Rynek tabletów przeżywa małą przemianę. Urządzenia tego typu przestają mieć tak potężne znaczenie, jak miały jeszcze niedawno, a to głównie z racji powiększenia się ekranów naszych smartfonów, a także popularyzacji urządzeń 2w1, czyli fuzji tabletu z laptopem. Dlatego też producenci wreszcie zaczynają bardziej eksperymentować z formą tabletu jako takową. Kierują je teraz w stronę miłośników konsumpcji treści czy mniej lub bardziej profesjonalnych grafików. Wynikiem takich właśnie eksperymentów jest Yoga Book od Lenovo, które jest jednym z ciekawszych tabletów jakie widziałem.

Na pierwszy rzut oka Yoga Book wygląda jak typowe urządzenie 2w1. Jest dotykowy ekran, (lekko niecodzienna) klawiatura, touchpad, stosunkowo cienka konstrukcja, a do tego w sklepach można dostać wersję z Windowsem 10. Jednak Lenovo nie bez kozery nazwało ten sprzęt tabletem, bo jakby nie patrzeć jego specyfikacje nie powalają. W środku znajdziemy procesor Intel Atom x5-z8850, 4 GB pamięci RAM i kartę pamięci eMMC o pojemności 64 GB. Do tego dochodzi zintegrowany układ Intel HD 400. Nie brzmi to na papierze spektakularnie i w sumie w praktyce jest podobnie. Jeśli oczekujecie, że będziecie wesoło grać na tym urządzeniu, to poza Hearthstonem oraz starszymi produkcjami raczej nic tu nie uruchomicie. Czasem czuć też spadki płynności, nawet podczas zwykłego użytkowania, co potrafi być dokuczliwe. Myślę jednak, że wersja z Androidem nie powinna mieć takich problemów. Jakby nie patrzeć ten skromny, niewielki procesor radzi Windows 10 oraz zasobożerne aplikacje tworzone z myślą pod niego.

Specyfikacja nie cieszy zwłaszcza, kiedy pod uwagę weźmie się cenę tabletu. Wynosić powinna ona około 3000 złotych, co drobną sumą nie jest. Za taką kwotę spokojnie znajdziemy porządnego laptopa i to nawet 2w1, więc stosunek wydajności do ceny jest tu słaby. Naprawdę dziwię się, że Lenovo nie postanowiło zaimplementować do środka układu pokroju Intel Core m3, który przecież świetnie radzi sobie w MacBookach od Apple oraz Surface’ach od Microsoftu.

Tak naprawdę na cenie oraz specyfikacji większe wady tego urządzenia się kończą. Wystarczy bowiem spojrzeć na Yoga Book i złapać w rękę, żeby napawać się jego niewielkimi rozmiarami. Całość waży niezupełnie 0,7 kilograma, grubość zaś wynosi niecały centymetr i mówimy tu już o złożonym tablecie. To niezwykle lekki i poręczny sprzęt, a jego trzymanie w jednej dłoni przy takim ciężarze nie stanowi jakiegokolwiek problemu. To idealny zastępca podręcznego notesu czy świetne narzędzie dla notujących studentów. W końcu Yoga Book jest równie spory i nieodczuwalny w plecaku, co zwykły zeszyt A5.

Yoga Book prezentuje się świetnie, choć jego wygląd jest bardzo minimalistyczny i nie rzuca się tak bardzo w oko. Ogólne wykonanie konstrukcji również oceniam na pozytywne. To cienki tablet, ale w ręku wydaje się solidny i przy większym nacisku na niego nic nie skrzypiało czy nie trzeszczało. Trzeba jednak mieć na uwadze, iż jest to urządzenie bardzo cienkie i delikatne, dlatego jego silniejszy kontakt z podłogą może się źle dla niego skończyć.

Wyświetlacz Yoga Book został wykonany w technologii IPS, zaś ekran ma przekątną 10,1 cala oraz generuje obraz w Full HD, czyli rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli. Powłoka matrycy jest błyszcząca, więc światło może w niemiły sposób odbijać się od obrazu. Nie mniej jednak moje wrażenia z wyświetlaczem oceniam bardzo pozytywnie. Kolory są świetne, choć biel nie wydaje się czasem „zbyt biała”, bo miałem wrażenie, że zachodziła ona lekko niebieską barwą. Jasność jest dla mnie w zupełności wystarczająca i w trakcie słonecznego dnia (jeśli słońce nie padało mi akurat na ekran), to użytkowanie było satysfakcjonujące. No i tak, ekran jest dotykowy.

Główna siła urządzenia tkwi jednak nie w jego części górnej, a tej czarnej, dolnej. Normalnie jest to powierzchnia zarezerwowana dla HALO Keyboard, czyli dotykowej klawiatury wraz z własną, wydzieloną sekcją dla touchpada. Jednak po naciśnięciu odpowiedniego guzika, cała dolna partia zamienia się w graficznego touchpada, po którym możemy swobodnie rysować przy pomocy dołączonego do zestawu rysika. Dodatkowo, w opakowaniu znajdziemy też notes oraz wkłady do długopisów. Nasz notatnik możemy przyczepić do „czarnej płytki”, a w rysiku wymienić wkład, by następnie swobodnie rozpocząć zapisywanie notatek, które jednocześnie pojawią się na ekranie tabletu. Taki mały backup do zebranej przez nas wiedzy w trakcie wykładu.

Jak jednak ten element Yoga Book sprawdza się w praktyce? HALO Keyboard może z początku wydawać się mało poręcznym rozwiązaniem, ale szybko idzie się do niego przyzwyczaić. Pisanie na tym urządzeniu długich artykułów to istne piekło, ale jest to wykonalne. Faktyczny skok klawiszu nie istnieje, dlatego ciężko wyczuć, że akurat faktycznie wciskamy jakiś przycisk, co prowadzi z kolei do tworzenia całej masy błędów. Nadal jednak polecam tę klawiaturę do prostej komunikacji na Messengerze. Jako tablet graficzny Yoga Book sprawdza się jednak znakomicie, choć nadal trzeba pamiętać, że z Intel Atomem na pokładzie niewiele zwojujemy w bardziej wymagających programach graficznych. Nie mniej jednak rysik jest bardzo precyzyjny, miło się przy jego pomocy rysuje oraz pisze notatki, albo czasem można też stworzyć coś bardziej ambitnego.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie za to bateria, której pojemność wynosi aż 8500 mAh. Laptop spokojnie był w stanie przetrwać ponad 8 godzin pracy w postaci pisania, choć jeśli musiałem już uruchamiać takiego Google Chrome w celu przeglądania sieci, to oczywiście zapotrzebowanie na energię rosło. Nadal jednak ładowałem tablet głównie w nocy i byłem w stanie z niego korzystać praktycznie przez cały następny dzień, nawet z większym poziomem jasności ekranu.

Yoga Book od Lenovo to kawał świetnego sprzętu… przynajmniej tak długo, jak wymagamy od niego sprawności przy codziennych zajęciach, a nie profesjonalnych zastosowaniach. „Książka” idealnie sprawdza się jako główny notatnik na studia, albo urządzenie do konsumpcji multimediów czy też tablet graficzny, ale stworzony z myślą o mniejszych, amatorskich projektach. Świetny design oraz lekką, poręczną konstrukcję ograniczają tutaj słabe bebechy. Procesor Intel Atom x5 nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej mocy, zwłaszcza jak na cenę około 3000 złotych. Urządzenie mogę jak najbardziej polecić, o ile znacie jego słabe strony i wiecie, w jakim celu go nabywacie, nie wymagając przy tym od niego rzeczy niemożliwych. Liczę na to, że Lenovo wypuści usprawnioną edycję tego tabletu, ale z nieco większą mocą obliczeniową.