Październik miesiącem sponsorowanym przez 2K Games. Uznany wydawca zorganizował dla polskiej braci dziennikarskiej specjalny pokaz, na którym zaprezentował swój line-up na końcówkę roku. Studio ma się czym pochwalić, więc nie dziwi ich wzmożona aktywność. Co ciekawe, wszystkie gry, które wydadzą w 2014, swoją premierę będą miały właśnie w dziesiątym miesiącu roku. Być może spowodowane jest to faktem, że każdy z tytułów trafiał będzie w nieco inne gusta.

O tym, czego się dowiedzieliśmy, informujemy w kolejności takiej, jak na pokazie.

NBA 2K15

Od lat najlepsza wirtualna koszykówka ma być oczywiście jeszcze lepsza. Główną atrakcją, poza motywacyjnym trailerem, było to, że wersja PC będzie w tym roku identyczna, jak ta z konsol nowej generacji. Słuszny, ale niespecjalnie zaskakujący krok. Do drużyn z NBA dołączą zespoły z Europy walczące w Eurolidze, w liczbie 25. Polskę ma dumnie reprezentować drużyna z Zielonej Góry.

Premiera: 10 października

nba_2k15_cover_athlete_header-1404988763

WWE 2K15

Tutaj również nie dostaliśmy zbyt wiele informacji, nie wspominając już o gameplay`u. Twórcy chcą podążyć drogą, którą obrali przy NBA, więc to dobry znak. Gra nie będzie konkurować z typowymi bijatykami, natomiast ma jak najpełniej oddać emocje i odczucia towarzyszące oglądaniu gal wrestlingowych w telewizji. Pomóc w tym ma, przeniesiony również z NBA, system skanowania ciał i mimiki zawodników. Pokazano nam na chwilę, jak w grze wyglądać będzie John Cena i jak pracują mięśnie jego twarzy. Wyglądało to bardzo dobrze i ciekawe, jak tytuł zaprezentuje się w akcji. Po latach stagnacji w serii jest szansa na powiew świeżości. Bonusową postacią będzie legendarny Sting.

Premiera: tradycyjnie 31 października

Borderlands: the pre-sequel

Tytuł jest swoistym pożegnaniem z X360 i PS3, bo jeżeli chodzi o konsole, tylko te sprzęty otrzymają grę. Zaskoczeń nie ma – będzie więcej wszystkiego, Gazyliard broni, kombinacji, rozwoju postaci. The Pre-sequel toczyć się będzie na księżycu Pandory, toteż wykorzystamy w rozgrywce słabsza grawitację. Dalekie skoki, ataki z góry mają za zadanie urozmaicić zabawę i rzeczywiście to robią. W nowe Borderlands mogliśmy pograć i ogólne wrażenie płynące z gry było mocno oldschoolowe. Skoki, dynamika walk przypomniały wszystkim długie godziny spędzone na arenach Quake`a czy Unreal Tournament. Dawno nie było FPSa odwołującego się do tych standardów, więc to ciepło powitany kierunek. Dodatkowo, nowością jest wykorzystanie zamrażania, czy podpalania. Zmiana przeciwnika w lód i przekształcenie go soczystym strzałem w kupę latających po planszy brył lodu sprawia sporo frajdy.

bor

Jak zawsze warto zwrócić uwagę na aspekt humorystyczny gry, ale również na założenie fabularne. W nowym Borderlands poznamy ewolucję Handsome Jacka, który w dwójce był głównym antagonistą, tymczasem teraz grając będziemy na jego usługach, a on sam jest na początku postacią jak najbardziej pozytywną. Informacją dla fanów – jedna z grywalnych postaci będzie Claptrap.

Premiera: 17 października

Civilization: Beyond Earth

Ziemia już zdobyta, czas odkrywać nowe planety. Z takiego założenia wyszli twórcy z Firaxis. Nie jestem fanem klimatów science-fiction, ale nowa Cywilizacja mnie z miejsca przekonała. Wygląda pięknie, jest głęboka i rozbudowana, jak zresztą każda jej część. Mogliśmy w nią pograć, ale krótka sesja w dużym zgiełku niewiele może powiedzieć o tego typu grze. Z pewnością na uwagę zasługuje system zadań, które możemy sobie dobierać według naszych upodobań i je realizować, oczywiście w zamian otrzymując znaczne profity. Stawianie sobie wyzwań w ten sposób z pewnością dołoży kolejnych pokładów grywalności. Drzewko rozwoju zmieniło się w pajęczynę, która już nas tak mocno nie hamuje w odkrywaniu kolejnych technologii. Teraz możemy rozwijać się bardziej wszechstronnie. Nasze cywilizacje wyznawać będą jedną z trzech zasad – trzymania się drogi ewolucji społeczeństwa z Ziemi, współgranie z nowo odkrytymi światami, bądź technologiczne wspomaganie ludzkich ciał w celu przystosowania się do nowych warunków.

Premiera: 24 października

Evolve

Na koniec pozostawiono tytuł, o którym było najgłośniej, zwłaszcza po entuzjastycznych relacjach z E3. Idea asymetrycznego multiplayera i  starć z wielkimi stworami rozpaliła wiele emocji. Mieliśmy okazję pograć i rzeczywiście w Evolve drzemie ogromny potencjał. Zaczynając od imponującej grafiki, wyglądu potworów, ostrych tekstur i dobrze przemyślanych map, kończąc na rozgrywce.

Gra w Evolve wymaga skupienia się przede wszystkim na taktyce i zgraniu teamu w przypadku łowców potworów. Komunikacja między członkami drużyny jest kluczowa, bez tego gra praktycznie traci sens. Wzajemne ostrzeganie się, napominanie, współpraca przy walce z potworem pompują w grę adrenalinę i grywalność. Każdy, kto przymierza się do Evolve, musi o tym wiedzieć. To nie będzie tytuł, w którym wskoczymy na 10 minut do zupełnie losowej drużyny i zaczniemy wyrzynać wrogów, jak choćby w Call of Duty. Musimy porozumiewać się z innymi graczami, albo chociaż słuchać poleceń osoby najlepiej orientującej się w grze.

evolve-jan-first-look-screenshot-10

Strategię i podział ról wymuszają też oczywiście klasy postaci. Są one dość klasyczne – szturmowiec, traper tropiący stwora, medyk i support. Każda klasę reprezentuje dwóch łowców. Co ważne, ich umiejętności w ramach klasy znacznie się od siebie różnią i gra każdym z nich będzie inna. Każdy z medyków reprezentuje odmienne podejście, podobnie pozostałe. Bardzo dobrze, że twórcy o tym pomyśleli i stworzyli więcej możliwości w wyborze swojego ulubionego sposobu gry.

Mecze są niezwykle dynamiczne. Zarówno potwór, jak i łowcy raz sami tropią, a raz są łowieni. Układ plansz stwarza wiele możliwości, wzajemna presja i obrane taktyki napędzają rozgrywkę. Obie strony rozgrywki mają swoje zalety i wady, a ich mądre wykorzystanie prowadzi do naprawdę widowiskowych starć. Evolve być może prezentuje nawet przyszłą, zupełnie nową kategorię e-sportową. Nierówne liczebnie, ale równie silne dwie strony rozgrywki, do tego widowiskowość walki dla postronnych obserwatorów mogą powodować, że mamy do czynienia z pierwszą next-genową kategorią wirtualnej rywalizacji.