Utarło się, że sprzęt dla graczy musi wyróżniać się specyficznym i efektownym designem. I jest w tym sporo prawdy. Gracze lubią podkreślać swoją indywidualność, sprzęt projektowany dla nich potrafi wyglądać naprawdę kosmicznie oraz cechować się ponadprzeciętnymi parametrami.

Na szczęście oferta peryferiów dla „gamingowej braci” jest na tyle obszerna, że każdy znajdzie coś pod swój gust. Od stonowanych projektów Steelseries, przez bardziej odważne Razera, na totalnie odjechane myszki Saiteka. Dzisiaj jednak nie o tym. Bierzemy na warsztat słuchawki niezbyt popularnej (co nie znaczy, że złej) firmy Tesoro.

Geny Lamborghini

Choć Tesoro Kuven Virtual 7.1 nie mają żadnego formalnego związku z tą włoską marką supersamochodów, to właśnie to skojarzenie przyszło mi w pierwszej kolejności do głowy, kiedy oglądałem ich niecodzienny design. Żadnych opływowych linii, ostre kąty, nieregularne kształty. Tak, produkt Tesoro z całą pewnością wyróżnia się spośród wielu słuchawek innych producentów. To, czy przypadnie Wam do gustu pozostaje w Waszej osobistej ocenie. Z mojej strony muszę podkreślić, że bardzo pozytywnie zostałem zaskoczony dobrym wykonaniem słuchawek. Wykorzystany plastik jest wysokiej jakości, poszczególne elementy bardzo dobrze spasowane. Pozytywna ocena wyglądu jest podniesiona przez dwie aluminiowe ozdobne wstawki znajdujące się po obu stronach głośników.

Kiedy zakładamy słuchawki na głowę, to pierwsze co zauważamy, to bardzo dobre wyizolowanie panującego na zewnątrz hałasu. Gąbki wokół membran i górna wyściółka dość mocno przylegają do głowy. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Kilkugodzinne trzymanie słuchawek na głowie może dość mocno zmęczyć. W moim odczuciu nacisk na czaszkę jest zbyt duży. Wpierw myślałem, że być może jest to „wina” nowości. Niestety, po ponad dwóch tygodniach regularnego używania, cały czas odczuwałem pewien dyskomfort od noszenia Kuvenów przez dłuższy czas. Może po prostu mam za dużą głowę. Inną kłopotliwą sprawą okazał się brak cyrkulacji powietrza wewnątrz nauszników. Po kilkudziesięciu minutach czułem, że okolice uszu zaczynają się dość mocno pocić. Na ile to sprawa indywidualna, a na ile wada samych słuchawek? Dość trudno udzielić tutaj jednoznacznej odpowiedzi. Na co dzień korzystam ze słuchawek Razera, które w moim odczuciu są wygodniejsze – po prostu nie czuję, że mam je na głowie.

Na końcu warto jeszcze wspomnieć o zestawie kabli jaki otrzymujemy z Kuvenami. W pudełku znajdziemy dwumetrowy przedłużacz, co jest miłym zaskoczeniem, przejściówkę łącząca dwa kable 3,5 mm w jedną (przydatne np. wtedy, gdy zdecydujemy się załączyć słuchawki do smartfona) oraz moduł podłączający kable do złącza USB. To ostatnie jest o tyle ważne, że bez tejże przejściówki nie skorzystamy z przestrzennego dźwięku, który oferują słuchawki od Tesoro.

IMGT5573

Teoretycznie wirtualnie

Aby sprawdzić Kuveny w tym, do czego zostały powołane, potrzebne jest specjalne oprogramowanie. Jak zwykle w takiej sytuacji, najlepiej jest skorzystać ze strony internetowej producenta i zgarnąć najświeższą wersję. Instalacja przebiega bez sensacji i po uruchomieniu otrzymujemy całkiem bogaty zestaw ustawień. Warto na tym etapie podkreślić, że dźwięk przestrzenny jest generowany wirtualnie, czyli całą robotę z dzieleniem sygnalu odwala za nas oprogramowanie.

Wracając do aplikacji, możemy pobawić się m.in. w zmianę parametrów dźwięku, liczbę obsługiwanych kanałów, czy określenie czułości mikrofonu. Tłumaczyć tutaj nie ma czego, wszystko zostało bardzo przejrzyście rozpisane na kolejnych zakładkach.

Weźmy się jednak za testowanie. Tesoro Kuven Virtual 7.1 zostały przeze mnie wymęczone w Battlefieldzie 4, Call of Duty Ghosts, Civilization V oraz kilku innych tytułach. Głównym problem jaki mam z wirtualnym dźwiękiem przestrzennym to jego sztuczność. Na co dzień wykorzystuję do gry słuchawki Razer Megalodon, które też oferują surround. I niestety w obu przypadkach nie jestem nadmiernie zachwycony, choć Tesoro odwzorowuje przestrzenność znacznie lepiej. Faktycznie, po przyzwyczajeniu się, byłem często w stanie wskazać skąd lecą strzały w shooterach. Tego z Razerem nie udało mi się osiągnąć. Głównym mankamentem jaki odczuwam jest jednak pewne zniekształcenie wszystkich odgłosów, co nazywam „efektem studni”. Można jednak do tego jakoś przywynąć i po pewnym czasie przestajemy zwracać na to uwagę.IMGT5585

W codziennym użytkowaniu, dość mocno zwracam uwagę na to, jak słuchawki odtwarzają muzykę. Ta towarzyszy mi od samego rana, do późnych godzin. Przyznam, że preferuję głównie cięższe brzmienia i tutaj też niestety mam pewne uwagi do Tesoro. Dźwięk jest dla mnie zbyt basowy, co przykrywa za bardzo średnie i wysokie tonacje.

Na koniec muszę wspomnieć o jakości przenoszenia dźwięku przez mikrofon. Tutaj, w opinii moich współrozmówców było bardzo słabo. Pomimo prób korygowania poprzez oprogramowanie, mój głos był niezbyt czytelny i niezrozumiały. W ostateczności pomogła… zmiana headsetu.

Design w przestrzeni

Ze słuchawkami Tesoro Kuven Virtual 7.1 mam duży kłopot. Z jednej strony zachwycają odważnym, ale nie przesadzonym designem, z drugiej moja głowa (a tym samym ja) odczuwałem spory dyskomfort po kilkugodzinnym noszeniu ich na głowie. Dźwięk przestrzenny jest o klasę lepszy (albo nawet i o dwie klasy) od tego co oferuje Razer w Megalodonach. Nadal jednak jest to tylko emulacja, co daje się odczuć w zniekształceniach. Ewidentnie na minus mogę zaliczyć jakość mikrofonu.

Jeśli ktoś jednak szuka zestawu do dźwięku przestrzennego i niechce wydawać na słuchawki ogromnych pieniędzy, powinien wziąć pod uwagę propozycję Tesoro. Usatysfakcjonowani będą zapewne Ci, którzy zamiast wielkiego baniaka, na szyi noszą mniejszą głowę.

promocja