W życiu każdego faceta przychodzi taki moment, że przestaje myśleć wyłącznie o sobie, a zaczyna coś planować na przyszłość. Ostatnio stałem się bogatszy o nowego członka rodziny, tj. chrześnicę, dlatego pomyślałem, że zakup jakiejś gry „na przyszłość” to całkiem niezły pomysł. A że akurat była promocja… W ten oto sposób w moim mieszkaniu wylądowała przeurocza panda, witająca się ze mną z okładki gry Takenoko od wydawnictwa REBEL.

Zawartość pudła z Takenoko

Spore pudło zawiera całą masę elementów upchniętych w całkiem przyjemnym organizerze. Instrukcja jest dobrze napisana, nie miałem większych problemów z przyswojeniem sobie zasad rozgrywki.

Planszetki graczy mogłyby być nieco grubsze, ale przy rozsądnym użytkowaniu nie powinny się łatwo zniszczyć. Kolorowe pędy bambusa wyglądają naprawdę świetnie, podobnie jak dwie malutkie figurki (pandy i ogrodnika). Pola, z których składamy planszę również prezentują się fantastycznie. Mogę jedynie przyczepić się do nieco za cienkich kart oraz nijakich żetonów akcji i systemu nawadniania, które (mimo swojej solidności), odstają nieco od pozostałych elementów.

Nie da się ukryć – Takenoko prezentuje się naprawdę okazale!

Zasady

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zasad w Takenoko jest dużo, jednak w rzeczywistości gra się bardzo prosto.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobimy w swojej turze (poza pierwszą rundą) jest rzut kostką w celu określenia warunków pogodowych. Zmieniają one w niewielkim stopniu rozgrywkę, choć zdarzają się sytuacje, w których rzut kostką może okazać się bardzo istotny.

Drugą czynnością będzie wykonanie dwóch akcji (różnych!) z listy:

  1. Pola – gracz dobiera trzy pola, następnie wybiera jedno i dokłada je do planszy
  2. Nawadnianie – gracz bierze kanał nawadniający z zasobów i umieszcza go na planszy lub zachowuje w rezerwie
  3. Ogrodnik – gracz przemieszcza ogrodnika w linii prostej w dowolnym kierunku. Następnie dokłada jeden pęd bambusa na polu, na którym zakończył swój ruch oraz przyległych w tym samym kolorze. Wszystkie pola muszą być nawodnione!
  4. Panda – również porusza się po linii prostej. Sympatyczny zwierzak zjada pęd bambusa z pola, na którym zakończy swój ruch
  5. Dobierz kartę celu – tych są trzy rodzaje i są najistotniejszą częścią gry. To za nie punktujemy i one wyznaczają moment zakończenia rozgrywki.

Gra kończy się w momencie wypełnienia określonej liczby celów (jest ona różna w zależności od liczby graczy). Wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów w momencie zakończenia rozgrywki.

Wrażenia i podsumowanie

Miałem pewne wątpliwości przed zagraniem w Takenoko. Nie byłem do końca przekonany czy dorośli gracze będą dobrze się przy niej bawić. Okazało się, że nie było jednak tak źle. Sama rozgrywka jest stosunkowo prosta – rzucamy kostką, wykonujemy dwie z 5 akcji. Przyswojenie sobie mechanizmu zajmuje dosłownie kilka chwil, dlatego nie dziwi mnie częste polecanie Takenoko jako gry rodzinnej. Mimo swojej prostoty mamy tutaj dość spore pole do manewru i zamysłu taktycznego – mamy w końcu 3 rodzaje punktujących kart. Teoretycznie najłatwiej wcinać bambus pandą, ale taka taktyka jest oczywista i nie ma większych problemów ze zniweczeniem tych planów. Nieco trudniej ustawić obok siebie nawodnione pola czy pozwolić bambusowi wyrosnąć na odpowiednią wysokość.

Czas rozgrywki pokrywa się zazwyczaj z 45 minutami na pudełku Takenoko, rzadko zdarzały się dłuższe partie. Gra się naprawdę szybko i nie ma większych przestojów. Osobiście uważam, że Takenoko troszkę za wolno się rozkręca, ale mimo wszystko nie będziemy nudzić się przy tym tytule.

Losowość ma sporo do powiedzenia w tym tytule i czasem trudno zaplanować sprawnie nasze działania. Im mniej osób, tym łatwiej nam dążyć do wyznaczonego celu. Może się zdarzyć, że wygrana będzie kwestią przypadku, bądź nieświadomego działania któregoś z graczy.

Jeśli chodzi o skalowalność to zdecydowanie najlepiej grało mi się w trzy osoby. Nasze cele często pokrywały się, dlatego nieco ostrzej ze sobą rywalizowaliśmy (i często podjadaliśmy pędy bambusa przeciwnikowi). Z drugiej strony nie występowało również poczucie wzmożonej losowości gry, która występuje przy grającej czwórce. Wtedy rzadko który z naszych planów się udaje, z pewnością któryś z graczy zdąży już nam pomieszczać szyki przed naszą kolejną turą. Takenoko na 2-3 osoby sprawuje się dobrze, na 4 jest niestety słabiutkie.

Podoba mi się to, że sami tworzymy planszę z dostępnych kafelek. Dzięki temu każda rozgrywka jest nieco inna, a sam zabieg (wraz z losowymi kartami celu) zdecydowanie pozytywnie wpływa na regrywalność tytułu.

Podsumowując, uważam Takenoko za dobrą grę familijną, na dodatek świetnie wykonaną i do kupienia w przyzwoitej cenie (około 100zł). Mogą przy niej bawić się zarówno starsi i jak młodsi, choć nie ukrywam, że dla zaawansowanych graczy tytuł nie będzie porywający. Mam szczerą nadzieję, że za kilka lat będę mógł wprowadzić bratanicę w świat gier planszowych i jest spora szansa, że właśnie Takenoko będzie jej „entry game”.

EGZEMPLARZ WŁASNY