na niego aż 100 złotych, wydaje mi się lekką przesadą. Za tą kwotę możemy kupić kolejną mysz GX58, albo dołożyć do tego jeszcze stówkę i poszukać jakiejś niedrogiej klawiatury mechanicznej. Jednak jeśli możecie wydać takie pieniądze na ten dodatek, to myślę, że będziecie zadowoleni.

W kwestii podkładki M12 Maxi Lava, nie mam się w sumie czego się przyczepić. To ogromne, świetnie wykonane akcesorium do myszki, które dostaniemy praktycznie za bezcen. Inni producenci wołają dwa czy trzy razy tyle za podobne wymiary, a przy tym w kwestii jakości oraz praktyczności zaoferują niewiele więcej.

Za 250 złotych otrzymujecie porządny zestaw, który powinien zadowolić niejednego, domorosłego e-sportowca. W cenie tej otrzymujemy świetną mysz, ogromną podkładkę oraz w pełni profesjonalne bungee, które równie dobrze można wymienić na cokolwiek innego. Genesis zaoferowało tu sporo jakości za naprawdę niewielką kwotę, jak na sprzęt gamingowy. Polecam całość, a także wszystkie poszczególne elementy pakietu.