Dzięki uprzejmości firmy ASUS będziemy mieć okazję przekonać się na własnej skórze o możliwościach karty dźwiękowej z wyższej półki cenowej, bowiem do testów użyczono urządzenie ESSENCE STX II. Produkt marki ASUS można nabyć w dwóch wersjach, mianowicie Stereo i 7.1, gdzie obydwie różnią się jedynie dołożeniem na korzyść tej drugiej dodatkowej płyty-córki. Oczywiście to przekłada się na odpowiednio podwyższoną cenę, która i tak nie jest niska w przypadku modelu podstawowego, wynosząc ok. 700 zł, jednak, co faktycznie otrzymujemy w zamian za tak pokaźną sumę?

Po rozpieczętowaniu pudła do rąk trafia sporych rozmiarów karta dźwiękowa, gabarytami zbliżona do kart graficznych z średniej półki cenowej. Całość wykonano w oparciu o czarne PCB, zaś duży fragment powierzchni ochrania szczotkowana blaszka przyozdobiona ciekawym ornamentem. Ponadto, do poprawnego działania dźwiękówka wymaga podłączenia dodatkowego zasilania Molex, bowiem urządzenie działa w oparciu o rozszerzenie PCIe x1, które w odróżnieniu do standardowego PCI nie jest w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości napięcia. Na śledziu znajduje się komplet wyjść: RCA (klasyczne ciche), wyjście słuchawkowe przystosowane do końcówki Jack, wyjście liniowe, oraz w naszym konkretnym przypadku jeszcze cały komplet wyjść surround na dodatkowej karcie. Essence STX II 7.1 dostarcza dźwięk o stosunku sygnału do szumu rzędu 124dB wzorem poprzedniej generacji Essence STX, a w przypadku wyjścia słuchawkowego wynik ten kształtuje się na poziomie 120dB. W nowym modelu, wśród wysokiej klasy komponentów znajdziemy: zegar z oscylatorem TCXO odpowiadający za bardzo niski poziom fluktuacji (wahań), regulatory LDO zapewniające spójną, liniową regulację oraz niemieckie kondensatory WIMA, dzięki którym dźwięk jest dużo bardziej zrównoważony. Najwyższa jakość brzmienia, jakiej oczekują użytkownicy Essence, jest możliwa dzięki wzmacniaczom operacyjnym MUSES 8920 i MUSES 8820.

To jednak początek zabawy, bowiem Essence STX II posiada przełączane gniazda wzmacniaczy (OPAmp) oraz zestaw wyposażono w komplet trzech dodatkowych wzmacniaczy operacyjnych – dwa Texas Instruments LME49720 oraz MUSES 8820. Podobny manewr możemy również wykonać na karcie-siostrze, odpowiedzialnej za dźwięk 7.1, gdzie skonfigurować możemy każdy poszczególny kanał. To otwiera przed użytkownikiem całkowicie nowy wachlarz doznań akustycznych, pozwalając dostosować urządzenie do naszych własnych preferencji. Do zestawu nawet dołączono specjalne kombinerki ułatwiające wyciąganie wzmacniaczy operacyjnych. Całość naturalnie uzupełniają drobiazgi takie jak: instrukcja obsługi, płyta CD z odpowiednim oprogramowaniem kompatybilnym z ostatnimi odsłonami Windows, tasiemka służąca do połączenia dwóch urządzeń, przejściówka z RCA na wyjście mini-Jack, przejściówka na wyjście optyczne, oraz pozłacana przejściówka Jack. Mówiąc kolokwialnie zestaw prezentuje się z przytupem.

Instalacja karty dźwiękowej Essence była bezproblemowa. Urządzenie zostało umieszczone w slocie PCIx1 zaraz nad kartą graficzną, zaś kartę-siostrę możemy zamontować w dowolnym wolnym slocie, od PCIx1 po zwyczajne PCI. Następnie pozostaje tylko podłączyć zasilanie końcówką Molex oraz jeśli posiadamy, lub mamy taką potrzebę, kabel odpowiedzialny za wyjście słuchawkowe i mikrofonowe z przedniego panelu obudowy. Oprogramowanie dostarczone przez ASUS zainstalowano na systemie Windows 7 w wersji 64bit, zaś cały proces odbył się bez incydentów. Panel zarządzający urządzeniem to ten sam dobrze znany z innych kart Xonar, jedynie różniący się lekko podrasowaną kolorystyką. Jest prosty i intuicyjny, niemal ascetyczny, różniący się od tego, do czego potrafiło przyzwyczaić nas Creative.

asus-essence-stx-ii-7-1

Na co dzień delektuję się dźwiękami płynącymi z karty Xonar D1 to też będzie ona służyć za pewną skalę odniesienia. Dodatkowo karta ESSENCE STX w naszym przypadku zgrała się z następującymi urządzeniami:

  • Sennheiser HD380pro – znane i cenione słuchawki renomowanego producenta;
  • Sony F417R – wzmacniacz stereo;
  • Technics SB-CA1060 – kolumny o impedancji 6Ω;
  • SoundWorks CSW250 – zestaw głośników 2.1 marki Creative.

Biorąc pod uwagę obecność w teście klasycznego wzmacniacza i kolumn stereo ASUS będzie zmuszony zmierzyć się z odtwarzaczem płyt Marantz CD-52. Zarówno odtwarzacz jak i dźwiękówka zostały połączone z wzmacniaczem kablem 2xRCA-2xRCA marki VoiceKraft HF-002-1.5M. Całość odsłuchu, jak nietrudno się domyśleć, została dokonana metodą klasyczną i sprawdzoną, czyli na ucho.

Pierwsze podejście, czyli Sennheiser HD380pro

Słuchawki zostały bezpośrednio podłączone do karty dźwiękowej poprzez wejście słuchawkowe, uprzednio wykorzystując zamieszczoną w zestawie pozłacaną przejściówkę Jack – mini-Jack. Wzmacniacz słuchawkowy, obecny na pokładzie, daje o sobie znać już od pierwszy minut spędzonych z STX II. W obieg poszły głównie utwory z świata rocka, elektroniki, Jazzu i jego pochodnych, zapisane przeważnie w formacie Flac, choć od tradycyjnej MP3 także nie stroniłem. Dźwiękówka ma kopa, ale nie zrozumcie mnie źle nie chodzi wyłącznie o moc basu, bowiem ten jest obecny cały czas, jednak nie punktowy czy nadmiernie dudniący a równomiernie rozłożony na całej długości pasma. Szczególnie podczas odsłuchu muzyki elektronicznej w wykonaniu Sashy, Digweeda, czy Jamesa Zabieli bas nie tracił na dynamice i precyzyjności. Karta w sposób świetny napędza słuchawki i nawet przy bardzo niskiej głośności basik jest przyjemny z odpowiednim „mięskiem”. Prowadzi to nas do jeszcze jednego wniosku. Zdecydowanym, kolejnym plusem przeważającym na korzyść nowej Essence to szeroka scena, niemal okalająca słuchacza, gdzie każde dźwięki są odpowiednio wyraziste i nie zlewają się w jedną bezkształtną papkę, jak ma to miejsce w typowych kartach dźwiękowych i w cale nie trzeba mocno podkręcać potencjometru, choć i w drugą stronę, nawet przy wysoko ustawionej głośności dźwięki nie kłują w ucho.

ASUS_Essence_STX_II

Essence przy fabrycznych ustawieniach ujawniła niemal wszystkie swoje atuty przy muzyce głównie instrumentalnej, symfonicznej i mimo całej dostępnej precyzyjności dźwięk zdecydowanie nie jest kliniczny, aż nazbyt odcedzony, choć z drugiej strony trudno go nazwać ciepłym, jak w przypadku tańszej karty Xonar D1. To może szczególnie nie spodobać się posiadaczom słuchawek takich jak Creative Aurvana Live, Sennheiser HD555, 558 i im podobnych, mających zdecydowanie większe zacięcie rozrywkowe. Jednakże w tym wypadku z pomocą przychodzą wymienne wzmacniacze operacyjne w ilości trzech sztuk. Zabawa trochę zajmuje, gdyż przy każdej próbie wymiany kolejnych czarnych kosteczek musimy wyłączyć komputer z zasilania, wyjąć dźwiękówkę i dodatkowo usunąć blaszkę ochronną. Trud jednak się opłaca, ponieważ efekty eksperymentów potrafią zadziwić nowymi możliwościami, a raczej specyfiką dźwięków sączących się z słuchawek. Przy odpowiedniej kombinacji jesteśmy wstanie uzyskać rezultaty zadowalające niemal każdy gust muzyczny.

Sony F417R i kolumny Technics SB-CA1060

Drugim, równie ważnym testem dla karty dźwiękowej było utworzenie sprawnie grającego trio z wzmacniaczem Sony i głośnikami Technics. Ustawienia zarówno w karcie jak i na wzmacniaczu zostały ustawione na płasko, bez podbić basu czy innych upiększaczy dźwięku. Potencjometr wskazywał wartość 20% głośności, która zazwyczaj towarzyszy mi podczas odsłuchu płyt z odtwarzacza CD. W porównaniu z Marantz CD-52 karta Essence STX II z wyjścia RCA gra zdecydowanie ciszej i mniej energicznie. Jednakże, jak w przypadku słuchawek dźwięki są wyraziste, choć faktycznie brakuje trochę powietrza, lub przestrzeni, jeśli wolicie taki termin. Chciwe palce żądne sprawdzenia prawdziwego potencjału urządzenia powędrowały na potencjometr, kręcąc go do wartości 25%, co dało rezultaty zadowalające. Nie wiele, bo 5% różnicy wystarczyło by dźwięk nabrał przestrzeni i wyrazistości. Scena, jaką traktuje nas Essence sparowany z wzmacniaczem i kolumnami, jest inna od tej opisywanej w przypadku słuchawek, co dziwić raczej nie powinno z względu na specyfikę głośników. Scena układa się przed słuchaczem, jest blisko, sprawiając wrażenie jakbyśmy siedzieli w sali koncertowej, zaś każdy dźwięk, czy instrument da się wyłapać. Mimo swojej dokładności Essence nie męczy słuchacza, co i nuż sprawiając jakąś niespodziankę. Technics SB-CA1060 bardzo polubiły Essence, szczególnie w kwestii dynamiki i przyjemnego, dobrze rozłożonego basu.

Rudna dodatkowa

Nie powinna dziwić opinia jasno podkreślająca, iż pomiędzy Xonar D1 i Essence STX II jest wychwytywana różnica. Nie jest to jednak przepaść wielka, wręcz zatrważająca jak to niektórzy pewnie oczekiwali. Dla świętego spokoju, karta została podłączona do głośników SoundWorks CSW250, które, na co dzień zgrywają się z Xonarem. Różnice w wypadku zestawu Creative 2.1 nie powalały, a raczej były trudne do wychwycenia, sprowadzając całość do drobnych niuansów. Laikom od razu wytłumaczę, bo możliwe, że tą okazję wcześniej przegapiłem, Xonar D1 nie jest żadną budżetówką czy bezczelnym kastratem jak większość kart marki ASUS dostępnych poniżej kwoty 200 zł, bowiem to pełno prawny, rewelacyjnie grający produkt.

asus essence stx-open

Jeśli chodzi o pojedynek Essence a Marantz, to jest to ciężki orzech do zgryzienia. Różnice pomiędzy kartą a odtwarzaczem są zauważalne, a słuchanie muzyki z tradycyjnego krążka to inna kultura delektowania się dźwiękami. Ostatecznie zarówno przy odsłuchu słuchawek jak i wzmacniacza to CD’ek jest wyżej w hierarchii, ale karta niewiele mu ustępuje, co przy fakcie odsłuchu z komputera muzyki skompresowanej (zarówno Flac i MP3 to stratna kompresja) jest osiągnięciem znaczącym. Pamiętajmy także, że słuchanie muzyki to tylko jeden aspekt akustycznej odysei przeżywanej na nowo każdego dnia przy komputerze, bo przecież na piecyku jeszcze oglądamy filmy i poniekąd zdarza się nam grać. Film w jakości 720p lub 1080p z ścieżką dźwiękową zapisaną w wysokim bit-rate, na poziomie Flac’a wywoła błogi uśmiech na twarzy, co tylko potwierdza że jeśli mierzymy w HTPC, współpracującego z sensownym systemem nagłaśniania i TV, to nie ma lepszego rozwiązania jak Essence. Ponad to podczas gry, w tym wypadku w Grid 2 i TitanFall karta ASUS również wywiązała się idealnie z swojego zadania.

Wnioski

Może zacznę od tego, co mi się podobało i czym Essence STX II mnie przekonał. Po pierwsze sposób podania karty przez producenta i bogaty zestaw akcesoriów cieszy. Widać, że ASUS potraktował temat bardzo poważnie. Sam design urządzenia przyciąga oko i aż żal zamykać je w szczelnej obudowie. Po drugie, proste i sprawnie działające oprogramowanie, choć te nie jest wyzbyte drobnych wad. Finalnym, najważniejszym plusem jest to jak Essence STX II gra, i tu mogę to skwitować całość jednym, bardzo wyrazistym określeniem – urwała mi czerep. Gra przyjemnie, wyraziście, zaś bas jest regularny na całości pasma a zamieszczone w zestawie przetworniki potrafią zaskoczyć w różnych konfiguracjach. Jakiekolwiek porównanie do zintegrowanej lub budżetowej karty dźwiękowej jest obelgą w stronę STX i niema większego sensu. Gra niemal tak dobrze jak odtwarzacz CD, co wydaje mi się idealnie podkreśla potencjał urządzenia.

Dla zróżnicowania, warto podać jakieś negatywy. Jeśli pytacie o konkrety to są tylko trzy rzeczy, z czego jedna nawet odstraszająca od zakupu. Po pierwsze razi mnie brak odpowiedniego modelu na poczciwe PCIx4. Powiecie głupota, ale ten fakt wyklucza wielu użytkowników, znowuż nawet nie tak starych płyt głównych, a dowodem na to będzie niemal każdy właściciel niektórych modeli z stajni DFI. To jednak kosmetyka. Bardziej głowiłem się nad sensem karty-siostry, dostarczającej dźwięk 7.1, gdyż gier obsługujących ten standard nie uświadczymy od wielu lat, a każdy meloman powie, że jedynym słusznym sposobem realizacji zamiłowania jest dobre stereo. Głośniki 7.1 mogą mieć sens jedynie przy kinie domowym, choć to już jest kwestia gustu. Faktem jest jednak, że ów mała karta podbija znacząco cenę, która i tak jest bardzo wysoka już za podstawowy model. Na polu stereo zaś poważną konkurencją jest koreański Audiotrak z swoim niepozornie wyglądającym Prodigy HD2, również pozwalającym na wymianę OPAmp’ów, przy niemal dwukrotnie niższej cenie.

Kupić, nie kupić o to jest pytanie. ASUS Essence STX II nie zawiódł mnie, choć karta nie jest skierowana do każdego konsumenta. To produkt dedykowany faktycznie prawdziwym miłośnikom i pasjonatom, oraz majsterkowiczów przygotowujących własne przetworniki, oczekujących nowych ciekawych doznań i generalnie ci zazwyczaj posiadają sprzęt, na którym taka dźwiękówka pokaże swój potencjał. Jak inaczej mogę podsumować kartę ASUS? Rozstanie z nią było bolesnym doznaniem, na tyle, że ekipa redakcyjna miała obiekcje czy aby wysłannicy ASUS nie wparują do redakcji celem odbicia karty z moich rąk przy użyciu stosownej siły.

Tak i Q

promocja