Wiele firm testuje obecnie sztuczną inteligencję mającą pomagać użytkownikom w odnalezieniu odpowiedzi na problemy życia codziennego – na przykład gdzie znaleźć najbliższą kawiarnię modnej sieci, jak nazywa się największe miasto w Papui albo kto w promieniu 10 kilometrów najtaniej wymieni nam zestaw opon. I tak Apple ma swoją Siri (po przeczytaniu „Ślepowidzenia” wydaje mi się to idealną nazwą), Microsoft ma Cortanę, a Google – Google Now. Do grona firm oferujących wirtualnego asystenta zamiar ma dołączyć Facebook. Facebookowy asystent ma jednakże pewne cechy, które znacznie wyróżniają go na tle konkurencji.

Po pierwsze, M, bo tak lakonicznie nazywa się funkcja testowana właśnie przez Facebooka, został zintegrowany z Facebook Messengerem. Jego obsługa jest więc czysto tekstowa, jak w przypadku klasycznych wyszukiwarek, a nie głosowa, jak w rozwiązaniach konkurencji. Z jednej strony musimy więc mieć wolne ręce (albo chociaż jedną rękę), z drugiej zaś unikamy niezręcznych sytuacji związanych z komunikacją głosową.

Drugą cechą wyróżniającą M jest wsparcie AI przez żywe osoby. Ludzie zatrudnieni przy projekcie zajmują się trenowaniem sztucznej inteligencji oraz nadzorem nad jej poczynaniami. Nie wiemy na ile jest to cechą stałą produktu, a na ile elementem charakterystycznym dla fazy testowej. Chociaż tak naprawdę sedno sprawy nie tkwi w samym nadzorze ludzi nad sztuczną inteligencją, ale w tym, na ile ten nadzór jest dokładny – ile roboczogodzin przypada na milion obsłużonych zapytań. Samo wspomnienie przez Facebooka o istnieniu ludzkiego nadzoru może jednak sugerować, że system będzie kontrolowany dokładniej od rozwiązań konkurencji.

Chociaż z drugiej strony, może to być jedynie próba uspokojenia konsumentów. Trzecia cecha wyróżniająca M na tle konkurencji może bowiem przyprawić niejednego z nas o lekki skok ciśnienia. Okazuje się bowiem, że M, kiedy go o to poprosisz, nie tylko wyszuka najbliższą kwiaciarnię, ale także zamówi w niej w twoim imieniu kwiaty. System ma więc, w przeciwieństwie do produktów konkurencji, bardziej niż suchą wyszukiwarkę internetową, przypominać faktycznego konsjerża, czy jak kto woli, osobistego asystenta.

facebookM2

Upłynie jeszcze trochę szampana w Monte Carlo zanim M trafi do publicznego użytku. Na razie osobisty asystent pozostaje w fazie zamkniętych testów. Pozostaje nam więc jeszcze trochę poczekać, zanim zobaczymy, czy szybsze bicie serca spowodowane będzie miłością do luksusowego rozwiązania, czy raczej niepokojem o jego niezawodność.

[źródło i grafika: gizmodo.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!