Ford, Dodge, Corvette, Ferrari, Porsche, BMW, Mercedes – te i wiele innych marek kultowych już atut można było do woli podziwiać podczas trwania Retro Motor Show 2016, organizowanego przez Międzynarodowe Targi Poznańskie. Ta nietypowa impreza jest nie tylko formą zlotu fanatyków starej motoryzacji, ale również idealnym dopełnieniem kwietniowego Motor Show, jak również odpowiedzią na potrzeby rozwijającego się rynku motoryzacyjnego w Polsce.

Początek listopada w Poznaniu nie sprzyja stanowczo spacerom, bowiem ciepła aura na dobre opuściła miasto ustępując miejsca przymrozkom, deszczowej pogodzie i nieprzyjemnym wahaniom ciśnienia, zmuszając do spożywania kofeiny w sporych ilościach. Jednak między czwartym a szóstym listopada mogliśmy o tym wszystkim zapomnieć, porzucając wszelkie troski oraz problemy, bowiem na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich atmosfera uległa stanowczemu podgrzaniu. Do stolicy Wielkopolski zjechały wszelkie motokluby, firmy odnawiające klasyki, jak również prywatni właściciele prezentując ponad setkę ikon motoryzacyjnego świata.

lancia_delta

Do trzech razy sztuka

Poznań posiada już dwie różne imprezy motoryzacyjne: Gran Turismo Polonia na przełomie czerwca i lipca oraz kwietniowe Motor Show. Oba wydarzenia skupiają się jednak głównie na nowoczesnych zdobyczach technologii, gdzie „klasyka” stanowi wyłącznie pewien drobny wycinek. Dlatego opisywaną inicjatywę należy – tak przynajmniej nam się wydaje – odczytywać, jako dopełnienie targowych ekspozycji wystawianych wiosną. Jesienna impreza nie ustępuje jednocześnie rozmiarami pozostałym motoryzacyjnym zlotom – całość zajmowała hale 5, 5A i 6A, a więc budynki objętościowo największe na terenie MTP.

Generalnie Retro Motor Show metrami kwadratowymi nie pobiło tegorocznego PGA, ale targi elektronicznej rozrywki nie wywołały u mnie aż takiej ekscytacji, jak możliwość obcowania z perłami motoryzacji. Na Poznań Game Arena poniekąd odbębniłem swój dziennikarski obowiązek, zaś w miniony weekend udałem się na Targi z ogromną przyjemnością, momentami zapominając o późniejszej konieczności przygotowania rzetelnego materiału.

syrena

Gorący metal

Dobrze, przejdźmy, zatem do konkretów. Słów kilka należy powiedzieć o tym, co dane było zobaczyć każdemu, kto odwiedził Międzynarodowe Targi w ten weekend. Przekrój pojazdów był naprawdę szeroki, od cywilnych maszyn z lat 20., 30., tudzież już powojennej produkcji, a kończąc na pojazdach specjalistycznych straży pożarnej lub wojska. Dla przykładu Klub Miłośników Pojazdów Szynowych w Poznaniu wystawił kilka egzemplarzy autobusów niegdyś służących za transport miejski dla Poznaniaków. Pewne modele nie są aż tak odległą historią, bo sam pamiętam niektóre jeszcze z lat 90., ale pokazano również rzadki egzemplarz z przełomu lat 50. i 60. Rzadki, ponieważ dziś nie wiele z nich ostało się w stanie kompletnym i na chodzie.

Swój wkład w imprezę miała oczywiście wspomniana straż pożarna: replika Syreny 105 SOP, wóz SD-30 Magirus z 1970 a także zabytkowy Mercedes. Z akcentów nieco bardziej militarystycznych należy nadmienić kultowy pojazd wschodniego sąsiada GAZ 69, a także rodzimą konstrukcję Honker. Zasadniczo zdziwilibyście się ile polskiej myśli technicznej oraz patentów produkowanych na licencji pokazano podczas targów. Wystarczy nadmienić kultowe Syreny 104 i 105-ątki, Fiaty 125p oraz legendarny już 126p, który dosłownie zmotoryzował całą Polskę. Były także Żuki, zresztą do dziś produkowane na wykupionej licencji w Egipcie, oraz Tarpany również posiadające niezwykle ciekawą historię. Pamiętajmy jeszcze, że motoryzacja to również dwa kółka: Junak M07, Komar, Jawa 90, MZ Jaskółka – te i inne motory przez wiele lat służyły za stosunkowo najtańszy i najbardziej efektywny sposób podróżowania dla wielu Polaków.

bmw_m6_m5

Porozmawiajmy jednak o zagranicznej motoryzacji. Na poznańskiej imprezie stanowczo dominował niemiecki design, poczynając od Opli – kultowy Kadett, starszy i bardziej zadziorny brat Manta z „rzędową piątką” pod maską, a także absolutnie przepiękny model GT, czyli sportowe coupé z 1968 r. zaprojektowane przez Clare’a McKichana mającego w swoim dorobku rozpoznawalną kastę Corvette z lat 50. Sporo miejsca poświęcono wzornictwie BMW, poczynając od kultowych E21, następców E30 w wersji M3, a kończąc na flagowych E24 M6 i E34 M5. Nie zabrakło oczywiście przeróżnych Volkswagenów, choć zdecydowanie najwięcej powierzchni ukradły limuzyny spod znaku charakterystycznej Gwiazdy. Mercedesy reprezentował m.in. oficjalny przedstawiciel na Polskę, czyli Duda-Cars z Poznania, przedstawiając na swoim stosiku kilka unikalnych okazów, wśród których znalazł się… Mercedes-Bezn 190E 2.5-16 Evolution o wartości 1.2000.000 zł. Wyprodukowano zaledwie pięćset sztuk tego wyczynowego sedana, choć do dziś na chodzie zostało około trzysta egzemplarzy.

O tym, co dane było zobaczyć, można opowiadać godzinami, dlatego szybko przejdziemy jeszcze przez motoryzację amerykańską. Fordy z lat 30. w stanie kompletnym to zaprawdę rzadkie okazy, ale mimo tego najwięcej uwagi przykuwały wręcz ikoniczne sylwetki muscle car. Wymienię tylko kilka: Chevrolet Impala SS, Chevrolet Camaro SS Z28, niezwykle rzadki Dodge Challenger T/R z 1970 r. (skrót pochodzi od nazwy zawodów Trans Am), Plymouth HemiCuda trzeciej generacji z 1970 r.  Na koniec spełniłem również swoje szczenięce marzenie, aby zasiąść za kierownicą Mustanga rocznik 1967, uzbrojonego w klasyczną fordowską V8-mkę.

mustang_1967

Jak pewnie słusznie zauważyliście póki, co padały nazwy aut niegdyś skrojonych dla masowego odbiorcy. Co więc z egzotykami? Pojawiły się dwa egzemplarze Ferrari 512 Testarossa, Porsche 964, tudzież w pełni „analogowa” Carrera 911 z 1984 r., o szacowanej wartości wynoszącej 250 tysięcy złotych. Niestety odczuwałem spory niedosyt „japońszczyzny”, ponieważ prócz Toyoty MR2, absolutnie odpicowanej Hondy CR-X z 1989 r. i rozpoznawalnego Nissana 280Z w dość nietypowej aranżacji, nie widziałem więcej przedstawicieli japońskiej myśli technicznej.

Pasja i biznes

Poznański pokaz nie polegał wyłącznie na ukazaniu najlepszych aspektów motoryzacji szerokiej gawiedzi. Odbyło się również wiele warsztatów, na których starzy wyjadacze rzemiosła pokazywali młodym adeptom różne techniki przy pracy z samochodami. Poświęcono sporo miejsca panelom dyskusyjnym, plus nie zapomniano o aukcjach, ponieważ spora część pokazanych aut była faktycznie na sprzedaż. Można było wziąć udział w zaplanowanej licytacji, albo indywidualnie „dogadać” się z właścicielami, podając się żmudnemu procesowi znalezienia satysfakcjonującej obie strony ceny.

Podczas interesujących dyskusji o rynku wtórnym wiele dowiedzieliśmy się od planach przedstawicieli Mercedesa. Jako pierwsi w Polsce wprowadzają na szerszą skalę możliwość zakupu klasyka z oficjalnego salonu. Oferta obejmuje nie tylko pełen przegląd przez licencjonowanego mechanika, ale oczywiście również kompletną dokumentację. Jak się okazuje zainteresowanie używanymi autami jest bardzo wysokie i nie jest to domena wyłącznie polskiego klienta, bowiem w kolejce ustawiają się również Niemcy tudzież inni mieszkańcy Europy Zachodniej. Oczywiście nie mówimy wyłącznie o perłach pokroju 190E Evolution czy R129 SL 60 AMG, ale jednocześnie tańszych W124 (300CE, 300E) dostępnych niekiedy już poniżej dwudziestu tysięcy złotych.

Jeśli wydaje wam się to dziwne, warto przekalkulować ewentualne koszty i korzyści. W cenie oscylującej w granicach 30-paru tysięcy złotych jest niemal niemożliwym dostać nowe i sensowne auto prosto z salonu, a jeśli na takowe się zdecydujemy generalnie jego jedynym walorem mogą być sprawne koła i radio odtwarzające MP3 . Reszta będzie budzić niestety wątpliwości, co do jakości wykonania, zaś po przejechaniu magicznych 200 tysięcy kilometrów możemy spodziewać się generalnego remontu, który niekiedy jest wręcz nieopłacalny.

hemicuda

Z drugiej strony można pokusić się na choćby Mercedesa 300E W124 za niespełna dwadzieścia tysięcy w pełnym pakiecie wyposażenia, wykończonego skórą i drewnem, piekielnie wygodnego, wyciszonego, z całkiem zrywnym i przyjemnie brzmiącym silnikiem, który jeśli się nauczycie jeździć i będziecie o niego dbać, nie spali więcej niż współczesna jednostka napędowa uchodząca za ekonomiczną w swojej klasie. Nie wspomnę już o dodatkowym efekcie „uśmiechu od ucha do ucha”, względnie możliwej zazdrości znajomych i jeszcze zostanie pieniędzy by sprawić sobie jakieś przyjemne dodatki, plus zapas paliwa stąd na Księżyc.

Dziś auta są również najlepszym środkiem inwestycyjnym. Niegdyś nieruchomości, dzieła sztuki, tak dziś samochody służą, jako środek powielania kapitału. Przez ostanie dziesięć lat niektóre marki zyskały nawet dziesięciokrotnie na swojej wartości, zaś sprzedawcy dobrze rozumieją nowy trend rynkowy, starając się sprostać oczekiwaniom klientów, którzy pragną dobrze ulokować swoją gotówkę. Wiele z pokazanych na targach samochodów wróciło do Europy z Japonii i to właśnie te cieszą się największym powodzeniem. Wyprodukowane pierwotnie na starym kontynencie powędrowały do kraju samurajów, gdzie były nabywane, jako swoiste trofeum, oznaczając status materialny i społeczny. Trzymane najczęściej w nienagannych warunkach, używane sporadycznie miały przede wszystkim cieszyć. Sprzedaż auta z Japonii wiąże się również z tamtejszymi zwyczajami, ponieważ sprawą honoru dla właściciela jest przedstawienie udokumentowanego faktycznego przebiegu pojazdu, z jednocześnie najlepszym zachowaniem stanu technicznego. Pamiętajmy wszakże, że tamtejsze serwisy i punkty kontroli są znacznie bardziej rygorystyczne od Europejskich.

Piękny kawałek historii

Ubiegły weekend można uznać za bardziej niż udany. Targi Retro wywołały znacznie większy entuzjazm niż kwietniowe Moto Show, nie tylko tym, co zostało pokazane, ale również podejściem do programu targowego. Każdy mógł doświadczyć bezpośrednio motoryzacji w najlepszym wydaniu, wsiadając za kierownicę kultowych aut, rozmawiając z znawcami i kolekcjonerami gotowymi pomóc w przypadku zakupu własnego klasyka. Jest to także, wbrew ogólnemu przekonaniu, rynek dostępny dla przeciętnego Kowalskiego, ponieważ przykładowo zakup Opla Manta, albo Hondy CR-X nie musi wyczyścić całego konta bankowego, a ile radości jest zagwarantowane, tego już nie określą żadne pieniądze. Oczywiście mówimy w przypadku nabycia pojazdu sprawnego, jeśli jednak zdecydujemy się na własnoręczne odrestaurowanie „skorupy” musimy być przygotowani na długi, żmudny i przeważnie kapitałochłonny proces.