Od dawna panuje przekonanie, że dźwięk wydobywający się z urządzeń bezprzewodowych jest o wiele słabszy w porównaniu do tych podłączanych przy pomocy kabla. W stereotyp ten wierzyłem również i ja, ale kilka firm drastycznie odmieniło moje zdanie na ten temat. Jedną z nich był chociażby Razer, który zaskoczył mnie mocą oraz jakością muzyki wydobywającej się z małego głośniczka Leviathan Mini. Teraz ten sam koncern zaskoczył mnie słuchawkami Man O’War, które strasznie spodobają się graczom nienawidzącym wszelakiej maści kabli.

Zacznijmy może najpierw od ceny, tak żebyście wiedzieli ze sprzętem jakiej półki mamy do czynienia. Ta jak zwykle w przypadku Razera nie należy do najniższych, bowiem słuchawki za słuchawki w Polsce fizycznie zapłacimy dobre 800 złotych, a za takie pieniądze można dorwać już bardzo dobry sprzęt grający, również bezprzewodowy zresztą. Warto jednak zaznaczyć, że Man O’War jest produktem skierowanym przede wszystkim dla graczy, stąd nie jest to sprzęt perfekcyjnie nadający się do szerokiej gamy zastosowań. Dlatego też kwestię opłacalności pozostawię jako rzecz bardzo subiektywną.

Opakowanie, w którym znalazłem Man O’War stoi na standardowym dla Razera, wysokim poziomie. Z chęcią postawiłbym je gdzieś na półce z racji na minimalistyczne oraz stylowe wykonanie, które prezentuje się wprost wspaniale. W środku za imitującym szkło plastikiem znajdziemy nasze danie główne, a oprócz tego instrukcje, kabel USB, naklejki, a także przewodowy wzmacniacz sygnału, który równie dobrze może nam posłużyć za adapter do podłączania jakichś urządzeń. Jedyne czego w sumie mi tu zabrakło to prostej wtyczki do gniazdka, dzięki której słuchawki mogłyby ładować się bez wykorzystywania do tego celu komputera. Poza tym, nie mam zastrzeżeń.

Jeszcze zanim zdążyłem chwycić w dłonie Man O’War, zauważyłem jak wielkie są to słuchawki. Głównym powodem, przez który sprzęt zawdzięcza swoje masywne gabaryty to nauszniki, które są tak potężne, że nie byłem nawet w stanie dobrze objąć ich dłońmi. Urządzeniu nie można zatem przypisać ikony mobilności, ale za to przyjdzie mi pochwalić jego wygląd. Razer silnie stawia ostatnio na minimalizm, o czym zresztą miałem okazję przekonać się przy okazji testowania klawiatury Blackwidow X Chroma. Piękno skryte jest w prostocie, co widać również po Man O’War. Nie ma tu fikuśnych wzornictw, jest za to tylko prosta, czarna stylistyka oraz ciekawe połączenie plastiku matowego wraz z połyskującym, dodające wyłącznie więcej klasy. Całą tę wspaniałą otoczkę pieczętują podświetlane loga z trójgłowym wężem. Efekt diod może podczas korzystania ze sprzętu nie będzie nas specjalnie interesować, ale niejeden znajomy westchnie z zachwytu, gdy spojrzy jak świetnie to wszystko się ze sobą komponuje.

dav

Faktyczne chwycenie Man O’War nie pozbawiło mnie pozytywnego wrażenia, które zostawiła po sobie warstwa wizualna. Od razu rzuca się niewielka waga słuchawek, na którą gabaryty mogły niespecjalnie wskazywać. Jednak ciężar rzędu 375 gramów zacząłem doceniać dopiero od momentu, gdy sprzęt wylądował na mojej głowie. Man O’War są na niej praktycznie niewyczuwalne i w dodatku szybko można je dostosować do praktycznie każdego gabarytu czaszki. Urządzenie wykazuje się również wysoką klasą komfortu, którą zawdzięczać mogą bardzo wygodnym poduszkom wszytym w nauszniki. Świetnie spełniają one również rolę izolowania użytkownika od dźwięków zewnętrznych, o czym zresztą przekonało się moje serce, które podczas okresu testowego mało nie nabawiło się zawału, gdy odkryłem, że ktoś wszedł do pokoju. Wróćmy jednak do kwestii ergonomii, która jest jedną z większych, pozytywnych cech Man O’War, choć ten aspekt produktów spod szyldu Razer rzadko kiedy budził u mnie jakikolwiek wątpliwości. Długie godziny spędzone z tymi słuchawkami na pewno nie zabolą.

Cała konstrukcja wykonana została z plastiku, dość solidnego oraz elastycznego zresztą. Nic tu nie skrzypi, ani nie trzeszczy, co oczywiście bardzo się chwali. Jedynym elementem, który nie daje mi spać jest stosunkowo cienki pałąk, który choć wsparty został aluminium, to i tak budzi uczucie sporej niepewności o swoją wytrzymałość. Na jego barki spadła bowiem odpowiedzialność uradzenia dwóch ogromnych nauszników, będących najcięższym elementem zestawu. Czasem miałem wrażenie, że przy silniejszym uderzeniu, albo wygięciu pałąk pęknie w jakimś miejscu. Szczególnie odczuwałem to, gdy postanowiłem obrócić jakiś z nauszników o 90 stopni (jest to możliwe, o czym nie wspomniałem wcześniej), gdy ten akurat znajdował się na mojej głowie. Mam jednak szczerą nadzieję, że moje podejrzenia są błędne, a produkt nie rozsypie się nagle podczas któregoś dnia użytkowania.

sdr

Man O’War reklamowane są jako produkt dla graczy z dźwiękiem przestrzennym w stylu 7.1, dlatego też postanowiłem zacząć od testowania ich w naturalnym środowisku, czyli w grach. Przyznam szczerze, że Razer nie przesadzał chwaląc się precyzją dźwięków, o czym przekonałem się grając w Counter-Strike: Global Offensive czy takiego Battlefielda 4. Pola walki nabierały zupełnie innego wydźwięku. Wszelkie wybuchy czy wystrzały były bardzo realistyczne, a pozycję przeciwnika po jego krokach mogłem wyczuć praktycznie na piksel. Owszem, zdarzyły się sytuacje, że sprzęt zawiódł mnie czasem w kilku sytuacjach, ale pomniejsze wpadki nie przysłonią mi ogólnego, bardzo pozytywnego wrażenia. Urządzenie na pewno pomoże wciągnąć się w atmosferę danej produkcji, podbijając znacząco poziom immersji. Każdy gracz na pewno będzie zadowolony z Man O’War, o ile planuje w nich sporo czasu spędzać na wirtualnych placach boju.

Niestety, ostatnio z racji braku czasu nie jest mi dane siedzieć przy grach wideo zbyt długo, stąd bardzo mocno zabolała mnie przeciętność tych słuchawek w kwestii muzycznej. Zresztą nazwa tego produktu mówi sama za siebie – to sprzęt nadający się do bojowych warunków, a nie słuchania piosenek w zakamarku swojego mieszkania. Nie odkryłem w swoich ulubionych kawałkach nowych dźwięków, brakowało też mi nieco bardziej soczystych basów. Wychwalany przez producenta dźwięk przestrzenny ma jednak swoje przeniesienie na szeroką scenę, ale tylko ten czynnik mogę pochwalić. Nawet zabawa equalizerem w sterownikach nie poprawia za bardzo sytuacji. Choć urządzenie reaguje na nawet najmniejsze zmiany w danych tonach dźwięku, to ostateczny efekt takiej zabawy nie przynosi jakichś wyjątkowych rezultatów. Audiofile nie mają tu czego szukać, ale zwykli słuchacze „empetrójek” nie będą jakoś specjalnie narzekali.

IMG_20160708_122144

Cały czas mówię tu o przestrzenności, wspomniałem też o symulowanym 7.1… właśnie, symulowanym. Man O’War nie ma w swojej konstrukcji kilku fizycznych głośników, a jedynie dwa poddane takiemu tuningowi, by oddawały właśnie efekt „surround”. Słuchawkom widocznie jednak szkodzi w niektórych momentach wirtualne 7.1. Wielokrotnie zdarzało mi się, że uruchomiony TeamSpeak czy Skype zagłuszał mi aż nachalnie grę czy dźwięki wydobywające się z przeglądarki, albo niektóre aplikacje grały o wiele ciszej niż powinny. W dodatku uruchamianie niektórych gier w stereo powodowało, że Man O’War zaczynał wariować. Zdarzyło mi się w Counter-Strike’u czasem słyszeć kroki dobiegające z zupełnie przeciwnego kierunku. Odpowiednie dostrojenie głośności oraz trybu w jakim produkt ma grać wymagało ode mnie dodatkowego wysiłku. Myślę jednak, że są to problemy po stronie sterowników czy oprogramowania i mam nadzieję, że wkrótce zostaną one poprawione.

Brak kabla jest rzeczą naprawdę cudowną, o czym zresztą przekonałem się podczas testów Man O’War. Chodzenie po pokoju czy jego sprzątanie podczas rozmowy ze znajomymi było rzeczą bezproblemową, tak samo jak oglądanie filmów z poziomu swojego łóżka. Ba! Dzięki kilkumetrowemu zasięgowi urządzenia, byłem w stanie prowadzić konwersacje czy słuchać muzyki z poziomu własnej toalety! Oczywiście, mogłem to robić bez najmniejszych zakłóceń, o ile tylko sprzęt podłączony był przy pomocy specjalnego adaptera. Wszystkie niezbędne rzeczy takie jak pokrętła do regulacji głośności zarówno słuchawek, jak i mikrofonu wbudowane zostały w nauszniki, co bardzo cieszy. Akumulatory w Man O’War również dają radę. Przy ekstremalnym poziomie korzystania, baterie potrafią paść dopiero w okolicach wieczora, a jeśli ktoś gra niedzielnie, prawdopodobnie całkowicie zapomni o ładowaniu urządzenia. Jedyne co traci na braku kabla to mikrofon, którego jakość jest przeciętna, a nawet pokuszę się o stwierdzenie – słaba. Mój głos brzmiał jak nagrywany przez mikrofon za 10 złotych gdzieś z pobliskiego marketu, na co szczególnie narzekali moi znajomi podczas wspólnych rozmów. Co zabawne, wszelkie aktywowane efekty w oprogramowaniu Razer Synapse, takie jak normalizacja czy wyciszanie dźwięków otoczenia, jedynie pogarszają sytuację. Powodują one obniżenie jakości mikrofonu, jak i również pojawienie się dziwnych trzasków podczas wypowiadania niektórych zgłosek. Na pewno element ten można było wykonać lepiej.

dav

Razer Man O’War nie jest urządzeniem perfekcyjnym, co zresztą próbowałem podkreślić w kilku miejscach tego artykułu. Muzycznie – jest przeciętnie. Mikrofon – tylko do prostych rozmów na Skype. Pałąk – boję się, że przy którymś przekręceniu nauszników w końcu pęknie. Sporo osób będzie kręcić nosem na to, że takie elementy odstają jakością przy headsecie wartym 800 złotych. Słuchawki te są jednak skierowane do bardzo wąskiego grona graczy, to jest tych lubujących się w rozwiązaniach bezprzewodowych i grających w gry. Tam Man O’War na pewno odnajdą stosunkowo szerokie grono swoich wielbicieli. Korzystanie z nich było dla mnie czynnością bardzo przyjemną i pomimo wad, jestem w stanie polecić ten produkt, o ile wcześniej dobrze przemyślicie ten zakup pod kątem tego, do czego będziecie głównie wykorzystywać ten sprzęt. A jeśli już ostatecznie zdecydujecie się na Man O’War to myślę, że się nie zawiedziecie.

promocja