Dream Machines to firma, która do tej pory była mi kompletnie nieznana. Jeszcze przed testem myślałem, że będę miał do czynienia z produktem mocno niedopracowanym, z którego pod względem jakości wyróżniać się będzie jedynie sensor – Pixart PMW3310DH. Bardzo lubię się jednak mylić i od czasu do czasu zostać przez coś zaskoczony, a to producentom DM2 Comfy akurat świetnie się udało.

DM2 Comfy to jedna z dwóch myszek, które Dream Machines wypuściło na rynek. Drugim produktem jest DM1 Pro i obydwie trafiają do nieco innego grona, choć łatwo rozpoznać ich przeznaczenie po samej nazwie. DM1 Pro to sprzęt dla graczy zawodowych, zaś DM2 Comfy z racji na swoją konstrukcję to bardziej urządzenie dla graczy niedzielnych, bądź osób pracujących przy komputerze przez długi czas. Nie znaczy to jednak, że Comfy technicznie jest gorsza. Dream Machines postarało się, żeby i ten model został wyposażony w taki sam sensor, czyli wspomniany już Pixart PMW3310DH. Wysoka wygoda, bez utraty funkcjonalności – takie motto widocznie przyświecało producentowi przy produkcji tego gryzonia.

DM2 Comfy przyjechało do mnie w prostym, otwieranym na styl książki opakowaniu. W środku oprócz samej myszy znalazłem jedynie prostą instrukcję i co najważniejsze – dodatkowy zestaw ślizgaczy, w razie gdyby te pierwotne przestały dawać radę. Nie ma zatem w wyposażeniu jakichś spektakularnych fajerwerków, ale miło widzieć w środku ekstra ślizgacze, bo nawet topowi producenci (dziwnym przypadkiem) zapominają o ich implementacji w swoich zestawach.

IMG_20160619_194110

Dream Machines nie wykazało się jakąś kosmiczną kreatywnością, jeśli chodzi o wygląd urządzenia. DM2 Comfy to po prostu delikatnie zmieniony Mionix Naos 7000. Tylko czy brak oryginalności można uznać w tym przypadku za wielką wadę? Po co silić się na jakąś szczególnie uniwersalną konstrukcję, kiedy wystarczy wziąć jedną ze sprawdzonych, dostępnych już na rynku i po prostu lekko ją dopieścić? W szczególności, że prezencja urządzenia odgrywa tu rolę bardziej drugoplanową, bo to właśnie wygoda korzystania jest tu czynnikiem priorytetowym. I właśnie w kwestii ergonomii nie mam tu praktycznie nic do zarzucania. Jestem osobą, która wszystkie gryzonie trzyma chwytem w stylu „palm”, stąd łapiąc za DM2 Comfy poczułem się jakbym wrócił po wielu latach tułaczki do domu. Dłoń naturalnie osiada na myszce, a palce idealnie trafiły oraz rozsiadły się w specjalnych wypustkach, niczym w bardzo wygodnym fotelu. Ręce dodatkowo nie ślizgały się po jej powierzchni głównie dlatego, iż ta została pokryta matową, gumową powierzchnią. Jedyne co lekko może przeszkadzać to fakt, że obudowa podatna jest na „palcowanie”, w szczególności jeśli nasza dłoń lekko się spoci. Uznajmy to jednak bardziej za czepialstwo z mojej strony niż faktyczną wadę.

DM2 Comfy została w całości wykonana z plastiku, co czuć przez niewielką wagę. Dream Machines użyło tu jednak solidnego tworzywa sztucznego, co przejawia się brakiem jakichkolwiek skrzypnięć przy mocniejszym nacisku na mysz. Gryzoń wydaje się też być urządzeniem stosunkowo wytrzymałym, bowiem bezproblemowo udało mu się przeżyć kilka mniejszych upadków czy przypadkowych uderzeń o biurko. Nie jest to może pancerny czołg, który przeżyje konfrontacje z najbardziej nerwowymi graczami, ale na pewno wyjdzie bez szwanku z korzystania w domowych warunkach.

IMG_20160619_193844

Moje początki z DM2 Comfy na serwerach Counter-Strike: Global Offensive nie należały do specjalnie szczęśliwych, głównie z moich nawyków do prostych konstrukcji (czyli takich, których reprezentantem jest drugi model – DM1 Pro) oraz tego, że ostatnimi czasy miałem do czynienia z myszkami średniej klasy (poza testami korzystam z A4Tech X747, a jedynym wyjątkiem od reguły była zabawa Rival 700 od Steelseries). Najdłużej zajęło mi znalezienie odpowiedniej dla siebie czułości, ale po zażegnaniu problemu, ciężko znaleźć mi było w DM2 Comfy praktyczne wady. Sensor Pixart PMW3310DH wykazuje się wysoką precyzją i w dodatku w trakcie potyczek w wielu różnych produkcji nie uświadczyłem jitteringu, akceleracji, predykcji czy innej interpolacji. Nie ma tu zatem niechcianych zjawisk spowodowanych słabą jakością sensora. Nasz celownik powinien zawsze paść w to samo miejsce, przy takim samym ruchu ręką, co dla wymagających fanów strzelanek jest rzeczą wprost niezbędną.

Przyciski główne wyposażone zostały w przełączniki Omron D2FC-F-7N, co zapewnia im dużą wytrwałość (podobno do 20 milionów kliknięć). Ich naciskanie było bardzo przyjemne, bez dziwnych tarć czy skrzypnięć, a przy okazji nie wywołują one też zbyt wielkiego hałasu. Boczne klawisze umieszczone zostały lekko ponad kciukiem i ich aktywacja następuje dopiero po głębokim wciśnięciu, co osobiście uznaję jako plus. Wprost nienawidzę, kiedy przypadkowe przesunięcie po palcem po powierzchni myszy, powoduje wypuszczenie salwy umiejętności przez mojego bohatera w nieodpowiednim momencie. Ślizgacze również dają radę i świetnie poruszały się po podkładce QcK od Steelseries, ale też radziły sobie równie dobrze z powierzchnią mojego biurka. Moje wrażenia z DM2 Comfy mogę uznać zatem za wielce pozytywne.

dsr

DM2 Comfy nie została wyposażona w zewnętrzną aplikację, dzięki której moglibyśmy ustawić konkretną funkcjonalność bocznym przyciskom czy to w jaki sposób ma działać podświetlenie. Iluminacja ma standardowo przypisaną animację „oddychania”, a jej kolor zmienia się wraz z danym ustawieniem DPI. Konfiguracji rozdzielczości jest 5, czyli kolejno dla 400, 800, 1600, 3200 oraz 5000 DPI. Szkoda, że nie można ustawić własnej wartości DPI, choć te sztywno skonfigurowane przez producenta powinny w zupełności wystarczyć.

Dream Machines wraz ze swoim DM2 Comfy zaskoczyła mnie w bardzo pozytywny sposób. Spodobała mi się polityka producenta, który po prostu nie chce sprzedawać swoich produktów ze zbędnymi bajerami i stawia na samą jakość. Takie podejście w dobie implementacji „fikuśnych podświetleń” powinno się jak najbardziej chwalić. W dodatku sporo mało znanych firm zwykle uderza w niższe półki cenowe, zalewając je ledwo różniącymi się od siebie urządzeniami z masą problemów technicznych. DM2 Comfy to mysz praktycznie perfekcyjna pod każdym względem, o ile nie przeszkadza wam jej dostosowana dla konkretnego chwytu (w dodatku osoby praworęcznej) konstrukcja. Urządzenie jest wygodne, wytrzymałe, precyzyjne. Odpowiednio dopieszczono nawet takie elementy jak przyciski czy ślizgacze. Wszystko to w cenie niezupełnie 200 złotych, co jak na taką jakość wykonania wydaje mi się kosztem dość niskim. DM2 Comfy nie oferuje może żadnych bajerów, ale swoje zadanie w byciu „po prostu” myszką dla graczy spełnia we wzorowy sposób.

Zapraszamy także do zapoznania się z myszką na stronie Dream Machines.