Znakomite światowe kino i muzyka. Uznani oraz młodzi twórcy, przedstawiciele zawodów związanych z branżą filmową i muzyczną, masa pokazów jak również warsztatów – w takim właśnie skrócie można opisać miniony poznański festiwal Transatlantyk.

Tego lata ruszyła piąta edycja festiwalu filmowego Transatlantyk, będącego artystyczną platformą budującą poprzez obraz i dźwięk jeszcze mocniejsze związki między społeczeństwem i sztuką tudzież środowiskami artystycznymi. To jednak nie wszystko. Jak sami organizatorzy podkreślają opisywane wydarzenie ma charakter otwarty, odważny, ale ponad wszystko „glokalny”. Glokalny to dość dziwaczne określenie, na pierwszy rzut oka nie mówiące nic, ale oznacza mniej więcej tyle, iż poruszamy się w przestrzeni kultury globalnej, sięgając jednocześnie do lokalnych zażyłości w sferze sztuki, wynosząc je do poziomu egalitarnego pokazując szerokiej międzynarodowej publice. Pomysłodawcą festiwalu jest laureat Oskara – Jan A.P. Kaczmarek, którego to chociażby gracze powinni kojarzyć m.in. z nieszczęsnym Dark Stork Studios, zaś osoby obyte filmowo z szeroką listą utworów wzbogacających niejeden obraz.

Wydarzeniu przyświecały dwie zasadnicze idee – Edukacja i Inspiracja. Jest to odpowiedź na potrzebę przepływu wiedzy i umiejętności z zakresu tak muzyki jak i filmu w międzynarodowym otoczeniu. Jak nietrudno się domyślić takie podejście znajdzie szczególną aprobatę u osób związanych lub aspirujących do środowiska filmowego, celem nauczenia się czegoś nowego. Dla szerszej gawiedzi, chcącej zwyczajnie obejrzeć film pozostaje jeszcze wspomniana Inspiracja, albowiem Transatlantyk to miejsce dyskusji, a przynajmniej takową umożliwia po odbytym seansie na tematy związane z tym, co akurat mieliśmy okazję zobaczyć.

Odkładając jednak na bok broszurowe sformułowania, skrzętnie tkane przez specjalistów od marketingu i wizerunku, warto a nawet należy odpowiedzieć na fundamentalne pytanie, mianowicie czy Transatlantyk podobał się i czy jest wart ponownego odwiedzenia w przyszłym roku? Moja odpowiedź jest jak najbardziej pozytywna, dlatego będę zachęcać każdego by poświęcił trochę czasu Transatlantykowi.

transatlantyk_2015 02

Należy jednak tą myśl rozwinąć, co jak mam nadzieję przedłożę w miarę przejrzyście w następnych kilku akapitach. Będąc nad wyraz dobitnym można stwierdzić, iż Transatlantyk warto odwiedzić z względu na okres wakacyjny, sprzyjający dużej ilości wolnego czasu, rozleniwieniu lub ewentualnie braku sensownej alternatywy. Jednak w trakcie trwania festiwalu Polskę, a w tym także stolicę Wielkopolski, nawiedziły niemiłosierne upały, dlatego wydaje się, że argumenty przemawiające za uczestnictwem w postaci pustego grafiku są niewystarczające. Temperatury, od których dosłownie człowiek się topi skutecznie zniechęcały do jakiejkolwiek aktywności, ale ostatecznie udało mi się znaleźć chęć poobcowania z Transatlantykiem. Dlaczego?

Za główny motywator można uznać filmy – przekrój bogaty pod względem gatunku oraz rocznika. W tegorocznej edycji mieliśmy okazję np. zobaczyć obrazy z lat 50. tudzież 60., perełki lat 90. jak i filmy z ostatnich kilku lat, zarówno wysokobudżetowe produkcje oraz szeroko pojęte kino klasy B. Wiele z obrazów zaprezentowanych na festiwalu nie trafiło nigdy do najpopularniejszych polskich kin. Ponadto ewentualny argument „po co płacić, ściągnę z torrenta” nie zniechęcił mnie, bowiem podobnie jak z muzyką gdzie tradycyjny krążek jest lepszy od poczciwej mp3’jki, tak seans w kinie to zupełnie inny poziom obcowania z filmem. Tylko wielki ekran i nagłośnienie godne sceny estradowej pozwoli w pełni docenić wkład wniesiony w produkcję filmu, nawet jeśli jest to dokument, od którego festiwal nie stronił. Przykładowo znakomitym posunięciem w kwestii efektów specjalnych było pokazanie dwóch klasyków – pierwszego Matrixa oraz Piaty Element. Są to produkcje na tyle dobre, wręcz kanoniczne, że nieważne ile razy je widzieliśmy zawsze z chęcią przysiądziemy ten jeszcze jeden raz.

Seanse odbywające się w Multikinie (filmy wyświetlano jeszcze w Kinie Pałacowym, Rialto i Muza) kończyły obowiązkowe dyskusje z ekspertami w dziedzinie poruszanej przez wcześniej wyświetlony film lub osobami związanymi z branżą rozrywkową. Jak to czasem bywa, aby nawiązać sensowny dialog potrzebna jest i energiczna publika tudzież sprawnie manipulujący audiencją prowadzący, z czym w obu przypadkach bywało różnie, ale przeważnie spotkania wypadały na plus. Zdarzały się czasem nawet komiczne sytuacje, gdzie np. po seansie Nightcrawler siedzący obok mnie Niemiec nieznający słowa po polsku zadał pytanie do gościa w słusznej angielszczyźnie, co zostało przetłumaczone na polszczyznę, ale po jakże długim wywodzie specjalisty odpowiedź nie została już przeniesiona na wspomniany między narodowy język. Prowadzący kontynuował dyskusję dalej, co wywołało lekkie zdziwienie zgromadzonej publiki, a tym bardziej zagranicznego widza. Mam nadzieję, że takie kwiatki zostaną sprostowane, i nie zdarzą się już w przyszłości.

transatlantyk_2015 01

Dla każdego coś miłego. Prócz wspomnianych paneli dyskusyjnych i spotkań mamy możliwość uczestniczenia w warsztatach oraz tzw. master classes, czyli zajęcia dla osób kształcących się na kierunkach artystycznych, personelu technicznego oraz młodych twórców z potwierdzonym dorobkiem, celem szlifowania warsztatu. W tym roku zajęcia aktorskie odbywały się pod okiem Joe Pantoliano, którego powinniście kojarzyć choćby z Rodziny Soprano, Matrixa, czy nieśmiertelnych Bad Boys.

Bez zbędnego przedłużania pora podsumować, co ważniejsze wnioski. Na festiwal odbywający się w dniach 7-14 lipca zawitałem z chęcią, i wcale nie żałuję poświęconego czasu. Wydarzenie zostało tak sprytnie uknute, że nawet, jeśli w tym czasie pracujemy duża większość seansów i paneli odbywa się w godzinach popołudniowych oraz wieczornych, zaś, co poniektóre filmy są powtarzane. Możecie nawet w ramach festiwalowej aktywności, po uprzednim zgłoszeniu, umówić się z gościem (aktorem, piosenkarzem, producentem) na pogawędkę przy kawie w Centrum Kultury Zamek. Pomysł uważam za przedni. A jeśli latem przerażają Was zamknięte budynki, co noc w innym miejscu, czekało obwoźne kino ufundowane przez Škodę.

Nieważne czy preferujecie horror, sensację, komedię, dokument, a może konstruktywną aktywność spod znaku warsztatów – każdy znajdzie coś ciekawego w Transatlantyku. Dlatego mam także cichą nadzieję, iż pogłoski o przeprowadzce festiwalu do Łodzi nie zmienią się w fakt dokonany, albowiem byłaby to ogromna strata dla życia kulturalnego Poznania.

promocja