Ghost in the Shell to obecnie rozpoznawalna na całym świecie marka, od lat ciesząca się niesłabnącą popularnością. Tytuł ten pierwotnie wyznaczał kierunek, w jakim podążał gatunek filmowo-literacki cyberpunk, dlatego nie jest to materiał prosty w obróbce w przypadku adaptacji przeznaczonej dla innego medium.

Autor mangi Ghost in the Shell wydanej w 1989 roku, pan Masamune Shirow, już od dawna pozostaje na uboczu, zaś jego kreacja na przestrzeni lat przybierała różne formy z większym lub mniejszym powodzeniem trafiając w gusta fanów tudzież krytyków. Do ścisłego kanonu prócz komiksu zapisał się jeszcze film z 1995 roku w reżyserii Mamoru Oshii, oraz nieco późniejszy serial zatytułowany Stand Alone Complex, i to właśnie na jego bazie koreańskie studio Neoburu, należące do firmy Nexon, postanowiło sprezentować graczom sieciowego shootera.

O projekcie usłyszeliśmy rok temu i od tamtej pory – niczym wygłodniały student na kebab – czekałem na więcej soczystych informacji. Po okresie względnej ciszy, niespełna miesiąc temu zostały udostępnione zapisy stestów wersji beta gry First Assault. Nie zastanawiając się długo wysłałem zgłoszenie, które ku mojemu zadowoleniu zostało rozpatrzone pozytywnie.

Zanim przejdziemy do konkretów, warto powiedzieć nieco więcej o pomysłodawcach. Sam motyw adaptacji Ghost in the Shell na kanwę gry komputerowej nie jest nowy, albowiem właściciele konsol PSX oraz PlayStation 2 wiedzą coś na ten temat. Jednak od ostatniej premiery takiej produkcji minęło lekką ręką licząc jedenaście lat. Na szczęście tematem zainteresował się koreański potentat na rynku sieciowych gier spod szyldu Free to Play, wspominana firma Nexon. Projekt zlecono zewnętrznemu studiu Neoburu, dorobek którego można ocenić na niezbyt pokaźny. Czy zatem gra ma jakieś szanse, aby zaistnieć szerzej w branży, zyskując tym samym przychylność odbiorców?

First Assault_03

Ghost in the Shell: Stand Alone Complex – First Assault, bo tak brzmi pełen tytuł, jak na razie zapowiedziano, jako exclusive dla platformy PC. Cały koncept gry najwidoczniej polegał na sprezentowaniu sieciowego shootera, mocno zakorzenionego w klasyce gatunku, jednocześnie stawiającego wyłącznie na zabawę drużynową. Z tego względu nie uświadczymy trybu deathmatch, choć moim zdaniem pozycja nie traci na tym nic. Jako gracz wcielamy się w wybranego członka osławionej Sekcji 9, powołanej do walki z cyberterroryzmem. Odział szybkiego reagowania tworzą „Major” Motoko Kusanagi, Bateau, Togusa, Ishikawa, Saito, Paz, Borma oraz Azuma. Na samym początku wybieramy, kim chcemy kierować, choć nie jest to wybór permanentny, albowiem wraz z uzyskaniem wyższych poziomów doświadczenia odblokowujemy kolejne postacie.

Nasz wybór ponadto nie jest wyłącznie natury „czysto estetycznej”, lub podyktowany tym, kogo bardziej lubimy. Każda postać ma osobne atrybuty oraz umiejętności specjalne, odgrywające szalenie istotną rolę podczas rozgrywki. Przykładowo Major po zebraniu odpowiedniej ilości punktów, zdobywanych głównie poprzez uśmiercanie adwersarzy, ewentualnie po upływie danego czasu, może skorzystać z kamuflażu termooptycznego, czyli staje się do pewnego stopnia niewidzialny. Tak wygląda poziom pierwszy skill’a, na drugim natomiast dla osiągnięcia lepszego efektu dzielimy się swoimi atrybutami z innymi członkami nawiązując pewnego rodzaju połączenie. Tym sposobem kamuflażu może użyć inny wojak, nie mający go w swoich umiejętnościach.

First Assault nie byłby cyberpunkiem pełną gębą, gdyby nie istniała możliwość instalacji usprawnień w ciałach członków Sekcji 9. Te naturalnie odblokowujemy z czasem – warto dołożyć ku temu wszelkich starań, albowiem wnoszą wiele do rozgrywki przeistaczając regularnego żołdaka w prawdziwą maszynę do nabijania fragów. Jeśli wam mało, każdy członek 9’tki ma do zaoferowania wspomniane ciekawe skille, od protez a’la DeusEx z ukrytym uzbrojeniem, różnego rodzaju drony, aż po przydatną termowizję. Tym sposobem czuć soczysty klimat Ghost in the Shell. Pod tym względem nie zawodzą również kreacje postaci żywcem wyjęte z serialu jak i projekty map. Beta udostępniła trzy plansze, raczej średnich rozmiarów, swoim rozplanowaniem jasno sugerując zabójcze tempo rozgrywki. Wizualnie całość także prezentuje się bardzo dobrze, przy relatywnie niskich wymaganiach sprzętowych. Autorski silnik graficzny działa żwawo, zaś ilość detali na ekranie cieszy oko. Ponadto pastelowe kolory plus liczne detale specyficzne dla kultowego anime, przy odwzorowaniu scenerii znanych choćby z filmów lub mangi GitS robią kapitalne wrażenie. Niestety, póki co beta nie uwzględnia bardziej zaawansowanych fajerwerków graficznych, tudzież destrukcji otoczenia w stylu Battlefielda, choć prawdopodobnie tego elementu nie uświadczymy raczej nigdy. A szkoda.

First Assault_02

Mechanika rozgrywki przypomina tą znaną z darmowego Combat Arms lub Warface od studia Crytek, ewentualnie bliższego sercom posiadaczy konsol Blacklight: Retribution. Natomiast z klasyka America’s Army podpatrzono prosty pomysł, mianowicie obie drużyny to Sekcja 9’ta, ale widzą siebie pod postacią regularnej piechoty, ochroniarzy lub terrorystów. Tak jeszcze na marginesie – w First Assault znajdziemy, co najmniej dwa tuziny zapożyczeń z najgłośniejszych tytułów FPP, od Titanfall, Call of Duty na DeusEx kończąc. Niestety producenci nie uniknęli także przy tym irytujących błędów. Przykładowo, konstrukcja jednej mapy aż nazbyt umożliwia rushowanie punktu odrodzenia drużyny przeciwnej, natomiast snajperzy z absurdalną mocą swojej broni przy obecnej mechanice rozgrywki bardziej nadają się – na modłę Call of Duty – do szturmu niż bezpiecznego osłaniania kompanów z odległości. Generalnie balans uzbrojenia wydaje się lekko zachwiany, prowadząc często do irytacji podczas wymiany ognia. Pistolet jest wręcz bezużyteczny, a nóż (raczej ostrze na modłę Assassin’s Creed) to istne narzędzie apokalipsy.

Pozostając na chwilę jeszcze przy uzbrojeniu warto powiedzieć, czym będziemy się posługiwać. Jest to szczególnie ważne dla każdego, kto jest fanem Masamune Shirowa i jego twórczości. Jeśli czytaliście Ghost in the Shell, Appleseed lub Dominion wiecie, że Shirow, jeśli idzie o wymyślanie ekwipunku dla żołnierza tudzież samego uzbrojenia miał dosłownie łeb jak sklep. Już na samą myśl wypróbowania karabinu Seburo dostałem ataku radości, a mimo tego twórcy gry zdecydowali się na bardziej klasyczny zestaw: M4, CSARL, MP5A5, MP5K, Fn Minimi, itd. Mimo że lekko unowocześnione modele broni wyglądają świetnie, i brzmią doskonale wywołując przyjemne musowanie w okolicach prostaty, ale mimo tego, jako fana wszystkiego, związanego z „klasycznym” Ghostem Shirowa jest to spory zawód. Reszty niezorientowanej gawiedzi będzie to pewnie mało obchodzić.

Jaki werdykt? Ghost in the Shell: Stand Alone Complex – First Assault ukaże się w marcu przyszłego roku. To sporo czasu, aby naprawić rażące błędy straszące tu i ówdzie, poprawić balans rozgrywki oraz dopieścić wizualnie dzieło, albowiem wygląda świetnie, choć ewidentnie widać, że można z enginu wycisnąć więcej. Jeśli idzie o optymalizację pracy z siecią już teraz nie mogę na nic narzekać – przy połączeniu z amerykańskimi serwerami, na problematycznym łączu bezprzewodowym WiMax pingi prezentowały przyzwoity poziom. Generalnie gra posiada masę dobrych pomysłów, zaszczepiono w niej unikalny klimat serialu i mangi, a ponad wszystko nie sprawia wrażenia budżetowej popierdułki. Rozgrywka wciąga, cieszy, bawi, czyli robi to, co porządny sieciowy FPS powinien, dlatego żałuję, że nie będzie trybu dla pojedynczego wyjadacza, z konkretną linią fabularną.

Reasumując: First Assault do prawdziwa gradka dla fanów Ghost in the Shell lub amatorów dynamicznych sieciowych zmagań. A jeśli jedna osoba łączy w sobie obie cechy, to będzie wręcz wniebowzięta. Myślę, że warto poczekać do  zaplanowanej na wiosnę 2016 r premiery.