Wirtualne 7.1 w cenie niecałych 200 złotych? Tak, to możliwe i Tesoro wychodzi tej koncepcji na przeciw, wypuszczając słuchawki Olivant Pro. To dobry sprzęt, bez dwóch zdań, ale… właśnie, mam co do niego sporo „ale”, bowiem nie stroni on od mniejszych, bądź większych grzeszków.

Olivant Pro przyjechało do mnie zapakowane w prostym pudełku. Od razu ukazuje ono przez plastikową szybkę z jakim produktem mamy do czynienia. W środku opakowania znalazłem jednak aż dwie przejściówki, które pozwolą słuchawkom podłączyć się do praktycznie każdego urządzenia. Standardowo korzystają one z 3,5 milimetrowego mini-jacka, który bez problemu wejdzie do smartfona czy tabletu. Poza tym znajdziemy też przelotki na dwa mini-jacki (jeden od słuchawek, drugi od mikrofonu) oraz na USB z przymocowanym do kabla pilotem. Tesoro, muszę przyznać, że naprawdę się postarało w kwestii zawartości. Nadmienię też, iż każda z wymienionych tu przejściówek ma taki sam oplot oraz wysoką jakość wykonania. Są długie, grube i nie sprawiają wrażenia „produktu drugiego sortu”. A to się bardzo chwali.

Nowe słuchawki od Tesoro nie są pod żadnym względem wizualną rewolucją. Nie oznacza to jednak, że wyglądają źle. Wręcz przeciwnie! Zachowują mocno minimalistyczne wzornictwo, ale przy tym są bardzo stylowe. To po prostu ten poziom wizualny, że w sumie nie wstydziłbym się ich nosić podczas jazdy komunikacją miejską, a to mówi samo za siebie w pozytywny sposób.

Większość produktów, z którymi miałem do czynienia, zwykle zaskakiwały mnie bardzo pozytywnie swoim wykonaniem pod względem ergonomicznym. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o Olivant Pro, które choć są sprzętem dość wygodnym, to cały czas coś mi w nich przeszkadzało podczas użytkowania. Po zdjęciu słuchawek, po dobrej godzinie użytkowania okropnie bolały mnie uszy. Nie jest to wina poduszek, które są bardzo wygodne, a bardziej tego, że moja małżowina bezpośrednio stykała się z twardą, plastikową powierzchnią głośnika. Sprzęt nie posiada też sztywnej regulacji, a jedynie poduszkę, która chodzi na żyłkach, sama dostosowując się do naszej głowy (coś takiego jest chociażby w Siberiach od Steelseries). Generalnie zwykle chwalę takie rozwiązanie, bo jest piekielnie komfortowe, ale tutaj producenci zapomnieli nieco o ludziach z większymi gabarytami głowy. Moja czaszka należy do całkiem dużych i słuchawki weszły mi na nią praktycznie na styk, bowiem między wspomnianą poduszką, a pałąkiem nie było już jakiegokolwiek odstępu. Inne osoby prawdopodobnie nie dałyby rady ich w ogóle ubrać, stąd radzę przed zakupem sprawdzić w jakimś sklepie, czy Olivant Pro na pewno będzie pasować. Nadmienię jeszcze dodatkowo, że pilot znajdujący się na kablu USB osadzony został zbyt daleko od dłoni, gdzieś w odległości metra od słuchawek, co specjalnie komfortowym rozwiązaniem nie jest.

hdr

Olivant Pro nadrabia wszelkie niedogodności związane z ergonomią jakością wykonania, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Słuchawki już przy pierwszym chwycie wydają się być bardzo solidne. Nauszniki są wykonane z bardzo twardego plastiku, zaś pałąk z aluminium. Całość jest stosunkowo elastyczna, a konstrukcja nie sprawia wrażenia, by rozleciała się przy którymś z rzędu zakładaniu na głowę. Jak na sprzęt za 200 złotych, jestem pod wrażeniem.

To jak słuchawki sprawdzają się w grach wideo? Ano bardzo dobrze! Trzeba pamiętać, że Tesoro kieruje swój sprzęt przede wszystkim do graczy i podejrzewam, że to oni będą z nich najbardziej zadowoleni. Przede wszystkim pochwalę bardzo dobre pozycjonowanie, które w jakiejkolwiek grze, niezależnie czy mowa tu o Battlefieldzie czy Counter-Strike: Global Offensive, nie zawiodło mnie ani razu. Kroki słyszałem wyraźnie i byłem w stanie określić dokładną pozycję przeciwnika. Często wyłapywałem też pojedyncze tupnięcia zza kilku ścian, co dawało mi pewną przewagę. Efekty dźwiękowe wystrzałów broni czy wybuchów grantatów może nie robiły na mnie jakiegoś wielce piorunującego wrażenia, ale nie jest to też element na jaki mogę specjalnie narzekać. Muszę jednak powiedzieć, że zawiodłem się nieco na wirtualnym 7.1, którym producent chwali się przy każdej możliwej okazji. Wrażenie przestrzenności było przeciętne i Olivant Pro wypadają pod tym względem o wiele słabiej od niedawno sprawdzanych przeze mnie ManO’War od firmy Razer. Pomimo tego mogę zagwarantować, że każdy gracz powinien być zadowolony z zakupu tych słuchawek.

Niestety, jeśli chodzi o muzykę nie ma co szukać jakiejś specjalnej rewolucji. Olivant Pro oferują bardzo standardowe pasmo przenoszenia i brzmią po prostu zwyczajnie. Dźwięk wydobywający się z nich jest bardzo czysty – to mogę pochwalić. Cierpi moc basu, który jest strasznie delikatny, a w różnych utworach na front wychodzą przede wszystkim tony wysokie czy partie wokalne. Z racji na przeciętny efekt 7.1, scena też jakoś nie powala swoją obszernością. Muszę też przyczepić się poziomu głośności urządzenia, które nawet na najniższym stopniu (dosłownie, Windows pokazywał mi głośność rzędu 1 na 100) gra po prostu za głośno. Ciche słuchanie nie wchodzi tu zatem w grę, chyba, że to przypadłość mojej kopii, albo sterowników.

hdr

Nowy produkt Tesoro sprawiał mi sporo problemów natury technicznej, już na samym starcie. Słuchawki przy wpięciu w przedni panel USB nie były w ogóle wykrywane przez system, a także przez instalator sterowników. Pomogła zmiana typu złącza na mini-jack, albo podłączenie urządzenia przez złącza USB wychodzące bezpośrednio z płyty głównej, z tyłu komputera. W tym przypadku Olivant Pro nie lubiły się z wejściami w wersji 3.0, bowiem zaraz po włożeniu, wyłączały mi całkowicie komputer. Zdarzyła mi się raz sytuacja, że podpięte słuchawki były głównym powodem, przez który mój blaszak nie chciał się w ogóle włączyć. Całkowite odłączenie go od instalacji elektrycznej dopiero naprawiło problem. Ponownie, nie wiem czy to wina mojej kopii, ale z problemem tym borykało się też kilku innych użytkowników. Być może kabel, bądź pilot powodują jakieś spięcia, a to przy delikatnych komponentach komputerowych, może prowadzić do poważnych uszkodzeń. Tesoro zdecydowanie powinno to poprawić.

Mocno zawiódł mnie też mikrofon, który oferuje jakość dźwięku nadającą się wyłącznie do prostej komunikacji sieciowej. Choć i w tym przypadku znajomi bardzo narzekali na dźwięk wydobywający się z Olivant Pro przy posiedzeniach na TeamSpeaku. Mikrofon specjalnie nie szumi i nie ma tendencji do nagminnego zbierania dźwięków otoczenia. Dodatkowo nie zniekształca mocno głosu, ale za to jest potwornie cichy. Przy testach wykonanych przy pomocy programu Audacity, miałem wrażenie, jakbym szeptał do słuchawek gdzieś z drugiego końca pomieszczenia. Pomijając oczywiście fakt, że mikrofon znajdował się tuż przy moich ustach.

Olivant Pro to jak sami widzicie słuchawki ze sporą ilością wad, ale nie jest to sprzęt aż tak bardzo zły. Warto wspomnieć, że ten produkt Tesoro w Polsce ma kosztować niezupełnie 200 złotych. Można mu za to wybaczyć niektóre braki, w szczególności, iż Olivant Pro są bardzo wytrzymałe, no i sprawdzają się bardzo dobrze w grach. Osobom z mniejszymi głowami i uszami na pewno urządzenie to przypasuje też lepiej pod względem ergonomicznym. W tej cenie zakup tych słuchawek jestem w stanie polecić, ale radzę zapoznać się z nimi w jakimś sklepie, żeby niektóre braki nie dały o sobie znać zbyt późno.

promocja