Przełom lat to zawsze czas podsumowań i wytyczania celów lub perspektyw na kolejne, nadchodzące dwanaście miesięcy. Dlaczego tak się dzieje, że ludzie lubią robić takie drobiazgowe analizy akurat w takim momencie swojego życia – to zagadnienie pozostawimy psychologom. Nasza redakcja postanowiła poddać się temu nurtowi i dorzucić swoją cegiełkę do serii artykułów o tym, czego oczekujemy w roku 2016 i na co mamy szczególną chrapkę. Chcąc wprowadzić pewną różnorodność, współpracownicy WhatNext.pl dostali dowolność w kwestii kategorii mediów, z jakimi wiążą się ich nadzieje. Mogło to więc być wszystko: od filmów, przez seriale, komiksy czy gry komputerowe. A oto rezultaty ich przemyśleń:

  JAROSŁAW PROKOP

Jeśli chodzi o gry, to ciężko mi pisać o oczekiwaniach – zbyt często mi się bowiem zdarza, że kasuję z mojej steamowej listy życzeń tytuły które – w teorii – miały być prawdziwymi bombami, na nowo ustalającymi reguły w branży, lecz nie dorównały szumnym reklamom. Takie puste marketingowe obietnice lubią okazywać się niewiele warte a do naszych rąk ostatecznie trafia kolejna gra przeciętna, nużąca już po kilku godzinach zabawy. W poprzednim roku miałem np. spore nadzieje co do Just Cause 3 lub Batman: Arkham Knight – obie produkcje mocno zawiodły rzesze fanów. W tym roku czekają nas chociażby takie potencjalne hity jak nowy Deus Ex czy też XCom 2 – czy będą warte naszych pieniędzy? Czas pokaże, ja się zbyt wiele razy sparzyłem i wolę dmuchać na zimne. Natomiast jeśli chodzi o filmy, tutaj o wiele łatwiej było mi wybrać. Oto dwie najważniejsze dla mnie pozycje z listy tych na które ostrze sobie zęby w roku 2016:

deadpool1-gallery-image

  • Deadpool

Pełnometrażowy, kinowy Deadpool powstawał w wielkich bólach, tkwiąc w czymś, co w Hollywood zwie się „development hell”, czyli „deweloperskie piekło” – niby produkcja dostawała zielone światło, lecz potem studia wycofywały się ze współpracy, po kilku miesiącach projekt odkopywano i zakopywano ponownie – i tak w kółko, przez kilka lat. Rezultaty takich przepychanek często bywają dość mierne – pamiętamy wszyscy jak kiepskimi produkcjami okazały się tak właśnie przetrzymywane „Aliens vs Predator” czy też „Green Lantern”. Ten ostatni blockbuster ma zresztą trochę wspólnego z obecnym projektem, bo główną rolę zagrał w nim Ryan Reynolds – aktor, który wciela się również w postać Deadpoola (grał go już wcześniej, w X-Men Origins: Wolverine, jest jego wielkim fanem i jak sam wielokrotnie twierdził w wywiadach: „Znam tę postać tak dobrze, że dokładnie wiem jak mam ją zagrać”). Jak głoszą wieści z Fabryki Snów to właśnie dzięki jego (i reżysera Tima Millera) niezłomnej postawie i długotrwałej walce o tego superbohatera, wreszcie mamy szansę ujrzeć go na wielkim ekranie.

Z tego co na razie jesteśmy w stanie zaobserwować na trailerach (np. na TYM lub na TYM), Deadpool nie został potraktowany po macoszemu – jest dokładnie taki jak w komiksach, czyli niestabilny psychicznie, wyszczekany, wciąż rzucający dziwacznymi dowcipami, łamiący „czwartą ścianę”, zwracając się bezpośrednio do widowni i absolutnie zabójczy w konfrontacji ze swoimi wrogami. Jak dla mnie jest to jedna z najciekawszych nadchodzących produkcji Nowego Roku – i miejmy nadzieję, że nie rozczaruje.

dark-matter-cast-group-photo

  • Dark Matter: Sezon 2

Syfy zaskoczyło nas w tamtym roku kilkoma ciekawymi produkcjami telewizyjnymi jak chociażby 12 Małp, czy Killjoys. Jednakże mnie, jako wieloletniego fana(tyka) science fiction spod znaku Gwiezdnych Wojen najbardziej „przypasowała” kanadyjska produkcja Dark Matter. Głównie dlatego, że trafiła do widzów w zasadzie bez żadnych szumnych zapowiedzi, czy niesamowitej promocji medialnej – i nieoczekiwanie okazała się być nad wyraz dobrym serialem SF.

Z pozoru mamy tutaj dość sztampową fabułę, pełną stereotypów – obserwujemy przygody grupy osób tworzącej załogę statku kosmicznego. Oczywiście każdy z protagonistów posiada inną osobowość, charakter i podejście do życia – mamy np. azjatyckiego mistrza sztuk walki, lubującego się w ciężkiej broni rzezimieszka, muskularnego Murzyna, obdarzoną mocami psionicznymi nastolatkę, czy też twardą i władczą kobietę-kapitan. Do tego dostajemy jeszcze powszechną amnezję (bohaterowie budzą się w pilocie serialu z „wyczyszczonymi” umysłami), międzygwiezdną nagonkę (postacie okazują się wyjętymi spod prawa przestępcami) i różnego rodzaju intrygi korporacyjne w świecie wysokiej techniki, stacji kosmicznych, kompleksów przemysłowych i laboratoriów badawczych na obcych planetach. Niby typowa space opera, nic czego nie widzieliśmy wcześniej (jak chociażby w genialnym Firefly), lecz… z każdym kolejnym odcinkiem jest coraz lepiej. Postacie stają się coraz mniej sztampowe, odkrywamy kolejne „drugie dna”, zaś fabuła zwraca się w coraz bardziej nieoczekiwanym kierunku, kończąc potężnym i naprawdę nieoczekiwanym „twistem” w finale pierwszego sezonu. Seria dzięki temu wszystkiemu zyskała sporą popularność, zaś SyFy już rozpoczęło kręcenie dalszych epizodów. Z niecierpliwością czekam na ich emisję.

  ADRIAN PILARCZYK

review

  • Pojedynek bohaterów oraz trójca: Tarantino, Scorsese i Iñárritu

Dla fanów komiksowych starć superbohaterów czy to spod znaku „DC” czy „Marvel” nie było chyba jeszcze lepszego roku niż ten, który właśnie się rozpoczął. Netflix uraczy nas drugim sezonem znakomitego Daredevila, wprowadzając do Marvel Cinematic Universe postać Punishera oraz Elektry, zaś niewiele później powinien pojawić się Luke Cage, z którym zdążyliśmy się już przywitać na łamach „Jessica Jones”. Po drugiej stronie barykady, DC usiłuje na telewizyjnym poletku odpierać ataki za pomocą Legends of Tomorrow, które co prawda wygląda smakowicie, ale celuje w inny, mniej dojrzały, rodzaj konsumenta niż seriale Marvela. Niemniej jednak, to zaledwie przystawki przed daniami głównymi: wspomnianym powyżej Deadpoolem oraz X-Men: Apocalypse (które co prawda budzi u mnie lekki niepokój, ale do tej pory opłacało się ufać Singerowi), reprezentującymi FOX, Batman v Superman oraz Suicide Squad ze strony Warner Bros (naprawdę mocno wierzę, że Affleck przekona do siebie wszystkich malkontentów) oraz przed nowymi przygodami Kapitana Ameryki, który będzie musiał poradzić sobie z Civil War i wprowadzeniem do magicznego świata Doctora Strange’a, który z tego całego zestawienia ciekawi mnie bodaj najbardziej. Nawet osoby wybiórcze w swojej sympatii do komiksowych ekranizacji prawdopodobnie znajdą w tym gronie coś dla siebie, ja natomiast bez wybrzydzania mam zamiar zaliczyć w kinie każdą z tych pozycji. Jedzenie nie jest przecież dla mnie priorytetem.

Nie wiem jednak, czy nie bardziej ciekawi mnie w tym roku kino ambitniejsze, reprezentowane przez uznane już marki w filmowym świecie: Tarantino, Scorsese oraz Iñárritu. The Hateful Eight, a więc filmem tego pierwszego w wielu krajach można się już od kilku dni rozkoszować i wielu fanów korzysta z tego przywileju, co i ja mam zamiar poczynić za około tydzień. Idea westernu z akcją w zimowym świecie niezwykle mnie kręci, a rzut okiem na obsadę i zamysł fabularny daje do zrozumienia, że nie ma sposobu, aby Tarantino w jakikolwiek sposób to zepsuł. Chyba nawet większe zaufanie mam do Martina Scorsese, samodzielnie stanowiącego czołówkę moich filmowych bohaterów, który w swoim nowym filmie „Milczenie Boga” ma zamiar przedstawić historię jezuickich księży, którzy trafili do osiemnastowiecznej Japonii. Nie mam pewności, czy film ten rzeczywiście pojawi się w roku 2016, zwłaszcza biorąc pod uwagę gro projektów, jakich chwyta się Scorsese w ostatnich czasach (biografia Mike’a Tysona i Franka Sinatry, serial Vinyl, nie wspominając o ciągle przewijającym się w mediach The Irishman), cokolwiek jednak mistrz Martin nie opublikowałby w ciągu dwunastu najbliższych miesięcy, będę tym usatysfakcjonowany. Spotkanie z Iñárritu z kolei szykuje się na artystyczną ucztę dla oczu, bo jego Zjawa, dająca kolejną (którą już?) szansę Leonardo DiCaprio na zdobycie Oskara, będzie prawdopodobnie jednym z najpiękniej nakręconych filmów w historii. Mam nadzieję na to, że historia będzie równie fascynująca co przedstawiane krajobrazy, bo jeśli tak, miałbym faworyta do filmu roku.

Preacher-AMC-Series-2016-Premiere-Poster

  • Preacher

Liznąłem temat ekranizacji komiksowych dzieł powyżej, celowo nie wspominając o Preacherze, który pomimo tego, że nie zalicza się do „superbohaterskiego” kanonu, wciąż jest dziełem DC, zmierzającym na mały ekran. Zdecydowałem się na to z tego względu, że ma on dla mnie szczególnie znaczenie, gwarantujące mu więcej niż raptem kilka ogólnych słów – Kaznodzieja był bowiem jednym z pierwszych komiksów, na których przeczytanie się zdecydowałem i obcowanie z nim wspominam niezwykle ciepło. Niepokojąca opowieść o Jesse’m Custerze – księdzu z problemami z alkoholem oraz przemocą, postanawiającym wyruszyć w świat na poszukiwania Boga, który zbiegł z niebios – ma ogromny potencjał telewizyjny, ale tylko przy odpowiedniej realizacji. Preacher jest dziełem niezwykle brutalnym i w związku z tym często wspomina się całą listę gigantów, którzy z tego powodu odrzucili pomysł na filmową realizację tego komiksu. Nie ma w tym nic dziwnego, bo księżulek i jego towarzystwo z wampirem Cassidy’m oraz dziarską dziewczyną o imieniu Tulip na czele potrafią narobić niezłego bałaganu. Mam jednak nadzieję, że skoro AMC zdecydowało się na uniesienie na swoich barkach tego ciężaru, nie zmniejszą sobie tej wagi poprzez „ugrzecznianie” niektórych scen. Gwarantuję, że taki zabieg poskutkowałby zakończeniem przygody Preachera na ekranach telewizorów po jednym sezonie, bo żaden fan by tego nie chciał oglądać.

Chasmfiend

  • „Oathbringer” (trzecia książka z „Archiwum Burzowego Światła”) – Brandon Sanderson

Kiedy już myślałem, że powoli wydostaję się ze szponów zagranicznej fantastyki, natrafiłem na opasły tom pierwszego epizodu sagi „Archiwum Burzowego Światła”, budowanej przez literackiego stachanowca (serio, spójrzcie na rozmiar i liczbę publikowanych przez niego książek w skali roku) – Brandona Sandersona. Tysiąc-stronicową książkę „Droga królów” wciągnąłem w raptem kilka dni, narkotyzując się w momentach zmęczenia ilościami kawy, które zniósłby jedynie Dave Grohl, a kiedy dotarł do mnie drugi tom – „Słowa światłości”, proces powtórzył się. Sanderson w swojej twórczości jest jak towarzystwo w ortalionach z maczetami na krakowskich przedmieściach: po obcowaniu z nim budzisz się z bólem głowy, straconym poczuciem czasu, łzami w oczach i tajemniczo znikającymi pieniędzmi (na kolejne książki tego autora). Przewiduję gruntowną zmianę priorytetów w swoim życiu, kiedy tylko pojawi się trzecia księga jednej z moich ulubionych sag – Oathbringer (choć to ponoć tytuł roboczy), a w której w dalszym ciągu mają być poruszane dzieje targanymi konfliktami świata Rosharu (jak typowo to brzmi, prawda?), skupiając się, jak to w zwyczaju Sandersona bywa, na kolejnej z głównych postaci. Mnogość jasno spinających się w całość perspektyw, odkrywczy system magii, różniące się od siebie królestwa, frakcje i fascynujący bohaterowie były powodem, przez który uznałem dwa poprzednie tomy za absolutny szczyt fantastyki i wątpię, by tak sprawdzony autor miał nawalić w przypadku trzeciego tomu. Oby tylko tom ukazał się do końca roku (takie są plotki).

tarkov-3

  • Escape from Tarkov

„Niebezpieczny świat, w którym największym zagrożeniem będzie dla Ciebie drugi gracz” – to zdanie do swojego opisu dorzuca teraz co druga gra sieciowa, bazując na sukcesie (konsekwentnie zamienianym obecnie w porażkę) DayZ i jej pochodnych, ale Escape from Tarkov jest bodaj pierwszą, która niezwykle mnie zainteresowała. Od twórców z Petersburga dostajemy dosyć typową surowość świata Europy Środkowo-Wschodniej, tak dobrze nam znanej, ale połączoną z fanatycznym niemal realizmem broni palnej, naciskiem na pracę grupową, systemem reputacji i rozbudowanym ekwipunkiem. Naszym celem jest zwyczajne przeżycie z uszczknięciem dla siebie jak najkorzystniejszej ilości zasobów, które będą nam potrzebne do egzystencji  (i nie mam tu na myśli ładowania prostego paska zdrowia, bo będziemy musieli zadbać o przeróżne inne potrzeby naszej postaci). Ciepło na sercu robi mi się, gdy pomyślę o ciekawym mechanizmie zbierania doświadczenia, w którym różne wskaźniki zapełniają się w zależności od podejmowanych przez nas akcji, a także o stronie fabularnej, która w przypadku tego typu tytułów jest raczej rzadka, a w Escape from Tarkov ma być niezwykle istotnym elementem. Dzięki technologii, o której większość z nas usłyszała za sprawą polskiego Get Even, a więc skanowania otoczenia, gra naszego rosyjskiego sąsiada ma zachwycać fotorealistyczną grafiką. I choć mógłbym wymienić tu inne tytuły, co do których mam znacznie więcej zaufania, liczę, że to właśnie Escape from Tarkov zaskoczy wszystkich i zdominuje rynek survivalowych strzelanek MMO na jakiś (oby jak najdłuższy) czas.

  TOMASZ BAZYLEWICZ

Jeszcze nie udało mi się ogarnąć wszystkiego, co miał do zaoferowania rok 2015 w kwestii szeroko pojętej kultury popularnej, a już przyszło mi na łamach WhatNext, wraz z innymi portalowymi kolegami, uzewnętrznić się, na co czekam w obecnym 2016 roku. Zadziwiająco moja lista życzeń względem najbliższych dwunastu miesięcy jest niewielka, albowiem większość dokonanych już zapowiedzi jawi się w moich oczach, jako skrajnie wtórne, zaś natężenie premier wszelkiej maści ponownie przytłacza, powodując dalece idące zobojętnienie – przecież i tak w nie wszystko zagram/obejrzę/przeczytam.

bthe_breaker_v5_078_079

  • Komiksy

Ale po kolei. Z całą pewnością dalej będę przyglądać się polskiej jak i zagranicznej scenie komiksowej. Koniecznie muszę nadgonić kilka premier zeszłorocznych, natomiast już w lutym na półki księgarń powędruje kontynuacja manhwy The Breaker, publikowanej z ramienia poznańskiego wydawnictwa Yumegari. Nowy sezon, w liczbie dwudziestu tomów, o nazwie New Waves kontynuuje wątki podjęte w pierwowzorze, natomiast, jeśli ciekawi was dokładny rys fabularny tego komiksu, to polecam zajrzeć do naszej recenzji. Obojętnie nie mogę także przejść obok ramówki Egmotu, planującego wydać kilka nowości sygnowanych logiem DC Comics. Plotki mówią, że jedną z pozycji ma być Suicide Squad, pozostaje zatem czekać cierpliwie.
Pozostając w klimatach komiksowych, jak pewnie zauważyliście, co miesiąc będzie mieć premiera kolejnych produkcji filmowych czerpiących inspirację w twórczości Marvela lub DC. W zwiastunach apetycznie zapowiada się Suicide Squad oraz Deadpool, ale z okrzykami entuzjazmu wolę się wstrzymać. Całkowicie nie ruszył mnie trailer Kapitana Ameryki, zaś Batman v Superman początkowo dający nadzieję na solidne kino został dosłownie sponiewierany przez własną zapowiedź – drugi trailer odsłania wszystkie karty filmu, jest słaby, wyprany z klimatu, tworząc wrażenie, że będzie to kolejna produkcja, której esencję da się skompresować w symboliczne trzy minuty.

22150911191_2d85708a71_o

  • Gry

Gry? Doświadczenie nauczyło mnie, że tu najlepiej nie mieć żadnych oczekiwań, szczególnie względem przereklamowanych pozycji z gatunku AAA. Zresztą nieważne, co się ukaże, nic nie przebije Wiedźmina 3. Właścicielem PS4, jaki Wii U nie jestem, toteż zupełnie mnie nie interesuje co się dzieje na tych platformach. Ponadto wrzawa wokół PS VR oraz nowej konsoli Nintendo jest stanowczo zbyt męcząca, dlatego tematu nawet nie ruszam. Może ogram Halo 5, na pewno nowego Need for Speed czekającego na drugi darmowy dodatek, obok przygód Lary Croft nie mogę przejść obojętnie i nieważne czy mówimy o wersji PC, X360 czy Xbox One. Natomiast premiery tegoroczne całkowicie do mnie nie przemawiają – to pewnie przejaw zmęczenia branżą, której trudno już zaskoczyć doświadczonego wyjadacza.

  KAROL KRAJEWSKI

Rok 2015 za nami, przyszła pora na 2016 i idące razem z nim nadzieje na lepszą, gamingową przyszłość. Ciężko mi jednoznacznie określić co dobrego niesie ze sobą te 366 dni, oprócz oczywiście masy świetnych gier wideo, z których większość z przyjemnością ukończę. Jednak mowa nie będzie tu głównie o tytułach, na jakie czekam w tym roku, a raczej skupię się na spekulacjach względem tego jak branża może się rozwijać. W końcu każdy może pobawić się w prognozy czy domyślenia!

final-fantasy-xv-1

  • Japonia w natarciu

2016 niesie ze sobą przede wszystkim sporo gier pochodzących z rynku japońskiego i nie mam tu oczywiście na myśli jakichś śmiesznych visual noveli. To rok powrotu potężnych marek, z którymi reszta świata w dzisiejszych czasach się liczy. Moja uwaga przede wszystkim skierowana jest w stronę Final Fantasy XV, które – jak potwierdziło już Square Enix – na pewno zagości w 2016 w naszych czytnikach. To główny hit na jakim skupia się teraz japońska firma, choć jest cień szansy na to, że obok tej gry ukaże się również pierwszy epizod remake’u Final Fantasy VII oraz Kingdom Hearts III. Oby Square ich nie spieprzyło, bo są to wyczekiwane przeze mnie od dawna kontynuacje, a pełnoprawny remake FF VII to prawdziwy, mokry sen dużej części graczy. To chyba dobra pora, żeby kupić sobie wreszcie konsolę…

Pamiętajmy jednak, że Japonia samym Square Enix nie stoi i oprócz tytułów wypuszczanych przez tego wydawcę, będziemy mieli do czynienia z innymi grami godnymi uwagi. Oprócz wspomnianych już tytułów możemy liczyć przede wszystkim na Dark Souls III, które miało już swoje multiplayerowe beta-testy i samo w sobie zapowiada się naprawdę obiecująco. Poza tym warto obserwować też Personę 5. Choć nie wiemy o tym tytule aż tak dużo, to sama podseria Shin Megami Tensei póki co nie zaprezentowała się jeszcze ze słabszej strony, a „piątka” może być jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą odsłoną cyklu. No i na koniec zostaje jeszcze The Last Guardian – tytuł legenda będący w produkcji przez blisko 9 lat. Oby sprostał hype’owi, o ile uda mu się ukazać jeszcze w tym roku.

  • Pobudka Nintendo

2015 nie był dla Nintendo dobrym rokiem i trzeba to przyznać. Xbox One i PS4 już dawno przegoniły sprzedaż WiiU, które miało swoją premierę jeszcze jakiś czas przed obiema tymi konsolami. Jedynym produktem ratującym teraz Wielkie N jest teraz 3DS, będący cały czas przy wsparciu sprzęt (w przeciwieństwie do umierającego PS Vita), jaki doczeka się wkrótce kilku ciekawych premier (chociażby Fire Emblem Fates lub Bravely Second). Jednakże rosnąca popularność casualowych produkcji mobilnych, powoli wypiera rynek przenośnych konsolek. Poza tym Nintendo wszystkie swoje ważniejsze exclusive’y przesunęło na rok 2016, pozostawiając graczom kilka średniaków, takich jak Devil’s Third, po czym zamknęło 2015 świetnym Xenoblade Chronicles X. Nic ciekawego zatem w tym obozie się nie działo.

Nadzieją Wielkiego N na lepszy start w 2016 są dwa elementy – nowy sprzęt o kryptonimie NX oraz współpraca ze studiem produkującym gry mobilne – DeNA. Ta pierwsza wiadomość nie jest jeszcze pewna, bo sami do końca nie wiemy, czy mamy do czynienia z konsolą stacjonarną i czy trafi ona na rynek jeszcze w tym roku. Myślę jednak, że celem NX może być zastąpienie WiiU, które, bądźmy szczerzy, okazało się finansową klapą. Czy będzie ona rewolucją? Szczerze wątpię, Nintendo będzie wolało raczej rozegrać to wszystko rozsądniej, żeby wygrzebać się z dołka, w którym firma obecnie się znajduje. Dlatego też Japończycy będą musieli dogonić niektóre trendy i otworzyć się nieco na zewnętrznych deweloperów. Co się zaś tyczy DeNA – nie ma co oczekiwać nagle przeniesienia Zeldy czy Mario na iPhone’y oraz telefony z systemem Android. Myślę, że jest to ruch czysto strategiczny, bowiem granie mobilne w Japonii jest teraz ostatnim krzykiem mody, wypierającym przestarzałe konsolki przenośne. Produkcje wydawane z myślą o smartfonach czy tabletach lepiej po prostu sprawdzają się w metrze jako zapychacz czasu (a tam sporą część dnia spędzają Japończycy), a i z punktu widzenia czysto finansowego są tańsze w tworzeniu. Zobaczymy jak ta współpraca zaowocuje przy okazji najbliższych miesięcy.

hitman-5--ss-1

  • Powrót znanych marek

Jak sprawa wygląda na zachodzie? Rok 2016 to przede wszystkim powrót znanych marek, albo w postaci sequeli, albo nagłych restartów. Mass Effect: Andromeda, Uncharted 4, Mafia III, Deus Ex: Mankind Divided, Dishonored 2, Homefront: The Revolution, Hitman, nowy Torment… wymieniać można by jeszcze dłużej. Jednak gdyby tak nakreślić listę większych premier, to oprócz Kingdom Come: Deliverance, No Man’s Sky, Overwatch, For Honor, Quantum Break czy Detroit: Become Human nie znajdziemy czegoś nowego. Czy to dobrze? Ciężko powiedzieć. Gracze lubią sprawdzone serie od sprawdzonych firm, jednak ślepa wiara w nie może okazać się zgubna. 2015 był w końcu dowodem na to, że nasze oczekiwania mogą mijać się z rzeczywistością, co pokazał Star Wars: Battlefront, Fallout 4 czy przede wszystkim Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Choć rok 2016 może być wreszcie idealną okazją do zagrania w takie Mirror’s Edge: Catalyst, to radzę zachować pewien dystans, w szczególności do marketingowych obiecanek. Nigdy nie wiadomo, kiedy długo wyczekiwany tytuł może okazać się niewypałem.

  • Dalszy rozwój wirtualnej rzeczywistości

VR to młoda technologia, ale cały czas prężnie się rozwija i częściej zaczynamy widywać jej coraz to ciekawsze dema… niestety, tylko dema. Łatwo jest bowiem przygotować zapierający dech w piersiach pięciominutowy rollercoaster emocji, który przekona potencjalnego konsumenta do zakupu takiego Oculus Rift. Jednak brakuje póki co pełnoprawnych gier z porządną zawartością. Myślę, że 2016 będzie dobrą okazją do wypuszczenia kilku fajnych „indyków” z wykorzystaniem tej technologii. Kto wie? Może jakieś ukryte, nieznane studio ma już niemalże gotowy kod na niesamowitą przygodę w VR? To najlepsza pora na to, żeby się o tym przekonać.

comics-games-dlc-610447

  • Powrót starych, nowych nawyków branży

Nie jestem wielkim fanem DLC czy mikropłatności w produkcjach z półki AAA, tworzenia tanich i na szybko robionych remasterów, bądź upiększonych edycji gier z poprzednich generacji, a wypuszczaniem niepełnych gier, pod względem chociażby zawartości, wprost gardzę. Jestem jednak świadomy tego, że branża będzie takie zagrania cały czas stosować, o czym świadczą przede wszystkim liczby. Zbiorcze wydania poszczególnych serii czy dodatkowe „nadruki” na bronie sprzedają się wprost fenomenalnie, stąd podejrzewam też nie tyle co zalew, ale sporą ilość tego typu zagrań właśnie w 2016. Jako gracze sami się na to godzimy portfelami i musimy to zaakceptować, albo spróbować to zwalczyć.

Moje najbardziej wyczekiwane gry 2016

Nie traktujcie tego zestawienia jako TOP 5, bo na wszystkie wymienione tu gry czekam w takim samym stopniu, także niech będzie to zatem coś w stylu luźnej „wyliczanki”.

#1 – Final Fantasy XV

Czego potrzeba więcej do szczęścia jak nie pełnoprawnej odsłony Finala? „Piętnastka” choć może odpychać nieco pod względem stylizacji bohaterów czy ogólnego klimatu „podróży luzackich chłopaków z boysbandu”, to pokładam w tej odsłonie pewne nadzieje. Final Fantasy XIII był po prostu dobrą grą, ale po marce tego typu oczekiwałbym czegoś więcej. Ludzie w Square Enix powinni wiedzieć, gdzie ostatnio popełnili błąd, dlatego też liczę na ich umiejętność wyciągania z nich wniosków. Ta produkcja prezentuje się po prostu cudnie, a system walki wygląda bardzo dynamicznie. Oby fabuła, postacie i dialogi dopisały – to jedyna moja obawa. Reszty jestem w dużej części pewien.

20150410103105

#2 – Deus Ex: Mankind Divided

Human Revolution było grą według mnie genialną, choć zubożałą na dłuższą metę pod względem rozgrywki. Walki z bossami potrafiły zaboleć, bo strzelanie było nieciekawe zrealizowane (a opcji ich ubicia w inny sposób nie było). Dodatkowo „korytarzowość” lokacji nie współgrała z nieliniową fabułą i cudownym, cyberpunkowym klimatem. Widziałem trochę materiałów z rozgrywki z Mankind Divided i widzę, że jego twórcy dokładnie wiedzą, w których miejscach poprzednik był najgorszy, dlatego postęp w naprawie potknięć jest bardzo widoczny. Jeśli Eidos faktycznie poprawi niektóre części rozgrywki, a przy okazji wymyśli równie wciągającą historię, to nie wiem, czy trzeba mi czegoś więcej.

#3 – Dark Souls III

Kocham produkcje From Software. Kocham Dark Souls. Część drugą przeszedłem wielokrotnie, pierwowzór jedynie parę razy (biję się przez to w pierś). Śledzę na bieżąco to, co dzieje się wokół trzeciej już odsłony i póki co pozostaję spokojny. To będzie po prostu więcej tego samego, z lekko podrasowanym systemem walki, ciekawszymi bossami oraz (prawdopodobnie) historią kończącą całą trylogię. Tylko tego oczekuję i tylko tego chcę.

MEC_Homepage_Video_Desktop_v3

#4 – Mirror’s Edge: Catalyst

W pierwszym Mirror’s Edge zakochałem się z automatu i na kontynuację czekałem naprawdę długo, ale ta nie ukazała się z racji słabej sprzedaży… przynajmniej do teraz. Marka zalicza mały restart, a ja po kilku materiałach pragnę znowu pobiegać sobie po dachach futurystycznego miasta. Jakieś obawy? Wydaje to EA, stąd boję się dziwnych zagrań w postaci dużej ilości wyciętej zawartości, dodanej potem w postaci DLC. Poza tym nie chcę też, żeby przygoda z Faith kończyła się tak szybko jak poprzedniczka, bo parkour był na tyle dobrze zrealizowany, że w czasie gry się zwyczajnie nie nudził. Jeśli uda się twórcom poprawić te błędy i okrasić to dobrą fabułą to myślę, że mamy murowany hit.

#5 – Dishonored 2

Pierwszy Dishonored był grą świetną pod każdym względem. Nad sequelem pracuje praktycznie ta sama ekipa co przy pierwowzorze, a stylistyka nowego miasta bardzo mi pasuje, stąd nie martwię się o jakość tejże produkcji. To będzie coś większego i wierzę w to, że Arkane Studios o to zadba!

To by było na tyle, jeśli chodzi o rok 2016 i wchodzę w niego z ogromną ilością pewności. To zdecydowanie będą dobre dni dla graczy. 2015 zawiódł mnie po tym, jak większość większych premier okazało się być po prostu „dobre”, choć Wiedźmin 3 jako jedyny dorównał swojemu hype’owi. Oby w 2016 było odwrotnie czego oczywiście życzę sobie i Wam wszystkim!

  MICHAŁ ANDRUSZKIEWICZ:

nws_uncharted4

  • Uncharted 4: Kres Złodzieja

Moją pierwsza nadzieją tego roku i jedną z dwóch gier na jakie najbardziej czekam, jest Uncharted 4: Kres Złodzieja. Przyznam się, że z przygodami Nathana zapoznałem się dopiero miesiąc temu – po napisanej pracy inżynierskiej zrobiłem sobie prezent w postaci kolekcji przygód Nathana Drake’a. Gry były świetne i nakręciły mnie na najnowszą odsłonę. Przygoda ma mieć miejsce po paru latach od wydarzeń zaprezentowanych w trzeciej części. Nathan prowadzi spokojne, życie aż tu zjawia się jego brat z prośbą o pomoc w odszukaniu skarbu Henry’ego Avery. Fabuła prezentuje się prosto, ale gra nie ma być tak liniowa jak jej poprzedniczki. Ma być wiele ścieżek, wiele dróg pozwalających na ominięcie przeciwników czy znalezienie skarbów. Na zaprezentowanych materiałach zachwyca też grafika oraz inteligencja i reakcje przeciwników. Niestety, nie zdążyłem zagrać w betę multiplayera, natomiast z filmików które widziałem wynika, że także on zapewni mi dużo godzin rozrywki. Rok 2015 pod względem exclusivów na PS4 wypadł fatalnie (Bloodborn to nie moje klimaty, a The Order 1886 to porażka) i właśnie dlatego liczę na U4 – XONE miał swoją Larę a ja liczę na Drake’a, który ją zniszczy.

large

  • Outlast 2

Kolejna gra to Outlast 2, o którym praktycznie nic nie wiadomo, natomiast zaprezentowany teaser wystarczył, żebym kupował ją w pre-orderze. W Outlast’a 1 nigdy nie zagrałem sam, nigdy też w pełni na trzeźwo. Jak dla mnie gra pod względem fabuły i poziomu straszenia gracza była mistrzowska. Niejednokrotnie z przyjacielem przerywaliśmy grę żeby odpocząć od emocji. Outlast 2 ma jednak nie kontynuować wydarzeń z 1. Ma to być nowa lokacja z nowymi bohaterowie. Gra ma jednakże polegać na tym samym co pierwsza część – skradanie i ucieczka. I w sumie to tyle co wiadomo na jej temat. Polecam też obejrzeć ten teaser.

outcast

  • Outcast

Seriali nowych staram się nie zaczynać, gdyż za dużo czasu mi na nie zlatuje a już sporo ich oglądam na bieżąco. W tym roku jest jednak jedna pozycja, na którą czekam z wytęsknieniem – Outcast. Dobrych filmów i seriali o opętaniu jest tragicznie mało. W sumie to seriali dobrych nawet nie znam. W Outcascie liczę na strach, niepokój i wyczekiwanie w niecierpliwości na kolejny odcinek. Brak podobnej tematyki sprawia, że serial może się łatwo wybić i zdobyć serca widzów. Fabuła wydaje się być ciekawa – młody facet walczy z opętującymi go od dziecka siłami zła. Całość oparta jest na komiksie Roberta Kirkmana i Paula Azaceta. Pytanie tylko na ile nie będzie to tandetne straszenie jump scary’ami a coś inteligentnego, wywołującego strach i niepokój.

screen-shot-2015-11-04-at-11-29-11-am

  • Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Z filmów to w sumie czekam jedynie na „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Świat Harrego Pottera zawsze mnie fascynował, do tej pory nie pogodziłem się z myślą, że nie będzie dalszych książek o życiu tego czarodzieja. „Fantastyczne zwierzęta” będą więc dla mnie częściowym powrotem do tego uniwersum. Przyznam się, że książki nie czytałem więc totalnie nie mam pojęcia co się w filmie będzie działo. Ale to dobrze, bo mogę zostać mile zaskoczony. Zaprezentowany zwiastun tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że obecność na premierze będzie obowiązkowa.

Podsumowanie

Zaprezentowane powyżej przez nas produkcje oczywiście nie zamykają dłuuuuuuugiej listy oczekiwań. Są to bardziej propozycje, przykłady najciekawszych – według nas – tytułów z którymi przyjdzie nam wszystkim „zmierzyć się” w roku 2016. Czy zawiodą? Czy okażą się godne pokładanych w nich nadziei? Cóż, pozostaje nam jedynie cierpliwie na nie poczekać. Miejmy nadzieję, że spotka nas jak najmniej rozczarowań, tak w mediach jak i w naszym prywatnym życiu. Tego właśnie życzymy sobie oraz – przede wszystkim – Szanownym Czytelnikom Whatnext. Szczęśliwego Nowego Roku!

promocja