Gdzie się nie obrócimy, tam widzimy pojedynki między matrycami QLED i OLED. Samsung forsuje swoją „nową” technologię, jako przyszłość matryc telewizorów i jedyny słuszny kierunek dla konsumenta. Testujemy tegoroczny model QE49Q7FAM celem sprawdzenia, czy faktycznie koreański producent zostawił w tyle konkurencję.

Niniejszy test będzie nieco innych od poprzednich. Większość publikacji dostępnych w sieci albo traktuje temat zdawkowo, albo idzie w stronę tekstu mocno eksperckiego. Mam na myśli takiego, który po brzegi jest wypełniony wykresami i tabelkami, ku zadowoleniu benchmarkowych onanistów. Jednak nie dają one laikowi finalnej odpowiedzi, czy testowany sprzęt robi swoją robotę należycie, i czy wart jest wyłożenia gotówki, jaką życzy sobie producent.

Metodologia testu

Współcześnie telewizory są prawdziwymi kombajnami multimedialnym. Spełniają rolę nie tylko miejsca, gdzie oglądamy telewizje, ale z powodzeniem wpisują się w rolę wielozadaniowego centrum rozrywki, a także miejsca pracy. Testowany sprzęt to jednostka wyposażona w matrycę 4K HDR, z tego powodu pomiary zostały wykonane na szerokim zakresie urządzeń i usług. W trakcie oględzin wykonano również aktualizację do najnowszej wersji oprogramowania 1123.

Celem rozpoznania multimedialności, na pendrive i dysk przenośny zostały zgrane filmy zapisane w różnych formatach, podobnie jak napisy. Telewizję pobieraliśmy z sygnału naziemnego, a wszelkie usługi pokroju Netflix poprzez Internet klasy WiMAX, rozprowadzany metodą bezprzewodową – prosty router marki 8level. Jeśli idzie o rozrywkę, została wykorzystana konsola Xbox 360, Xbox One, Xbox One S oraz PlayStation 4 Pro – test szybkości matrycy, input lag i ghosting w jakości HD, FHD i 4K. Dodatkowo wykorzystaliśmy PC z kartą grafiki Asus Strix GTX 1080.

Jakość wykonania i pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenie jest bardziej niż pozytywne. Samsung niezmiennie od dłuższego czasu nie zawodzi, dostarczając konsumentom sprzęt wykonany w minimalistycznej stylistyce, z dużym przywiązaniem do detali. Wszystkie komponenty pasują do siebie idealnie, prezentując zwartą bryłę. Do gustu powinny przypaść w szczególności wąskie aluminiowe ramki okalające matrycę.

Oswobodzenie telewizora z jego kartonowego więzienia nie jest łatwe, bowiem ekran waży czternaście kilogramów, zaś po złożeniu całość poszczyci się masą równą 18 kilogramom. Całkiem sporo, jak na urządzenie o przekątnej równej „tylko” 49 cali. Samsung wspiera naturalnie standard naściennego montażu VESA 400×400, ale większość nabywców z pewnością wybierze tradycyjną nogę – w tym przypadku wykonaną w całości z metalu, z niewielką domieszką tworzywa.

Osobny temat stanowi stacja rozszerzeń One Connect, pełniąca rolę centrum operacyjnego telewizora. Bez niej nie jesteśmy w stanie zrobić dosłownie nic. Skrzynka o długości niespełna czterdzieści centymetrów posiada większość potrzebnych złącz: 3x USB, RJ-45, cyfrowe wyjście optyczne, 4x HDMI, wyjście antenowe i złącze CI (Common Interface). Skrzynkę, stojącą na filcach przeciw poślizgowych, wykonano z tworzywa sztucznego. Pierwszą irytującą rzeczą, jest wykończenie One Connect błyszczącą czernią, przyciągającą kurz, na której dodatkowo łatwo zostają inne zabrudzenia i nietrudno o zarysowanie. Istne piekło perfekcjonisty.

Warto mieć również na uwadze, iż One Connect i telewizor są na osobnym zasilaniu, co wymaga dostępu do dwóch gniazdek. Połączenie między dwoma komponentami dokonujemy za pomocą cieniutkiej żyłki, o długości do 5m. Tym sposobem, wieszając ekran na ścianie dyskretnie ukryjemy okablowanie. Niemniej, w przypadku pozostania przy klasycznym rozwiązaniu pamiętajmy, iż ekran i noga są komponentami skręcanymi na sztywno, dlatego nie możemy obrócić telewizora w żadną stronę.

Pilot

Pilot dla QE49Q7FAM, który jest zresztą wspólny dla tegorocznych modeli Samsunga, to jeden z większych atutów całego zestawu. Niewielki, poręczny i wykonany w całości z aluminium. Tym samym powinien wytrzymać wiele, nawet jeśli ktoś ma notoryczny nawyk zasypiania z pilotem :P

Większość przycisków działa z nieco wyczuwalnym oporem, co jest niewątpliwie plusem minimalizującym przypadkowe wciśnięcie niepożądanego klawisza. Przeciwieństwem są dwa przyciski odpowiedzialne za zmianę kanału i regulację głośności, pod którymi dodatkowo kryją się inne funkcje. Te działają bardzo delikatnie, przyprawiając nieco stresu osobom nieprzyzwyczajonym do tak małych kontrolerów.

Biorąc pod uwagę kompaktowy wymiar, producent zrezygnował z klawiszy numerycznych. Kanał wybieramy poprzez selekcję numerów ręcznie na wyświetlaczu telewizora, lub korzystając z menu pełnej listy stacji telewizyjnych. Dla osób dużo starszych rozwiązanie takowe zapewne jawić będzie się, jako czarna magia (sprawdzone empirycznie), ale dla większości użytkowników ogarnięcie pracy pilota zajmowało do pięciu minut. Z drugiej strony, nikt domowników nie korzystał z opcji sterowania głosem, uznając ją za zbędny i niepraktyczny gadżet.

Matryca – telewizja i usługi cyfrowe

Sztandarowym hasłem Samsunga na ten rok jest QLED. Czym jest w praktyce? Tak naprawdę niczym nowym, bowiem to kolejny etap ewolucji „kwantowych kropek – quantum dots, mających poprzednika w nanokryształach z 2015 r. Ostatecznie QE49Q7FAM bazuje na panelu LCD z podświetlaniem diodami LED, wykorzystując matrycę 10-bit VA, ze wszystkimi jej zaletami jak i ograniczeniami.

Na całe szczęście zrezygnowano z zakrzywionego panelu, co przede wszystkim wpływa pozytywnie na równomierność podświetlania matrycy i kąty widzenia. Zrezygnowano także z funkcji 3D – ten krok także należy uznać za plus. Natywna rozdzielczość wynosi 3840 x 2160, czyli jest to standard 4K UHD, będący czterokrotnie większym od wciąż popularnego Full HD (1080p). Dla większości jednak, szczególnie graczy, największe znaczenie ma pewnie obsługa HDR, o czym więcej napiszę w kolejnych akapitach.

Przetwarzanie obrazu spoczywa na „barkach” Picture Quality Index 3100, zaś za kontrast odpowiada Q Contrast. Ogólnie po przesiadce z kranu siedmioletniego, czteroletniego czy nawet trzylatka różnice będą mocno zauważalne w jakości obrazu na korzyść Q7F. Telewizja, podawana poprzez sygnał HD, jest czysta, wyraźna, ale bez przysadzistego, wręcz nienaturalnego wyostrzenia. Różnica pomiędzy włączeniem i wyłączeniem HDR skupia się na nasyceniu kolorów, a także ogólnej jasności wyświetlacza. Dla obu trybów w specyfikacji producent podał zawyżoną wartość dla jasności matrycy, bowiem ta realna, jest niestety znacznie niższa. Z tego powodu oglądanie telewizji w jasnym pomieszczeniu jest średnio komfortowe.

Telewizor pokazuje szczególnie swój pazur, gdy skorzystamy z źródła obrazu o wyższej rozdzielczości – tu wkracza YouTube i Netflix, a także inne usługi streaming’owe. Ogólną jakość obrazu można spokojnie uznać za wysoką: bardzo dobry kontrast, jednolitość i nasycenie wyświetlania czerni, reprodukcja kolorów. Trochę słabiej wygląda odwzorowanie szarości, a matryca zaczyna tracić na jakości obrazu pod większym kontem, co jest cechą wspólną matryc VA o dużej przekątnej (podobnie było w zeszłorocznej gen. SU8000).

Matryca – konsole i PC

Jednym z głównych powodów posiadania dobrego TV, jest także rozrywka ze szczególnym uwzględnieniem współczesnych konsol. Pod względem reprodukcji kolorów w grach nie można wiele zarzucić matrycy VA. Pamiętajmy jednak, że im większa matryca, a także im wyższa rozdzielczość, to utrzymanie przyzwoitego tempa wyświetlanego obrazu staje się coraz trudniejsze.

Efekt zwany „powidokami” (tzw. ghosting), czyli mówiąc po ludzku nadmierne rozmycie obrazu, dawał o sobie znać, szczególnie w dynamicznych produkcjach, ale udało się go ograniczyć do minimalnego poziomu. Jest to zasługa m.in. odświeżania na poziomie 120Hz.

A jak wypada input lag? Zarówno dla rozdzielczości Full HD jak i 4K, niezależnie czy korzystaliśmy z HDR, średnie opóźnienia mieściły się w granicach 20-30ms, co należy uznać za satysfakcjonujący wynik, lepszy niż w zeszłorocznej generacji TV. Wszakże nie jest to poziom, na jakim ekran Samsunga może konkurować z monitorami, dlatego osoby grające na poważnie, szczególnie w bijatyki i strzelaniny pierwszoosobowe pokręcą nosem. Reszta grającej gawiedzi nie będzie narzekać.

Pewnym zawodem okazał się HDR. Pomijamy fakt, że gry na Xbox One, niezależnie od modelu konsoli i rozdzielczości prezentują się identycznie. Ewentualne różnice są raczej kosmetyczne. Naturalnie nie jest to wina telewizora, a dotyczy konsol i gier. Niemniej, produkcje wspierające tak pożądany przez wszystkich High Dynamic Range – przykładowo Forza Horizon 3 – nie wywołały odpowiednio silnego efektu „Wow!” na testowanym ekranie. Nieco lepszy efekt udało się osiągnąć na PS4 Pro odpalając Uncharted 4, ale wciąż dość niska jasność matrycy w trybie HDR nie pozwala rozwinąć konsoli Sony pełni skrzydeł.

Multimedialność i dźwięk

Sercem telewizora, niezmiennie od kilu generacji, jest cztero-rdzeniowy procesor, współpracujący z oprogramowaniem Tizen, które doczekało się liftingu na 2017 rok. System bazuje na interface złożonym z kafelków; są one jeszcze bardziej przejrzyste, zaś samo menu idzie w estetyczny minimalizm. Mimo, że jest ładniej, to podczas wykonywania szybkich komend widać lekki lag, choć ten nie przeszkadza w ogólnym użytkowaniu. Samsung przyłożył się do pracy domowej, ponieważ korzystanie z Q7F nie sprawia problemu, nawet starszym użytkownikom.

QE49Q7FAM uzbrojono w wysoką multimedialność. Poradził sobie z większością filmów HD i Full HD, kodowanych różnymi metodami i przy różnym stopniu kompresji. Niestraszne były również podwójne ścieżki dźwięku i hard-suby, czyli napisy wkodowane bezpośrednio w plik filmu. Podobnie rzecz ma się osobnych plików z napisami – txt i srt, z których rozpoznaniem nie ma większych problemów. Ponadto miłym zaskoczeniem jest szybka reakcja systemu na komendy. Otwieranie nawet bardzo obszernych filmów w rozdzielczości 1080p, lub niekompresowanych zdjęć 4K zajmuje dosłownie parę sekund. Podobnie wysoką sprawność sprzęt prezentuje jeszcze w obsłudze wszelkich usług dodatkowych, z Netfilix’em na czele. Tym samym, modułowi Wi-Fi, odpowiedzialnemu za bezprzewodową komunikację, też nie można nic zarzucić.

Jeszcze większym, pozytywnym zaskoczeniem jest nagłośnienie w systemie 2.2, o łącznej mocy 40W. Wrażenia jednak nie robi ogólna moc, ale to jak telewizor radzi sobie z nią. Pierwszym plusem, jest przede wszystkim płynna skala głośności, gdzie możemy być pewni, że nagle nie zaatakuje nas donośny hałas podczas lekkiej regulacji. Głośniki charakteryzują się dużą skutecznością, dlatego nawet przy niskich wartościach dźwięk pozostaje czysty i wyraźny, niezależnie od wybranego profilu ustawień. To szczególnie dobra nowina dla choćby osób cierpiących na niedosłuch. Natomiast przy górnych granicach telewizor nie ryczy, a głośniki nie charczą z bólu, ciesząc mięsistym basem i przestrzenią brzmienia.

Podsumowanie

Pora na podsumowanie powyższych przemyśleń. Jeśli wymienić rzeczy, które bolą to z pewnością dość pokaźny pobór energii – 75W typowego zużycia i 140W maksymalnie, choć generalnie dramatu jeszcze nie ma. Bardziej irytują mniejsze niedociągnięcia, jak choćby zastosowanie niepraktycznej błyszczącej czerni na module One Connect, tu też ponowne pominięcie wyjść chinch dla zewnętrznego sprzętu audio. Cyfrowe wyjście optyczne w pewien sposób rekompensuje tę niedogodność, ale wciąż połączenie przykładowo starszego wzmacniacza wymagać będzie od nas dodatkowego „rzeźbienia”.

Q7F pod wieloma względami radzi sobie gorzej niż jego poprzednik KS8000. Chodzi o ogólną jasność, czy też poziom błędów w wyświetlaniu kolorów przed i po kalibracji. Przede wszystkim, nie zdołał w testowanym egzemplarzu powalić HDR, szczególnie w grach. Nie przekonują również słabsze kąty widzenia, co jest efektem zastosowanego panelu VA przy tak dużej przekątnej, ale ten mankament uznajmy jednak za margines.

Czy to znaczy, że lepiej wybrać zeszłorocznego poprzednika? Nie do końca, ponieważ w ogólnym rozrachunku, jeśli odstawić na bo wszelkie wykresy i statystyki, testowany model QE49Q7FAM może pochwalić się naprawdę dobrą ogólną jakością obrazu, nie ustępując swojemu poprzednikowi, a także wysoką funkcjonalnością. Wystarczy nadmienić takie plusy, jak choćby: sprawnie działający, intuicyjny i elegancki system Tizen, szeroka multimedialność, znakomicie brzmiące głośniki, plus wysoka resposnywność matrycy – ukłon szczególnie w stronę graczy. Na dokładkę mamy solidne i eleganckie wykonanie obudowy i pilota.

Dlatego podsumowując, testowany Samsung to bardzo udany produkt, dający wiele swojemu nabywcy. Teoretycznie cena za model 49 calowy, wynosząca 7.500 zł wydaje się kwotą nieco zawyżoną, nawet jak za matrycę 4K HDR. Pytanie, czy konkurencja jest w stanie zaoferować równie wszechstronnie uzdolniony i dobrze wykonany telewizor? Jeśli uda się zejść z ceną do poziomu ok. siedmiu tysięcy (lub jeśli zobaczycie takową promocję), to wtenczas nie mamy wątpliwości co wybrać.

promocja