Pierwsza część gier spod skrzydeł firmy Ubisoft nosząca tytuł „Assassin’s Creed” ujrzała światło dzienne na świecie dnia 10 kwietnia 2008 roku. (W Polsce 18 kwietnia 2008) Przyznam się, że to jest jedna z tych niewielu serii, które pochłonęły mnie na długie lata. Nie tylko zresztą mnie, bo fanów historii zakonu zabójców można znaleźć wszędzie.


*Zanim przeczytacie ten tekst ostrzegam, że zawiera on spoilery dotyczące fabuły. Czytacie na własną odpowiedzialność!*

Fabuła, fabuła, i jeszcze raz fabuła. To właśnie w tym zakochało się wielu graczy, grających w tę produkcję. Fabuła, którą przedstawiali twórcy ukazywała człowieka imieniem Desmond Miles, porwanego przez tajemniczą firmę Abstergo, który odkrywa, że w jego pamięci genetycznej zapisane są przeżycia wielu innych członków organizacji skrytobójców. Przy pomocy urządzenia zwanego Animus nasz bohater ma możliwość przeżycia tego, co doświadczyli jego przodkowie.
Pierwszym skrytobójcą, jakiego poznajemy to Altaïr Ibn-La’Ahad. Jego opowieść toczy się podczas trzeciej krucjaty. To właśnie podczas odkrywania jego historii zrozumiemy jak działa bractwo, jakie ma cele oraz co robi aby je zrealizować. Zadaniem naszego protagonisty jest pozbycie się dziewięciu celów, które wyznaczył Rashid ad-Din Sinan, znany również jako Al Mualim, obecny mistrzem zakonu. To jednak dopiero początek. Bo świat który oferują nam poszczególne części cyklu jest naprawdę ogromny, zwiedzimy w nim między innymi takie miasta jak Akka, Damaszek, Jerozolima, Florencja, Monteregionni, Wenecja, czy nawet Boston.

acu-gi-02_147186
Schemat rozgrywania fragmentów wspomnień w dalszych częściach się nie zmienia. W każdej odsłonie serii twórcy starali się aby pojawiła się jakaś ciekawa zmiana w mechanicy gry.

Parkour – poruszanie się (prawie) bez ograniczeń.
Czymś, co jeszcze bardziej przyciągnęło do tej serii graczy jest system poruszania się inaczej zwany parkourem lub też swobodnym biegiem. W każdej części ten system jest usprawniany poprzez nie tylko płynniejsze animacje, ale i także przyspieszanie samego procesu poruszania się po świecie. Jednak niezależnie od części gry można natknąć się na tak zwane martwe ściany, czyli miejsca, gdzie nie da się przejść w żaden sposób.

Chcesz przedstawić ciekawą fabułę? Zrób to używając prawdziwej historii.
W świecie gdzie wiele gier jest na podstawie futurystycznych scenariuszy najciekawszym i najbardziej niespodziewanym pomysłem jest przedstawienie faktycznej historii, która miała miejsce. Jednak jest ona odpowiednio nagięta aby w to wszystko wpisał się nasz protagonista. Sprawdzając fakty historyczne można stwierdzić, że wszystkie przedstawione przez scenarzystów fakty są jak najbardziej aktualne.

Niestety, ale każda seria ma wadę.
Nie mówię tutaj o wadach każdej z odsłon projektu Ubisoft. Chcę tutaj zwrócić uwagę na to iż twórcy widząc, jak gracze przyjaźnie nastawili się na nowe odsłony zaczęli to wykorzystywać. W jaki sposób? Przeszli na robienie jednej gry spod marki Assassin’s Creed rocznie. A taka „metodyczność” nie zawsze kończyła się dobrze. Co gorsza twórcy zaczęli zwalać winę na kiepskie i zabugowane odsłony na graczy, bo to od nich czują presję. Moim zdaniem to właśnie firma zawiodła, bo widać, że seria ma tendencję spadkową. Doskonale pamiętam sytuajcę, gdzie podczas premiery gry Assassins Creed: Unity, gdzie konsumenci otrzymali niegotowy produkt, który wymagał wielu aktualizacji a czasami najzwyczajniej w świecie nie dawało się go  (jak w moim przypadku) tego uruchomić. Niestety, w chwili obecnej moja ukochana seria jest uznawana za kurę znoszącą złote jaja. Niestety, ale taka prawda – skończyła się wizja, rozpoczęło tłuczenie kasy na marce.

Single player mode do czasu…..

Gdy pierwszy raz usłyszałem, że do gier spod marki „Assassin’s Creed” dodany zostanie tryb multiplayer, pierwszą moją reakcją było coś w rodzaju „Say what?” Poważnie! Dlaczego do tak dobrze zbudowanych fabularnie gier dodawać nudny i jakże bardzo odbiegający od idei serii o SKRYTOBÓJCACH element? Moje obawy, że gra straci właśnie ten jeden najciekawszy element okazały się być niebezpodstawne. Dlaczego? Gdy pierwszy raz włączyłem multiplayer zobaczyłem bandę dzieci pijanych we mgle, które nie znały słów finezja oraz gdzieś miały polowanie na ofiarę kroczek po kroczku. Nie było w tym żadnej zabawy – gonienie za celem i szlachtowanie go na środku ludnej ulicy tylko po to by od razu zostać zgładzonym przez strażników, bo wszyscy widzieli nasze zabójstwo. Moja rada: Odpalcie tryb wielu graczy, osiągnijcie maksymalny poziom i go więcej nie włączajcie.

Dlaczego jednakże warto polecić te serię?
Jest to jedna z niewielu serii, która wciągnęła mnie na tyle głęboko, że ciężko mi namawiać ludzi do tego aby zrezygnowali z zabawy, jaką jest członkostwo w sekretnym zakonie zabójców. Nie jest to jednak jedyny powód dlaczego polecam wszystko spod tej marki. Bo do zrobienia w tym świecie jest zawsze mnóstwo, twórcy postarali się aby zadań pobocznych było zawsze jak najwięcej i nie były one na zasadzie standardowego schematu „przynieś, podaj, pozamiataj”. Zostaje nam oczywiście jeszcze cała masa „znajdek”, które rozsiane po całym świecie tylko czekają na odkrycie i zebranie. Może się to wydać sztucznym zapychaczem, co dla gier typu sandbox jest zresztą czymś naturalnym, jednak podczas rozgrywki tego specjalnie nie odczuwamy. Zaręczam – to prawdziwa przyjemność, lądowanie na karaibskiej wysepce w AC: Black Flag i zbieranie ukrytych skrzynek ze skarbami. Nawet po raz dziesiąty z rzędu. Po prostu frajda.
Jeśli macie jakieś zbędne fundusze, a chcecie w coś porządnego zagrać to zaczynajcie zabawę z serią Assassin’s Creed, gwarantuję, że nie będziecie się nudzić przez następne wieczory. Jeśli chcecie wrzuć się w historyczny wir działań między tajemnymi organizacjami to, jak najbardziej zachęcam do tego, aby dołączyć do zakonu skrytobójców.

Podsumowanie.
O już tutaj jesteś? Fajnie, że dotarłeś do końca tego wpisu! Chciałbym tutaj jeszcze tylko zawrzeć swoją osobistą wypowiedź, kiedy warto zakończyć zabawę z serią. Jak wcześniej pewnie zauważyliście poruszyłem powyżej sprawę tego, że seria robiona jest już nieco na siłę. Oryginalna historia przedstawiana od pierwszej części kończy się tak naprawdę na projekcie z podtytułem „Revelations”. Jeśli wciągniecie się w historię to odpowiednia kolejność rozpoczęcia zabawy jest taka:
• Assassin’s Creed
• Assassin’s Creed II
• Assassin’s Creed Brotherhood
• Assassin’s Creed Revelations


I w tym miejscu kończy się tak naprawdę oryginalna seria na temat skrytobójców, a potem pojawia się już tendencja spadkowa jeśli chodzi o długość pracy nad projektem co do czasu jego tworzenia (chociaż są świetne wyjątki, jak na przykład wspomniany powyżej Black Flag).

Uwaga: Ten tekst nie miał być czymś w rodzaju recenzji, newsem czy informacją na temat gry. Są to moje osobiste przemyślenia. Miał on za zadanie wywołanie dyskusji, co do serii gier Assassin’s Creed i tego, jak ewoluowała ona przez lata.

promocja