Dzisiaj przyszła pora na test Wiko Robby. Wiko to francuska firma, którą założono niecałych 6 lat temu. Tak, we Francji! Brawo! Chociaż to trochę przedwczesne gratulacje, bo większość udziałów posiada chiński koncern Tinno Mobile, a i sam sprzęt składany jest właśnie w Państwie Środka. Nie od dzisiaj obserwuje się ogromną dominację rynku przez producentów właśnie z tamtego rejonu.

Ale to nic dziwnego, bo skoro prawie wszystkie duże firmy składają tam swoje smartfony lub przynajmniej korzystają z podzespołów produkowanych w Chinach, nie można się dziwić, że tamtejsze korporacje starają się podbijać rynek własnymi projektami. Z Wiko sprawa ma się ciekawie, bo model Robby, jaki przygarnąłem do testów, zrobił na mnie dobre pierwsze wrażenie. Udało mu się utrzymać moje zainteresowanie na dłużej, ale oczywiście łatwo dotrzeć powszechnie znanej prawdy: niższa cena… ma swoją cenę.

Wiko Robby: Francja-elegancja

Na początek wrażenia wizualne. Pudełko zgrabne i bez szału, w środku smartfon, słuchawki, trochę mini-makulatury. Spory ekran Robby’ego rzuca się w oczy szybciej, niż wyrazisty kolor obudowy. O tak, dostałem niebieski (turkusowy?) Wiko do testów, więc moja wewnętrzna, mocno skryta artystyczna dusza poczuła się dogłębnie dotknięta. Pozytywnie, oczywiście.

Już nieco bardziej serio. W pierwszej chwili Robby zwraca uwagę na dwie rzeczy: wspominany przed chwilą wyświetlacz o przekątnej 5,5” oraz większą jak na typowy smartfon wagę. Pod szybką przebija piękna matryca IPS, która wyświetla obraz w jakości do 720p, ale za to urządzenie daje znać o swoich dodatkowych gramach. Na papierze tych 25-35g nie robi wielkiej różnicy, ale już porównanie „organoleptyczne” już tak. Według mojej dość dokładnej wagi, jest to około 20% więcej od Motoroli Moto x3 i prawie 30% więcej od Samsunga Galaxy s5 Neo.

Mimo to, Robby jest miły w dotyku, a i obudowa sprawia dobre wrażenie – waga sprawia, że smarfon wygląda na solidny. A jedyną rzeczą, jaka wprowadziła mnie w lekkie zakłopotanie, jest rozlokowanie przycisków, bo jestem przyzwyczajony do Motoroli (ON/OFF po prawej stronie u góry, głośność po prawej stronie poniżej), które są dokładnie odwrotnie. Ale to tylko kwestia osobistych preferencji!

Test Wiko Robby - rekin w swojej klasie

Wiko Robby: Papers, please!

Wywaliłem większość bajerów, którymi producenci lubią się chwalić (poważnie komuś robi różnicę czujnik światła, jeśli smartfon ma na przykład słaby RAM?), a zostawiłem wyłącznie najważniejsze cechy Robby’ego, które łatwo było mi poddać end-userowej ocenie.

  • Procesor: Quad-Core 1.3 GHz, Cortex-A7
  • GPU: ARM®, Mali™ 400MP
  • OS: Android 6.0 Marshmallow
  • RAM: 1 GB
  • Pamięć wbudowana: 16 GB
  • Pamięć zewnętrzna: slot Micro SD do 64 GB
  • Dual-sim
  • Sieć: H+/3G+/3G WDCMA 900/1900/2100 MHz
    GSM/GPRS/EDGE 850/900/1800/1900 MHz

Bateria: 2500 mAh Li-Po

  • Czuwanie: do 270 godzin
  • Rozmowa: do 17.2 godzin (2G), do 15 godzin (3G)

Waga: 185g z baterią

Wymiary: 155×79.1×10 mm

Wiko Robby: Kontrola papierów versus praktyka

5,5-calowy wyświetlacz to pierwsza rzecz, na jaką zwraca się uwagę. Po włączeniu błyska żywymi kolorami w rozdzielczości HD. Zawsze sprawdzam, jaka jest widoczność pod różnymi kątami, która w Robby jest bardzo przyzwoita. Dlaczego to robię? Po pierwsze, zdarza mi się korzystać ze smartfona w typowym yoga-style, a po drugie lubię wiedzieć kto może podejrzeć mój ekran ;-)

Jeśli chodzi natomiast o wydajność, muszę nieco ponarzekać. Czterordzeniowy Cortex-A7 o częstotliwości taktowania 1.3GHz to nie najgorsza opcja, ale przy dwóch-trzech uruchomionych aplikacjach potrafił złapać dłuższą zwiechę. Nie pomagała w tym na pewno względnie mała ilość RAMu (1 GB). Jednak po przeczytaniu specyfikacji nie należało się spodziewać fajerwerków, dlatego jeśli chodzi o płynność działania, Robby stoi na całkiem niezłym poziomie. Nie da rady pograć jednocześnie w Hearthstone’a i trzymać otwartych w tle kilku kart w Chrome, Facebooka i Instagrama, ale jedną-dwie takie czynności na raz smartfon Wiko wytrzyma.

A skoro jestem już przy wydajności, muszę pochwalić baterię – tryb uśpiony, bez żadnych telefonów, wysyłania maili i wiadomości, bez instalowania aktualizacji, to jakieś 11 dni funkcjonowania, chociaż przy 9 zauważyłem już 15% pojemności baterii. W kwestii wydajności podczas pracy, to we wspomnianym Hearthstone Robby dał radę przetrwać kilkanaście godzin, przeplatanych oczywiście przerwami.

Z kolei nie przypadły mi do gustu aparaty – zarówno przedni, jak i tylny. Przyzwyczaiłem się do możliwości zrobienia dobrego jakościowo zdjęcia w praktycznie każdej sytuacji, jednak w przypadku Robby’ego ich rozdzielczość była przeciętna. Nie zła, ale przeciętna. Często robię zdjęcia smartfonem podczas ruchu, dlatego ważna dla mnie jest również stabilizacja. Pod tym względem smartfon Wiko się nie popisał. Szczególnie, gdy było mniej światła lub gdy chciałem przybliżyć obraz do 1,5-2x.

Wiko Robby: Piankę poproszę!

Android 6.0 Marshmallow to projekt bardzo udany. Jak każdy poprzedni „zielony” system, ma swoje wady (i to niejedną), ale podoba mi się głównie to, że pozwala lepiej zarządzać swoim mobilnym sprzętem. Możliwość wybrania pojedynczych uprawnień dla poszczególnych aplikacji, a nie konieczność godzenia się na wszystkie wymagania, to zbawienie dla kogoś tak przewrażliwionego na punkcie bezpieczeństwa, jak ja.

Nad zaletami Androida rozpływać się jednak nie muszę. Poszczególne systemy, spośród których dominuje właśnie on oraz iOS, mają swoich zwolenników i przeciwników, jednak trzeba przyznać, że ten konkretny OS naprawdę daje radę.

Test Wiko Robby - rekin w swojej klasie

 

Wiko Robby: Warto?

To jest pytanie podchwytliwe. Bardzo. Bo ludzie lubią mieć świadomość, że mogą zapłacić dużo mniej za coś podobnego do tego, czego szukają. Ale to nie jest prawda. Wiko Robby nie kosztowałby niecałych 500 złotych, gdyby jakością (szczególnie komponentów) dorównywał iPhone’owi lub dużo droższemu Samsungowi. To tak zwany „fakt autentyczny”.

Ale jeśli masz ograniczony budżet lub szukasz taniego smartfona na przykład dla swojego dziecka, to ten będzie bardzo przyzwoitą opcją. Choć jednak dziecku może przeszkadzać ciężar, starsi użytkownicy na pewno docenią system operacyjny oraz względną szybkość działania aplikacji. Bardzo ciekawą opcją jest też dual-sim, czyli coś, czego bardzo brakuje mi w moim obecnym smartfonie. Z kolei jedną z najlepszych właściwości Robby’ego jest jego bateria – często zapominam o ładowaniu urządzeń mobilnych, dlatego jej duża pojemność to prawdziwe zbawienie.

Czy w takim razie polecam Wiko Robby? Jak najbardziej. Ale użytkownik musi doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że za niską ceną idą niższe osiągi.

Sprawdź też innego budżetowego smartfona – Xiaomi Redmi 3S!