Smartfony modularne to pieśń przyszłości, ale w 2016 roku topowi producenci twierdzili co innego. Zainspirowani Projectem ARA od Google postanowili stworzyć swoje własne pół-modularne konstrukcje. Jednym z przykładów takiego przedsięwzięcia jest Moto i ich linia telefonów Moto Z. Do moich rąk wpadł model Play, czyli słabsza, choć niebudżetowa wersja zwykłej Moto Z. Jak sprawdza się ona w praniu?

Piękna… i piękna

Zacznijmy od wyglądu oraz ogólnego designu, który w przypadku tego urządzenia działa na jego korzyść. Do gustu strasznie przypadł mi tył Moto Z Play, który choć został wykonany z plastiku, to znajdująca się za nim tekstura, prezentuje się w cudowny sposób. Aparat został również w ciekawy sposób wyeksponowany, choć szkoda, że wystaje on kilka milimetrów ponad tylną powierzchnię telefonu. W dolnej części tyłów znajdziemy sekcję odpowiedzialną za łączność z modułami, która pomimo swojego specyficznego wyglądu całkiem nieźle komponuje się z całą resztą.

Z przodu nie jest już tak różowo. U dołu umieszczony został dotykowy przycisk, który tak naprawdę stanowi czytnik linii papilarnych. Ekranowi od góry oraz dołu towarzyszą całkiem spore krawędzie, przez co Moto Z Play wydaje się jeszcze większym urządzeniem.

Obydwie dość śliskie strony rekompensuje boczna, aluminiowa obramówka. Dodatkowo, po swojej prawej części, mieści ona bardzo małe, aczkolwiek komfortowe guziki do odblokowania telefonu czy do regulacji poziomu głośności.

Moto Z Play ma dość potężne rozmiary, które zawdzięcza głównie 5,5-calowemu wyświetlaczowi Super AMOLED. Generuje on obraz o rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli. Daje nam to łącznie zagęszczenie rzędu 403 pikseli na cal, co muszę określić jako dobry wynik. Ekran generuje bardzo ładne kolory, ma niezły kontrast, bez problemów widać go też w pełnym słońcu, a jego kąty widzenia również są imponujące. W tej kwestii zatem nie ma się czego przyczepić.

Smartfon trzyma się w dłoni bardzo pewnie, choć muszę przyznać, że jego obsługa jedną ręką należy do dość trudnych zadań. Po zabawie z kilkoma mniejszymi urządzeniami, przesiadka na takiego giganta była dla mnie małym wyzwaniem. Myślę jednak, że Moto Z Play z pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubią duże i solidne telefony.

What’s Inside?

A co siedzi w sercu Moto Z Play? Oto specyfikacje sprzętu:

  • Wymiary: 156.4 x 76.4 x 6.99 mm
  • Ciężar: 165 g
  • Wyświetlacz: 5.5-calowy Super AMOLED; 1080 x 1920
  • Procesor: Qualcomm Snapdragon 625, ośmiordzeniowy o taktowaniu 2,0 GHz
  • Procesor graficzny: Adreno 506
  • Pamięć RAM: 3 GB LPDDR3
  • Pamięć wewnętrzna: 32 GB z możliwością rozszerzenia kartą MicroSD do 2 TB
  • Aparat tylny: 16 MP, laserowy autofocus, system detekcji fazowej (PDAF), f/2.0, nagrywanie w 720p (120fps), 1080p (30fps), 4K (30fps)
  • Aparat przedni: 5 MP f/2.2
  • Bateria: 3510 mAh z funkcją szybkiego ładowania
  • Łączność:

Serce Moto Z Play stanowi procesor Qualcomm Snapdragon 625, który posiada osiem rdzeni taktowanych zegarami 2,0 GHz. To naprawdę niezła jednostka, która świetnie radzi sobie z całą masą nowoczesnych aplikacji. Programy uruchamiają się stosunkowo szybko, choć nie aż tak błyskawicznie jak we flagowych urządzeniach. Procesor ten wspierany jest przez jednostkę graficzną Adreno 506, która w zupełności daje radę we wielu grach mobilnych.

Moto Z Play standardowo posiada 3 GB pamięci RAM i jest o ilość, która w dzisiejszych czasach w zupełności wystarcza na prowadzenie satysfakcjonującego multitaskingu. System świetnie radzi sobie z zarządzaniem pamięcią i kilka ostatnio otwartych aplikacji, otwierało się bez niepotrzebnego doczytywania danych.

Problem z „wcale nie flagowym” urządzeniem od Moto leży jednak w nieco innym miejscu. Smartfon ma specyfikacje, które charakteryzują urządzenia tańsze od niego o 500-600 złotych. Pragnę bowiem zaznaczyć, że za Moto Z Play przyjdzie nam wyrzucić aż 2000 PLN-ów, co stawia go w bardzo niekomfortowej sytuacji. Tańszy od niego OnePlus 3 oferuje lepszą moc, tak samo zresztą droższy o 200 zł LG G5. W tej cenie dostać można już prawdziwe flagowce, które rzadko kiedy idą na kompromisy.

Zuper Zyztem

Zastosowany tu system to Android w wersji 6.0.1, choć niestety nie udało mi się pobrać aktualizacji do 7.0. Widocznie na chwilę obecną nie jest ona dostępna w Polsce na szerszą skalę, aczkolwiek myślę, iż jest to po prostu kwestia czasu.

Nakładka systemowa… w zasadzie nie istnieje, co jest już tradycją w urządzeniach Moto. Producent ten korzysta z czystego Androida, który wzbogacony jest przez kilka dodatkowych funkcjonalności. Te bardziej interesujące można w zasadzie wymienić na palcach jednej ręki. Mamy tu zatem obsługę gestami, czyli możemy np. wybudzić Moto Z przy pomocy ruchu nadgarstkiem i od razu aktywować aparat. Potrząśniecie nim spowoduje za to aktywację latarki. Ruchów tego rodzaju jest zresztą kilka, aczkolwiek nie można ustawiać ich przypisania do innej czynności, według własnego mniemania. Czy poza tym w Moto Z jest coś szczególnie wartego uwagi? Raczej nie. Asystent głosowy zapożyczony został od Google, choć można go aktywować własną komendą.

Sam system, jak przystało na czystego Androida, działa praktycznie bezbłędnie. W trakcie okresu testowego nie napotkałem się z jakimkolwiek większym błędem, który powodowałby np. crash aplikacji czy oprogramowania. Wszystko w dodatku działa niezwykle płynnie, bez jakichkolwiek zwolnień, nawet na słabszej konfiguracji, co zresztą jest znakiem markowym tego oprogramowania bez nakładek.

Aparat? Na plus!

Aparat główny ma rozdzielczość 16 megapikseli, a do tego posiada przysłonę f/2.0. Jest też laserowy autofocus i system detekcji faz. Muszę przyznać, że sensor generuje całkiem niezłe fotki, które są ostre, szczegółowe i reprodukcja kolorów stoi na całkiem niezłym poziomie. Czujnik ma czasem jednak problem ze złapaniem ostrości i w niektórych sytuacjach również jej utrzymaniem. Nocne fotki wychodzą też całkiem nieźle, choć zależy to w dużej mierze od poziomu oświetlenia scenerii. Jeśli te jest średnie, pojawiają się wówczas małe komplikacje – na fotografii pojawia się kasza, a znalezienie ostrości stanowi dla Moto Z Play małe wyzwanie.

Przedni aparat spisuje się świetnie, co zresztą widać po próbkach. Selfie są szczegółowe, barwne i ogólnie cieszą oko. Dla fanów tego typu fotek, telefon powinien się bardzo dobrze sprawdzić.

Filmiki nagrane Moto Z Play mogę ocenić pozytywnie. Podobnie jak przy zdjęciach, sensor czasem potrzebuje chwili, żeby złapać odpowiednią ostrość. Poza tym wszystko jest jednak jak najbardziej na swoim miejscu. Stabilizacja działa poprawnie, a filmiki wychodzą naprawdę dobrze. W nocy jest już nieco gorzej, ale nadal nie jest aż tak tragicznie, jak przy tańszych urządzeniach. Warto zaznaczyć, że telefon jest w stanie nagrywać wideo w 4K, a także w zwolnionym tempie.

(Prawie)modularny smartfon

Przejdźmy wreszcie do kwestii Moto Mods, czyli doczepianych rozszerzeń. Do testów otrzymałem jedynie projektor, a także plastikową teksturę, którą można doczepić do tylnej części telefonu. Modyfikacje „doklejają” się przy pomocy magnesów, trzymają się świetnie, ich użytkowanie jest też bardzo intuicyjne. Co jednak najważniejsze – smartfon nie potrzebuje restartów, żeby dodatki zaczęły działać. Moto Z Play reaguje błyskawicznie i w przypadku projektora, po chwili przerzucał obraz na ścianę.

Warto jednak zaznaczyć, że Moto Mods są piekielnie drogie. Doczepiany głośnik od JBL kosztuje 500 złotych, projektor około tysiąca, podobnie zresztą większy aparat. Dodatki są kompatybilne z flagową Moto Z, a producent zapowiada, że także przyszłe telefony będą kompatybilne ze starszymi modyfikacjami. Tak czy siak, nie tłumaczy to jednak wysokiego kosztu rozszerzeń. Za „tysiaka” równie dobrze można kupić pełnoprawny projektor lepszej jakości, nawet taki w miarę mobilny.

Dźwięk, łączność, skaner linii papilarnych i bateria

Kwestie związane z łącznością czy multimediami spisują się świetnie. Dźwięk wypływa z górnego głośnika, ukierunkowanego w stronę użytkownika. Ten jednocześnie stanowi słuchawkę telefonu i gra całkiem przyzwoicie. Podobnie zresztą jest też z jakością odtwarzanego audio przez słuchawki, ta jest bardzo dobra, choć nie uświadczyłem jakiejś rewolucji.

Moto Z Play nie miał większych problemów z zasięgiem czy połączeniami z danymi komórkowymi, Bluetooth czy GPS. Wszystkie te elementy łączyły się ze światem świetnie, bez większych problemów czy nagłych, nieoczekiwanych utrat dostępu.

Została jeszcze kwestia skanera linii papilarnych, który działa bardzo dobrze. Czasem zdarzało mu się całkowicie odmówić posłuszeństwa, ale zwykle z 10 przyłożeń palca, czytnik odblokowywał telefon przy każdej próbie. Jest dobrze.

A co z baterią? Akumulator ma pojemność 3510 mAh i jest to jedna z największych zalet Moto Z Play. Moto użyło jakichś dziwnych czarów i urządzenie rozładowuje się naprawdę powoli, przynajmniej w trybie czuwania, choć czas działania na ekranie również imponuje. Smartfon potrafił przeżyć bez problemu 2 lub 3 dni umiarkowanego użytkowania i cały dzień bardzo wymagającego działania.

Czy warto? Trudne pytanie

Moto Z Play to świetny telefon, który mógłbym polecić, gdyby nie moim zdaniem mocno zawyżona cena. Urządzenie kosztuje obecnie 2000 złotych, a z dodatkowymi modyfikacjami pula potrzebnych pieniędzy tylko rośnie. Za taką sumę można poszukać przede wszystkim wydajniejszego urządzenia. Jednakże jeśli dostaniecie ten smartfon taniej, albo już zdecydujecie się na jego zakup, na pewno się nie zawiedziecie. Wszystko działa tu świetnie, telefon również jest bardzo dobrze wykonany, aparat charakteryzuje się wysoką jakością i w sumie w całej konstrukcji sprzętu oraz jego działaniu nie ma się do czego przyczepić. Telefon zostawię z odznaczeniem „TAK”, bez „Polecamy” głównie przez zawyżoną kwotę.

promocja