Steel Series w tym roku odświeżył swoją gamę myszek serii Rival oraz Sensei. Na łamach What Next recenzowaliśmy już Rivala 310 oraz Sensei 310. Teraz czas na najtańszego przedstawiciela Rivalowej rodziny. Przed Wami Rival 110.

Wygląd i wykonanie

Rival 110 dociera do nas w tak bardzo Steel Seriesowym opakowaniu, że nie da się tego inaczej napisać. Małe, z bardzo charakterystycznym schematem kolorystycznym. Wewnątrz mamy tylko mysz. Wygląd jest praktycznie identyczny, jak w modelu Rival 100. Mysz jest symetryczna, w całości wykonana z tworzywa sztucznego. Po bokach mamy chropowate chwyty (które swoją drogą przypadły mi do gustu) oraz po lewej nad kciukiem dwa przyciski. Na korpusie logo, rolka jest również podświetlana. Różni się jedynie spód a dokładniej ślizgacze – górny, jest jeden duży, dwa dolne zostały nieco inaczej wyprofilowane. Kabel nie ma oplotu, ale jest dość gruby i8 przy tym elastyczny.

Oprogramowanie

Myszką zarządzamy w znanym i lubianym Steel Series Engine 3. Nie ukrywam, że to jedno z moich ulubionych narzędzi do konfiguracji peryferiów. Nawet w tak budżetowym modelu, jak Rival 110 możemy ustawić częstotliwość odświeżania, akcelerację i decelerację. Poza tym, mamy też możliwość ustawienia podświetlenia i konfiguracji z obsługiwanymi programami (jak np. efekty synchronizowane z Discordem).

Dane techniczne, działanie, ergonomia

Testujemy w grach Destiny 2, PUBG, Overwatch, CS:GO.

Rival 100 był na tyle lubiany i dobrze oceniany, że Steel Series postanowił praktycznie nic nie zmieniać w kwestii korpusu – i dobrze. Zmieniono jedynie spód oraz najważniejsze – sensor optyczny. A w Rivalu 110 znajduje się nie byle jaki, bo jest to autorski TrueMove1. Jego specyfikacja naprawdę robi wrażenie – zakres rozdzielczości 200-7200cpi, częstotliwość 125/250/500/1000Hz, szybkość 240IPS oraz przyspieszenie aż do 30g. Jest to specyfikacja, której nie powstydziłaby się niejedna, flagowa mysz.
W kwestii ergonomii nie ma co się zbytnio rozpisywać – jest niemal identycznie jak w Rivalu 100, z zaznaczeniem, że poślizg jest jednak lepszy i kabel lżejszy. Poprawiło to nieco prowadzenie samej myszy, na które troszkę narzekano w Rivalu 100. Dla mnie mysz jest nieco zbyt mała, ale na samą ergonomię narzekać już nie mogę.
Co do precyzji sensora oraz działania w praktyce jest tak, jak się można spodziewać – lepiej niż w Rivalu 100. Sensor daje radę aż do niemal 6000cpi bez uciążliwej interpolacji. Przyznam szczerze, że nieco mnie taki wynik zaskoczył – większość sensorów wykazuje zauważalną interpolację od około 4000dpi/cpi. Wynik Rivala 110 jest naprawdę pozytywny.

Podsumowanie

Przez zastosowanie tak wyśrubowanego sensora, cena musiała nieco podskoczyć – obecnie Rival 110 kosztuje ok 150zł. W tej cenie ciężko będzie dostać równie dobry sensor, jednak w kwestii ergonomii będzie to już kwestia dyskusyjna i zależeć będzie głównie od indywidualnych upodobań. Jeżeli macie 150zł i szukacie przede wszystkim najlepszej precyzji i bezkompromisowego sensora, to Rival 110 jest definitywnie sprzętem dla Was. Jeżeli szukacie sprzętu wygodniejszego i niekoniecznie do gier, to lepiej jest skierować się w stronę innych urządzeń.