Słuchawki Arctic P324 BT, to model występujący w sześciu odmianach kolorystycznych, stworzony z myślą o osobach aktywnych, lubujących sport na świeżym powietrzu oraz w miejscach ku temu przystosowanych, czytaj siłownia. Ponadto słuchawki oparte o standard Bluetooth przestają być drogim rarytasem, czego dowodem jest testowany model dostępny już za niecałe 130 zł. Pytanie tylko, czy aby warto zainwestować swoją gotówkę akurat w ten produkt?

Nabywając model P324 BT, prócz makulatury w postaci ulotek i krótkiej instrukcji, otrzymujemy trzy bardzo kluczowe elementy pakietu – słuchawki, sztywny futerał i kabel micro USB. Futerał wykonano z czarnego materiału imitującego skórę, z klasycznym zamknięciem na zamek, zaś w środku ukryta jest dodatkowa przegroda na wspomniany kabel, który długością nie powala, ale do naszych celów wystarczy w zupełności. Na tym etapie nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń.

Testowane słuchawki wykonano ze śnieżnobiałego plastiku, co uważam trochę za lekko chybiony pomysł, albowiem może i wyglądają elegancko, ale za to wszelkie zabrudzenia będą wręcz kłuć w oczy. Naturalnie to margines, który nie powinien decydować o ostatecznej ocenie, gdyż wszystko zależy od indywidualnego gustu konsumenta, mającego do wyboru jeszcze inne kolory. Jak na stosunkowo tanie słuchawki, Arctic postarał się, dostarczając solidnych materiałów, gwarantujących, że urządzenie nie rozleci się po miesiącu użytkowania. Ma to kluczowe znaczenie, szczególnie w przypadku aktywnego spędzania czasu, bo zapewne nie raz zdarzy się, iż słuchawki spadną na ziemię lub obiją się o coś, powodując nieunikniony uszczerbek.

Dla użytkownika istotne znaczenie ma panel umieszczony na prawej słuchawce, składający się z kilku przycisków funkcyjnych umożliwiających pauzę muzyki, regulację głośności lub odbieranie rozmów telefonicznych. Przydatne, ale wymaga cierpliwości, gdyż pierwsze próby korzystania z przycisków przypominają szukanie kluczy w całkowicie ciemnym i zagraconym pomieszczeniu. Słowem przyciskamy po omacku mając nadzieję, że to akurat ten przycisk. Aby ułatwić nam nieco życie producent pomyślał jeszcze o diodzie, mrugającej na czerwono, gdy jest niski poziom baterii, oraz świecącej na niebiesko podczas sygnalizacji gotowości do pracy.

P324BT

Mimo że słuchawki można złożyć tak, aby pasowały do niewielkiego futerału, sztywny pałąk nie posiada regulacji, pozwalającej na dostosowanie urządzenia do wielkości głowy właściciela. Jest to pewne niedopatrzenie, z którym jednakże można żyć, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę ogólną wygodę noszenia (choć jeśli na stałe nosimy okulary, z pewnością będziemy mieć dodatkowe zastrzeżenia). Moim zdaniem większym niedopatrzeniem jest brak uwzględnienia dodatkowego wejścia na kabel jack-jack, mogącego poratować słuchacza w przypadku rozładowania baterii.

W słuchawkach kosztujących nieco ponad sto złotych zastosowano przetworniki o przekątnej 28mm i impedancji 32Ω i paśmie przenoszenia od 18-22 000 Hz. Naturalnie dwie ostatnie wartości nie mają dla nas najmniejszego znaczenia w wypadku słuchawek Bluetooth, bez opcjonalnego wykorzystania połączenia kablowego, ale ładnie wyglądają za to na pudełku. P324 BT posiadają wbudowany moduł Bluetooth 4.0 (profile A2DP, AVRCP, HSP, HFP), wspierając przy okazji obsługę kodowania aptX,  zapewniając lepszą jakość bezprzewodowego dźwięku niż standardowe dla transmisji Bluetooth kodowanie SBC. Maksymalny dystans komunikacji wynosi w przybliżeniu 10 metrów, ale jeśli stanie nam na przeszkodzie ściana, to nawet 3 metry mogą być wyzwaniem.

Mimo zastosowanych standardów testowane słuchawki Arctic grają przeciętnie. W swojej barwie nie posiadają niczego, czym mogłyby się wyróżnić na tle konkurencji, a pamiętajmy, że w tym przedziale cenowym można nabyć bardzo dobre, tańsze Koss KSC-75 lub legendarne już Porta Pro, oparte o tradycyjny pałąk gwarantujący lepszą izolację. Wspominam o tym, albowiem mimo sztywnego pałąka okalającego głowę, P324 BT izolują od świata zewnętrznego dobrze, ale nie dość dobrze by zapewnić pełen komfort. Innymi słowy: na siłowni publicznej, czy w domu nie będzie problemów, ale podczas przebieżki na świeżym powietrzu, szczególnie w otoczeniu miejskich dźwięków już tak różowo nie jest. Nie odbiegając jednak daleko od meritum akustycznych doznań, mogę powiedzieć, iż P324 BT grają dość płasko, a wszelkie braki w pasmach producent starał się przypudrować przenosząc ciężar pracy w stronę niskich tonów, co na krótką metę daje radę, ale bardziej wyczulonych słuchaczy może mocno podirytować. Testy wykonano w duecie z telefonem Lumia 735.

arctic_p324_bt

Pozostaje omówić przed werdyktem ostatni szczegół, mianowicie długość pracy na jednym ładowaniu. Na papierze budowany akumulator litowo-jonowy o pojemności 400 mAh zapewnić ma ciągłe odtwarzanie muzyki przez bite 20 godzin i czuwanie do prawie 17 dni. Ładowanie pochłania z naszego życiorysu do 3-4 godzin, przy użyciu portu USB w komputerze lub laptopie. W moim przypadku jedynie ta druga część się sprawdziła, albowiem testowany model wytrzymywał maksymalnie do 4h odsłuchu, po czym sygnalizował niski poziom baterii. Mój rekord wynosi (po zaokrągleniu) 4h i 30 minut, co musi wskazywać raczej na felerność produktu, gdyż nawet po naładowaniu baterii po kilku dniach próba włączenia kończyła się fiaskiem. Ponowne karmienie prądem było bardziej niż wskazane.

Reasumując – pod eleganckim wzornictwem i paroma ciekawymi pomysłami skrywają się słuchawki przeciętne, które może i zadowolą niewymagającego użytkownika, ale konsumentów nieco bardziej rozeznanych z pewnością rozczarują. Transmisja danych Bluetooth może i jest wygodna podczas aktywnego spędzania czasu, ale nie na tyle by całkowicie zdeklasować sprawdzony kabelek jack, a już tym bardziej, jeśli mamy dopłacać, otrzymując w zamian wątpliwe walory akustyczne.