Po „The Wolf Among Us” nie wiedziałem czego się do końca spodziewać. Byłem świeżo po ukończeniu drugiego sezonu „The Walking Dead”, który to okazał się trochę gorszy niemal pod każdym względem od genialnej pierwszej części. Nowa, nieznana szerszemu odbiorcy, przynajmniej w Polsce, marka mogła oznaczać nowy start dla Telltale Games, wyznaczając sobie tym samym nowe cele, jak i próbując nowatorskich rozwiązań gameplayowych czy narracyjnych. Tak się jednak nie stało i „The Wolf Among Us” jest kolejną wariacją na podstawie tego samego schematu. Nadal jest to smakowity kąsek, tym bardziej dla wielbicieli klasycznych baśni czy klimatu noir.

Produkcja Telltale Games to growa adaptacja komiksu „Fables” opowiadający o losach Baśniowców, czyli najróżniejszych postaci z bajek, baśni, legend, czy nawet miejskich legend. Bohaterowie zmuszeni są opuścić rodzinne strony z niewyjaśnionego w grze powodu i przeprowadzają się do jednej z dzielnic w Nowym Jorku. Baśniowce próbują przystosować się do nowych warunków, ale pewnej nocy ktoś zakłóca spokój baśniowym postacią mordując jedną z nich. Bigby, czyli straszny zły wilk, pełniący obowiązki szeryfa, musi rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa. Pomimo dobrego węchu oraz intuicji, Bigby nie jest zbyt lubiany wśród Baśniowców, którzy mają mu za złe wszystkie złe czyny, których dopuścił się w przeszłości. Dla niego to nie tylko szansa na spełnienie swoich obowiązków, ale także odkupienie win.

The-Wolf-Among-Us-Episode-1-screenshot-7

Telltale Games przyzwyczaiło nas do rewelacyjnie napisanych historii i w „Wilku” nie jest inaczej. Gra bije na głowę to co przeżywaliśmy wspólnie z Lee czy Clementine. W tamtej produkcji twórcy musieli mierzyć się z prawdziwym fenomenem, dodatkowo obciążeni byli nośnym, lecz wyeksploatowanym tematem zombie. Tym razem mogli popuścić wodze fantazji, bo historia przedstawiona w grze jest prequelem do wydarzeń znanych z komiksów, co pomaga w zrozumieniu świata jak i przedstawieniu kluczowych postaci. Tych mamy kilka, ale żadne nie przypominają słodkich i bajecznych bohaterów z animacji Disneya. Bliżej im do pierwotnych baśni autorstwa braci Grimm, w których rzadko która historia kończyła się happy endem. Na swojej drodze spotykamy m.in. Królewnę Śnieżkę, Piękną i Bestię, Myśliwego czy Małą Syrenkę. Do tego dochodzą postacie mniej oczywiste jak: Ichabod Crane (z legendy o jeźdźcu bez głowy), Bufkin (Czarnoksiężnik z krainy Oz), Magiczne Zwierciadło, Sinobrodego, Colina (Trzy świnki), Trolla Holly, Vivian (z opowieści o magicznej czerwonej wstążce), małego Timiego (Opowieść wigilijna) czy Krwawą Mary. Chociaż mamy do czynienia z miszmaszem, to o dziwo każda z postaci pasuje jak ulał do tej skomplikowanej układanki.

Baśniowcy żyją na swój własny sposób, próbując przeżyć w nieprzyjaznym i obcym świecie wiążąc jakoś koniec z końcem, pamiętając dawne, dobre czasy. Dla niektórych jest to jednak przepustka do zupełnie nowego życia. Tak jest i z wilkiem Bigbym, ale także ze Śnieżką, która zupełnie nie przypomina tej samej dziewczyny śpiewającej w lesie czy Ichabodem Cranem, który nie musi się martwić o pogoń bezgłowego jeźdźca. Każda kolejna wprowadzona do opowieści postać daje coraz szerszy pogląd świata, w którym przyszło im żyć. Jako, że jest to gra noir, którą można byłoby umiejscowić na przełomie naszych lat 80 i 90, jest w niej obecny cały brud nieprzyjaznego świata. Morderstwo to dopiero początek śledztwa, które zaprowadzi Bigby’ego oraz Śnieżkę w coraz ciemniejsze rejony zamieszkiwane przez Baśniowców. Mamy tu więc wątki erotyczne, masę przekleństw czy mnóstwo nawiązań do poprzedniego życia baśniowych postaci, które każdy z nas mniej lub lepiej zna.

bigby_wolf

Cała rozgrywka polega na eksplorowaniu niewielkich terenów, dokładnym im przeszukiwaniu oraz interakcji, zazwyczaj polegającym na pogoni lub walce z kimś. W „Wilku” jest o wiele więcej gameplayu, głównie dzięki braku ograniczeniom do wykorzystania walki wręcz, która chlebem powszednim w świecie „Żywych trupów” nie jest. Gameplay nie jest szczególnie urozmaicony, ale zdecydowanie więcej jest tu gry niż w poprzednich produkcjach Telltale Games. Nadal najważniejszą częścią gry są rozmowy z postaciami oraz wybieranie odpowiednich kwestii dialogowych. W „The Wolf Among Us” nie czułem, że twórcy robią mnie w balona i cokolwiek bym nie wybrał, to i tak historia potoczy się tak samo. Może i to złudne wrażenie, ale miejscami miałem przebłyski kreowania swojej własnej opowieści. Dlatego też starałem się grać po swojemu, choć czasami wahałem się jaką opcję dialogową wybrać, bo żadna w stu procentach nie była tą, do której byłbym od razu przekonany. Cieszy także większa ingerencja gracza we fragmentach walki. W „The Walking Dead” wszystko sprowadzało się do z góry narzuconego przez twórców rozwiązania. W tej produkcji nie tylko możemy zdecydować się na przyłożenie postaciom, których z jakiś powodów nie lubimy, ale także samemu zademonstrować swoją dziką naturę i raz na zawsze pozbyć się delikwenta. Oczywiście, „Żywe trupy” to zupełnie inna historia, która kładzie nacisk na inne aspekty, ale miło, że twórcy nie przełożyli wszystkiego z poprzedniej produkcji jeden do jednego, tylko próbowali wyznaczyć dla „Wilka” swoją własną jakość.

bigbybufkin

SPOILER – jeżeli nie grałeś w „The Wolf Among Us”, przejdź do następnego akapitu!

Nie jestem zwolennikiem zdradzania zakończeń w takich tekstach, ale „Wilk” ma niezłe zwieńczenie historii, która wiąże się z pewną kontrowersją. Otóż Bigby zostaje wykorzystany przez jedną ze striptizerek, która w akcie zemsty na szefie swojego pracodawcy składa fałszywe zeznania, tym samym robiąc jeszcze większy zamęt w końcówce. Wszystko to jest ciekawym zabiegiem, bo nagle okazuje się, że wielkiego, złego i twardego wilka można z łatwością oswoić. Czułem się z tym niezręcznie. Oczywiście cieszyło mnie doprowadzenie sprawy do końca, ale nagle satysfakcja była jakby mniejsza, gdy dowiedziałem się, że to nie ja w skórze głównego bohatera zająłem się sprawą od początku do końca, ale była to czysta manipulacja twórców za pomocą jednej z postaci. Zabieg niezwykle psychologiczny, który w pewnym sensie daje do myślenia nie mniej niż słynny twist fabularny z „Bioshocka”. To co nie do końca kupiło mnie w zakończeniu to proces Garbusa, który przez bite kilkanaście minut powtarza do znudzenia tę samą kwestię, jakby nie potrafił wymyślić innej linii obrony. Już w połowie miałem ochotę wrzucić go do Studni Czarownic, ale na szczęście sam dał mi pretekst do tego, aby nie wahać się dłużej i uwolnić od niego świat raz na zawsze. Nie wiem czy to celowy zabieg scenarzystów, czy sami nie mieli do końca pomysłu na dialogi dla Garbusa, ale było to trochę męczące, tym bardziej, że gra ma rewelacyjnie napisane dialogi.

„The Wolf Among Us” pomimo klasycznej dla gier Telltale Games formy pięcio-odcinkowego sezonu posiada zamkniętą historię. Dalsze losy Baśniowców możemy poznać czytając komiks, dlatego mam wątpliwości, czy twórcy wrócą jeszcze do tego tematu. Pierwszy sezon „Wilka” jest bardzo udany. Gra ma niezwykły klimat, który rzadko obecny jest we współczesnej popkulturze. Dużym atutem jest nieco podrasowana oprawa graficzna w porównaniu do „Żywych trupów”, dodatkowo ukrywająca wszelkie wady silnika graficznego w niezwykłej oprawie artystycznej i rewelacyjnej kolorystyce każdej ze scen. Niezapomniany jest również główny motyw muzyczny występujący w openingu każdego z odcinka. Telltale Games może i bierze wiele na swoje barki, ale ich twórczość nadal stoi na bardzo wysokim poziomie, głównie pod względem fabularnym, bo w narracji, kreowaniu bohaterów, przedstawienia świata czy w końcu w cliffhangerach kończących każdy odcinek nie mają sobie równych. Była to niezwykła przygoda, zdecydowanie lepsza od drugiego sezonu „The Walking Dead” i liczę, że w Bigby’ego jeszcze nie raz się wcielimy.

promocja