Całkiem niedawno na polskim rynku zadebiutował tytuł Survarium – pierwsza produkcja studia Vostok Games, która pod wieloma względami zdążyła bardzo namieszać na growej scenie, napotykając się na sporą dawkę entuzjazmu samych graczy oraz przedstawicieli branży dziennikarskiej. Otrzymałem arcyważne zadanie zanurzenia się w świecie Survarium, a następnie, jeśli będzie to tylko możliwe przelać na papier swoje wrażenia z sieciowych wojaży. Byłem, widziałem, zdołałem wrócić do świata realnego, to też opiszę w paru słowach swoje spostrzeżenia.

By zrozumieć głębszy sens owej produkcji oraz mojej wypowiedzi na jej temat, należy cofnąć się w czasie o okrągłe osiem lat. Jest rok 2007, swoją premierę miały dwie gry, które technologicznie zdołały namieszać w świecie elektronicznej rozrywki. Mowa oczywiście o Crysis i S.T.A.L.K.E.R., gdzie ten drugi powstawał zdecydowanie w bólach, poniekąd nawet dłużej niż sam król wszystkich opóźnień znany pod nazwą Half-Life 2. Z projektem GSC Game World, osadzonym w postapokaliptycznej wizji, gdzie ukraińskie miasto Prypeć zostało dotknięte dwiema katastrofami atomowymi, były problemy już od samego początku jego istnienia, czyli okolic roku 2003, jeśli pamięć mnie nie myli. Utarczki z wydawcą, ograniczenia technologiczne, nagłe zmiany nazwy i koncepcji powodowały, że cenny czas, czyli w gruncie rzeczy pieniądze a tym samym cierpliwość akcjonariuszy szybko topniała i ostatecznie produkt ujrzał światło dzienne, tyle że na wpół skończony. Pierwszego S.T.A.L.K.E.R.’a zapamiętaliśmy, jako koncert niespełnionych życzeń. Z drugiej strony technologicznie urywał czerep, zaś sam klimat to był wręcz cud, malina i orzeszki.

Stalkerów powstało jeszcze kilka, ale pewien trzon zespołu dotychczas pracujący nad tą marką ogłosił secesję, przejawiając chęci na coś nowego, pod własną, niezależną banderą. Tak powstało studio Vostok. Dlaczego akurat wspominam o dawnych dziejach? Bowiem ograne Survarium w istocie maluje się, jako dopracowany i skończony S.T.A.L.K.E.R., czyli jest tym, czym jego dziadek nie miał szans się stać. Omawiana produkcja charakteryzuje się kilkoma bardzo pozytywnymi cechami, proszącymi się, aby opisać je w kilku zwięzłych akapitach, choć nie zapominajmy także o pewnych wadach.

Świat przedstawiony w Survarium umieszczono w postapokaliptycznej przestrzeni, wzbudzając tak sympatię każdego, kto grał przykładowo w S.T.A.L.K.E.R.’a, Fallout’a, Rage’a; słowem odwołano się do zainteresowań konsumentów zdecydowanie czerpiących przyjemność z pokrewnych tematycznie gier oraz literatury i filmu. Tym razem scenarzyści postanowili trochę zaszaleć, poszukując inspiracji innej niż klasyczna zagłada nuklearna. Co więc spowodowało, że świat Survarium wygląda tak jak wygląda? Uchylając trochę rąbka tajemnicy, do niemal zagłady całej ludzkości przyczynił się bliżej niezrozumiany fenomen naturalny. Przeczący wszelkim prawom przyrost roślin i ich mutacje pochłaniały kolejne miasta w zastraszającym tempie, uniemożliwiając funkcjonowanie społeczeństwa, sypiącego się niemal jak domki z kart bez dostępu do złóż naturalnych itd. Czyli względnie sama natura podjęła decyzję o usunięciu problemu zwanego ludźmi. Sami przyznacie, że wizja ta jest dość oryginalna.

Dopiero na tym etapie zaczyna się zabawa. Otóż zagładę przeżyła garstka ludzi, formując tak w następnie różnorakie frakcje. Każda ma inne założenia, zadania, choć głównym celem dla każdego jest przetrwanie. Walka toczyć będzie się o dostęp do bardzo ograniczonych zasobów, co ma pomóc w odbudowaniu tego, co zostało nam odebrane, chociaż w pewnym stopniu, bowiem każdy chyba ma świadomość, iż do poprzedniej rzeczywistości nie da się już wrócić.

Survarium_screenshot_3

Cała idea opiera się na dobrze znanej mechanice MMORPG, gdzie gracze formułują drużyny przystępując do konkretnych frakcji. Nie występuje tutaj podział na rasy, jednak każda organizacja posiada swoje specyficzne umiejętności determinowane przez dostęp do konkretnego ekwipunku. Aby poprawnie grać w Survarium i odnosić sukcesy nie wystarczy tylko celnie strzelać. Trzeba jeszcze myśleć. Rozgrywka podzielona jest na szereg różnych trybów gry, zaś każda mapa wymusi inną strategię. Uzbrojenie jest bardzo bogate, to też rozsądnie wybierajcie oręż, gdyż nie każdy karabin nadaje się na otwarte lub zamknięte przestrzenie, a amunicja jest bardzo cenna. Po zakończeniu każdego meczu musimy zadbać o uzupełnienie zapasów, w przeciwnym razie nie będziemy mieli, czym się bronić w następnej rozgrywce. O wszelkich konfiguracjach ekwipunku, rodzaju uzbrojenia, itd. można pisać bardzo długo. Wystarczy, że powiem, iż pod tym względem to rasowy RPG w całej okazałości.

Cała rzecz ma miejsce na terenach Rosyjsko-Ukraińskich, podobnie jak pierwowzór Stalker, to też jest bliska naszym słowiańskim sercom. Polacy zresztą udowodnili swoje zainteresowanie projektem wspierając go, gdy ten był jeszcze w fazie crowdfundingu. Twórcy docenili ten gest wydając tylko w naszym kraju pudełkową wersję. Nie odbiegając jednak od tematu, klimatu trudno odmówić produkcji Vostok. Przyjdzie nam zwiedzić opuszczone wsie, miasta, bazy wojskowe oraz fortece, przypominające infrastrukturę, jaką można spotkać na naszych ziemiach. Całość hula na autorskim, wciąż rozwijanym silniku graficznym, choć finalny efekt bardzo przypomina Stalkera pod względem warstwy wizualnej oraz ogólnej motoryki i mechaniki rozgrywki, co w tym drugim przypadku już tak bardzo nie przypadło mi do gustu. O samym Survarium trudno powiedzieć, aby był brzydki, wszakże trąci trochę oprawą jakby z przed kilku lat, ale wszystkie elementy dograno z sobą spójnie, zaś w segmencie Free to Play jest bezkonkurencyjny. Nawet Warface oparty na technologii Cryengine nie cieszy taką ilością detali i jakością efektów wizualnych.

Optymalizację mogę podzielić na dwa osobne segmenty. Żeby w ogóle odpalić grę nie potrzebujemy komputera NASA, a nawet kilku letni sprzęt pozwoli na komfortową zabawę. W naszym przypadku cztero-rdzeniowy Phenom drugiej generacji, cztery giga ramu oraz dwu-gigowy Radeon serii siódmej HD pozwolił na maksymalny poziom detali w rozdzielczości Full HD. Niestety z optymalizacją sieciową bywa już różnie. Znajduję się akurat w tej niekomfortowej sytuacji, iż jestem skazany na łącze klasy WiMax i jak dotąd wszystkie produkcje Free to Play nie nadawały się do komfortowej zabawy z tym standardem. Survarium nie jest wyjątkiem, bowiem wysokie pingi nawiedzały mnie nieustannie, powodując jeszcze większe rozgoryczenie w kluczowych sytuacjach. Podobno nagłe wahania zdarzają się właścicielom nawet tradycyjnego Internetu „po kablu”, co może być bardzo zniechęcające dla potencjalnego konsumenta.

Jakie są moje wrażenia po ograniu produkcji studia Vostok? Dla wielu kontrowersyjnym może wydać się model Free to Play, jednak widać w tym większy zamysł i strategię twórców, a to, dlatego iż takie produkcje przynoszą ogromne przychody, jeśli tylko zdołają się przyjąć. O to chyba możemy być spokojni, albowiem Survarium dał się poznać, jako kawałek sensownego kodu. Po pobraniu zawartości, co w moim przypadku trwało prawie wieczność zdradzając znów problem z serwerami, otrzymujemy bogatą, dużą i ciekawą grę, notabene wciąż rozwijaną i usprawnianą. Naturalnie w produkcji znalazły się drobne niekonsekwencje, jak np. ciężko uzbrojony piechur nie może biegać, ale skakać jak zając nawet z dużych wysokości może bez żadnych przeszkód. Na takie kwiatki gracze zwrócą uwagę, wytkną i pojawią się prawdopodobnie kolejne łatki.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że to produkt darmowy. Możemy pobrać, zainstalować, zagrać i nikt nie zażąda od nas złotówki do momentu, jeśli będziemy chcieli wzbogacić nasz ekwipunek o lepsze przedmioty lub broń. Tu warto tylko wtrącić, iż nie dajcie sobie wmówić, że oręż oraz amunicja, za które trzeba wydać realne złotówki, nie jest wcale lepszy od tego podstawowego, bo jest i wpływa znacząco na przebieg potyczek. Na ten fakt musimy się przygotować mentalnie, to też świadomość konieczności wydania gotówki na dalszym etapie zabawy, jeśli tytuł zdoła nas przekonać. Jednak sama wiedza o możliwości sprawdzenia jak to działa na naszym sprzęcie bez wydawania oszczędności jest wręcz błoga.

Reasumując mamy do czynienia w wielką i bardzo przyjemną niespodzianką obecnego sezonu jesienno-zimowego. Jeśli kochacie klimaty postapokaliptyczne, i jesteście w stanie przełknąć dość specyficzną mechanikę rozgrywki bierzcie w ciemno. MMOFPS, bo tym w istocie jest Survarium, to rzadkość zarówno na PC i konsolach, to też nawet dla zaspokojenia swojej ciekawości warto zagrać. Mnie, jak wspomniałem, odrzuciły problemy techniczne z serwerami, co mam nadzieję poprawią w przyszłości, oraz motoryka niemal żywcem wyjęta z Stalkera, co jak pamiętam niegdyś doprowadzało mnie niemal do furii. Z tego tytułu szybko powróciłem do swojego stałego menu. Jednak czy żałuję poświęconego czasu na twórczość wschodnich sąsiadów? Zdecydowanie nie.