Jaki los czeka miasto Gotham, gdy zabraknie Mrocznego Rycerza? Czy metropolia ugnie się pod jarzmem dawnych wrogów Batmana? Mimo pesymistycznej wizji legenda trwa dalej, szczególnie, że na służbie trwają wciąż trzej uczniowie Bruce Wayne’a.

Po starciu z Jokerem Batman przepada jak kamień wrzucony w wodę. Ostatecznie udaje się odnaleźć Bruce Wayne’a w ruinach jego dawnej posiadłości, ale na wskutek amnezji nie pamięta niczego, co dotyczyłoby wcześniejszego życia, szczególnie faktu podwójnej tożsamości. Rolę obrońcy mieszkańców Gotham stara się wypełnić były komisarz policji Jim Gordon, paradując w zrobotyzowanym kostiumie. Nad miastem czuwają jeszcze uczniowie Batmana, ale im akurat przyjdzie się zmierzyć się z mrocznymi sekretami mentora…

Słowem wstępu

Mając pokaźne zaległości w świecie DC Comics, gdzieś z tyłu głowy błąkała się myśl, aby je nadrobić. Była to także swoista odskocznia od historii prezentowanych przez największego rynkowego konkurenta, czyli wydawnictwo Marvel. Gdzie jednak najlepiej zacząć na nowo przygodę z DC? Odpowiedzią na te rozterki miała być świeża inicjatywa zatytułowana „New 52”. W Polsce znamy ją pod nazwą „Nowe DC Comics!” publikowaną przez Egmont.

Zamysł zrodził się w okolicach 2011 roku, gdzie podjęto decyzję o przygotowaniu 52 nowych historii. Miał to być swoisty restart uniwersum, a zarazem ukłon w stronę nowych czytelników gubiących się w jego zawiłościach. Dzięki temu najbardziej kanoniczni herosi i anty-bohaterowie doczekali się reinterpretacji swoich przygód. Całość okazała się gigantycznym sukcesem. Osiem na dziesięć miejsc w ogólnym rankingu najlepiej rozchwytywanych komiksów w USA o czymś świadczy. U nas również możemy mówić o pozytywnym odbiorze. Na łamach WhatNext recenzowaliśmy już jedną pozycję – Shazam!, którą serdecznie polecamy. A jak prezentuje się na tym tle Wieczni Batman i Robin?

Wieczni…

Recenzowany komiks to po części kontynuacja wydarzeń rozgrywających się m.in. na kartach Wiecznego Zła. Oficjalnie nie żyje pierwszy pomocnik Batmana – Dick Grayson, którego większość z nas pamięta, jako Robina albo Nightwing’a. Dick postanawia nie wyprowadzać z błędu opinii publicznej pozostając „uśmierconym”. Dzięki temu wstępuje w szeregi organizacji szpiegowskiej Spyral, otrzymując przy okazji kilka naprawdę ciekawych gadżetów i nową tożsamość.

Jednocześnie pustkę po Batmanie stara się wypełnić Jim Gordon, paradując w mechanicznej zbroi, ale to nie jedyny gracz na mapie Gotham. Do akcji wkracza zorganizowana grupa młodych ludzi nazywająca siebie Robinami. Tym sposobem, choć prawdziwy Mroczny Rycerz to pieśń przeszłości, jego legenda trwa. Szczególnie, gdy na straży stoją jego trzej wychowankowie: Dick, Jason i Tim. Na horyzoncie zbierają się jednak ciemne chmury, bowiem powoli na jaw wychodzą mroczne sekrety Batmana związane z śledztwem, którego nigdy nie udało mu się dokończyć. Owe sekrety wiążą się również z przeszłością trzech Robinów, co dosłownie może wywrócić do góry nogami wszystko to, co wiedzieli o swoim nauczycielu i w co wierzyli.

Gdy opadną pozory

Pierwszy tom liczy sobie przeszło 260 stron, zaś głównymi pomysłodawcami historii są James Tynion IV i Scott Snyder – sylwetki znane w branży komiksowej. Nad wydaniem zbiorczym oczywiście pracowała szersza grupa twórców, przykładowo ponad dziesięciu rysowników, przypominając tym samym nieco powstawanie filmu aniżeli opowieści graficznej. Generalnie trzeba przyznać, iż Wieczni Batman i Robin to pozycja bardzo ciekawa, pod wieloma względami spójna i podchodząca do już dobrze znanego tematu w sposób świeży, momentami nawet zaskakujący. Wystarczy powiedzieć, że Batman nie odgrywa już głównej roli, a jedynie pełni funkcję spoiwa narracji. Cały ciężar zostaje przeniesiony na trzech uczniów, na których spoczywa ogromna odpowiedzialność i presja jak najlepszego wypełniania pustki po mentorze. Szczególnie ciekawie wychodzi zestawienie ze sobą ich trzech różnych charakterów, muszących współpracować, ale jednocześnie rywalizujących, choć zasadniczo nawet nie są tego do końca świadomi.

Tynion i Snyder podjęli jeszcze jeden, bardzo odważny manewr fabularny, mianowicie spróbowali „odczarować” Batmana. Swoista dekonstrukcja herosa, uwypuklająca w ten sposób jego słabości, błędy przeszłości itd. ma przybliżyć bohatera czytelnikom, czyniąc jego sylwetkę bardziej ludzką. Nie jest to aż tak odkrywczy zabieg, bo z powodzeniem działający od jakiegoś czasu w świecie komiksu. Mimo tego, względem Batmana – największego detektywa, i prawdopodobnie najbardziej popularnej postaci DC Comics, to bardzo odważny ruch.

Nie zdradzając zbyt wiele, warto dopisać, iż osią fabularną są akta cieni 141287, czyli wspomniane niedokończone śledztwo. Batman starał się rozwiązać zagadkę persony nazywanej „Matką”. Już sam jej przydomek wzbudza strach w półświatku, a każdy, kto ma zbyt długi język szybko kończy marnie. Matka jest o wiele bardziej wymagającym wrogiem, od wszystkich wcześniejszych antagonistów, bowiem wydaje się wyprzedzać każdy ruch o dwa kroki do przodu.

Kłamstwa i tajemnice mają jednak krótkie nogi, wychodząc wcześniej czy później na jaw. Dick pracując dla agencji wywiadowczej wpada na trop Matki. Składając w całość kolejne elementy układanki wypływają na światło dzienne coraz bardziej niepokojące fakty. Może nawet okazać się, że na Batmanie ciążą dość poważne grzechy.

…Batman i Robin

Komiks zaskakuje pozytywnie. Cała konstrukcja narracji nadaje sensownego tempa, dając nam jednocześnie ciekawy i spójny scenariusz. Szczególnie pierwsza połowa tomu uderza mocno, później wytracając nieco impet, ale wciąż przykuwając uwagę. Pomysł na komiks o Batmanie bez Batmana to zasadniczo strzał w dziesiątkę, dający spore pole do popisu wprawnemu scenarzyście (w tym wypadku było ich kilku). Trzej Robini to bardzo ciekawe postaci, dlatego im mniej Rycerza Gotham tym tak naprawdę lepiej. Jednocześnie do pozycji możemy przysiąść nie mając styczności z poprzednimi albumami z serii Nowe DC Comics. Szybko poukładamy sobie w głowie, co i z czym należy jeść.

Komiks zadowala również od strony wizualnej, przynajmniej przez większość czasu. Szczególnie przykuwa uwagę kadrowanie i rozplanowanie niektórych plansz. Niemożna zarzucić również nic scenom z pojedynkami. Do tego całości nie odmówimy pod żadnym pozorem ciężkiego, soczystego klimatu, choć czasami brakuje graficznej spójności, szczególnie pierwszej i drugiej połowy tomu. Biorąc pod uwagę, iż niektórzy rysownicy pracujący nad tym komiksem zaliczani są raczej do „drugiej ligi”, to i tak jest bardziej niż solidnie.

Reasumując pod wieloma względami Wieczni Batman i Robin przypomniał mi zeszyty Mrocznego Rycerza sygnowane logiem TM-Semic, które z zachwytem i jednocześnie pewnym niepokojem czytało się „za dzieciaka”. Przed nami jeszcze jeden tom. Recenzowana pozycja ma pewne mankamenty, ale generalnie to kawałek bardzo solidnego czytadła wartego polecenia.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont