Steelseries odświeżyło niedawno ich topową serię optycznych myszy Rival, która doczekała się trzech odmiennych wersji kierowanych na różne półki cenowe – model 100, 300 i najnowsza z nich 700. Tą ostatnią miałem okazję testować i przyznam szczerze, że szybko zapałałem do niej miłością. To świetny sprzęt, który wyróżnia się na tle konkurencji kilkoma ciekawymi elementami (i nie mam tu na myśli bajeranckiego podświetlenia), a przy okazji nie zakrywa nimi swoich niedoskonałości, jakich też ciężko było mi się doszukać.

Myszka przyjechała do mnie w niewielkim, ale całkiem ciekawie wykonanym pudełku w kształcie prostopadłościanu. Wszystko oczywiście zachowane w barwach charakterystycznych dla marki Steelseries, czyli bieli, czerni oraz pomarańczu. Po otwarciu opakowania szybko ukazała mi się na piedestale myszka, a zaraz za nią mały kartonik, który zawierał inne części zestawu. Były to dwa kable, jeden z materiałowym oplotem (dłuższy, 2-metrowy), drugi bez oplotu (krótszy, metrowy) oraz krótka instrukcja obsługi, która razem z przyklejonym nadrukiem do myszy, odsyłała mnie na stronę producenta w celu pobrania oprogramowania Steelseries Engine. Bez niego traci się całkiem sporo funkcjonalności urządzenia, także milej byłoby widzieć chociaż małą płytkę z softem włożoną do kartonu.

Pierwsze co zauważyłem po złapaniu Rivala 700 to przede wszystkim jej niewielki rozmiar. Nie uważam, żebym miał specjalnie wielką dłoń, także osobiście nie miałem problemu z tym, by ta część mojego ciała komfortowo osiadła na myszy. Osoby z większymi łapkami mogą jednak mieć z Rivalem kilka problemów, zatem radziłbym wcześniej chwycić za urządzenie w jakimś pobliskim, sporym supermarkecie z elektroniką. Pomijając jednak kwestię samego rozmiaru, to już na starcie sprzęt trzymało mi się bardzo pewnie. Duża w tym zasługa „góry” wykonanej z matowego plastiku oraz dwóch warstw gum osadzonych po bokach, upewniających się, że nasze spocone palce nie ześlizgną się z powierzchni urządzenia w trakcie trwania ważnej akcji. Zatem, czy mówimy o pracy przy komputerze czy o dłuższych, nocnych sesjach z ulubioną strzelanką, mysz trzyma się bardzo wygodnie, więc w kwestiach ergonomicznych Rival 700 sprawdza się wprost świetnie. No chyba, że jest się osobą leworęczną, bo budowa nie została dla nich przystosowana.

To co mnie zdziwiło w opisie myszy to fakt, że producent chwali się jej „modularnością”, choć oczywiście jest to slogan lekko naciągnięty. Urządzenie ma kilka części, które w prosty sposób możemy sobie wymienić i spersonalizować pod siebie, także mowa tu bardziej o semi-modularności. Wspomniałem już o dwóch kablach, które można bez problemu wymieniać, bowiem mają one dwie końcówki, z czego jedna wczepiana jest w mysz. Wstawić można również inną, górną, główną część Rivala, na której spoczywa większa część naszej dłoni, na choćby taką wykonaną z połyskującego plastiku czy bez loga producenta, przez jakie przebija się podświetlenie. Zamiast optycznego sensora myszy – PixArt PMW3360, można wkręcić sobie laserowy – Pixart 9800. Dodatkowo, wyjęcie umieszczonej przy spodzie gumowej tabliczki z napisem Rival jest bezproblemowe. Dużo tego, choć oczywiście haczyk jest jeden, dość spory i taki, który bardzo mi się nie spodobał. Sensor oraz górne osłony trzeba nabyć oddzielnie, a tabliczkę możemy jedynie wydrukować samemu… przy pomocy drukarki 3D (schematy do drukowania na stronie producenta). Wszystkie te elementy nie są specjalnie tanie (osłony – 20 euro, sensor to wydatek już 30 euro), ale przynajmniej jeśli popsuje się nam chociażby sensor, jest prosty sposób na jego wymianę, bez potrzeby zakupu nowego produktu. Można zatem bardziej spersonalizować Rivala 700, ale żeby to uczynić, musimy już sami upolować potrzebne części. Za lekko ponad 400 złotych producent mógł pokusić się chociaż o dorzucenie plastikowych pokrywek na górę.

Na wymianę poszczególnych części nie ma co jednak za szybko liczyć, bowiem wysoka jakość materiałów, z których skonstruowany został Rival 700, nie pozostawia jakichkolwiek złudzeń. Myszka jest solidną bryłą i żaden jej element nie skrzypi, nie wgniata się, tudzież nie sprawia wrażenia wyprodukowania po kosztach. Cząstka „Steel” w nazwie producenta w tym przypadku jest wysoce adekwatna.

Dwoma elementami, które wyróżniają Rivala 700 na tle konkurencji to implementacja małych silniczków wibracyjnych oraz OLED-owego ekranu lekko powyżej lewego kciuka. Brzmią może one jak niepotrzebne gadżety, ale oprócz bycia „fajnym bajerem” w ciekawy sposób spełniały one zadanie w wybranych grach. Wybranych, czyli trzech tytułach wspieranych przez system GameSense – części Steelseries Engine, a mowa tu o Counter-Strike: Global Offensive, DotA 2 oraz… Minecrafcie. Zacznę może lepiej od wibracji, które kojarzą nam się głównie z padami. Tutaj myszka nie zaczyna drgać w momencie, gdy np. uderzymy z piłki w poprzeczkę w którejś części serii FIFA. Spełniają one rolę bardziej informacyjną, czyli chociażby w DotA 2, jeśli czas oczekiwania na daną umiejętność postaci zejdzie do 0, wówczas nasza mysz zaczyna wibrować w ustalony przez nas z góry sposób. Najważniejsze jest jednak to, że „trzęsienie się” Rival 700 nie jest zbyt silne, nie denerwuje i nie przeszkadza. Jeśli wcelujemy się w piksel w takim Counter-Strike’u, drgania nie przeszkodzą nam w koncentracji na danym punkcie. Osobiście bardzo przekonałem się do wibracji, które pomogły mi czasem odnaleźć się w kompletnym chaosie pojedynków. Dawały mi one pewną przewagę nad przeciwnikiem, co oczywiście cieszy, a przy okazji dziwi, że implementacja tak małej rzeczy, może mieć tak spory wpływ na rozgrywkę.

Niestety, ciężko znaleźć mi praktyczne zastosowanie dla ekranu OLED. Może on wyświetlać odpowiednio przygotowane przez nas logo czy obrazek gif, kiedy korzystamy z niego poza grą. Cieszy to oko, ale podczas wymiany ognia ciężko na niego patrzeć w celu otrzymania przydatnych informacji. Znalazłem dla niego jednak nieco inne zastosowanie i ustawiłem go sobie głównie w taki sposób, żeby na początku, bądź na końcu zakończonych rund w Counter-Strike’u, ten pokazywał mi mój stosunek zabić do zgonów czy kilka innych statystyk karmiących moją dumę. Ekranik pełni też w Rivalu funkcję podręcznego menu, w którym zmienić możemy sobie czułość myszy, albo polling rate i przypisać te rzeczy do jednego z kilku profilów. Nie widać tu zatem żadnej rewolucji, ale obecność samego wyświetlacza ciężko też uznać za wadę. Nie powiedziałbym, iż jego obecność jest całkowicie niepotrzebna.

sdr

Oprócz wspomnianych wibracji oraz OLED, mysz wyposażona została również w podświetlenie LED-owe, które umiejscowione zostało przy rolce oraz za logiem producenta na górnej części. Nie rzuca się ono w oczy tak bardzo jak Chroma od Razera i bardzo dobrze. Jest stonowane i dodaje myszce tylko elegancji, ale dodatkowo ma kilka bardziej praktycznych zastosowań. W Steelseries Engine ustawić możemy, żeby podświetlenie zmieniało się w zależności od tego jaką nasza postać dysponuje gotówką, bądź ile aktualnie posiada zdrowia. Ciężko to zauważyć, jeśli akurat trzymamy dłoń na Rivalu, ale miło widzieć taką funkcjonalność. A jeśli nas to nie kręci, zawsze można to wyłączyć i zostawić kilka animacji, które wcześniej ustawimy sobie w oprogramowaniu.

Moje wrażenia z praktycznego korzystania z Rivala 700 były bardzo, ale to bardzo pozytywne. Wszystkie 7 programowalnych klawiszy zostało umiejscowione w odpowiednich miejscach, łatwo po nie sięgnąć, ale też nie zdarzało mi się, żebym przypadkiem naciskał je w trakcie akcji. Prawy i lewy przycisk myszy nie są specjalnie za głośne, ani nie wydają z siebie nieprzyjemnego dźwięku. Klika się je przyjemnie i stosunkowo szybko wracają na pozycję wyjściową, co pomoże w sytuacjach, gdy będziemy zmuszeni szybko naciskać któryś z klawiszy. Ślizgacze również bardzo dobrze spełniają swoje zadanie, niezależnie czy mówimy o blacie biurka czy odpowiedniej podkładce.

Rival 700 wyposażony został standardowo w optyczny sensor z najwyższej półki – PixArt PMW3360, który maksymalnie jest w stanie obsłużyć tu rozdzielczość 16000 CPI. Niezależnie, czy uruchomimy tą o wielkości 400 czy 3600 to czujnik sprawdzi się wyśmienicie. Podczas testowania nie uświadczyłem żadnych problemów z precyzją, dziwnymi wahaniami czułości, bądź innymi problemami, które utrudniałyby mi radość z grania w bardziej wymagający sposób. Nie macie się o co martwić, w gąszczu bajerów Steelseries nie zapomina o najważniejszym – sercu myszki.

Rival 700 to model, który pomimo dość wysokiej ceny sięgającej okolic 450 złotych, jestem w stanie polecić bez nawet najmniejszych skrupułów. To naprawdę solidny sprzęt niezależnie pod jakim kątem się na niego spojrzy, a poza tym oferuje coś więcej niż konkurencja, chociażby w postaci niezwykle pomocnych podczas grania wibracji czy semi-modularnej konstrukcji. Steelseries dostarczyło nam nie tylko urządzenie o wysokiej jakości wykonania, świetnej ergonomii, precyzji co do piksela, ale też wypchnęła rynek ze lekkiej stagnacji, wprowadzając powiew świeżości w standardową konstrukcję gryzoni. Jeśli tylko producent dogada się z twórcami gier i doda więcej tytułów do ich systemu GameSense to mamy murowany hit wyższej półki myszek.