Z marką Sharkoon mam bardzo dobre skojarzenie, głównie dzięki klawiaturze K20 czy myszce M51+, które wyróżniają się przede wszystkim świetnym stosunkiem ceny do jakości. Niedziwnym zatem wydaje się fakt, że do testowania słuchawek H30 podszedłem ze sporym entuzjazmem. Firma Sharkoon (całe szczęście) nie nadwyrężyła mojego kredytu zaufania i stworzyła kawał porządnego sprzętu dla graczy… i niekoniecznie dla innego rodzaju użytkowników.

Zanim jednak przejdę do rzeczy, które w H30 mi nie pasują, to skupię się wpierw na pozytywach, a tych jest naprawdę sporo. Zacznijmy od rzeczy trywialnych, czyli od opakowania. Karton jest podobny do tych od K20 czy M51+ i tak jak one został również wzbogacony dużą ilością wyposażenia. Etui, dwa kable z różnymi końcówkami (dłuższy – z podwójnym jackiem do komputera, krótszy – z jednym jackiem do telefonu) i do tego oczywiście nie mogło zabraknąć pięknej zawieszki na drzwi, po której współlokatorzy poznają czy można nam przeszkadzać. Dodatki są zawsze mile widziane, zwłaszcza jeśli mają one praktyczne zastosowanie tak jak te tutaj.

Sharkoon H30 nie zachwyciły mnie wyglądem, co nie znaczy, że uważam je za jakoś przesadnie brzydkie. Mają prostą konstrukcję, zachowaną w schludnej, ciemnej kolorystyce i nie rażą po oczach agresywnym wzornictwem, charakterystycznym dla urządzeń “gamingowych” z niższych półek cenowych. Nie znalazłem tu jednak niczego szczególnego, co sprawiłoby, iż uznałbym H30 za designerskie arcydzieło. Sharkoony mają swoją klasę, ale wizualnie nic mnie nie powaliło.

img_2278

Po chwyceniu H30, na myśl przychodzi od razu słowo “solidność”. Słuchawki jak na swoją stosunkowo niewielką cenę są naprawdę porządnie wykonane. Cała konstrukcja opiera się na aluminiowym pałąku, do którego przytwierdzone zostały muszle z bardzo twardą, plastikową obudową, w dodatku matową. Budowa jest bardzo elastyczna i nic tu nie skrzypi, nawet pod sporym naciskiem czy przy ostrym wygięciu. Headset wydaje się twardy i wytrzymały, ale jest przy tym stosunkowo lekki, w końcu waży 280 gramów. Trudno o to, żeby ciężar tego modelu odznaczał się na naszej głowie przy dłuższych sesjach, a to ucieszy wszelkich komputerowych maratończyków.

Tutaj przechodzimy do kwestii ergonomii, która w H30 również wypada zaskakująco dobrze. Zanim jednak w pełni skorzystamy z uroków tychże słuchawek, musimy przejść przez proces dopasowania ich do naszej głowy, bo producent zdecydował się na implementację śrubowego systemu regulacji. Nie jestem fanem tego typu rozwiązania, bo każda modyfikacja położenia muszli, musi zostać poprzedzona mozolnym procesem odkręcania oraz dokręcania śrub. Są jednak na pewno osoby, które docenią wykorzystanie takiej, a nie innej metody regulacji. W końcu raz ustawione muszle ciężko przesunąć w którąś ze stron.

Firma Sharkoon postanowiła zastosować w swoich słuchawkach nieszczególnie miękkie gąbki, co nie znaczy, że są one niewygodne. Wręcz przeciwnie, mi z headsetu korzystało się bardzo przyjemnie i w jakimkolwiek momencie nie mogłem narzekać na to, że coś mnie uwiera, bądź spotykam się z jakimś dyskomfortem. Dodatkowo nauszniki bardzo dobrze izolują dźwięki z otoczenia, co szczególnie docenią osoby dzielące z kimś pokój czy mężczyźni narzekający na szczególnie natrętne żony.

img_2280

H30 jako sprzęt stworzony z myślą o graczach, sprawdza się naprawdę dobrze w grach, w szczególności w strzelankach. Headset ma bardzo mocno podbity bas, a to przekłada się na naprawdę dobrze brzmiące eksplozje czy wystrzały z broni. Dodatkowo słuchawki świetnie radzą sobie z przestrzennością oraz pozycjonowaniem. Urządzenie świetnie oddawało przytłaczający klimat pola walki w Battlefieldzie, a precyzyjne określenie pozycji wroga w Counter-Strike: Global Offensive nie było dla mnie żadnym wyzwaniem. Bardzo wyraźnie słychać skąd dobiegał krok bądź strzał przeciwnika, a to oczywiście gwarantuje odpowiednią przewagę w różnych grach.

Słuchawki kompletnie za to nie nadają się do słuchania muzyki. Jeśli miałbym pokazać zły przykład urządzenia ze zbyt mocno podbitymi tonami niskimi, to wskazałbym bez wahania właśnie Sharkoon H30. Nie ma gatunku, który brzmiałby tutaj chociaż dobrze. Każdy dźwięk, który nie jest basem, brzmi, jakby był puszczany ze środka pustego bunkra. Środek i góra są praktycznie wytłumione, a w dodatku zagłuszone przez nieprzyjemnie łupiący zewsząd bas. Brzmienie nie porywa do tego stopnia, że po pierwszym kontakcie muzycznym z H30, szybko złapałem zwykłe słuchawki, dołączone w zestawie do swojego telefonu. Nie jestem jakimś wielkim audiofilem, ale z tym headsetem po prostu nie dałem rady dłużej wytrzymać. Na pewno znajdą się osoby, którym wydźwięk tychże słuchawek nie będzie przeszkadzał i akurat muzykę konsumują jedynie sporadycznie. Ja jednak do tego grona się nie zaliczam i pierwszy raz spotykam się, żeby headset “dla graczy” faktycznie nadawał się jedynie do grania.

Mikrofon nagrywa za to całkiem nieźle. Nie ma tu zbyt wielu szumów, odgłosy otoczenia są wystarczająco wyciszone. Ogólna jakość jest zadowalająca, jeśli oczywiście mowa o prostej komunikacji sieciowej. Mikrofon nie powala jednak głośnością, nawet po podbiciu jej poziomu w sterownikach. Radzę na wstępie powiedzieć znajomym, żeby podgłośnili nas w swojej wersji komunikatora.

img_2287

W ogólnym rozrachunku jestem w stanie z czystym sercem Sharkoon H30 polecić… o ile zamierzacie na nich tylko i wyłącznie grać. Ten warunek musi zostać spełniony, inaczej nie widzę sensu ich zakupu. Słuchawki są wygodne, solidne, wytrzymałe, zestaw zawiera sporo dodatków, a w grach wideo sprawdzają się wyśmienicie. Niestety, słuchanie muzyki w tym modelu przychodziło mi z ogromnym trudem, bo piosenki z praktycznie każdego gatunku brzmiały ohydnie. Jeśli zatem jesteście miłośnikami pierwszoosobowych strzelanek, zwłaszcza sieciowych, i gracie w nie godzinami, to nie mogliście trafić lepiej za te niewielkie pieniądze.