Intel Extreme Masters to impreza, która od 2013 roku przybywa także do Polski, a dokładniej do katowickiego Spodka. Edycja z 2017 roku jest zatem czwartą z rzędu… i moją pierwszą w życiu, bo jak do tej pory nie dane było mi zawitać na Śląsku, by oglądać zmagania zawodowych graczy. Na moje szczęście lub też nieszczęście, tym razem event podzielony został na dwie części, które działy się kolejno tydzień po tygodniu. Fani League of Legends mogli bawić się 25-26 lutego, zaś wszyscy miłośnicy Counter Strike: Global Offensive oraz StarCraft II przybyli do Spodka 3 marca i żegnali się z nim 5 marca. Mi dane było oglądać zmagania podczas drugiej wymienionej części IEM – tej „csowej”. Wrażenia? To po prostu niesamowite doświadczenie.

Można powiedzieć, że jestem fanem e-sportu, choć raczej określenie „zatwardziały” byłoby tu mocno nie na miejscu . Jeśli dowiaduję się, że jest transmisja jakiegoś turnieju z Counter-Strike: Global Offensive, to takową staram się w miarę możliwości oglądać. Śledzę też wyniki niektórych lig CS-a, albo okazyjnie zdarzy mi się obejrzeć jakiś mecz. Podobnie jest też zresztą z League of Legends. Kiedyś seanse z LCS czy LCK były przeze mnie dokładnie analizowane, albo stanowiły pretekst do spotkania przy piwie ze znajomymi. Oczywiście z racji braku wolnych chwil, moje rozeznanie w e-sporcie podupadło, ale można powiedzieć, że w tym temacie nie jestem kompletnym laikiem. Także, gdy otrzymałem okazję, żeby pojechać na Intel Extreme Masters z Intelem… cóż, nie mogłem odmówić.

Nie tylko e-sportem IEM żyje

Intel Extreme Masters to jednak nie tylko oglądanie „chłopaczków przy komputerach”, ale też i swojego rodzaju małe targi. Od jakiegoś czasu IEM zajmuje też cały obszar w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, gdzie sporo firm wystawia swoje stoiska, wypchane po brzegi najnowszym sprzętem czy gadżetami. Znalazło się miejsce dla takich marek jak HyperX, Razer, Roccat, Alienware, MSI, Kinguin, Blizzard, Steelseries… i lista ta nie powinna się w tym miejscu zamknąć, bo wystawców było więcej, ale moja pamięć nie jest w stanie ich sobie przywołać. Trzeba jednak przyznać, że praktycznie wszystkie budki wyglądały bardzo atrakcyjnie i przyciągały wzrok, a także tłumy fanów. Jednakże poruszanie się między stoiskami było bardzo niekomfortowe, a dojście do niektórych urządzeń wymagało stania w kolejce przez naprawdę długi czas. Oczywiście nie ma co tutaj obarczać winą organizatorów, bo głównym powodem takiego zamieszania byli wygłodniali miłośnicy technologii (głównie młodsi). Każda pokazująca się na Intel Extreme Masters firma, zachęcała do wspólnego skandowania czy zabawy, rozrzucała gadżety lub mniejsze urządzenia, a też niektóre z nich zaprosiły na swoje stanowiska co popularniejsze osobistości (np. youtuberów), stąd spore tłumy były w pewnym sensie uzasadnione.

Osobiście na stanowiskach spędziłem niewiele czasu, bo z większością znajdującego się tam sprzętu byłem już zapoznany, albo nie znalazłem w sobie na tyle chęci, żeby przebić się przez wiwatujące grona osób. Doceniłem je za wykonanie oraz towarzyszące im piękne hostessy, ale nadal była to jedynie wisienka na ogromnym, e-sportowym torcie. Nie mniej jednak miło widzieć, że IEM jest nie tylko wielkim wydarzeniem związanym z grami, ale też dobrą okazją dla niektórych osób do zapoznania się z nowinkami technologicznymi. W końcu nie każdy jest dziennikarzem technologicznym czy youtuberem, albo też zwyczajnie nie stać go na kupowanie topowych urządzeń. Tego typu event pozwala komuś zmierzyć się z reklamowanym wszędzie sprzętem lub kilkoma nowszymi grami. A wszystko to oczywiście w przerwie pomiędzy wybranymi spotkaniami ulubionych drużyn. Czego chcieć więcej? Ano tego, żeby ten segment Intel Extreme Masters nadal się rozwijał, a globalny, e-sportowy turniej przyciągał większą ilość wystawców.

E-sportowe serce Polski

Intel Extreme Masters to jednak głównie Spodek i dziejące się wewnątrz turnieje. W tym roku przybyła do niego naprawdę duża liczba osób i już teraz szacuje się, że odwiedzających było ponad 100 tysięcy. Organizatorzy wspominają, iż rekord z poprzedniego roku wynoszący 113 tysięcy odwiedzających ma zostać pobity. Liczby na papierze może specjalnie nie imponują, ale gdy zobaczy się tę watahę ludzi na stadionie… jakiekolwiek argumenty negujące popularność czy sens bycia e-sportu praktycznie przestają istnieć. Do tej pory dane mi było oglądać turnieje Counter-Strike’a głównie przez internet, ale już na streamach publiczność robiła świetne wrażenie. A jak jest na żywo? Ciężko to w ogóle opisać! Arena była wręcz całkowicie zalana ludźmi, którzy na przemian skandowali nazwy swoich ulubionych drużyn. Różne okrzyki czy wiwaty, kiedy któryś z graczy zrobił jakąś szaloną akcję, są porównywalne skalą do momentu, gdy w finale turnieju piłki nożnej na stadionie padnie bramka. W takich chwilach ciarki przechodzą całe ciało. Był to jednak pierwiastek tego, co potrafią polscy kibice, ponieważ nasi reprezentanci – Virtus.pro odpadli już na etapie fazy grupowej, także nie dane było im grać na potężnej scenie. Z lat ubiegłych wiemy jednak, że gdy Virtusi wychodzą na swojej ojczystej ziemi grać, ta po prostu szaleje. Oby udało się zobaczyć Polaków w świetle reflektorów za rok!

Właśnie, reflektorów. Kilka słów uznania należy się również osobom, które przygotowały scenę oraz wszelkie towarzyszące jej efekty oświetleniowe. Ta zgrywała się z wydarzeniami dziejącymi się w samej grze. Po podłożeniu bomby, światła migały mniej więcej w jej rytmie, a jej eksplozji towarzyszył również adekwatny obraz rozlewającego się ognia. Na bocznych ekranach wyświetlał się też stan pieniędzy oraz bronie, z których obecnie korzystał dany zawodnik. Finał przeżyłem, patrząc z dolnej płyty znajdującej się tuż przy scenie. Myślę jednak, że cała konstrukcja robiła jeszcze większe wrażenie z górnej części widowni. Niestety, nie było mi dane tam wejść, ale fotografie czy materiały niektórych osób z internetu z tamtego sektora mniej więcej odzwierciedlają rozmach sceny.

Organizacyjnie Intel Extreme Masters w Katowicach wypadło w tym roku naprawdę nieźle. Poza tłumami zebranymi pod niektórymi stanowiskami, nie napotkałem się z jakimkolwiek problemem, który mógłbym zarzucić organizatorom, przynajmniej z perspektywy osoby z akredytacją prasową. Członkowie obsługi z uśmiechem na twarzy pomagali w praktycznie każdej kwestii i chętnie odpowiadali na różnego rodzaju pytania. Ochrona również spisywała się bardzo dobrze, przynajmniej patrząc z mojej perspektywy, bo sam nie byłem świadkiem konfliktowych momentów.

W tym roku obsługa miała jednak nieco ułatwione zadanie, bo tak jak już mówiłem – tegoroczne, katowickie wydarzenie e-sportowe podzielone zostało na dwa oddzielone segmenty poświęcone odpowiednio League of Legends oraz CS:GO wraz z „drugim StarCraftem”. Gdyby zbić społeczności wszystkich tych produkcji w jednym miejscu na jeden weekend, to z pewnością IEM stałby się mniej komfortowym doświadczeniem. Dlatego też liczę na to, iż taki format utrzyma się przez następne lata.

Farewell, Katowice!

Intel Extreme Masters Katowice 2017 było niesamowitym doświadczeniem, które zapisze się w mojej pamięci na całe lata. Miło też widzieć, że impreza z roku na rok ewoluuje i przyciąga coraz to szersze grono osób, w dodatku o bardzo odmiennym przedziale wiekowym. Oczywiście, na halach głównie dane będzie nam mijać młodzież, ale są też osoby dorosłe, albo rodzice przychodzący na to wydarzenie razem z dziećmi. To świetny widok, ale też i idealny dowód na to, że e-sport niedługo nie tyle co wyprze sport tradycyjny, ale świetnie go uzupełni. Całe rodziny chodzące na mecze ulubionych drużyn League of Legends? Czemu nie?! W końcu ten odłam elektronicznej rozrywki rozrasta się w powalającym tempie, na co zresztą Katowice oraz IEM jest perfekcyjnym dowodem.

Wszystkie zdjęcia oraz filmy wykonane zostały przy pomocy aparatu wbudowanego w smartfon Moto Z.