Rynek gier mobilnych rozrasta się w zastraszającym tempie i nie ma temu co zaprzeczać. Słowa te potwierdzają zdradzane co roku przez twórców liczby pobrań swoich dzieł, które liczone są w coraz większych milionach. To ogromny sukces dla firm piszących tytuły na urządzenia przenośne, ale też i świetna okazja do zarobienia dla producentów sprzętu. Razer znalazł na tym rynku miejsce również dla siebie, wraz ze swoją serią słuchawek dousznych Hammerhead. Ich pierwsza wersja nie okazała się zbyt potężnym sukcesem, ale Kalifornijczycy wysłuchali opinii konsumentów i postanowili wydać ulepszoną edycję V2. Czy ten model faktycznie może sprostać wymaganiom graczy mobilnych? Cóż, odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana.

Z perspektywy gracza stacjonarnego, takiego jak ja, ciężko w pełni zrozumieć mi sens tworzenia słuchawek skierowanych specjalnie dla fanów produkcji mobilnych. Gry, które zwykle dane było mi sprawdzać na smartfonach (a było ich całkiem sporo), nie oferowały jakichś zapierających w dech soundtracków czy skomplikowanej warstwy dźwiękowej, która pozwalałaby lepiej zanurzyć się w wirtualnym świecie. Mogę brzmieć nieco jak przemądrzały ignorant, ale w takiej roli równie dobrze sprawdzić się mogą każde inne słuchawki dokanałowe od konkurencji, nawet i w nieco niższej cenie.

A ta akurat w przypadku Hammerhead V2 do najmniejszych nie należy, bo mamy tu do czynienia z zestawem kosztującym przynajmniej 220 złotych. W tym przedziale inni producenci oferują już całkiem ciekawe „dokanałówki”, które muzycznie na pewno sprawdzą się lepiej, ale też powinny zadowolić mobilnych graczy.

Hammerhead w muzyce – jest ok

Potraktujcie poprzednie akapity raczej jako moją małą dygresję w temacie reklamowania słuchawek dokanałowych jako urządzeń „stworzonych dla graczy mobilnych”. Wspomniałem jednak również, że konkurencja w tym samym przedziale cenowym, co Hammerhead V2 może oferować lepsze doznania muzyczne, a to stawia nowy sprzęt Razera w niezbyt korzystnym świetle. Nie zrozumcie mnie źle, słuchawki te nie brzmią okropnie. Podczas moich testów, w których wykorzystałem masę utworów z różnych gatunków, ciężko było mi ocenić Hammerhead V2 negatywnie.

P1030872

Niezależnie, czy mówimy o muzyce klasycznej, filmowej, rocku, funku czy hip-hopie, słuchawki te na pewno odnajdą się dobrze w każdym rodzaju muzyki. Po prostu grają one bardzo czysto. Podczas testowania nie usłyszałem jakichś nieprzyjemnych charknięć, bądź innego trzeszczenia. Nie oznacza to też jednak, iż jest to sprzęt pod względem brzmieniowym bez wad. Hammerhead V2 stawiają przede wszystkim na bass, którym atakują w użytkownika już przy pierwszym odsłuchu. Kosztem silniejszego „tupnięcia” ucierpiały jednak dźwięki środkowe, czyli wszelakie partie wokalne, które wydają się być nieco przytłumione względem całej reszty. Fani elektroniki i rapu strasznie się z tego faktu ucieszą, ale inni mogą pokręcić nieco nosem. Przejdźmy może zatem do kwestii dźwięku Hammerheadów w grach.

I tu leży pies pogrzebany…

Wszystko zależy bowiem od tego jaką produkcję uruchamiamy. W Counter-Strike: Global Offensive słuchawki brzmiały wręcz fatalnie. Dźwięki broni, wybuchów czy też kroków były mocno nijakie, puste, pomimo tego, iż sprzęt wyraźnie kładzie nacisk na bass. Śmieszne, bo tam gdzie miał on w Counter-Strike’u wystąpić, nagle zaczynało go brakować. Urządzenie nie miało pazura, który potrzebny jest w dynamicznych strzelankach pierwszoosobowych w celu stworzenia wiarygodnego pola bitwy.

Z drugiej jednak strony, kiedy włączyłem World of Warcraft, League of Legends czy też jakiegoś bardziej klimatycznego RPG-a, od razu moje odczucia zmieniały się na bardziej pozytywne. Hammerhead V2 pomagały mi wtedy lepiej zbudować nastrój i wciągnąć się w świat gry, głównie dzięki dobrze brzmiącej muzyce. Niektóre dźwięki nadal pozostawały dziwnie puste, ale w ogólnym rozrachunku nie było aż tak źle w porównaniu do strzelanek.

Razer nadrabia wykonaniem…

Pozwólcie, że pominę kwestię produkcji mobilnych, choć oczywiście słuchawki Razera sprawdzałem również i pod tym kątem. Po prostu ciężko uznać mi to za silne kryterium skłaniające do zakupu. Dlatego też przejdę od razu do jakości wykonania, która akurat nie zawodzi. Główna obudowa została w całości zrobiona z aluminium, co na pewno korzystnie wpłynie na wytrzymałość tego zestawu. Co jednak ważne, pomimo solidności, konstrukcja nie należy do tych z cięższego przedziału. Hammerhead V2 są praktycznie niewyczuwalne w uchu z racji na niewielki ciężar.

P1030887

Kabel należy do tych płaskiego rodzaju i rzekomo dzięki temu rozwiązaniu, ma się on nie plątać. Nie wiem, czy jestem aż takim pechowcem, ale mi przewód kilka razy całkiem porządnie związał się, kiedy zestaw znajdował się w mojej kieszeni. Jednak podczas faktycznego użytkowania, chociażby podczas biegania, takie sytuacje nie miały już miejsca. W kwestii wykonania kabel wygląda też na całkiem solidny, a korzystanie z Hammerhead V2 nawet w trakcie pracy, nie zostawiło na nim jakiegokolwiek śladu.

… ale już niekoniecznie ergonomią

W pudle, oprócz samych słuchawek znalazłem kilka rodzajów silikonowych nakładek, w tym moje faworytki, czyli te typu bi-flange. Oprócz tego Razer dodał jeszcze całkiem gustowne etui, ale nie odbiegajmy od tematu i skupmy się na silikonach. Końcówki bi-flange pomogły mi nieco w izolowaniu dźwięków zewnętrznych, ale nadal efekt nie był jakoś specjalnie powalający. Dziwne też okazało się to, że silikony tego typu nie sprawdziły się również podczas korzystania z Hammerhead V2 w trakcie biegania czy uprawiania innych sportów. Dłuższy trucht powodował wypadanie zestawu z uszu, tak samo zresztą jak bardziej dynamiczne ruchy głową. Podkreślam słowo dziwne, bo bi-flange dołączane do Snab Overtone EP-101M z moich małżowin wyślizgiwały się sporadycznie. Nie wiem, czy głównym winowajcą są tu końcówki, ale tak czy siak nie jestem w stanie polecić tego sprzętu dla osób kochających wysiłek fizyczny.

Kiedy jednak wyjdziecie z Hammerhead V2 w miasto, na pewno ktoś zwróci na nie uwagę, bo słuchawki wyglądają naprawdę przepięknie. Główne ciało słuchawek jest w całości czarne, kabel zaś potraktowany został silnie jaskrawym zielonym, bardzo rzucającym się zresztą w oczy. Łatwo dostrzec też zaakcentowane logo Razera na samych puszkach, przez co na dzielni na pewno zyskamy „+5 do szacunku”.

P1030884

Warto nadmienić, że testowana przeze mnie wersja Hammerheadów nie była wersją Pro, która od zwykłej różni się dołączanym do kabla pilotem oraz wbudowanym mikrofonem. Ta kosztuje o dobre 50-60 złotych więcej, co tym bardziej stawia owe słuchawki w mniej korzystnym świetle, jeśli chodzi o opłacalność zakupu.

Kolejna wersja i kolejna wpadka

Razer pozostawił mnie mocno zmieszanego, jeśli chodzi o kwestię drugiej edycji słuchawek Hammerhead. Na pewno jest to zestaw o wiele lepszy od poprzednika, ale nadal w cenie 250 złotych można znaleźć lepsze „dokanałówki”. Hammerhead V2 to dobry sprzęt, ale po prostu nie na tyle, żeby sprzedawać go za taką sumę. Osoby, które lubią pograć sobie na tablecie czy smartfonie, zapewne zainwestują w nieco tańsze rozwiązanie (i zresztą powinny to zrobić), stąd myślę, że Razer całkowicie minął się ze swoją publiką. Oby Kalifornijczycy wypuścili wkrótce wersję V3, która zamiast dogadzać graczom mobilnym, pójdzie bardziej w kierunku lepszego, ogólnego brzmienia… i miejmy nadzieję niższej ceny.