Niedawno miałem przyjemność testować konkurencyjną myszkę firmy Tesoro a teraz przyszła pora na mysz Ozone. Tym razem jest to produkt sygnowany słynną postacią ze świata League of Legends – Ocelote – zobaczmy więc czy połączenie słów Ozone i Ocelote wyszło myszce na dobre.

Zacznijmy od początku. Tak więc standardowo karton – co tu opisywać – nieduży, utrzymany w czarnym tonie z pomarańczowymi wstawkami. Wykonany solidnie z grubego kartonu. Oczywiście mamy też okienko, tylko aby je otworzyć musimy zerwać plombę. Inni producenci w tym miejscu stawiają na rzepy przez co bez konsekwencji możemy „przymierzyć się” do myszy.
W środku zobaczymy plastikową szybę, pod nią mysz. Po wyjęciu wszystkiego zauważamy mały, malutki futerał w wewnątrz którego jest zestaw 4 ciężarków – każdy po 4,5g. Przyznam, że bardzo mi się to spodobało. W tym miejscu producent zadbał o mały niby nic nie znaczący akcent tym futerałem ale wywołał on na mnie uśmiech na twarzy.

Co po wyjęciu? Czarnopomarańczowa mysz – czarny jest grzbiet i spód a pomarańczowe przyciski oraz boki. Co do tych boków są one dość mocno chropowate – ma to na celu zniwelować ryzyko ślizgu i zapewnić lepsze trzymanie gryzonia. Według mnie fajne ale czy wytrzyma długo? Jest podatne na ścieranie się oraz gromadzi się tam brud.
Przechodząc dalej, mamy łącznie 9 przycisków – LPM, PPM, scroll, dwa na lewym boku, dwa po przeciwnej stronie oraz dwa na grzbiecie domyślnie służące do zmiany czułości sensora. Rozstaw jest całkiem sensowny. Bez kłopotu mogę zarówno kciukiem jak i małym palcem po drugiej stronie wyczuć poszczególny przycisk i dokładnie wiem kiedy go wciskam – bez pomyłek.
Grzbiet jest wykonany z matowego tworzywa – powierzchnia jest podatna na tzw. palcowanie. Poza tym jest ona śliska i wyłącznie boczne gumy pozwalają ją utrzymać w dłoni. Na lewej krawędzi ponad przyciskami bocznymi widnieje nazwa modelu – z łatwością każdy rozpozna gryzonia. Dodatkowym atutem jest gumowy scroll z wypustkami.
Co do kwestii podświetlenia, to logo na grzbiecie, paski po bokach, scroll świecą dość wyraziście.W panelu sterowania mamy możliwość zarządzania jego intensywnością, posiadając pełną paletę barw RGB, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie.

Kwestia użytkowania: jak zawsze korzystałem z myszy w kultowej już grze Call of Duty 4. Muszę przyznać, że wypadła tutaj naprawdę nieźle. Sensor pokazał na co go stać, byłem w pełni zadowolony z jego precyzji, zarówno przy szybszych „machnięciach” jak i przy dokładnym celowaniu. Podobnie było z trzymaniem – było ono pewne, boczne przyciski łatwo wyczuwalne przez co nie popełniałem błędów w trakcie nawet bardziej stresujących akcji. Co do nowszych tytułów także nie było problemu. Jeżeli mysz daje radę w CoD4 to i wszędzie indziej też sobie poradzi.
Szeroki zakres pracy sensora powinien ułatwić dobór czułości dla nawet najbardziej wymagającego użytkownika – nikt nie powinien tutaj mieć nic do zarzucenia sensorowi. Podobnie jest w sprawie fizycznej personalizacji myszy – dzięki dodatkowym ciężarkom, każdy może dobrać sobie optymalne rozwiązanie. Podobnie jest w sprawie konfiguracji myszy. Ma ona wbudowane 128kb pamięci i możemy stworzyć 5 profili i zapisać je bezpośrednio w urządzeniu. W panelu sterowania edytujemy funkcje każdego z przycisków lub je wyłączamy. Możemy dobrać 4 ustawienia sensora zmieniane przyciskiem (skok co 100 DPI), dopasować podświetlenie. Całość jest intuicyjna i prosta w obsłudze.

4

Podsumowując: mysz firmy Ozone powstała we współpracy z graczem a przynajmniej sygnowana jego nickiem tym razem wyszła wszystkim na dobre. Przede wszystkim dlatego, że za 200 zł dostajemy urządzenie z jedynym z najlepszych sensorów laserowych, całkiem przyzwoicie wykonaną z miłym akcentem w postaci regulacji ciężaru.
Ze swojej strony powiem, że przez okres testowania byłem zadowolony z jej pracy i na tyle na ile ją poznałem mogę polecić z czystym sumieniem.