Słuchawki przeznaczone typowo dla graczy zawsze, ale to zawsze, miały jeden dość zasadniczy problem, mianowicie kojarzyły się głównie z tandeciarstwem. Z jednej strony takowy sprzęt pod względem wzornictwa przejawiał przyrost formy nad treścią, kłując w oczy dalece udziwnionym wyglądem zewnętrznym. Dodatkowo taki produkt celem uzyskania optymalnej użyteczności podczas grania tracił na pozostałych walorach, stając się ostatecznie dość drogą zabawką używaną niekiedy sporadycznie.

Co to ma wspólnego z Flux In-Ear Pro? Słuchawki typu dokanałowego, popularnie nazywane „dokami”, mimo rekomendacji producenta, iż z powodzeniem mogą posłużyć do growej zabawy na urządzeniach mobilnych jak i przy komputerze, ich główne zastosowanie ukierunkowano jednak w stronę muzyki. Czyżby SteelSeries dokonał konwersji? Przekonajmy się.

Kurier dostarczył niewielkie pudełko w kolorze czarno-pomarańczowym sygnowane logiem i pokaźną podobizną ukrytych w środku słuchawek. Co od razu przykuło moją uwagę to niewielka informacja dająca do zrozumienia, iż jest to sprzęt oparty o rozwiązanie przetworników armaturowych. Tłumacząc laikom, o co chodzi w skrócie streszczę naturę rzeczy. W słuchawkach dokanałowych stosowane są dwa rodzaje przetworników. Pierwszy najpopularniejszy, a zarazem tańszy rodzaj przetwornika, nazywany jest dynamicznym lub membranowym, jak kto woli. Zasada działania jest dość prosta i znajduje zastosowanie w zwykłych „pchełkach”, słuchawkach pełno gabarytowych oraz popularnych kolumnach głośnikowych. Słuchawki oparte o te konkretne rozwiązanie pełne walory dźwiękowe ujawniają dopiero po „wygrzaniu”, polegającym na wielogodzinnym odsłuchu.

W naszym przypadku Flux’y oparto o rozwiązanie drugie, czyli przetworniki armaturowe (Balanced Armature Drivers). Idea polega na tym by w stałym polu magnetycznym umieścić ruchomy rdzeń z nawiniętą cewką elektryczną. Zmiany prądu płynącego przez cewkę wprawiają rdzeń w ruch, co w efekcie wytwarza fale dźwiękowe. Przetwornik armaturowy jest o wiele mniejszy niż klasyczny membranowy i w przeciwieństwie do tego drugiego nie potrzebuje stałych dostaw powietrza by skutecznie generować dźwięk, a jego główną cechą jest mniejsze zacięcie basowe, za to odtwarzają brzmienia czysto w całym paśmie przenoszenia.

steelseries-flux-in-ear-pro_03

Flux In-Ear Pro jak przystało na zastosowane rozwiązanie prezentują odpowiednio wysoką cenę, obecnie kształtującą się na poziomie ok. 419 zł. Drogo jak za słuchawki producenta, który wcześniej nie tworzył typowo odsłuchowego sprzętu, choć możecie wierzyć mi na słowo, iż nie jest to poziom najwyższej półki cenowej. Jednakże za ponad cztery stówy wymagać należy nie tylko przyzwoitego brzemienia, ale także odpowiedniego wykonania. W niewielkim pudelku upchano dość sporo kontentu, ponieważ zestaw Flux obejmuje: wymienialne końcówki z wtykiem Mini Jack, sylikonowe nakładki w trzech rozmiarach – małym, średnim i dużym plus piankowe nakładki Comply, prowadnice do kabla pomagające w założeniu słuchawek na ucho oraz elegancki pokrowiec, w którym prócz słuchawek można transportować pozostałe akcesoria.

Słuchawki, jak i cały zestaw asortymentów, wykonano naprawdę solidnie i generalnie nie mam, do czego się przyczepić. Wszystko zgrywa się w dobrze funkcjonującą całość i nawet najbardziej pedantyczni użytkownicy sprzętu audio powinni być zadowoleni. Do dyspozycji szczęśliwego nabywcy zostaje oddany m.in. płaski przewód o długości 1.2 m, i te rozwiązanie powinno uwolnić nas niepotrzebnej plątaniny kabli, gdy tylko schowamy słuchawki do kieszeni, co więcej konstrukcję przemyślano na tyle by nie generowała znienawidzonego efektu mikrofonu (przenoszenie dźwięków przez kabel, gdy ten ociera się np. o ubranie). Flux’y można nosić dwojako, klasycznie z zwisającym swobodnie kablem, lub jak preferuje bardziej producent przewieszając go przez uszy, co moim zdaniem bardziej zdaje egzamin. Klasycznie, przy nałożonych nakładkach silikonowych, nawet wkładając prawą słuchawkę do lewego ucha i analogicznie drugą do prawego ucha, dalece posunięty gwałt kanałów usznych, nie tyle był trochę dyskomfortowy, to nie uchronił przed niechybnym osuwaniem się słuchawek. Winy zwalać nie będę na konstrukcję, a pozostanę raczej przy tezie, iż mam niezwykle wybredne uszy.

Do dyspozycji mamy dwie końcówki zakończone typowym wtykiem Mini Jack. Pierwsza przeznaczona z myślą raczej o telefonach i odtwarzaczach MP3, zaś druga dołączona końcówka posiada podwójny wtyk Mini Jack przeznaczoną dla stacjonarnych platform, czytaj komputer, gdzie czasami przydaje się funkcja wbudowanego mikrofonu. Flux’y nie są reklamowane jako typowo „audiofilski sprzęt” i tak też ich traktować nie będę. Powstały z myślą o muzyce, choć jako sprzęt kojarzony dalej z gamingiem można spokojnie używać przy platformach mobilnych jak i przy komputerze. Do testów użyliśmy następujące urządzenia: laptop Acer z serii Extensa, stacjonarkę z kartą dźwiękową Asus Xonar D1 oraz odtwarzacz kompaktów Marantz CD-52. Odsłuch na otwartej przestrzeni wykonano za pomocą telefonu Nokia 5530 XpressMusic.

Flux In-Ear Pro są słuchawkami zdecydowanie neutralnymi i bardzo szczegółowymi. Nie lubią zbytniego pokręcania potencjometru do wyższych wartości oraz trzeba mieć także na uwadze, że taki zabieg jest niekoniecznie korzystny dla naszego zdrowia. Na wymienionych trzech platformach użytych do osłuchu domowego Flux’y dały się poznać, jako słuchawki o bardzo dużym potencjale. Grają szeroką sceną, niewątpliwie z największym naciskiem na średnicę. Wszelkiego rodzaju wokale, szczególnie, gdy idzie o utwory spokojne, wielowątkowe w scenie dźwiękowej, powodują na twarzy szeroki uśmiech. Jako armaturki słuchawki SteelSeries nie grają niskimi tonami, na tyle by zadowolić wielbicieli muzyki charakteryzującej się dominacją właśnie tego pasma (dubstep, drum & bass itd.). Już zawczasu uspokajam, iż oczywiście bas jest, i tak jak reszta dźwięków generowanych przez Flux’y precyzyjny tudzież raczej punktowy. Wszakże brakuje mu tak pożądanego „mięska”, innymi słowy głębszego zejścia i wykończenia, finalnego pociągnięcia aż do najniższych partii pasma. Gdybym miał opisać wizualnie scenę, jaką generują Flux’y przyrównałbym ją do trójkąta, gdzie słuchacz stoi naprzeciw jego podstawy – tylni plan stanowczo wycofany i skupiony w jednym punkcie nie gubi się nadal pozostając wyrazistym.

steelseries-flux-in-ear-pro_02

Z starego poczciwego kompaktu przejrzałem kilka albumów muzycznych i zdecydowanie najśliniejszą stroną Flux In-Ear Pro okazał się gatunek zakorzeniony w Jazzie klasycznym oraz jego nowoczesnych wariacjach – Bonobo i album Black Sands, Skalpel i krążek Sculpture. Przyjemnie brzmiała również płyta Holdcut’a zatytułowana Rozmowy. Na PC, szczególnie tym uzbrojonym w kartę dźwiękową Xonar mogłem pobawić się nieco korektorem oraz dodatkowymi ustawieniami oferowanymi przez oprogramowanie Asusa. Recenzowane słuchawki SteelSeries na szczęście przy dłuższym odsłuchu nie przytłaczają oraz nie męczą ilością detali. Jedynie przyczepię się do muzyki Rockowej, a bardziej Hard Rockowej tudzież Nu-metalowej, zaś za przykład posłuży mało znana kapela w Polsce Coldrain. Przy ich dynamizmie i energiczności słuchawki brzmiały mało porywająco, czasami nawet trochę płasko.

Zdecydowanie najlepiej odsłuchiwany sprzęt zgrał się z telefonem Nokia 5530 XpressMusic, służącym jako odtwarzacz MP3. Bogata scena, przyjemne brzmienie i niewielkie wymogi napędzenia słuchawek (nie wymagają silnego źródła, a ten telefon bezproblemowo radzi sobie między innymi z HD380pro) sprawiły, iż utwory szczególnie z gatunku muzyki elektronicznej, które trochę zawiodły na PC, teraz zyskały całkowicie na nowej wartości. Wspomnieć także należy, że prócz wygody noszenia, Flux’y szczególnie przy użyciu pianek Comply idealnie izolowały od otoczenia trzymając się w uchu niczym przylepione klejem. Zwykłe nakładki silikonowe nie są aż tak komfortowe, a izolację określiłbym jako dostateczną.

Słowem podsumowania zostałem zaskoczony niezwykle przyjemnie. Wykonanie słuchawek jak i cały asortyment dodatkowego wyposażenia stoi na bardzo wysokim poziomie. Na pytanie, czy wobec tego i jeszcze faktu naprawdę przyzwoitego brzemienia byłby wstanie bez wahania wydać ponad czterysta złotych, trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. O ile w warunkach domowych sprawdziły się pod względem akustycznym na wysokim poziomie, to korzystanie z nich podczas odsłuchu odtwarzacza CD lub wzmacniacza generalnie jest mało praktyczne. To samo tyczy się komputera stacjonarnego. Zdecydowałem się pograć przy użyciu Flux’ów w Unreal Tournament 3 i doznania szczególnie powalające nie były, rzec by można poprawne, a korzystanie z takich słuchawek dłużej niż godzinę traci raptownie na wygodzie (uszy muszą odpocząć).

Ofertą SteelSeries teoretycznie trafi do osób mobilnych z laptopami, notebookami, tabletami, ale znowuż zakup tak szczegółowych słuchawek do sprzętu uzbrojonego w podrzędną kartę dźwiękową to jak wsadzenie silnik Porsche do Trabanta. Dlatego Flux In-Ear Pro polecam miłośnikom muzyki poszukujących nietypowej perełki w świecie audio, gotowych wydać większy zasób gotówki, dla poznania nowych doznań akustycznych. Zdecydowanie sprzęt oferowany przez SteelSeries ma ambicje by pójść o krok dalej trafiając swoimi słuchawkami Flux In-Ear Pro w gusta typowych melomanów