Dream Machines to solidna marka na której jak do tej pory się jeszcze nie zawiodłem, przynajmniej jeśli chodzi o myszki. Ciężko zatem będzie ukryć to, że ich nowa DM1 Pro S zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i to praktycznie pod każdym względem.

DM1 Pro S prezentuje się bardzo ładnie. Producent postawił przede wszystkim na minimalizm i nie ma tu niczego, co jednakowo wskazywałoby, że jest to „sprzęt dla graczy”. Żadnych agresywnych, ostrych krawędzi. Nie ma też jakiegoś awangardowego wzornictwa. Dostarczona mi do testów wersja powstała przy użyciu połyskującego plastiku, co zresztą podkreśla nazwa „Glossy”. Utrzymanie tego w czystości może być zatem sporym wyzwaniem. Całości uroku dodaje akcent w postaci podświetlanego loga DM, które pełni również funkcję informacyjną, mówiąc nam jaką czułość mamy aktualnie ustawioną.

Edycja Pro charakteryzuje się przede wszystkim stosunkowo prostym, uniwersalnym kształtem o czym zdążyłem już wspomnieć. Warto jednak zaznaczyć, iż nie jest to urządzenie zarówno dla lewo- jak i praworęcznych osób. Odpowiednie wgłębienia po prawej oraz wybrzuszenia z lewej świadczą, iż mamy do czynienia z produktem dla ludzi uważających prawą dłoń za swoją główną.

Przyznam szczerze, że wersja „Glossy” nie przemówiła do mnie pod względem ergonomii chwytu. Po bokach myszy znajdują się gumowe wstawki, które zapewniają brak poślizgu palców w najważniejszych momentach. Z drugiej jednak strony większą powierzchnię zajmuje połyskujący plastik, na którym spocona dłoń lubi się ślizgać. Polecam zatem zakup wersji matowej, bo taka również jest dostępna. Poza tym mankamentem DM1 Pro S bardzo dobrze leży w ręku i jakoś szczególnie nie mam co się doczepić wygody użytkowania.

Mysz jest naprawdę lekka, bo waży zaledwie 85 gramów, dzięki czemu jej podnoszenie w trakcie gry nie męczy zbytnio dłoni. Oczywiście wpływa na to materiał, z którego wykonano całą mysz, bo dominuje tu głównie plastik. Po dokładnym sprawdzeniu myszy nie znalazłem jednak miejsca, w którym konstrukcja miałaby jakąś słabość. Nacisk na powierzchnię nie robił na niej większego wrażenia, nic nie skrzypiało i nie sprawiało wrażenia tandety. Tak, to znaczy, że jest dobrze.

Kabel ma długość około 2 metrów, jest odpowiednio gruby oraz elastyczny, a przy okazji posiada materiałowy oplot. Także i pod tym względem sprzęt wypada całkiem nieźle.

Klawisze mają stosunkowo niski skok, ale klikanie nimi należało do stosunkowo przyjemnych i mało frustrujących doświadczeń. Zarówno „tapowanie” jak i strzelanie seriami w pierwszoosobowych strzelankach było miłą czynnością, a też nie spotkałem się w trakcie z jakimś zacięciem przełącznika. Boczne klawisze również budzą u mnie pozytywne wrażenie, choć też mają stosunkowo niewielki skok, a i są ustawione blisko kciuka. Czasem zdarzyło mi się je wcisnąć, ale myślę, że to kwestia przyzwyczajenia.

Na spodzie znajdziemy 3 ślizgacze o całkiem sporej powierzchni. Ich jakość jest naprawdę niezła i gwarantują przyjemny poślizg. Wątpię, żeby szybko się starły, o ile nie jeździmy spodem po np. drewnianym biurku. Co ciekawe producent załączył w środku dodatkowy komplet ślizgaczy w razie, gdyby poprzednie nie nadawały się już do użytku. Za to posunięcie bardzo szanuję i inni producenci mogliby wziąć przykład z Dream Machines.

DM1 Pro S to odświeżona wersja DM1 Pro, której nie miałem okazji niestety testować. Jest jednak między nimi jedna spora różnica, która wpływa na komfort użytkowania – lepszy sensor. DM1 Pro S posiada najlepszy obecnie dostępny czujnik optyczny autorstwa firmy PixArt – PMW3360. Warto zaznaczyć, że mamy tu do czynienia z myszą wartą około 200 złotych (ok. 209), stąd obecność topowego rozwiązania w tym budżecie jest mile widziana. Zwykła DM1 Pro miała sensor PMW3310, który choć do złych nie należy to brakuje mu troszkę do ideału.

Wystarczyło, że napisałem PMW3360 i ten akapit z moimi wrażeniami z użytkowania myszy pod kątem sensora mógłbym w zasadzie zostawić pusty. Absolutnie nie ma się tu bowiem czegokolwiek przyczepić. Czujnik jest niezwykle precyzyjny i nie ma żadnych bugów czy zjawisk interpolacji tudzież akceleracji (przynajmniej odczuwalnych). Fragowanie w Counter-Strike: Global Offensive było dla mnie banalnie proste i jeśli już w kogoś nie trafiłem, to nie mogłem jakkolwiek obwiniać sprzętu. Ogromny plus dla DM1 Pro S.

Mysz nie posiada żadnego oprogramowania. Po prostu podłączamy ją i gramy – to tyle. Przydałby się jakiś prosty kreator macro od producenta, które później moglibyśmy przypisać do bocznych przycisków. Jedyną funkcjonalnością na myszy jest możliwość zmiany czułości pomiędzy 6 wartościami: 400, 800, 1600, 2400, 4800 oraz 12000 DPI. Każdy powinien zatem znaleźć coś dla siebie.

DM1 Pro S mogę polecić z całego serca bez jakiegokolwiek zastanowienia. To mysz warta 200 złotym z malutkim haczykiem, która posiada najlepszy sensor na rynku, jest bardzo dobrze wykonana i ciężko znaleźć w niej jakoś szczególnie rażące wady. To sprzęt przede wszystkim dla osób, którym nie potrzeba na „gryzoniu” tysiąc klawiszy czy innych funkcjonalności. DM1 Pro S stawia na precyzję oraz prostotę i to wychodzi jej wręcz genialnie. Dlatego też przyznaję temu sprzętowi naszą rekomendację oraz wyróżnienie.