Smartfon idealny? Takie coś nie istnieje, tak samo jak nie istnieje idealna gra, idealny samochód czy idealna kobieta/idealny mężczyzna. Po prostu, dla ideałów na tym świecie jako takich miejsca nie ma. Są jednak rzeczy perfekcyjne, bądź bliskie perfekcji, ale dla pojedynczych osób. Niektórzy postrzegają iPhone’a jako telefon objawiony przez bóstwa, sporo osób oddałoby życie, żeby obronić markę The Legend of Zelda w sieci, a są też osobnicy, którzy z racji uwielbienia tatuują sobie logo BMW gdzieś na ciele. W ich odczuciu dane produkty są bliskie ideałowi. A co ze mną? Cóż, nie bez przyczyny piszę tego typu wywody w teście Galaxy S7 Edge, bo smartfon ten jak dla mnie jest z kilku stron praktycznie perfekcyjny… albo przynajmniej do osiągnięcia tej perfekcji brakuje mu naprawdę niewiele.

Preludium do S8

Mamy 29 marca i pewnie weszliście na ten serwis z myślą o ujrzeniu testu Samsunga Galaxy S8. Cóż, powiedzmy, iż widok Galaxy S7 Edge stanowi dla Was pewne rozczarowanie. Podejdźmy jednak do tej sprawy pod zupełnie innym kątem. Dla wielu z nas tak naprawdę „eSSiódemka” staje się obecnie produktem, który wraz z wejściem swojego następcy prawdopodobnie poszybuje ostro ze swoją ceną w dół. Wersję Edge można już spokojnie dorwać za lekko ponad 2000 złotych (nie wspominajmy o zwykłym S7), czyli jakby nie patrzeć kilkaset złotych więcej niż niedawno wypuszczona edycja A5 z 2017 roku. Myślę, że patrząc przez ten pryzmat S7 jest obecnie naprawdę ciekawą propozycją. Tylko też niektórzy mogą się głowić, jak telefon ten sprawdza się po blisko roku od jego premiery? W dużym skrócie powiem tak – naprawdę świetnie.

O wyglądzie, wyświetlaczu i ekranie Edge luźne dywagacje

Nie wiem, czy przedstawianie wyglądu S7, zwłaszcza w wersji Edge ma w ogóle jakikolwiek sens. Dominacja szkła z lekkim, aluminiowym akcentem daje bardzo ciekawy efekt i ciężko odmówić urządzeniu wyglądu w stylu premium. Samsung S7 Edge od razu rzuca się w oczy i przynajmniej w swoich ciemnych inkarnacjach przypominał mi nieco biżuterię. Pod względem wizualnym smartfon robi potężne wrażenie na osobach z zewnątrz.

Lekko zagięty ekran to rzecz, która już przy okazji S6 zrobiła ogromną furorę. Telefony z serii Edge schodzą jak ciepłe bułeczki, a Samsung przy okazji S8 odchodzi już od normalnych wyświetlaczy (przynajmniej wierząc wyciekom). Przy następcy „rewolucyjnej szóstki” usprawniono tą koncepcję, choć nadal moim zdaniem jest to zwykły barier, pełniący tak naprawdę aspekt czysto kosmetyczny. Należę też do bardzo specyficznego grona, któremu to Edge jako takowy niezbyt wygodnie trzyma się w ręce. Nie wiem, czy ma to związek z przyzwyczajeniem się do standardowych konstrukcji, ale przy codziennym użytku wiecznie napotykałem się na jakieś problemy pod kątem wygody. Ramka aluminiowa, gdzie powinno trzymać się palce jest teraz mniej ostra jak w poprzedniku, gdzie boki wżynały się w ręce jak w ostrza. S7 Edge trzyma się całkiem w porządku, ale nadal często gdzieś moja dłoń przypadkiem dotykała ekranu, a ukochana przeze mnie obsługa jedną ręką nie była tutaj zbytnio możliwa.

Nadal jednak wszystkie niedogodności wręcz znikają, gdy aktywujemy wyświetlacz, pojeździmy po nim chwilę palcem i np. uruchomimy losowy filmik na YouTube. Sama koncepcja zagiętego ekranu wówczas pokazuje swoją siłę, choć nadal nie jest ona główną gwiazdą. Efekt „WOW” robi tak naprawdę siedząca za nią technologia w postaci dopieszczonego Super AMOLED-a. Bez dwóch zdań, jeśli chodzi o wyświetlacze to moim zdaniem Samsung jest na tym polu kompletnie bezkonkurencyjny. Kontrast jest wysoki, kąty widzenia budzą podziw, a nad kolorami mógłbym się praktycznie rozpływać w nieskończoność. Tak, te są może nieco przesadzone czy przejaskrawione, ale oglądanie nieco chłodnych i mało żywych barw IPS-a może po jakimś czasie w końcu znudzić. Cyferki też przemawiają na plus – rozdzielczość 2560 x 1440 pikseli oraz 5,5 cala przekątna. Zagęszczenie rzędu 534 pikseli na cal komfortowo pozwala korzystać z hełmów VR. A co się zaś tyczy wielkości samego wyświetlacza, to dzięki jego „rozejściu się na boki”, telefon nie zyskuje aż tak wielce na samych wymiarach.

Zatrzymajmy się jednak jeszcze na moment przy zakrzywionym ekranie, bo jak już wspomniałem ten ma w sobie pewną magię. Uwalnia się ona np. podczas oglądania jakichś multimediów czy czytania artykułów gdzieś po sieci. Podczas patrzenia na wyświetlacz w takich scenariuszach, ma się wrażenie, iż ten „rozlewa się” gdzieś na boki i nie ma jednej, sztywno ograniczającej wszystko ramki. To naprawdę specyficzne doświadczenie, które jak na razie jest  obce posiadaczom jakichkolwiek innych urządzeń na rynku. Polecam przejść się do pobliskiego marketu i przyjrzeć się na własne oczy działaniu Edge w akcji. Najlepiej, gdy smartfon odtwarza jakiś demonstracyjny filmik.

Po roku nadal pędzi jak szalony!

Skończmy jednak zachwycanie się wyglądem czy wyświetlaczem i przejdźmy do mięska, czyli do aspektów technicznych. Jak Galaxy S7 wytrzymuje pod tym kątem próbę czasu? Odpowiedź jest prosta – wyśmienicie! Owszem, S8 zapowiada się mieć około 15% większą wydajność. Przeskok względem testowanego tu poprzednika jest zatem niewielki, a 134 tysiące wykręcane przez S7 wystarczyły, żeby mnie zadowolić. Testowany smartfon napędzany był w moim przypadku przez układ Exynos 8890, choć w Ameryce spotkać możecie się z wersją ze Snapdragonem 820. Są to jednostki porównywalne mocą, a ta drzemie w nich ogromna (jak mawiał Mistrz Yoda). Smartfon bez problemu uruchamiał wszystkie aplikacji w błyskawicznym tempie, a najnowsze gry nie stanowiły dla niego jakiegokolwiek problemu, co jest akurat sprawką układu graficznego Mali-T880 MP12 (lub Adreno 530). Myślę, że moc obliczeniowa w zupełności powinna wystarczyć nawet tym bardziej zaawansowanym użytkownikom.

Jest jednak jedna rzecz niezmienna w kwestii specyfikacji i mowa tu o ilości dostępnej pamięci RAM. Sporo konkurencji oferuje już rozwiązania z 6 GB, ale 4 GB dostarczane przez Samsunga w zupełności wystarczają. Zresztą optymalizacja pamięci działa tu na bardzo wysokim poziomie i przyznam szczerze, że rzadko kiedy telefon musiał doczytywać aplikacje. Nawet jeśli musiał już taką czynność wykonać, to przebiegała ona bardzo szybko, wręcz nawet niezauważalnie.

Błyskawiczny i robiący piękne zdjęcia aparat

Zresztą z wydajnością urządzenia wiąże się też po części aparat. Aplikacja odpowiedzialna za robienie fotek uruchamia się po dwukrotnym naciśnięciu dolnego, głównego klawisza praktycznie w trakcie mrugnięcia okiem. Sensor od razu jest gotowy do pracy i równie błyskawicznie łapie ostrość na wybranym obiekcie. Szybka aktywacja kamerki nie jest zatem żadną sztuką. To prosta oraz drobna rzecz, ale niezmiernie cieszy. W końcu wiele wykorzystywanych przeze mnie do tej pory smartfonów nie uruchamiało aparatu w takim tempie.

A jakość uzyskiwanych przy pomocy Galaxy S7 Edge zdjęć? Różnice między topowymi smartfonami są naprawdę niewielkie, a uzyskiwane przy ich pomocy fotografie zwykle budzą podziw. Nie inaczej jest też tutaj i myślę, że S7 świetnie nada się jako prezentacja dla osób, które jeszcze nie wierzą, iż telefonem nie da się stworzyć ładnej fotografii. Autofocus działa tu piekielnie szybko, odwzorowanie kolorów jest godne podziwu, tak samo zresztą jak ogólna szczegółowość. Z tego aparatu można wykręcić jeszcze więcej, bawiąc się ustawieniami manualnymi, ale na potrzeby testów korzystałem ze standardowej konfiguracji. Też jak widać poniżej, nocne zdjęcia świetnie się prezentują. Nieprzyjemna dla oczu kasza pojawia się dopiero w naprawdę ekstremalnych ciemnościach. Też czasem czujnik ma problem z ustawieniem ostrości w gorszych warunkach oświetleniowych, ale nie zdarza się to specjalnie często.

Przednia kamerka to prawdziwa maszyna do robienia selfiaczy i to zarówno tych nocnych, jak i również tych robionych za dnia. Fani strzelania „foteczek z rąsi” powinni być wniebowzięci.

Nagrywanie filmików również jest mocną stroną testowanego tu urządzenia. Na pierwszy plan przede wszystkim wysuwa się tu autofocus, który bardzo, bardzo szybko łapie ostrość na każdym obiekcie. To świetna opcja, jeśli zależy nam na nagrywaniu jakiegoś dynamicznego obiektu, który stale przesuwa się między planami w naszym materiale. Oczywiście stabilizacja działa też absolutnie świetnie, choć muszę przyznać, że niektórzy producenci poczynili w tej kwestii nieco dalsze kroki niż Samsung. Warto też wspomnieć, że pojawia się możliwość nagrywania w 4K, ale tracimy przy tym opcję np. stabilizacji. Można też tworzyć wideo ze zwolnionym tempem. Myślę, że akurat Galaxy S7 Edge do kręcenia amatorskich vlogów czy wspomnień z wycieczek nada się aż nadto.

Kolejny TouchWiz i kolejne problemy?

Niewiele osób przepada za nakładką systemową TouchWiz, którą Samsung wykorzystuje w swoich smartfonach. Wielu z nas kojarzą się raczej jej wczesne edycje, szybko pozbawiające telefony dostępnej mocy obliczeniowej. Koreańczycy oczywiście mocno ją odświeżyli od tego czasu i usprawnili jej działanie, ale nadal jest kilka rzeczy, które mocno mi w niej przeszkadzają. Nie, nie chodzi tu o wygląd, bo ten akurat jak najbardziej mi pasuje. Po pierwsze, standardowo instaluje się w pamięci bardzo dużo niepotrzebnego moim zdaniem softu, np. prawie calusieńki pakiet Office, który przyda się naprawdę wąskiemu gronu osób. Po drugie Galaxy S7 Edge wiecznie przypominał mi o niektórych funkcjach w postaci powiadomień czy unoszących się tu i ówdzie dymków. Na początku mogłem to zrozumieć jako formę wprowadzenia, ale późniejsze samouczki, a raczej ich gęste ukazywanie się potrafiło być naprawdę męczące. Rozumiem, że ma to pomóc osobom mniej rozeznanym w świecie technologii, ale zawsze można na starcie po prostu spytać, czy życzymy sobie ewentualne porady startowe oglądać.

Poza tymi drobnymi problemami, nie ma raczej elementów, które w TouchWizie specjalnie by mi przeszkadzały. To naprawdę dobra nakładka i ogólnie korzystało mi się z niej naprawdę dobrze, ale oczywiście nadal wymaga ona lekkiego dopracowania.

Funkcjonalność, głośniki, łączność i bateria

Jeśli chodzi o samą funkcjonalność Galaxy S7 Edge, to jako flagowiec jest on w zasadzie napchany nowoczesnymi technologiami. Ciężko wymienić mi je wszystkie, stąd raczej wspomnę o tych, które mnie bardziej urzekły. Bardzo przydatny okazał się dla mnie pulsometr, którego wyniki choć brałem z pewnym przymrużeniem oka, to obecność takiego gadżetu była dla mnie miłym zaskoczeniem. Należy też wspomnieć o funkcjach ekranu Edge, których jest… dosłownie parę. Z tym też wiąże się tak naprawdę największy zawód, odnośnie zakrzywionego wyświetlacza – poza wyglądem oraz specyficznym doświadczeniem podczas konsumpcji treści, nie ma to zbyt wielkiego przeniesienia na praktykę. Wyciągnięcie bocznego widżetu w zasadzie wiąże się jedynie z dostępem do kilku skrótów, głównie tych związanych z kontaktami czy standardowo instalowanymi przez Samsunga aplikacjami. W sklepie z ekstra dodatkami do ekranów Edge nie znalazłem też niczego godnego uwagi, stąd myślę, że Samsung powinien lepiej postarać się w tej kwestii.

Samsung wreszcie sprawił, że ich urządzenia stały się wodoodporne i dla mnie jest to ogromna zaleta. Mówię to z perspektywy osoby, która utopiła jakiś czas temu jeden ze swoich telefonów. Niestety, coś musiało na tym ucierpieć i zdecydowanie są to głośniki. Te może nie powalały jakością już w S6, ale uszczelnienie elementów wpłynęło na wydźwięk urządzenia. Głośniki umiejscowione zostały na dole, a dźwięk z nich wychodzący brzmi, jakby faktycznie wypychany był gdzieś z akwarium. Do oglądania materiałów na YouTube nie potrzeba jednak w tej kwestii specjalnie więcej, stąd można powiedzieć, że szukam tak naprawdę dziury w całym.

Myślę, że kwestie związane z łącznością można tak naprawdę sobie darować. Ta działa wprost wyśmienicie i to niezależnie o jakiej formie komunikacji dostępnej w telefonie mówimy. Czytnik linii papilarnych również sprawuje się świetnie, choć jego umiejscowienie w dolnym klawiszu jakoś niespecjalnie do mnie przemawia. Wolałbym go jednak gdzieś z tyłu, pod aparatem. W kwestii technicznej nie miałem z nim raczej żadnego problemu.

Bateria była główną kaplicą poprzednich modeli. Wszystkie S6 padały jak muchy i wytrzymanie całego dnia było dla nich wyzwaniem. Galaxy S7 Edge posiada baterię o pojemności 3600 mAh i przyznam szczerze, że jej działanie oceniam bardzo pozytywnie. Nie jest to może jakaś rewolucja, ale przeżycie całego dnia nawet z lekkim bonusem było standardem przy nawet bardziej zaawansowanym użytkowaniu. Błogosławieństwem jest tu jednak tryb szybkiego ładowania, który doprowadza baterię do granic około 30-50% w dosłownie kilkanaście minut. W takim wypadku brak wymiennej baterii jest w zasadzie uzasadniony.

Galaxy S7 Edge – nadal warto?

O serii Galaxy S7 można rozwodzić się naprawdę długimi godzinami. Sporo kwestii takich jak Always On Display czy pojawienie się slotu na kartę microSD pominąłem, ale nie są to jakieś system sellery, a jedynie dodatki wzbogacające obraz tego telefonu. Muszę przyznać, że urządzenie godnie przeżyło ten rok, a zakup S7 nigdy nie wydawał się tak opłacalny jak teraz, gdy cena wszystkich modeli leci w zasadzie w dół. To kawał świetnego sprzętu, który ma naprawdę niewielką ilość wad, a jego opisywanie przychodzi samoistnie i to przy pomocy samych superlatywów. Przy najbliższej wymianie telefonu, warto przemyśleć zakup ubiegłorocznego flagowca, bo ten nadal posiada naprawdę ostry pazur.

promocja