Pojęcia „słuchawki dokanałowe” i „słuchawki dla graczy” jakoś niespecjalnie się wspólnie kleją, przynajmniej według mnie, dlatego nie podchodziłem na początku zbyt optymistycznie do testu produktu firmy Ozone – Tri-FX. Jednakże im dłużej korzystałem z urządzenia tym bardziej, mój pierwotny sceptycyzm zaczął się gdzieś ulatniać, by ostatecznie zmienić się w lekki entuzjazm. W końcu niezależnie jak bardzo krytycznie odchodziłbym do samego testu, to miałem cały czas przed sobą po prostu dobry sprzęt.

What’s in the box?

Zaraz po otwarciu przesyłki od kuriera, moim oczom ukazało się proste pudełko, które zachowane zostało w czarno-czerwonej kolorystyce, a przy okazji miało też dosyć dużą przezroczystą powierzchnię z przodu. W środku, oprócz słuchawek, znalazłem skórzany pokrowiec (z którego wypadał mi zamek), 3 typy silikonowych wkładek oraz 3 różne rodzaje końcówek wzmacniających, które wyróżniają ten produkt spośród innych na rynku (ale o tym potem). Opakowanie nie zaskoczyło mnie zatem niczym specjalnym, ale jego zawartość jest zadowalająca, więc pod tym względem nie mam się do czego przyczepić.

dav

To jak to wygląda?

Słuchawki prezentują się bardzo ładnie i tak jak pudełko są czerwono-czarne. Ciężko powiedzieć cokolwiek więcej o wyglądzie, zatem od razu zaznaczę, że główna część Tri-FX została wykonana całkowicie z aluminium. Niestety, ciężar tego materiału powoduje po dłuższym czasie słuchania spore zmęczenie ucha, bądź też wypadanie samego sprzętu z małżowiny. Do tego wszystkiego doczepiony został wysokiej jakości plastikowy uchwyt, który tylko dopełnia wrażenie solidności całej konstrukcji. Dodatkowo muszę również pochwalić kabel, który pokryty został warstwą silikonu, ale co najważniejsze – nie plącze się w niemożliwy do rozszyfrowania sposób i dzięki Bogu… a raczej firmie Ozone za ten patent! Dlatego też oceniając Tri-FX za całokształt, ciężko pod względem ergonomicznym jak i wizualnym czegoś specjalnie się doczepić. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze!

A jak to gra?

Wszyscy dobrze wiemy, że sprzęt audio przeznaczony dla graczy bardzo często przesadza w kwestii „koloryzowania” niektórych tonów dźwiękowych, w szczególności basów. Ozone okazał się być producentem bardzo sprytnym i postanowił oddać użytkownikom możliwość dostosowania tego jak ma grać ich sprzęt przy pomocy trzech końcówek wzmacniających. Czerwone mają podkręcone tony niższe (tzw. Bass Boostery), czarne kładą nacisk na wyższe dźwięki (High Pitch), a szare starają się balansować między swoimi rówieśnikami, czyniąc wydźwięk bardziej neutralnym (Pure Mid). W moim przypadku okazało się jednak, że czarne miały takie właściwości jakie miały rzekomo posiadać czerwone, a czerwone (które miały być czarnymi) nie różniły się zbyt wiele od siwych. Choć lubię brzmienia cięższe to nie przepadam za „przebasowanymi” słuchawkami, w szczególności dousznymi, stąd przez cały swój okres testowania korzystałem z wzmacniaczy Pure Mid, okazjonalnie wymieniając je na inne, by upewnić się, że nie tkwię w błędzie. Zabrakło mi znacznie podbitych tonów wyższych, w szczególności podczas okazjonalnych sesji z muzyką symfoniczną, gdzie niektóre dźwięki instrumentów były mocno wyblakłe, nijakie.

sdr

Poza tą małą wpadką, muszę jednak powiedzieć, że Tri-FX grają po prostu w porządku. Nie męczą uszu słabą jakością dźwięku, ale też nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Jest ok i tyle. Ważne, że słuchawki, jeśli odpowiednio dopasujemy wkładki do naszego ucha, bardzo dobrze zajmują się izolacją otoczenia. Osobiście wielokrotnie przestraszyłem się, kiedy zauważyłem, że ktoś koło mnie właśnie stoi w pokoju, bo nie usłyszałem często otwierających się niedaleko mnie drzwi.

A co z grami?

Jak produkt przeznaczony dla graczy sprawdza się w tych warunkach? Po długich sesjach w Counter-Strike’u, League of Legends i choćby Crysisie 3 mogę powiedzieć, że dobrze. Najwięcej mogę odnieść się jednak do produkcji wydawanej przez Valve, bo to w niej właśnie najwięcej spędziłem czasu z Tri-FX. Nie zdarzało mi się za bardzo słyszeć pojedynczych kroków gdzieś zza kilku ścian, ale też sprzęt ten nie zwiódł mnie w kluczowych sytuacjach, a to jest chyba najważniejsze. Zatem tak jak w przypadku słuchania muzyki, tak w kwestii pozycjonowania w grach wideo, Tri-FX wypadają po prostu dobrze, bez fajerwerków.

dav

Słuchawki wyposażone zostały również w mikrofon, z którego przyznam szczerze nie korzystałem sporo, ale po kilku przeprowadzonych testach stwierdziłem, że jak na swój mały rozmiar, jest dość dobry. Osobiście nie korzystałbym z niego do nagrywania głosu do wysokiej jakości materiałów wideo, ale nadaje się on do prostych rozmów telefonicznych czy komunikacji w grach. No i przy okazji obok niego samego znajduje się też prosty, mały pilocik, dzięki któremu odbierzemy przychodzące rozmowy telefoniczne podczas chociażby biegania.

Podsumowując

Ozone Tri-FX jestem w stanie podsumować jednym słowem – „ok”. Nie jest źle, ale też nie reprezentują one ze sobą jakiejś niebańskiej jakości, którą mógłbym wszem i wobec wychwalać. Charakteryzują się one wysoką ergonomią, ciekawym wyglądem, ale w kwestii ich brzmienia potrafię mieć cały czas jakieś mniejsze, bądź większe „ale”. To co jednak pozytywnie mnie do nich nastawia to przede wszystkim cena, która przewyższa delikatnie pulę 100 złotych. Jak na sprzęt z takim wyposażeniem oraz ciekawym pomysłem na siebie (w postaci wzmacniaczy), myślę, iż jest wart tych pieniędzy, choć cudów nie należy oczekiwać. Jak już to powiedziałem wcześniej – jest po prostu dobrze… to tylko tyle, albo jak kto woli – aż tyle.

promocja