Ciężko mówić o ostatnich poczynaniach HTC w pochlebny sposób. Ich prawie flagowa jednostka w postaci telefonu U Ultra okazała się być sporą klapą, a do momentu jej premiery Tajwańczycy nie radzili sobie zbyt dobrze. HTC U11 to jednak największy kaliber, jaki producent ten dzierży w swoim arsenale. Czy zdoła on przedrzeć się przez fortyfikacje takich koncernów jak Samsung czy Apple? Tym razem może się to udać.

Moim największym zarzutem wobec U Ultra był fakt złego zagospodarowanie ogromnej powierzchni telefonu. Złe rozmieszczenie i tak małych klawiszy, nie za potężny akumulator, odstający aparat brak gniazda słuchawkowego przy sporej grubości… trochę tego było. Przy U11 taki Ultra wydaje się być jedynie miernym prototypem. Tajwańczycy poszli po rozum do głowy i zrobili kawał naprawdę dobrego telefonu.

Zacznijmy jednak od tego, że HTC nie sili się na jakiekolwiek rewolucje pod względem designu. Nie ma co zatem oczekiwać, że spotkamy tu technologię pokroju Infinite Display z Galaxy S8 czy niemalże bezramkowego wyświetlacza jak było to przy okazji LG G6. Pierwszy rzut okiem na U11 i co widzimy? Z przodu to czysty, prostokątny i niezawijany standard. Żadnego ekranu 18:9, dodatkowych ekranów, choć jest miły akcent w postaci szkła 2,5D. Czy to źle? Czy to dobrze? To pytania, na które odpowiedź musicie znaleźć już sobie sami, ale mi osobiście taki stan rzeczy absolutnie nie przeszkadza. Nie ma co niepotrzebnie silić się na rewolucję i warto czasem trzymać się tych dobrych, utartych już schematów.

Nie znaczy to też, że U11 jest do bólu standardowy i ogólnie nijaki. Rodzina telefonów U od HTC charakteryzuje się jednak występowaniem z tyłu opalizującego szkła. Oznacza to mniej więcej tyle, że barwy tylnej części smartfonu ciągle się zmieniają, w zależności od padania światła oraz jego koloru. U11, który do mnie trafił był w czarnej wersji kolorystycznej (niebieska moim zdaniem wygląda najlepiej) i w ciągu dnia zamieniała się w lekko zielonkawą. Myślę jednak, że na jaśniejszych edycjach nieco lepiej widać ten świetny efekt. Bez dwóch zdań smartfon wygląda wprost pięknie.

Jeśli chodzi o użytkowanie telefonu, to nadal przyciski są stosunkowo niewielkie i w dodatku znajdują się bliżej dołu niż środka części pod ekranem. W tym przypadku nie jest to jednak aż tak wielką bolączką, jak było to w przypadku U Ultra. U11 jest nieco mniejsza, a jej konstrukcja wydaje się znacznie bardziej przemyślana. Muszę jednak tutaj dodać, że boczne klawisze urządzenia piekielnie ciężko się wciskają i przy ich aktywacji ciężko odczuć jakieś kliknięcie. Czasem chowając telefon do kieszeni nie wiedziałem dokładnie, czy jego ekran się zablokował, podobnie zresztą było w drugą stronę. Ten element do lekkiej poprawy.

Wyświetlacz wykonany został w technologii Super LCD5. To 5,5-calowy ekran o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli, co daje nam łącznie zagęszczenie rzędu 534 pikseli na cal. Wynik imponujący, choć można już powiedzieć, iż jest to pewnego rodzaju standard w topowych smartfonach. To przede wszystkim cyferki, które zadowolą głównie miłośników wirtualnej rzeczywistości. Sam wyświetlacz generuje naprawdę ładny obraz, choć muszę przyznać, iż brakuje mu nieco do mojego ukochanego AMOLED-a. Nie ma co jednak narzekać. Generowane kolory są bardzo ładne, czerń ma odpowiednią głębię, ekran jest jasny i dobrze widoczny w słońcu, kontrast zadowala, tak samo zresztą jak kąty padania. Naprawdę nie ma się tu czego przyczepić.

HTC U11 ma jednak sporą tendencję do mocnego nagrzewania się w słońcu podczas użytkowania. Proste przeglądanie aplikacji czy pisanie ze znajomymi przy pomocy Messengera powodowało generowanie wysokiej temperatury przez smartfon. Ciepło było odczuwalne w dłoni, a także przez dłuższy moment w kieszeni. Ciężko wskazać tu winowajcę, choć w moim kręgu podejrzeń jest wyświetlacz, który przy wykryciu wysokich nakładów światła próbuje wygenerować możliwie najjaśniejszy obraz, kosztem temperatury całości. Zdecydowanie musi to zostać poprawione, chociażby przy pomocy stosownej aktualizacji systemu.

HTC U11 napchany jest oczywiście najszybszą na rynku technologią, bo w końcu to flagowiec. W środku znajdziemy zatem układ firmy Qualcomm – Snapdragon 835 w parze z jednostką graficzną Adreno 540. Do tego dochodzi 4 GB pamięci RAM i taka mieszanka tworzy istny kombajn, który mieli rzucane mu pod koła wyzwania. Wszystkie programy uruchamiają się niezwykle szybko, multi tasking działa świetnie, gry zaś wydają się nie robić w ogóle wrażenia na najnowszym Snapdragonie. Entuzjaści na pewno nie będą zawiedzeni!

System operacyjny to nic innego jak Android Nougat, czyli wersja 7.0. Nakładka to oczywiście HTC Sense przypominająca mocno czystego Androida, choć z kilkoma usprawnieniami. U11 musiało jednak wybić się czymś w stosunku do konkurencji i dlatego też pojawił się jeden, mocno reklamowany element, a mianowicie kontrola urządzenia przy pomocy… ścisku. Tak, po wejściu w ustawienia, a także przy pierwszym uruchomieniu sprzętu wyświetla się nam stosowny konfigurator, gdzie możemy ustawić moc oraz częstotliwość uściśnięć. Następnie możemy do nich przypisać odpowiedni skrót i tutaj np. włączenie aparatu oraz wyzwolenie migawki czy uruchomienie jakiejś wybranej aplikacji. Technologia ta nazywa się Edge Sense i jest możliwa dzięki więcej niż kilku mikrofonom znajdującym się na powierzchni U11.

Trzeba przyznać, że ścisk jest bardzo naturalnym gestem dłoni i samo Edge Sense wydaje się być naprawdę świetną ciekawostką, w dodatku bardzo wygodną. Ciężko kupić specjalnie dla niej telefon, ale jej szersza implementacja na rynku smartfonów byłaby czymś naprawdę korzystnym. Edge Sense jest bardzo intuicyjny i co najważniejsze działa poprawnie. Oczywiście ustawienie zbyt niskiej mocy ściskania spowoduje aktywację skrótu nawet w kieszeni. To jednak niewielkie potknięcie, nieprzysłaniające pozytywnego ogółu.

Aparat w HTC U11 to ścisła czołówka rynku. Tajwańczycy bez wstydu i z ogromną pewnością siebie mogą ustawiać się obok Apple, Samsunga czy LG na podium, a nawet ich stamtąd wygryzają. Mamy tu do czynienia z sensorem o rozdzielczości 12 MP z przysłoną f/1.7. Fotografiom tworzonym przez ten czujnik przy dobrym świetle nie ma chyba czegokolwiek zarzucić. Są ostre, żywe, kolorowe, szczegółowe i ciężko dopatrzeć się w nich jakichś błędów. W nocy również jest bardzo dobrze pod tym względem. Niska przysłona i dobra optymalizacja oprogramowania daje naprawdę dobry efekt końcowy. Szumy czy inne artefakty nie są widoczne, a ostrość cały czas łapana jest w stosunkowo szybki sposób.

Przednia kamerka też oczywiście daje radę. Selfie świetnie nią wychodzą i co do tego nie ma jakichkolwiek wątpliwości. W nocy też nie jest źle i sensor cały czas jest w stanie zapewniać dobre zdjęcia.

Tak, nagrywanie filmów również będę wychwalał. U11 pozwala na nagrywanie filmików w 4K oraz 1080p/60 FPS bez większych problemów. Jest optyczna stabilizacja obrazu, która działa naprawdę dobrze, bez większego rwania czy innych błędów. Sensor łapie ostrość naprawdę szybko i bez większych problemów. Warto też zaznaczyć, że aparat ma funkcję „audio zoomu”, czyli wyciszenia otoczenia wokół obiektu, który akurat przybliżamy. Działa to naprawdę całkiem nieźle i musicie mi tu uwierzyć na słowo, bo akurat w trakcie nagrywania sampli nie miałem zbytnio okazji do lepszej prezentacji tego efektu.

HTC U11 wspierany jest przez baterię o pojemności 3000 mAh. W parze z 5,5-calowym ekranem w rozdzielczości 1440p całość sprawuje się dobrze. Nowy flagowiec Tajwańczyków spokojnie był w stanie przetrwać dzień nawet bardziej intensywnego użytkowania i otwierał przy tym następny dzień jeszcze z około 20-30% naładowania. Duża w tym zasługa energooszczędnego Snapdragona 835. Mogę powiedzieć, że nie jest tragicznie jak było to w przypadku U Ultra, ale mogłoby być lepiej, bo zawsze chce się więcej.

HTC U11 myślę, że powinien zagwarantować Tajwańczykom powrót do czołówki rynku. Nie ma powalającej na kolana rewolucji, ale dostajemy za to kawał porządnego, solidnego smartfonu ze świetnym aparatem, wysoką wydajnością i jakby nie patrzeć niewielką ilością wad. Oby HTC utrzymało tak pozytywną passę, ale też i żeby producent spróbował bardziej odświeżyć swoje produkty, idąc chociażby za kilkoma świeżymi trendami.

Telefon można nabyć już w sklepach za około 3000 złotych, co ceną jak na flagowiec jest (mówię to z całym bólem serca) dość standardową jak na dzisiejsze czasy. Czy warto brać U11 pod uwagę przy następnym zakupie flagowego urządzenia? Jak najbardziej! Zdecydowanie polecam.