Iście Jazzowa jesień zawitała w tym roku do stolicy Wielkopolski. Nie tak dawno temu, zakończył się trwający kilka dni festiwal Made In Chicago, który skupia wokół siebie wielu artystów o światowej sławie oraz rok w rok przyciągając coraz większą publikę. W następny weekend, po zakończeniu festiwalu instytucja kulturalna zewsząd znana poznaniakom, pod nazwą CK Zamek przygotowała wydarzenie naprawdę wielkiego kalibru. Duet Igora Pudło i Marcina Cichego, szerzej rozpoznawalny, jako Skalpel dał koncert, mający na celu promocję ich najnowszej płyty.

Po tym, jak że trochę dramatycznym wstępie, warto wyjaśnić kilka ważnych kwestii oraz w zasadzie, kim są muzycy Skalpel, gdyż niektórzy nasi czytelnicy mogą ich nie znać lub z ich twórczością mieli jedynie pobieżny kontakt. W tym celu musimy cofnąć się do roku milenijnego, bowiem czternaście lat temu duet Igora i Marcina pod nazwą Skalpel wydał demo pod tytułem Polish Jazz, który odbił się dużym echem w świecie muzyki, spotykając się z aprobatą słuchaczy. Ich nowatorskie podejście łączyło w sobie elementy polskiego jazzu lat 60. doprawione nowymi brzmieniami, prezentując zupełnie niespotykaną dotąd jakość. To właśnie wtedy zainteresowała się nimi legendarna brytyjska wytwórnia płyt Ninja Tune, skupiająca wokół siebie muzyków takich jak Jaga Jazzist, Amon Tobin, Bonobo czy mr. Scruff. Kontrakt został podpisany od ręki, i tak rozpoczął się światowy podbój największych klubowych scen dwójki polaków.

Pod szyldem brytyjskiej wytwórni wydali płyty Skalpel i Konfusion, jednak chyba najbardziej rozpoznawalnym albumem pozostaje do dziś krążek Sculpture. Każda płyta została doceniona przez fanów oraz krytyków na całym świecie. Skalpel zdołał podbić serca słuchaczy nie tylko w Anglii, ale także w USA czy nawet odległej Japonii. Aby jeszcze bardziej podkreślić wagę talentu Skalpel, warto podkreślić, iż ich debiutancki album opisał największy amerykański serwis poświęcony muzyce niezależnej „Pitchfork”. Recenzenci byli zgodni, co do jednego, mianowicie Polacy wnieśli do nieco, jak na tamten czas, skostniałego języka współczesnej elektroniki naprawdę sporo innowacji. Prócz jazzowych inspiracji ich kolejne nagrania przejawiają wnikliwą znajomość sceny hip-hopowej, a także dorobku nowej elektroniki. Ich rozpoznawalny styl polega na sięganiu do z całą pewnością cenionego polskiego jazzu z lat 60. i 70. ubiegłego wieku, a następnie konstruowania na jego bazie własnej autorskiej wizji współczesnej muzyki, wykorzystując to, co najciekawsze w jazzie, hip hopie i muzyce klubowej.

Koncert zaplanowana na dzień 29 listopada, a więc wpisywał się w andrzejkowy weekend. Występ poprzedzała możliwość spotkania bezpośredniego artystów o godzinie siedemnastej w księgarni Bookowski, mieszczącej się w Zamku na ul. Święty Marcin. Jak słusznie podejrzewacie była to niezrównana okazja do zadania wielu pytań jak i uzyskania ewentualnego autografu pod już posiadaną płytą zespołu. Przez ostatnie dziewięć lat, o ile pamięć mnie nie zawodzi, Skalpel grał wielokrotnie na różnych scenach, czasem także w Poznaniu, ale tegoroczne wydarzenie jest o tyle istotne, bowiem ma za zadanie promocję najnowszego krążka zatytułowanego Transit. Oczywiście przez ten czas każdy z osobna wydał kilka własnych singli, gdzie choćby Igor Pudło pod pseudonimem Igor Boxx sprezentował fanom albumy Dream Logic i Breslau.

Na koncert wybraliśmy się w redakcyjnym duecie – moja skromna osoba, plus redaktor i fotoreporter w jednym znany wam pod imieniem Przemek. Wydarzenie miało miejsce w odnowionym skrzydle Zamku Cesarskiego, w specjalnie przygotowanej na takie okazje sali koncertowej ochrzczonej mianem Sali Wielkiej. Owe pomieszczenie może pomieścić na oko ok. dwustu, może trochę więcej widzów. Jej zaletą natomiast jest modularna scena, podatna na zmianę aranżacji w każdej chwili, oraz ogromny ekran kinowy, prawdopodobnie większy niż te skrywane w salach nieopodal położonego Multikina. Największym atutem jednak jest ogólna akustyka i nagłośnienie pomieszczenia zamkowego, o czym zdarzy mi się wspomnieć jeszcze w następnych akapitach. Na słuchaczy czekało kilka krzeseł, miejscami szerokie pufy, choć trzeba to jasno powiedzieć w liczbie niewystarczającej, bowiem 90% widowni zmuszona była stać wytrwale, lub grzać podłogę. Po półtorej godzinie mój krzyż nadawał się jedynie do amputacji.

skalpel

Igor Pudło i Marcin Cichy na scenie.

To jednak całkowicie nie istotne, albowiem ta mała niedogodność została w pełni zrekompensowana, z ogromną nawiązką. Punktualnie o dziewiątej wieczór muzycy Skalpel w asyście Joanny Dudy, grającej na instrumentach klawiszowych i perkusisty Jana Emila Młynarskiego pojawili się na scenie. Koncert składał się z trzech współgrających elementów – muzyki, aranżacji oświetlenia i wizualizacji pojawiającej się jednocześnie na wielkim ekranie i na mniejszych wyświetlaczach LCD wkomponowanych w konsoletę DJ’ejską. Początek był delikatny, lekki, wręcz powiedzieć by wypadało niemal klasyczny. Tempo narastało z każdym kolejnym utworem, lawirując pomiędzy utworami chill out’owymi a skocznymi, bardzo energicznymi kawałkami. Naturalnie większość z oferowanej muzyki pochodziło z najnowszego krążka, choć wydaje mi się że kilka przygotowano specjalnie na tą okazję.

Już po kilku minutach widownia wpadła w istny trans. Obserwując z zaciekawieniem, co dalej wydarzy się na scenie, łapczywe oczy i uszy audiencji wychwytywały każdy bodziec płynący z strony artystów. Co mi się najbardziej podobało? Zdecydowanie fantastycznym akcentem było dodanie do utworu If Music Was That Easy wizualizacji opartej na fragmencie filmu Salto z Zbigniewem Cebulskim w roli głównej. Także clip zatytułowany Laboratorium, wykonany metodą animacji poklatkowej, pokazał nie tylko pomysł, ale także ogrom pracy włożony w nowy album.

Po niemal półtorej godzinie akustycznej uczty, słuchacze gromkimi brawami dziękowali muzykom za występ tak długo, aż ci na bis sprezentowali jeszcze jeden kawałek. Podpytałem wybrane osoby z widowni, o ich wrażenia, odczucia względem tego co właśnie zobaczyli. Studentka Ania bez zawahania odparła, że było rewelacyjnie, wszakże nie mogła czuć się zawiedziona, odkąd pierwszy raz usłyszała duet Skalpel dwa lata temu, pozostaje od tamtego czasu wierną fanką. Jej anglojęzyczna koleżanka, aż takiego entuzjazmu nie przejawiała, ale uśmiech na twarzy był dostrzegalny. Muzycy momentalnie zarazili nowe osoby swoimi brzmieniami, bo nawet nasz fotoreporter nieznający wcześniej ich twórczości skwitował całość prostym, acz wymownym stwierdzeniem „genialne!” Wyobraźcie sobie, że jeszcze potem, przez bitą godzinę mieliśmy dobry temat do żarliwej dyskusji.

Poziom pozytywnej energii jaki udało mi się załapać będzie udzielać się prawdopodobnie jeszcze do nadciągających dużymi krokami świąt. Nowy album Skalpela zapowiada się znakomicie, a ich występ pokazał że są w absolutnie szczytowej formie. Wystarczyło spojrzeć na zgromadzoną publikę tego wieczoru by zobaczyć do jak szerokiego grona odbiorców docierają – wiek, płeć, wykształcenie lub status zawodowy nie mają najmniejszego znaczenia. Nie zapomnijmy także że ten sukces jest także efektem świetnego przygotowania sali, akustyki i pewnego klimatu udzielającego się całemu obiektowi Centrum Kultury Zamek. To też mam szczerą nadzieję na kolejny, tak spektakularny występ w murach tegoż budynku, oraz że Skalpel zajrzy do Poznania z jeszcze nie jedną wizytą.

promocja