Razer to firma, którą znają praktycznie wszyscy gracze. Produkuje ona bowiem sprzęt do zaspokojenia ich dziwnych potrzeb. Słuchawki, klawiatury, myszki, laptopy, a raz na jakiś czas wyskoczą też z jakimiś dziwnymi koncepcjami na komputer (np. na ten modułowy, nazwany zgrabnie Project Christine). Teraz zdecydowali się na podbicie rynku słuchawek lifestylowych. Cóż, jakby nie patrzeć to Adaro wyszły im naprawdę przyzwoicie!

W ramach wstępu chciałbym tylko powiedzieć, że testowana przeze mnie wersja to Adaro Stereo, czyli ta z analogowym kablem. Poza nią wyszły jeszcze słuchawki douszne, bezprzewodowe i te przeznaczone dla DJ-ów (obracane nauszniki itd.). Nie miałem okazji ich testować, także moja opinia nie będzie odnosiła się do całej serii.

To, co do mnie dostarczono to dosyć spore, gustowne, czarne pudło z rzucającym się w oczy, charakterystycznym logiem firmy Razer. Odpiąłem z boku rzepy trzymające otwarcie i ukazały się mi malutkie słuchaweczki, skonstruowane w troszkę niecodzienny dla mnie sposób. Zniesmaczony na początek, podłączyłem je do swojej karty dźwiękowej i odpłynąłem. To jest początek mojego małego love story, gdzie główne role odgrywamy ja i para Adaro.

Design, wykonanie oraz ergonomia, czyli brzydkie, ale wygodne kaczątko

Powiedzmy to sobie wprost, te słuchawki nie błyszczą pięknem. Ich surowy wygląd strasznie mi się nie spodobał, bo poza srebrnym logiem, nic nie przykuło w nich mojej uwagi. To przede wszystkim średnio apetyczny zbitek matowego plastiku, skóry i metalowych drucików trzymających nauszniki. Tutaj inżynierzy Razera zbytnio się nie popisali. Mogli troszkę zaszaleć, pokazać jakieś niekonwencjonalne kształty, coś co przykułoby uwagę od razu. Dla porównania wygrzebałem gdzieś z szafki tanie słuchawki Panasonica i położyłem obok Adaro, co poskutkowało potwierdzeniem mojej opinii. Efekt wizualny jest tu nijaki. Podejrzewam, że mogłoby to naprawić wypuszczenie na rynek jakichś kolorowych odmian urządzenia. Niestety nie zdecydowano się na to, przez co w nasze oczy będzie biła syta i nieładna czerń.

Jednak cały efekt znika, kiedy sprzęt bierzemy do ręki. Natychmiastowo znika uczucie tandety oraz taniości. Zaczynamy doceniać trud włożony w bardzo dobre wykonanie. Biorąc słuchawki w dłonie i wyginając je na różne strony, nie usłyszymy żadnego skrzypnięcia. Czuć wytrzymałość tej konstrukcji, która nie daje wrażenia jakby miała się od razu połamać w dłoniach. W końcu samo urządzenie zostało przystosowane do trudnych warunków życia codziennego. Podczas testu specjalnie parę razy zrzuciłem je z niemałej wysokości i upadek przeżyły bez jakiegokolwiek szwanku. W dodatku sam plastik bardzo ciężko pobrudzić, bo jak już wspomniałem jest matowy. Nie zbiera się na nim kurz, a nawet jeśli już lekko czymś go pobrudzimy, wystarczy jedno machnięcie ręką, by zażegnać problem.

_DSC0937

Powoli przechodzimy do jednej z najlepszych rzeczy w tych słuchawkach – ergonomii. Razer o dziwo bardzo dobrze rozumie potrzeby, jakich żąda zwykły użytkownik po sprzęcie, który prawdopodobnie będzie nosił przez cały dzień na głowie. Wystarczy go złapać i poczuć… a raczej praktycznie go nie poczuć. Adaro są naprawdę lekkie. Producent zapewnia, że ważą ok. 168 gramów. To bardzo mało, co potrafi się docenić po dłuższym korzystaniu, najlepiej w plenerze. Jazda na rowerze czy siedzenie w nich dobre 8 godzin przy komputerze nie męczy. Ani razu nie zdarzyło mi się, że po zdjęciu z głowy tego sprzętu, bolała mnie jakakolwiek jej część. I gdyby nie tak dobra izolacja otoczenia, to nawet nie wiedziałbym, że samo urządzenie mam założone. Świetną rolę odgrywają tu przede wszystkim nauszniki. Są grube, miękkie, stabilnie leżą i w moim przypadku okrywają całe uszy, przez co mam szansę słyszeć pełnię dźwięku czterocentymetrowych przetworników. Podczas słuchania muzyki nic nie było w stanie mi przeszkodzić. Jedyną wadą w tym wypadku może być tylko to, że Adaro mogą wywoływać zawały serca. Parę razy zdarzyło mi się, że po puszczeniu sobie cicho jakiegoś rocka, nie usłyszałem jak ktoś wszedł do pokoju i puknął mnie w rękę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zatem niezależnie czy jesteście w ruchu, czy siedzicie na miejscu, sprzęt jest w stanie zapewnić spory komfort. Nawet mając dużą głowę będziesz w stanie go odczuć. Wydaje się, że słuchawki same dostosowują się do rozmiarów głowy. Wygoda wysuwa się tu na szczególne prowadzenie. A to w urządzeniach lifestylowych jest szczególnie ważne. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to krótki kabel, który na oko ma gdzieś około metra. Chociaż zrobiony jest bardzo dobrze, bo nie ma opcji, żeby się zwinął, to podłączenie słuchawek do tyłu komputera u niektórych może minąć się z celem. Szkoda, że Razer nie zastanowił się nad dorzuceniem jakiejś dobrej przedłużki, która specjalnie nie psułaby jakości dźwięku. Za to jeżeli z Adaro będziecie korzystali głównie do telefonu czy iPoda, to kabel wydaje się mieć perfekcyjną długość. Po prostu stacjonarnym użytkownikom utrudniono nieco życie.

Czysty dźwięk, ale nie dla audiofilów

Od razu chciałbym tu uprzedzić, że nie jestem żadnym audiofilem. Miałem okazję posłuchać tych sprzętów z lepszymi przetwornikami, dużo bawiłem się też w niskich półkach. Jednak moje ucho nie jest jakoś szczególnie uczulone na wyłapywanie każdego zgrzytu. Jestem raczej słuchaczem casualowym. Od razu jestem w stanie powiedzieć, że w cenie 400zł (bo po tyle chodzi na naszym rynku wersja Stereo) każdy audiofil jest w stanie polecić słuchawki oferujące lepszą jakość dźwięku. Nie znaczy to jednak, że Adaro nie oferują solidnego brzmienia. Wręcz przeciwnie! To, co na początku mi zaoferowano to solidny bass, do którego z początku ciężko było mi się przyzwyczaić. Nie jest to bass charakterystyczny dla niektórych urządzeń konkurencji, gdzie każdy kick to wielkie, bolesne łupnięcie dla naszej głowy. Tutaj akurat jest on nieco podbity, ale nie do takiego stopnia, żeby dokuczał. Bardzo mi się to spodobało, bo głównie kręcę się dookoła gatunków bazujących o muzykę elektroniczną, z okazjonalnymi odskoczniami w postaci rocku czy hip-hopu. Tutaj odnajdowałem prawdziwy potencjał urządzenia. Zdarzało mi się wyłapywać pojedyncze sample, czy dźwięki, które wcześniej gdzieś tam ginęły. Słuchawki oferują naprawdę czyste audio, choć osobiście odczuwam, że są bardziej przystosowane do cięższej muzyki. Ta lżejsza brzmi tutaj równie dobrze, ale dźwięki lekkich instrumentów nie są w stanie wydobyć tego bassu. O dziwo inne pasma są również bardzo dobrze odwzorowane i ciężko na Adaro znaleźć jakiegokolwiek haka. One najzwyczajniej w świecie grają dobrze. Nie jakoś nadzwyczajnie, a dobrze. Jakieś brzdęknięcie może gdzieś tam zginąć, ale jeżeli nie jesteście tymi legendarnymi audiofilami, to nie jest to w stanie jakkolwiek przeszkodzić.

_DSC0941

Parę słów na zakończenie

Razer Adaro Stereo to bardzo dobra para, porządnie wykonanych słuchawek, idealnie wstrzeliwujących się w swoją grupę docelową. To lekki, wygodny oraz dobrze grający sprzęt, który jest godny swojej ceny. Udało mi się podczas testu dorwać się do Beats od Dr. Dre w wersji Solo i jakby nie patrzeć, Adaro biją je pod praktycznie każdym względem, a są prawie dwukrotnie tańsze. Audiofile prawdopodobnie parskną śmiechem, kiedy założą je na uszy, ale oni nie są tu targetem. To słuchawki dla zwykłego użytkownika, który chciałby posłuchać ulubionych piosenek w lepszej jakości i pod tym względem górują w tej półce. Sądzę, że spokojnie dorwiecie je na allegro za 300zł, a to nie jest zbyt wygórowana cena.

Jestem w stanie polecić nowy, lifestylowy twór od Razera z całego serca. Nawet jeśli logo by zniknęło, to i tak kupiłbym je z chęcią za tę samą kwotę. Troszkę do nich się przywiązałem, a mój okres do testu prawdopodobnie się skończył, kiedy to czytacie. Już za nimi tęsknię i mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości uda mi się je ponownie dopaść.