Ciekawie dzieje się na rynku smartfonów, gdzie w obliczu relatywnego braku spektakularnych innowacji każdy mniejszy producent szuka swojej własnej drogi. I tak, niektórzy stawiają na design zmałpowany z większych graczy, inni na cenę, a jeszcze inni na oryginalność. Testowany dziś Wiko Fever Special Edition zalicza się do tej trzeciej grupy, bowiem potrafi… świecić.

Fluorescentny Wiko Fever Special Edition

Możliwość świecenia to rzecz jasna tylko bajer, ale na tyle rzuca się on w oczy, że kusi, by wspomnieć o nim w pierwszej kolejności. A zatem, Wiko Fever Special Edition posiada białe ramki, które potrafią nasiąkać światłem dziennym, a po zmroku oddawać je otoczeniu w postaci lekko zielonkawej poświaty. Fajna sprawa – nie sposób zgubić telefonu w egipskich ciemnościach. I to… właściwie tyle, jeśli chodzi o świecenie tego smartfona ;)

Poza poświatą w półmroku, Wiko Fever Special Edition posiada wiele cech, które sprawiają, że naprawdę warto rozważyć jego zakup. To nie tylko oryginalny smartfon, wyróżniający się na rynku pośród czasem niemal identycznej konkurencji. To dobrze wyposażony telefon:

Wiko Fever Special Edition

  • CPU: MediaTek MT6753; 1,3 GHz x 8
  • GPU: Mali T720
  • Pamięć RAM: 3 GB
  • Pamięć wbudowana: 32 GB
  • Karta pamięci: Tak
  • Aparat główny: 13 Mpx
  • Aparat przedni: 5 Mpx
  • Sieć: LTE; Dual SIM
  • Łączność: Wi-Fi 802.11 b/g/n/; Bluetooth 4.0
  • Czujniki: Natężenia światła, zbliżeniowy, akcelerometr, kompas, żyroskop, magnetometr
  • Bateria: 2900 mAh
  • System: Android 6.0

Jak widać powyżej, całkiem przyjemne podzespoły zostały zamknięte w ciekawie zaprojektowanej (wszak świecącej) obudowie o wymiarach: 149,50 x 73,90 x 9,20 mm. Całość domykają aluminiowe, zaoblone ramki, w które wkomponowane zostały świecące w ciemności pasy. Prawa krawędź smartfona zagospodarowana jest przez przycisk zasilania oraz głośności, lewa jest czysta, górna skrywa gniazdo słuchawkowe 3,5 mm, a dolna port micro USB.

Na froncie znajdziemy taflę szkła Corning Gorilla Glass 3, a u góry obiektyw przedniej kamery i czujnik zbliżeniowy oraz oświetlenia, a także diodę doświetającą wykonywane fotografie. I tu pierwszy minus – dół Wiko Fever Special Edition jest goły i wesoły, co przy olbrzymich ramkach wpływa na niepotrzebne zwiększenie rozmiaru urządzenia. Nieprzemyślane marnotrawstwo przestrzeni.

Wiko Fever Special Edition tył

Na uwagę zasługują plecki urządzenia, które możemy wybrać sobie przy zakupie – dostępnych jest kilka wzorów, od imitujących szczotkowane aluminium czy drewno, po ciekawe zestawy kolorystyczne. Tak czy inaczej, na pleckach znajdziemy obiektyw aparatu, diodę doświetlającą oraz logo producenta i maskownicę głośnika. Pochwalić należy solidność konstrukcji – ramki trzymają smartfon w ryzach oraz ciekawe wzornictwo, wyróżniające ten model na rynku.

Wiko Fever Special Edition posiada ekran o przkątnej 5,2 cala i rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli. Wyświetlacz wykonany został w technologii IPS, kąty widzenia są bardzo dobre – praktycznie nie zauważamy degradacji kolorów, które są ładnie pastelowe i trochę cukierkowe. Szczegółowość jest na dobrym poziomie, jak to przystało na Full HD na nieco ponad 5-calowym ekranie. Jedyny minus to czernie, które są tu raczej ciemno szare, ale taka już specyfika IPS-ów. Tak czy inaczej – ekran jest naprawdę dobrej jakości.

Świeci w ciemności i całkiem płynnie działa

Producent zdecydował się na implementację w swoim smartfonie kilku autorskich rozwiązań. Są one jednak nieszkodliwe i raczej przyjemne w odbiorze. Zaliczyć do nich możemy osobny pulpit z agregatorem wiadomości i zdarzeń w telefonie – coś, co posiada Samsung, HTC czy LG, przemodelowane ikony, własne odtwarzacze muzyki i wideo czy płaską strukturę menu z opcjonalnym dostępem do wszystkich aplikacji. Zmiany proste, nierażące, a przyjemne.

Wiko Fever Special Edition interfejs

W przypadku urządzeń ze średniej półki szczególną uwagę należy zwrócić na płynność działania. Ot, czasem na drodze oszczędności coś się komuś źle napisze w kosztorysie i obetnie się przez to wydajność. W przypadku Wiko Fever Special Edition nie ma o tym mowy. Procesor MediaTeka wspierany przez 3 GB pamięci RAM wyśmienicie zarządza pracą interfejsu. Telefon praktycznie nie łapie zadyszki i pozwala na sprawne przeskakiwanie między uruchomionymi aplikacjami.

Co do jakości połączeń – nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń, gdyż mikrofon i głośnik dobrze wykonują swoją robotę, przekazując i oddając dźwięk bez zniekształceń. Wiko Fever Special Edition nie gubi zasięgu, nie zawiesza połączeń oraz nie rozłącza się z sieciami Wi-Fi bez wyrażnego powodu. Ot, solidnie i stabilnie.

Czas pracy na baterii, jeden z czynników, które dość mocno wpływają dzisiaj na komfort użytkowania nowoczesnych smartfonów wygląda dość standardowo. Dzień używania to standard, ale bez szczególnej napinki dotrwać możemy do dwóch dni, co podczas testów zdarzyło mi się nie raz i nie dwa. Po prostu, wystarczy ograniczyć nieco YouTube`a ;)

Wiko Fever Special Edition pulpit

Można posłuchać muzyki…

Wiko Fever Special Edition gra całkiem znośnie, co zasługuje na duże brawa. Dźwięk jest dość czysty, nie udziwniany, nie przesterowany w żadną ze stron. Do słuchania muzyki w środkach komunikacji miejskiej lub na weekendowym wypadzie na działkę nadaje się idealnie. Również mały głośnik umieszczony z tyłu obudowy zaskakuje możliwościami i choć detali poszczególnych utworów na nim nie wychwycimy, to do kotleta czy zimnego piwka w hamaku zagra nam jak ta lala.

Zaskakująco łatwy w obsłudze interfejs aparatu

Skoro muzyka, to i filmy – jak wypadają? Cóż, ogląda się je całkiem przyjemnie. Bez szczególnych wodotrysków, ale wyświetlacz daje radę i poza ciemniejszymi scenami, gdzie chcielibyśmy obejrzeć nieco więcej mięsistej czerni, jest nieźle. Do pociągu, tramwaju lub innego autobusu, jak znalazł. Dzięki odpowiednim podzespołom pogramy również w większość gier dostępnych w Google Play, w tym również w te najbardziej wymagające, jak GTA San Andreas czy Need For Speed: Most Wanted, choć czasem sporadyczne klatkowanie.

… można zrobić zdjęcie lub nagrać film

Film w rozdzielczości Full HD

Aparat fotograficzny to jeden z istotniejszych elementów dzisiejszych smartfonów, zatem cieszyć powinien fakt, że ten w Wiko Fever Special Edition jest całkiem, całkiem. Zdjęcia są ostre i szczegółowe, autofocus – jak na tę klasę – nie myśli zbyt długo, działa szybko i precyzyjnie, a i reprodukcja kolorów pozytywnie zaskakuje. Fotografie wykonane w dobrym oświetleniu spokojnie możemy zrzucić sobie na komputer, a nawet zdrukować i machnąć w antyramę. Gorzej sprawa wygląda ze zdjęciami wykonanymi po zmroku – przy znikomym doświetleniu wiele na zdjęciu nie zobaczymy.

Uogólniając nieco… aparat jest całkiem, całkiem

Wiko Fever Special Edition nagrywa filmy w rozdzielczości Full HD i 30 klatkach na sekundę. Jak się prezentują? Poprawnie, standardowo i znośnie. Nie nadaje się on może najlepiej do nagrywania vlogów na YouTube`a, ale filmiki z wakacji czy imprez ze znajomymi nagrywa bardzo przyjemne. Szczegółów jest dość, obraz nie jest szarpany, a doostrzanie autofocusa przebiega bardzo sprawnie. Jak zwykle zatem, jest ze wszech miar dobrze.

Wiko Fever Special Edition przednia kamera

Selfiak więcej niż przyzwoitej jakości

Całkiem fajny telefon

Wiko Fever Special Edition ma wiele plusów. Pamięć RAM, ogólna wydajność, spójność oprogramowania, niezłe wykonanie. Nieźle, jak na niezbyt znanego producenta. Czy są to jednak cechy, które przekonają miłośników urządzeń mobilnych do tego smartfona? Mam nadzieję, że tak, gdyż pod wieloma względami ten francuski telefon przewyższa swoich konkurentów.

smartfon Wiko Fever Special Edition

Wszystko tu jest na naprawdę dobrym poziomie, od wydajności, po pracę systemu i obsługę multimediów. Smartfon jest dość szybki, pracuje płynnie i stabilnie, a do tego wygląda atrakcyjnie i najzwyczajniej w świecie inaczej, w porównaniu do nudnych smartfonów ze średniej półki usiłujących udawać topowe modele. Warto dać Wiko Fever Special Edition szansę, gdyż po dłuższym obcowaniu naprawdę można ten telefon polubić oraz zauważyć jak wiele ma zalet.

PS, Swoją drogą, dziwna sprawa… W teście smartfona, który świeci nie zamieściłem jego zdjęcia po zmroku, tak by pokazać, że faktycznie świeci. I co? I stwierdzam, że to dobrze, bo to znaczy, że wcale nie musi wyróżniać się on fluorescencją. To znaczy, że jest to po prostu dobry, wart rozważenia telefon.

promocja