Z sprzętem firmy Panasonic, szczególnie z segmentu audio, niemiałem żadnej styczności już od bardzo dawna. Aż tu niespodziewanie do redakcji zawitały dwa zestawy słuchawkowe, którym to, związku z odgórną dyrektywą, musiałem się dokładnie przyjrzeć. Na pierwszy ogień postanowiłem wziąć słuchawki model RP-DJS150, kosztujące w zależności od dystrybutora ok. 70 złotych, stworzone raczej z myślą o odsłuchu mobilnym i tak też będziemy je traktować.

Produkt zapakowano w kawałek przeźroczystego chińskiego plastiku. Panasonic RP-DJS150 przedstawiają sobą wzornictwo bardzo nowoczesne – duża ilość detali, krzykliwe kolory – celując tym samym raczej w odbiorcę młodego, przekładającego raczej wygląd ponad funkcjonalność. Generalnie w mojej opinii nie wyglądają źle, mogą się nawet podobać, choć jak zawsze zależy to od indywidualnego gustu, a o tym nie będziemy dyskutować.

Po rozpakowaniu w nasze ręce trafiają zdumiewająco lekkie słuchawki, co w gruncie rzeczy w przypadku poruszania się na otwartej przestrzeni może być odebrane, jako atut, jednak materiały, z jakich je wykonano pozostawiają wiele do życzenia. Plastik sprawia nieprzyjemne uczucie kruchości i „taniości”, zaś ogólnie całość wygląda jakby trzymała się kupy na przysłowiowe słowo honoru. Nie za dobrze ma się także sprawa okablowania, bowiem efekt mikrofonu może być prawdziwym przekleństwem. Ostatecznie dobija brak sensownej izolacji użytkownika, tzn. nauszniki nie przylegają wystarczająco do uszu z powodu wygiętego pałąka, przez co większość basu i dźwięków ucieka bezpowrotnie w eter.

Aby być sprawiedliwym trzeba przyznać, że omawiany model jest bardzo praktyczny. Łamany w pół pałąk pozwoli zmniejszyć gabaryty, jeśli będzie konieczny transport w torebce lub tornistrze, natomiast same nauszniki obracają się na teleskopach, co także może okazać się przydatne.

Odsłuch w terenie został dokonany na telefonie Nokia Lumia 735, zaś bezpośrednim rywalem, tudzież raczej punktem odniesienia były słuchawki Koss KSC-75, zajmujące ten sam segment cenowy. W zaciszu domowym natomiast w ruch poszedł wysłużony odtwarzacz CD marki Marantz model CD-52. Naturalnie zdarzyła się krótka rundka przy komputerze, ale o tym za chwilę.

panasonic-rp-djs150

Mówiąc prosto z mostu tragedii nie ma, choć rewelacji także nie uświadczymy. Zaczynając od odsłuchu stacjonarnego z przeglądanych kompaktów najlepiej nadała się muzyka z pogranicza lekkiej elektroniki, sporadycznie pochodne jazzu, ale przede wszystkim utwory, gdzie wokal grał pierwsze skrzypce. Miks ten wydaje się dość niespodziewany, wręcz pod pewnym względem irracjonalny, ale tak prezentują się moje odczucia i nic na to nie poradzę. Słuchawki Panasonica mają względnie wypośrodkowaną, mocno zaakcentowaną średnicę i znacząco podbite górne partie tonów. Bass jest, i owszem mocny, choć nie liczyłbym na głębsze zejście. Scena jest dość specyficzna, zbliżona, skierowana trochę po łuku zaraz przed słuchaczem „poniżej linii oczu”.

Całkowitą porażkę na DJS150 stanowi choćby muzyka rockowa z wszelkimi jej odmianami. Amatorom tego gatunku odradzam produkt Panasonica. Mocniejsza, bardziej dynamiczna elektronika, przykładowo dubstep, i tym podobne brzmienia także odpadają. Ogólnie nie wdając się w dalsze szczegóły powiem tylko, że temu modelowi zdecydowanie brakuje powietrza, dającego uczucie przestrzeni i swobody dźwięku. Z drugiej strony jego niezaprzeczalnym atutem są głównie wokale.

O ile na odtwarzaczu kompaktów było całkiem nieźle, albowiem jest on w stanie napędzić każde słuchawki, tak na komputerze, w tym przypadku laptopie Acer, wrażenia były poniżej przeciętnej. Z powodów technicznych nie byłem w stanie przetestować słuchawek na dźwiękówce Xonar, choć większość z użytkowników rzadko posiada taki sprzęt, to też nie jest to wielka strata.

Rzecz jasna najważniejszy był odsłuch na telefonie wykupionej, choć w świadomości wielu użytkowników jeszcze fińskiej firmy. Największą przeszkodą w tym „pomiarze” była sama konstrukcja słuchawek – wygięty pałąk utrudniał przyleganie nauszników do uszu. W domu nie stanowi to wielkiego problemu, o ile ktoś nie dyskutuje nam nad głową. W terenie jednak to inna bajka. Niedostateczna izolacja powodowała uciekanie basu i istotnych dźwięków, zaś całość czerpania przyjemności z zanurzania się w ulubionych utworach kradły odgłosy samochodów i ożywionych dyskusji emerytów w tramwaju. Działa to także w drugą stronę, bowiem niedostateczne wygłuszenie spowodują iż nasi sąsiedzi w autobusie będą dobrze wiedzieć czego akurat słuchamy.

Nie przedłużając przejdźmy do podsumowania. Słuchawki Panasonic RP-DJS150 kosztują poniżej 100 zł, to też wymagać od nich nie należy zbyt wiele. Jednak w tym segmencie można wskazać tuzin innych produktów grających znacznie lepiej, nawet za połowę oferowanej ceny. Na początku wspomniałem o słuchawkach Koss KSC-75, także kosztujących niespełna 70 zł. Są znacznie bardziej funkcjonalne, jeśli idzie o odsłuch mobilny, zaś zamontowane przetworniki biją na głowę to, co zaproponował Panasonic. Innymi słowy, gdybym poszukiwał teraz słuchawek dla siebie z myślą o smartfonie lub laptopie testowany model nie znalazłby się na mojej liście życzeń.