Już zaraz na wstępie muszę powiedzieć, że nie wiem jaki był cel firmy Roccat w momencie, gdy wypuściła słuchawki Renga. Nie wiem w jaką konkretnie grupę użytkowników producenci próbowali się wstrzelić. Wiem jednak jedno na pewno – jeśli szukacie dobrej pary nausznego sprzętu audio w granicach od 150 do 200 złotych, to zaprzestańcie w tym momencie tego procesu i po prostu zainteresujcie się parą Renga.

Pierwsze koty za płoty

Moje pierwsze wrażenia związane z nowym urządzeniem wypuszczonym przez Roccata, powiedzmy to wprost, nie były specjalnie zbyt dobre. Pudełko z zewnątrz prezentuje się ładnie, ale w środku poza prosto zapakowanymi słuchawkami, przejściówką z dwóch mini-jacków na jeden dłuższy (specjalnie dla telefonów i PS4) oraz zestawem „niezwykle ważnych dokumentów”, nic nie ma. W dodatku po odpakowaniu samego sprzętu, szybko poczułem nieprzyjemny zapach ulatniający się ze sztucznej skóry z nauszników. Towarzyszył mi on przez dobre kilka dni, przez co muszę stwierdzić, że gdyby Roccat był mężczyzną i próbował poderwać jakąś dziewczynę, to na pewno nie udałoby mu się to na pierwszej randce.

sdr

Wykonanie z pazurem…

Wyglądem przypominają mi one mocno Superluxy HD681, z tym wyjątkiem, że Renga delikatnie różnią się designem nauszników i zachowaną czarną barwą na całej powierzchni. Pod tym względem zatem producent nie wykazał się niczym oryginalnym, co nie znaczy, że ich produkt prezentuje się źle. Mi osobiście pod względem wizualnym sprzęt przypadł do gustu. Jest po prostu prawidłowy i co najważniejsze nieprzekombinowany.

Do plusów mogę również zaliczyć wykonanie. Produkt został wytworzony w głównej mierze z plastiku, ale widać, że nie jest to byle jakie tworzywo sztuczne. Pałąk jest niezwykle elastyczny i wyginanie nim w różne strony nie stanowi większego problemu. Ostatnio jestem niezwykle wyczulony na trwałość tego elementu, bowiem podczas korzystania ze Steelseries Siberia RAW Prism, a konkretniej podczas nakładania ich na głowę, pałąk po prostu pękł (czyli jednak utwierdza się moje zdanie z testu, że lekki nacisk mógł je połamać ;). Widać, że główna struktura słuchawek Renga przetrwa znacznie więcej i to w różnych warunkach. Muszę również zaznaczyć, że kabel jest stosunkowo długi, bo ma aż 2,5 metra i również wygląda na solidny element. Opleciony został dość grubą warstwą gumy, dzięki czemu również nie udało mi się go póki co mocno zaplątać, a to w mojej dżungli pełnej przewodów przy biurku jest rzeczą wręcz nieocenioną.

IMG_20160531_181120

Największa siła nowych Roccatów leży jednak w zupełnie innym punkcie – ergonomii. Muszę przyznać, że dawno nie miałem na uszach równie wygodnej pary słuchawek. Zostały one skonstruowane w taki sposób, żeby bardzo szybko potrzafiły przyswoić się do naszych gabarytów głowy. Wszystko to oczywiście dzięki materiałowi, który porusza się swobodnie po plastikowym pałąku, ale nie to najbardziej przypadło mi do gustu przy korzystaniu z Renga. Słuchawki są niezwykle lekkie i gdyby nie dociskające do głowy „poduszki”, nie czułbym ich praktycznie na głowie. Dodatkowo, dzięki dobrej wentylacji ucha nie męczą przy dłuższym korzystaniu, a to może okazać się kluczowym elementem podczas dłuższych sesji z ulubioną grą. Duża w tym zasługa lekkiej przestrzeni między gąbką zakrywającą przetwornik, a skórzanym nausznikiem, które tworzą swoiste wyloty powietrza, dzięki czemu nasz organ słuchowy nie jest zamknięty przez cały czas w „małym więzieniu”. Dobry patent, choć jest też druga strona medalu – przez to urządzenie traci niemalże całą umiejętność izolowania dźwięków z otoczenia. W dodatku głos wydobywający się z Renga bez problemów wychodzi też na zewnątrz, przez co rówieśnicy w pokoju mogą dobrze zapoznać się z naszym gustem muzycznym.

… i równie ostre dźwięki

Dźwięk w słuchawkach Roccat Renga jak na swoją półkę cenową bardzo mnie zadowolił. Przede wszystkim, to co z nich wychodzi jest bardzo czyste. Czuć, że w tej konstrukcji, w przeciwieństwie do konkurencji, najbardziej zaakcentowane zostały tony wysokie, co nie znaczy, iż inne grają beznadziejnie. Bas jest lekki i nie powoduje, że po 15 minutach grania ma się ból głowy, ale też brakuje mu nieco mocy w piosenkach z cięższym brzmieniem. Fanom muzyki klubowej może tu zabraknąć „kopa”, ale ja osobiście byłem zadowolony z takiej mocy „łupania” jaka była mi dostarczona. Muzyki gatunków wszelakich słuchało mi się na tym sprzęcie przyjemnie, choć nie odkryłem w ulubionych piosenkach dźwięków, których wcześniej nie słyszałem. Ale czego miałbym oczekiwać za te pieniądze?

dav

A jak sprzęt ten wypada podczas grania? Dla mnie kluczowym elementem przy słuchawkach jest to jak radzą sobie one z pozycjonowaniem kroków, bądź strzałów przeciwnika w przestrzeni. Wynika to głównie z tego powodu, że dużo godzin spędzam w Counter-Strike’u (i ostatnio coraz częściej w Overwatchu), a tam nawet najmniejszy strzępek informacji o pozycji przeciwnika jest kluczowy. Przy korzystaniu z Roccat Renga zdarzało mi się podczas meczy słyszeć kroki zza ściany, albo dwóch, których przy tańszych parach słuchawek nie dałbym rady wychwycić. Niestety, zdarzały się też momenty, że mój zmysł słuchu kazał mi wierzyć, iż oponent biegał gdzieś za mną, podczas gdy zaskakiwał mnie wyjściem ze schodów z przodu, z lewej strony. Więc tak jak z jakością wybuchów czy wystrzałów nie ma się do czego przyczepić, tak w kwestii pozycjonowania, Roccat Renga zdarza się zaliczyć kilka wpadek.

Do komunikacji z przyjaciółmi zwykle korzystam z własnego, oddzielnego mikrofonu i tak podczas okresu testowego Renga… musiałem przy nim niestety pozostać. Ta część testowanego przeze mnie urządzenia zawodzi, ale tylko pod względem głośności. Generalnie dźwięk nagrywany przez mikrofon jest stosunkowo czysty, nie słychać specjalnie szumów, nic nie buczy, nawet nieźle udaje mu się też nie ściągać zbyt nagminnie „zewnętrznych brzmień”. Ale tak jak powiedziałem – jest on niezwykle cichy i nawet mając go niedaleko ust, musiałem mówić bardzo głośno, żeby ktokolwiek usłyszał wyraźnie co aktualnie mówię.

dav

Darcie kotów

Roccat Renga nie jest produktem idealnym. Ten kocur ma kilka wad, chociażby w postaci cichego mikrofonu, kilku problemów z pozycjonowaniem podczas grania w strzelankach czy (dla tych, którzy tego potrzebują) izolowaniem odgłosów z zewnątrz. Cechuje się on za to dobrym dźwiękiem jak na swoją półkę cenową, świetną ergonomią i pomimo wszędobylskiego plastiku, solidnością wykonania. Niezależnie od wad oraz zalet, najważniejsze było dla mnie to, że cały okres testowy tychże słuchawek wspominam bardzo dobrze, bo zarówno w graniu jak i codziennym użytkowaniu sprawdzały się one według mnie wyśmienicie. Sądzę, że jeśli szukacie sprzętu grającego do 200 złotych (choć chodzi już na rynku w okolicach 150 złotych) to koniecznie musicie wziąć pod uwagę ten model. Nie zawiedziecie się.